SIATKÓWKA / Alina Zagozda-Dobrzańska, Prezes KS Sorella Częstochowianki: „Zawodniczki wzajemnie się mobilizują i wspierają. Zapraszam serdecznie na mecze i do kibicowania naszej drużynie. ”


Drużyna KS Sorella Częstochowianki Częstochowa zrobiła poważny krok w kierunku walki o podium siatkarskiej 1. Ligi. Awansowała do półfinału fazy play-off tych rozgrywek, gdzie rozegra potyczki z zespołem PWSZ Roleski Grupa Azoty Tarnów. M.in. o nadchodzących  starciach z ekipą z województwa małopolskiego, jak również minionych, ćwierćfinałowych, z Enea Energetykiem Poznań oraz zasadniczej części sezonu 2021/2022 rozmawiamy z Prezes Częstochowianki, Panią Aliną Zagozda-Dobrzańską. Jednocześnie Pani Prezes uprzejmie i gorąco zaprasza wszystkich kibiców na pierwszy pojedynek ½ finału z PWSZ Tarnów, do którego dojdzie już w sobotę (23 kwietnia) o godzinie 16:00 w Hali Sportowej Częstochowa.

 

Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu 2021/2020 nie ukrywaliście Państwo, że Waszym celem będzie awans do fazy play-off, co zresztą udało się Wam osiągnąć. Czy jednakże to, że znaleźliście się w półfinale, nie przerosło jakby Waszych przedsezonowych oczekiwań?

– Chyba śmiało można powiedzieć, że przerosło. W związku z tym, że nasz skład mocno się zmienił w porównaniu do wcześniejszego sezonu, zdawaliśmy sobie sprawę, że łatwo nie będzie. Wszak doszło do nas 11 nowych zawodniczek. To powoduje, że nie zawsze jest łatwo się zgrać i, co za tym idzie, osiągać wyniki. Dzięki pracy naszych trenerów drużyna poczyniła świetne postępy, tym samym doszliśmy do miejsca, w którym obecnie się znajdujemy.

Wasze mecze z Enea Energetykiem Poznań w fazie zasadniczej do najłatwiejszych nie należały. U siebie wygraliście z tą drużyną dopiero po tie-breaku, a z kolei w rewanżu na wyjeździe przegraliście, nie urywając choćby seta. Wiedzieliście na co stać Enea Energetyk Poznań i zapewne pojawiło się też nieco obaw przed ćwierćfinałami…

– Zgadza się. Po tym jak przegraliśmy w Poznaniu, trenerzy mówili, że miejscowa drużyna świetnie się prezentowała, czuć było od niej świeżość po wypoczynku. Myśleliśmy zatem, że zespół wskoczył jakby na najwyższe swoje obroty i później tym bardziej będzie trudną drużyną do zatrzymania. Na pierwszy mecz play-offów do Poznania jechaliśmy z niepokojem. I to też przełożyło się na wynik spotkania 3:1 dla Energetyka. Walka jednakże była podjęta w tym meczu. Przegraliśmy to spotkanie, ale potrafiliśmy wysoko wygrać przynajmniej jednego seta.

I właśnie obawy były chyba największe po pierwszym spotkaniu w Poznaniu w fazie play-off. Jednakże siatkarki wytrzymały presję. Wygrały dwa następne pojedynki na własnym terenie i rzutem na taśmę weszliście do półfinału.

– Tak. Wracając do tych spotkań w Częstochowie, mogę śmiało powiedzieć, że dziewczyny zagrały bez żadnych kompleksów. Były pewne swych umiejętności, zdeterminowane, niczego się nie bały. Ręka u żadnej z nich nie drżała podczas tej dwudniowej rywalizacji. Nad wyraz były spokojne. Wcześniej ciężko mi było nawet intuicyjne stwierdