Wilk morski w powstaniu wielkopolskim. Jan Tomaszewski (1867–1942)


Urodził się 13 lipca 1867 r. w Chełmnie nad Wisłą (Pomorze, w ówczesnym pruskim zaborze) w rodzinie kupieckiej, jako syn Józefa i Teresy z Chrzanowskich. Zmarł w Częstochowie i tu został pochowany.

 

Kontynuując rodzinną tradycję, też został z zawodu kupcem. Osiągnąwszy wiek dorosły jako poddany Cesarza Prus został powołany do obowiązkowej służby wojskowej w Cesarskiej Marynarce Wojennej, a po doświadczeniach z tej służby zdecydował się podjąć pracę jako marynarz w Cesarskiej Marynarce Handlowej. Stąd też mawiał czasem o sobie „wilk morski”. W międzyczasie, 14 lipca 1897 r. ożenił się z nauczycielką Olgą Wiłkońską (córką Zygmunta i Walerii Borne), z którą miał synów: Zygmunta i Jana oraz córkę Halinę. Pod koniec XIX w., zakończywszy pracę na morzu, prowadził aktywność zawodową jako kupiec, zmieniając miejsce zamieszkania: Warszawa, Konin, Wronki, Hamburg, Antwerpia, Kalisz, Bremenhaven, Berlin. Regularnie wracał do Poznania, gdzie mieszkała jego rodzina. Z kart jego wspomnień widać, iż był człowiekiem głęboko religijnym.

 

 

Z wybuchem I wojny światowej w 1914 r. Jan Tomaszewski zmobilizowany został i wcielony do wojsk lądowych Cesarskiej Armii, w której walczył na froncie zachodnim, dosłużywszy się stopnia porucznika i w 1918 został zdemobilizowany. Warto wspomnieć, że niewielu Polaków, nawet najbardziej utalentowanych, mogło u Niemców awansować powyżej podporucznika. Była to celowo prowadzona polityka kadrowa, by Polacy nie posiedli wiedzy wojskowej wyższych oficerów; przezornie Niemcy nie chcieli wychować sobie potencjalnego silnego przeciwnika. Stąd wśród dowódców ochotniczych oddziałów powstania wielkopolskiego w początkowym okresie przeważali podporucznicy, którzy pomimo wysokiego morale i ochoczego do walki przeciw Niemcom ducha popełniali błędy taktyczne wynikające z niewystarczającej wiedzy czy doświadczenia. Na podobnej zasadzie w Poznańskiem nie tworzono wyższych uczelni rangi uniwersyteckiej.

Prusacy zresztą pomni byli buntowniczego charakteru Polaków-Wielkopolan i ich waleczności w powstaniach w roku 1806 (w oczekiwaniu na Napoleona Bonaparte, zakończone pełnym sukcesem) oraz 1846 (nieudane wskutek penetracji środowisk konspiracyjnych przez niemieckie służby), a także udziału wielkopolskich oddziałów w działaniach wojennych na terenie zaboru rosyjskiego w latach 1830–31 i 1863–64. Wielkopolanie zaś pomni tych samych doświadczeń uznali, że ewentualne kolejne powstanie ma szanse powodzenia jedynie w przypadku, kiedy będzie poprzedzone gruntownym przygotowaniem, nastąpi właściwy moment, tzn. kiedy zaborca będzie słaby i zaangażowany w wojnę z innym zaborcą, oraz będzie można liczyć na daleko idącą pomoc z zewnątrz.

II poł. XIX w. oraz początek XX w. w zaborze pruskim charakteryzowały się narastającymi szykanami wobec Polaków i polskości – stopniowo eliminowano język polski ze szkolnictwa, sprowadzano osadników z innych regionów Niemiec i wykupywano ziemie od polskich właścicieli, nawet zmuszano Polaków do zmiany pisowni nazwisk na bardziej niemiecką w regionach, gdzie stanowili oni mniejszość, jakkolwiek potem obróciło się to przeciwko nim, o czym w dalszej części tekstu wspomnimy.

Polacy stawiali tym działaniom opór, choć nie o charakterze zbrojnym. Uczniowie strajkowali w szkołach, a także zrzeszali się w tajnych organizacjach (celem poznawania historii i kultury polskiej, a także umiejętności wojskowych – Towarzystwo Tomasza Zana i inne), jak również w legalnych (sokoli i skauci), które pod pozorem wycieczek krajoznawczych i dbałości o kulturę fizyczną miały przygotować kadry do walki o wyzwolenie spod zaboru. Dorośli i dojrzali Polacy organizowali się w tajne komitety obywatelskie lub nieformalne grupy, stanowiące elitę lokalnych środowisk z opcją ewentualnego przejęcia władzy w swoich miejscowościach w razie wybuchu powstania. Ponadto tworzyli podmioty gospodarcze nie tylko celem własnego utrzymania, ale i aby materialnie bogacić polskie środowisko, tworzyć miejsca pracy dla rodaków (Hipolit Cegielski i jego słynna fabryka, poznański hotel Bazar i jego polscy udziałowcy czy też hotel Royal – własność Leokadii Świtalskiej). Nie do przecenienia jest także rola licznych księży katolickich (m.in. Piotr Wawrzyniak, Stanisław Adamski), którzy w tej sytuacji musieli wyjść poza pracę duszpasterską i także tworzyli firmy, spółki, wydawnictwa i banki. Te ostatnie miały udzielać pożyczek Polakom i zapobiec wykupywaniu ziemi przez Niemców.

Kiedy zatem wybuchła Wielka Wojna, zdawało się, że odpowiedni moment jest już blisko. Młodzi Polacy z Wielkopolski uznawali, że pomimo ryzyka utraty życia, należy podjąć służbę wojskową w armii pruskiej, aby zdobyć cenne doświadczenie bojowe, które bardzo przyda się w powstaniu. Po 4 latach walk na froncie zachodnim Niemcy zaczęli ponosić klęskę, morale żołnierzy spadło, nie chcieli już walczyć, tylko wracać do domu, zrobiły też swoje rewolucyjne idee, wybuchły bunty w wojskach lądowych i marynarce. Cesarz Wilhelm II Kaiser abdykował 9 listopada 1918 r. i poprosił o azyl polityczny w Belgii. Polacy zaczęli masowo dezerterować i wracać w rodzinne strony, bądź też nie wracać z urlopów, w umundurowaniu i z bronią, pomimo iż było to zabronione. Proklamowano republikę, która na szczęście dla Polaków była państwem słabym i pogrążonym w chaosie. W Wielkopolsce w tym czasie wzmożono pracę konspiracyjną w szeregach sokołów, skautów, Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego i innych, prowadzono tajne ćwiczenia wojskowe, tworzono zakonspirowane składy broni i amunicji (w samym Poznaniu w przeddzień Powstania Wielkopolskiego było ich aż 11).

Takie okoliczności w pierwszej połowie listopada 1918 w Poznaniu napotkał powróciwszy z frontu por. Jan Tomaszewski. Jak wielu Polaków w służbie cesarskiej armii, na wieść o wybuchu rewolucji w Niemczech, zdecydował się na powrót do domu. Szybko nawiązał kontakt tzw. Grupą Mieczysława Palucha w ramach P.O.W.Z.Pr i brał udział w jej pracach. Miał okazję uczestniczyć w pamiętnych wydarzeniach oraz walkach, które po 11 latach opisał we wspomnieniach.

Już na początku października 1918 polskie organizacje społeczne coraz wyraźniej zaczęły wyrażać swoje oczekiwania m.in. na łamach prasy – domagając się połączenia z Polską wszystkich ziem zaboru pruskiego. 11 listopada w Poznaniu ujawnił się tajny dotychczas Komitet Obywatelski, przekształcając się w Naczelną Radę Ludową, której ścisłe kierownictwo (ksiądz Stanisław Adamski, Adam Poszwiński i Wojciech Korfanty) zaczęło pełnić faktyczną uznawaną przez Polaków władzę na terenie Wielkopolski. W ślad za nim w innych miastach Wielkopolski ujawniają się podobne lokalne komitety. Tworzone są Rady Robotnicze lub Robotniczo-Żołnierskie w miastach garnizonowych. Polacy starają się do nich wejść, jednakże nieczęsto z powodzeniem. 13 listopada w Poznaniu dokonany zostaje tzw. „zamach na ratusz”, ppor. Paluch ze swoimi współpracownikami dokonuje najścia na posiedzenie R.R.-Ż., twardo żądając dołączenia 4 Polaków do składu rady. Początkowy opór Niemców łatwo został przełamany, kiedy usłyszeli oni strzały oddane dla postrachu na niższych piętrach przez uzbrojonych skautów pod wodzą Wincentego Wierzejewskiego. N.R.L. pod pretekstem konieczności utrzymania porządku w dobie rewolucyjnych wystąpień utworzyła umundurowane i uzbrojone służby Straży Ludowej i Służby Straży i Bezpieczeństwa, które według tajnych ustaleń miały stanowić zaczątek polskiego powstańczego wojska. O ile tę pierwszą stanowili Polacy, o tyle do tej drugiej w porozumieniu z niemieckimi władzami wchodzić miało parytetowo połowa Polaków, połowa zaś Niemców. W praktyce połowę stanowili Polacy, a drugą połowę też Polacy, ale ci ze „zniemczonymi” nazwiskami. Wziąwszy pod uwagę, że rząd Republiki Weimarskiej łożył środki na te formacje, „szkiebry”, jak w gwarze poznańskiej określano Niemców, w pewnym sensie sami sfinansowali powstanie wielkopolskie. Dochodziło czasem do konfrontacji między SSiB a żołnierzami niemieckimi, którzy zachowywali się prowokacyjnie, kilku Niemców wówczas zginęło, a po stronie polskiej byli ranni.

O ile środowisko P.O.W.Z.Pr. parło do powstania, o tyle N.R.L. początkowo nie była do tego skłonna, czekając na rozstrzygnięcia konferencji pokojowej zwycięskich państw alianckich, które w swych oczekiwaniach uznawały, że musi powstać niepodległe państwo polskie z dostępem do morza, obejmujące ziemie zamieszkałe przez ludność polskojęzyczną. W końcu rozpoczęto przygotowania insurekcji, planując jej rozpoczęcie na połowę stycznia 1919. R. Dmowski w międzyczasie opracowywał plan sprowadzenia do Wielkopolski armii gen. J. Hallera.

Na obszarze zaś byłego zaboru rosyjskiego z inicjatywy Niemców utworzono Królestwo Polskie, które według założeń miało być ich sojusznikiem. Przyczyną tego faktu nie była bynajmniej jakaś szczególna sympatia Polaków, liczyli jednakże na napływ ochotników, „mięsa armatniego”, do dalszych działań wojennych. Nie wyrażali żadnych deklaracji co do losu ziem zaboru pruskiego. Królestwo jeszcze nie miało króla, rządziła Rada Regencyjna, zresztą nie mająca regenta… R.R. przekazała władzę Józefowi Piłsudskiemu 11 listopada 1918, po tym jak dzień wcześniej wrócił z więzienia w Magdeburgu, podpisawszy zobowiązanie, że nie będzie czynił działań na rzecz przyłączenia ziem zaboru pruskiego do Polski. Stąd później przez jakiś czas nie wyrażał oficjalnie takich życzeń, aż do zakończenia powstania wielkopolskiego. Pamiętać należy, że w owym czasie na terenie dawnej Kongresówki obecna była półmilionowa niemiecka armia, która w przeciwieństwie do tej z frontu zachodniego zachowała wyższe morale i nie czuła się przegrana, mogła więc w każdej chwili interweniować.

Niemcy zaczęli opuszczać Polskę i wracać do domu, rozbrajani przez ochotnicze formacje. 17 listopada premierem rządu polskiego został pochodzący z Wielkopolski Jędrzej Moraczewski, który trzy dni później zadeklarował, że jednym z najpilniejszych zadań jest przyłączenie do Polski ziem zaboru pruskiego. Wkrótce ogłoszono ordynację wyborczą do Parlamentu, uwzględniającą obszar Wielkopolski, co zostało przez Niemców oprotestowane. W Poznaniu odbyły się w dniach 3–5 grudnia 1918 obrady Polskiego Sejmu Dzielnicowego, grupującego 1399 delegatów z terenów zamieszkałych przez Polaków w obszarze Republiki Weimarskiej, który miał mieć charakter narodowo-organizacyjny, a nie państwowo-prawny, aby nie drażnić Niemców. Ci jednakże zostali rozdrażnieni i zorganizowali w odpowiedzi w tym samym mieście 12–13 grudnia zjazd niemieckich delegatów Rad Ludowych.

Sytuacja była niespokojna, 4–5 grudnia w Inowrocławiu miały miejsce polsko-niemieckie zamieszki, będące następstwem niemieckich prowokacji, w których zginęły trzy osoby. N.R.L. protestowała przeciwko obecności uzbrojonych oddziałów Heimatschutzu oraz jego prowokacyjnych wobec polskiej ludności zachowań. W związku z powyższym oraz wobec braku wyraźniej deklaracji co do przyszłości ziem zamieszkałych przez Polaków, a także agresywnej polityki tzw. „Hakaty”, czyli Niemieckiego Związku Marchii Wschodniej, 13 grudnia rząd polski zdecydował o zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Niemcami.

W takiej atmosferze 22 grudnia ukazała się w poznańskiej prasie wiadomość o przyjeździe do Polski Ignacego Jana Paderewskiego, znakomitego pianisty i kompozytora, ówczesnego celebryty, człowieka znanego i poważanego na całym świecie (przyjaciel Prezydenta USA T.W. Wilsona), który miał przypłynąć z Anglii do Gdańska i przyjechać do Warszawy, odwiedzając po drodze Poznań. Artysta miał status dyplomatyczny – reprezentował paryski Komitet Narodowy Polski, a oprócz żony towarzyszyć mu miała misja angielska.

26 grudnia przyjeżdża do Poznania mistrz Paderewski, nie bez przygód: po drodze w Rogoźnie pociąg zatrzymał wysłannik rządu niemieckiego kapitan Andersch, domagając się, aby zacny gość nie zatrzymywał się w Poznaniu, względnie by nie wysiadł z wagonu, lecz spotkał się w nim z polskimi oficjelami. Paderewski zignorował te żądania, wysiadł z pociągu w Poznaniu, ku ogromnej satysfakcji wielkiej rzeszy oczekujących Polaków, pomimo zimna i ciemności, jako że Niemcy złośliwie nie zaświecili latarni ulicznych. Powóz pociągnięty przez żołnierzy dotarł pod hotel Bazar, gdzie Paderewski wygłosił przemówienie, w którym przewidywał, że wolną Polskę odbudują polski robotnik i chłop. Nie zawarł żadnych bezpośrednich odniesień ani aluzji do powstania. Miał status dyplomatyczny, więc musiał uważnie dobierać słowa, jako że był przedstawicielem jednego państwa na terytorium innego.

Następnego dnia pod hotel Bazar przybywały delegacje dzieci szkolnych i ich nauczycieli, ciekawych obecności tak znanej osobistości. Poznaniacy wywiesili na balkonach i w innych miejscach flagi polskie oraz Wielkiej Brytanii, Francji i USA. Niemców to bardzo poirytowało, stąd w godzinach popołudniowych 27 grudnia zorganizowali spontaniczną kontrmanifestację, podczas której nierzadko pijani wchodzili do prywatnych mieszkań, by zniszczyć alianckie flagi (państw, z którymi przegrali wojnę), oraz demolując po drodze lokale polskich organizacji i firm. Kiedy dotarli pod hotel Bazar, Polacy uznali, że mistrz Paderewski jest zagrożony, stąd wezwali posiłki, celem ewentualnej obrony (Straż Ludowa). Niemcy zaś wzmocnili obsadę Prezydium Policji, pod którym ktoś oddał strzał. Wybuchła strzelanina, po stronie polskiej padły pierwsze ofiary, na prowincję dotarły telefoniczne komunikaty o wybuchu powstania, na hasło „nie należy dłużej czekać” ochotnicze organizacje zbrojne wyruszyły do Poznania.

Bardzo szybko Polacy opanowali kluczowe obiekty, jak np. pocztę, która posiadała dostęp do sieci telefonicznej. Stanisław Jóźwiak umożliwił Polakom dostęp do wojskowej radiostacji na Cytadeli. Przed wybuchem walk odnaleziono polskiego architekta, który znał szczegóły wojskowej sieci telefonicznej, żadna więc niemiecka korespondencja nie mogła przejść w taki sposób, aby Polacy nie znali jej treści.

Spontaniczne walki ze strony polskiej nie miały nad sobą naczelnego dowództwa. Nie było koncepcji ani planu. Pomimo początkowej różnicy zdań, „grupa Palucha” oraz Komisariat N.R.L. doszły do porozumienia i ten drugi wziął na siebie odpowiedzialność decyzyjną, i z jednej strony prowadził rokowania z organami niemieckimi, z drugiej szukał właściwej osoby gotowej skutecznie objąć dowództwo nad powstańczymi oddziałami, które w międzyczasie zdobywały walką lub podstępem poznańskie obiekty militarne, forty itp. Komisariat został postawiony niejako „pod ścianą”, ponieważ to Paluch miał pod swoją komendą oddziały walczące w pierwszych dniach powstania.

Przypadkiem w Poznaniu przebywał kapitan Stanisław Taczak, najwyższy stopniem żołnierz-oficer polskiego sztabu, który, wracając od rodziny z Berlina, odwiedził swojego brata, księdza. Zgodził się tymczasowo objąć dowództwo Powstania, uzyskawszy uprzednio telefoniczną aprobatę Piłsudskiego. Niemalże natychmiast awansowany na majora przez N.R.L. rozpoczął organizowanie Głównego Dowództwa, i biorąc w karby organizacyjne ochotnicze i samozwańcze oddziały powstańcze. W międzyczasie toczyły się walki na prowincji. Tam, gdzie większość mieszkańców stanowili Polacy, przejęcie władzy było względnie łatwe: przedstawiciele polskich elit zwykle udawali się do landrata i oznajmiali mu, że jego władza właśnie dobiegła końca, musi oddać klucze i może wracać do domu. Zajmowano obiekty wojskowe bez walki, a tam, gdzie Niemcy byli skłonni stawiać opór, porozumiewano się, że mogą opuścić koszary wraz z bronią lekką, pozostawiając ciężką, jak artyleria. 28 grudnia Jan Tomaszewski na czele swojego oddziału spenetrował opuszczony budynek Prezydium Policji, gdzie przejął znalezioną tam broń i amunicję, i wyposażył w nią napływających ochotników. Po zdobyciu Fortu Grolmana również zabezpieczył zgromadzony tam sprzęt wojskowy, odsyłając rozbrojonych Niemców pod eskortą na dworzec kolejowy celem wyekspediowania w głąb Niemiec. Nie wszystkie poznańskie wojskowe obiekty udało się w ten sposób przejąć: koszary na Sołaczu Niemcy opuścili, zabierając ze sobą ciężki sprzęt.

W międzyczasie powstańcy opanowali szereg innych miast i miejscowości Wielkopolski – im więcej Polaków je zamieszkiwało, tym łatwiejszym było to zadaniem. W ostatnim dniu grudnia i pierwszym dniu stycznia wyzwolono Ostrów Wielkopolski oraz Krotoszyn, przy wydatnej pomocy naprędce przygotowanego pociągu pancernego „Poznańczyk”, który z Warszawy poprzez Kalisz dotarł do tych miast. Na przełomie grudnia i stycznia opanowano także m.in. Gniezno, Wrześnię, Jarocin, Pleszew, Środę, Śrem.

Jednym z kluczowych działań było zdobycie stacji lotniczej na podpoznańskiej Ławicy, jako że obawiano się ewentualnego bombardowania powstańczych pozycji. Mimo iż w owym czasie celność bombardowania lotniczego pozostawiała wiele do życzenia, w zabudowie miejskiej mogło ono wywołać wiele spustoszenia. Źródła historyczne w temacie inicjatywy tego ataku są sprzeczne: Tomaszewski twierdzi, że atak przygotował i przeprowadził Paluch wbrew niezgodzie naczelnego dowództwa i N.R.L., historycy jednak uważają, że nastąpił za rozkazem Taczaka, świeżo awansowanego na majora.

W ataku na Ławicę brał udział świeżo awansowany kapitan Jan Tomaszewski. Po krótkiej walce w nocy z 5 na 6 stycznia 1919 oraz po zdobyciu bez walk hali sterowcowej na Winiarach, pozyskano największy bodaj w historii oręża polskiego łup wojenny: kilkadziesiąt samolotów oraz wiele silników lotniczych i inny sprzęt, szacowany na zawrotną kwotę 200 milionów ówczesnych marek. Samoloty te w pewnej części zostały później przekazane do Warszawy, gdzie stanowiły zaczątek sił powietrznych odrodzonego państwa, inne zaś pozostające w siłach wielkopolskich, wraz ze swymi dzielnymi pilotami umożliwiły zwycięstwo w walkach z Ukraińcami w okolicach Lwowa w 1919, jak np. IV Eskadra Wielkopolska. W ogóle Armia Wielkopolska, pomimo trudnej sytuacji na swoim terenie, wiosną 1919 wsparła ofiarnie polskie armie na wschodzie w walkach przeciw Ukraińcom, wysyłając do obrony Lwowa grupę gen. Konarzewskiego.

Lotnictwo w powstaniu wielkopolskim dużej roli nie odegrało, głównie służyło do celów wywiadowczych i obserwacyjnych. Pojedyncze sztuki „aparatów latających” pozyskiwano także w inny, niekonwencjonalny sposób: sami zdemoralizowani piloci niemieccy przylatywali na Ławicę z propozycją sprzedaży maszyny, po krótkich targach nieco bogatsi wracali do domu pociągiem. Piloci polskiej narodowości uciekali ze swych baz na tereny opanowane przez powstańców, jak np. Antoni Bartkowiak z bazy w Bydgoszczy, pierwszą nieudaną próbę podjął 6 stycznia 1919, drugą, udaną 13 stycznia. Pod Gnieznem ostrzelany przez siły powstańcze wylądował na polu celem złożenia wyjaśnień, następnie udał się na Ławicę. Pierwszy jednak samolot siły powstańcze pozyskały już 27 grudnia w momencie rozpoczęcia walk: z Ławicy wystartowała maszyna z załogą złożoną z Polaka sierżanta pilota Franciszka Jacha oraz Niemca podporucznika Paula Pohla, celem odprowadzenia maszyny Albatros D.III do Berlina. Polak namówił Niemca, by po drodze wylądowali koło gospodarstwa jego rodziców w Wapnie 50 km na północ od Poznania, gdzie dostanie od nich pyszną swojską kiełbasę. Po wylądowaniu maszynę otoczyli bracia Jacha, rozbroili Niemca, samolot ukryli stodole, natomiast samego Niemca wraz z obiecaną kiełbasą odprowadzili na pociąg.

Po zdobyciu Ławicy Niemcy w następnych dniach dwukrotnie dokonali na nią nalotu i bombardowania, zostali ostrzelani przez broniących się Polaków, jedna z ich uszkodzonych maszyn Gotha G.IV musiała lądować awaryjnie w okolicach Nowego Tomyśla, gdzie przejęli ją powstańcy, biorąc załogę do niewoli. Ponoć w odwecie pilot Wiktor Pniewski zorganizował nalot bombowy na Frankfurt nad Odrą, czym kompletnie zaskoczył Niemców, którzy odtąd zaprzestali nalotów na Poznań. Wielu historyków w obecnych czasach jednak kwestionuje to zdarzenie, uznając je raczej za powstańczą legendę.

9 stycznia Tomaszewski otrzymał rozkaz, by na czele pierwszej ze zorganizowanych przez siebie kompanii (w sumie 160 żołnierzy) udać się na front północny (położony na rozległym obszarze południowego brzegu rzeki Noteć) celem zdobycia kolejnych obszarów i utrzymania ich w rękach polskich. W godzinach nocnych pociągiem udali się do Gniezna, gdzie dowódca wziął udział w naradzie wojennej z ppor. Paluchem i dowódcami lokalnych oddziałów. Tomaszewski następnego dnia pojechał do Damasławka, gdzie objął swoim dowództwem także dwie miejscowe kompanie. 11 stycznia zaatakowali Żnin i usunęli zeń uzbrojonych Niemców. O ile polska ludność witała powstańców owacyjnie, o tyle uzbrojeni cywile niemieccy ich ostrzeliwali ze swoich domów. Tomaszewski włożył dużo pracy w zaprowadzenie porządku w mieście, wypędzenie zbrojnych band rabunkowych i ułożenie współpracy z cywilnymi polskimi władzami miasta.

W Poznaniu natomiast tego samego dnia dowództwo nad siłami powstańczymi przejął generał Józef Dowbor-Muśnicki, przysłany przez J. Piłsudskiego, majorowi Taczakowi powierzono stanowisko drugiego kwatermistrza Okręgu Generalnego, później zaś zastępcy szefa sztabu. Generał wdrożył wiele kluczowych działań usprawniających organizację wojska oraz same działania wojenne: określił umundurowanie, sformułował rotę przysięgi Wojsk Wielkopolskich, kilkakrotnie zarządził pobór do wojska, które przestało zatem być ochotnicze, podzielił linię oddzielającą polskie siły od przeciwnika na fronty: północny, zachodni, południowo-zachodni i południowy, oraz podjął szereg decyzji personalnych.

W owym czasie na froncie północnym często urywała się łączność ze sztabem oraz Głównym Dowództwem, stąd kapitan Tomaszewski musiał podejmować taktyczne decyzje w oparciu o własne uznanie i doświadczenie. Pomimo częstych monitów o ciepłą odzież dla żołnierzy (a po Nowym Roku mrozy zapanowały siarczyste, amunicji zaś nie brakowało) nie otrzymał jej (jedynie cywilna ludność hojnie wspierała żołnierzy w tym zakresie), zatem mimo zakazu rekwizycji przeprowadzał ją wśród okolicznej ludności, zadbawszy jednakże o to, aby każdy otrzymał stosowny kwit, stanowiący podstawę późniejszego ubiegania się o zadośćuczynienie. Nasz Bohater, będący już po pięćdziesiątce, w toku obowiązków służbowych nie oszczędzał się, skutkiem tego dwukrotnie podczas kampanii północnej chorował, na szczęście nie tracąc panowania nad sytuacją. W swych wspomnieniach wydanych w 1930 r. stara się wymienić wszystkich zasłużonych ludzi, jakich spotkał na swej drodze. Podkreślał pomoc ze strony polskiej arystokracji, jak np. hrabiny Skórzewskiej z Lubostronia, która zorganizowała szpitale, dostawy prowiantu i furażu. Wymienia też hrabinę Mielżyńską z Iwna, a także jej męża Ignacego, który 21 stycznia dołączył do oddziałów powstańczych jako doświadczony w boju oficer, a kapitanowi Tomaszewskiemu oddał do dyspozycji bardzo pomocny własny automobil. Brat Ignacego, Maciej, był natomiast pierwszym dowódcą III powstania śląskiego.

Na pozostałych frontach Wielkopolski również udało się opanować miejscowości i tereny, na których Polacy stanowili większość, w innych obszarach raczej nie podejmowano działań zaczepnych, koncentrując się na obronie zdobyczy terytorialnych.

Warto wspomnieć, że dzielni powstańcy lubili umilać sobie wolne chwile pieśniami, jak w każdym zresztą wojsku. Nie byli pozbawieni poczucia humoru, jednym z licznych tego przykładów może być dowcipna piosenka z tamtych czasów, śpiewana na melodię kolędy „Wśród nocnej ciszy…”:

 

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi,

Wilhelm z okopu ku nam nadchodzi,

Czem prędzej się uformujem,

Na Wilhelma uszykujem,

Z bagnetem w ręku.

 

Poszlim, znaleźlim Wilhelma w lesie,

Wilhelm od strachu cały się trzęsie,

Ruzie w krzaki powrzucali,

Ręce w górę wyciągali,

Nie strzelaj bracie. (…)

 

Pieśń ta opisuje bitwę stoczoną pod Radwankami w dniach 5–7 lutego 1919. Zainteresowanych treścią kolejnych zwrotek Autor odsyła do przypisów.

Żołnierze Tomaszewskiego po zdobyciu Żnina wraz ze swoim dowódcą zaangażowani byli w walki o utrzymanie zdobytych pozycji z kontratakującymi Niemcami. Od początku lutego rozpoczęły się ciężkie walki w okolicach Rynarzewa: miejscowość kilkakrotnie przechodziła z rąk do rąk, ponosząc ogromne zniszczenia. Finałem walk było ostateczne jego zdobycie 18 lutego, wraz z niemieckim pociągiem pancernym, który ochrzczono Danuta, jako że jeden z powstańców namalował farbą imię swojej żony na lokomotywie. Pociąg ten służył polskiej armii aż do września 1939…

16 lutego w Trewirze natomiast Niemcy podpisały ze stroną polska i aliantami rozejm, który wkrótce zakończył walki, Polacy mieli zachować terytoria do tej pory opanowane. Do lipca 1919 zdarzały się nierzadko jednak ostrzały polskiego terytorium przez Niemców, ginęli zarówno żołnierze, jak i cywile. Niemcy nie pogodzili się łatwo ze stratą, szykowali wiosną ofensywę o kryptonimie „Wiosenne słońce”, jednakże Francja, dowiedziawszy się o tym, „zgasiła to wiosenne słońce”, grożąc, że w razie ponowienia działań wojennych jej armia zajmie całe Niemcy i zatrzyma się dopiero w Berlinie. 28 czerwca w Wersalu alianci podpisali z Niemcami porozumienie pokojowe, na mocy którego część terytoriów niezdobytych przez Polaków miała im przypaść w udziale (m. in. część Pomorza, ostatecznie zajęto je z początkiem 1920 r.). Latem 1919 doprowadzono do połączenia Armii Wielkopolskiej i Armii Polskiej w organizacyjny monolit pod jednym wspólnym dowództwem. Podobnie zunifikowano stopniowo urzędy, prawo, system gospodarczy itp.

28 lutego 1919 Tomaszewski zdał dowództwo odcinka Mielżyńskiemu i wyjechał na urlop z powodu przemęczenia. Wiosną otrzymał rozkaz walczyć przeciw bolszewikom na Froncie Litewsko-Białoruskim o Wilno. Jesienią tego samego roku przeszedł w stan spoczynku i wrócił do stolicy Wielkopolski.

Wydawało się ze wybuch powstania 27 grudnia to wyjątkowo niefortunny termin, historia pokazała jednak, że okazał się on najlepszy z możliwych, ze względu na panujący w Niemczech chaos oraz zniechęcenie żołnierzy niemieckich do dalszych walk. Jako ciekawostkę należy nadmienić fakt, że pomimo walk cała infrastruktura, urzędy oraz gospodarka działały w sposób nieprzerwany i względnie efektywny, zarówno w Prusach i na terenach zajętych przez Powstańców posługiwano się tą samą walutą (Polacy nie dopuścili do wywiezienia z Poznania rezerw złota z Banku Rzeszy), działały telefony, poczta, kolej, sklepy i zakłady przemysłowe (np. zakłady Cegielskiego szybko podjęły produkcję amunicji dla powstańców) itp.

W roku 1929 Janowi Tomaszewskiemu przyznano tytuł Honorowego Obywatela Miasta Żnina. Jako kapitan w stanie spoczynku 20 lipca 1932 r. otrzymał Medal Niepodległości (wraz ze skromną kwotą 19 ówczesnych złotych).

Nie dane mu było zaznać spokoju w jesieni życia. W początkach 1940 został przez Niemców wywieziony do Częstochowy. Z pewną dozą sarkazmu można powiedzieć, że miał szczęście iż nie zamordowali go od razu po wkroczeniu w 1939, jako że posiadali listy uczestników walk powstańczych w Wielkopolsce czy na Śląsku, i z wielką i mściwą gorliwością poszukiwali ich i mordowali bądź wywozili do obozów koncentracyjnych. Bohater zmarł w naszym mieście w 1942 r. i tu został pochowany.

 

Maciej Świerzy

 

Bibliografia:

  1. Jan Tomaszewski „Walki o Noteć”, Drukarnia Katolicka Spółka Akcyjna, Poznań 1930.
  2. Bogusław Polak „Powstanie Wielkopolskie 1919”, Wyd. Edipresse, Wyd. Bellona 2015.
  3. Marek Rezler „Powstanie Wielkopolskie po 100 latach”, Dom Wydawniczy Rebis 2018.
  4. Józef Dowbor-Muśnicki „Wspomnienia”, Wyd. Bellona 2003.
  5. Mariusz Borowiak „Marynarze w Powstaniu Wielkopolskim 1918–1919”, Polska Zbrojna Historia nr 2 (14) 2020.
  6. http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/27336?t=Franciszek-Jach-pilot-z-fantazja
  7. https://powstancy.wrzesnia-info.com/tomaszewski-jan/
  8. https://wbh.wp.mil.pl/pl/skanywyszukiwarka_zaawansowana/
  9. mosina.pl „Śpiewnik obozu powstańczego” w formacie PDF 2018.
Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.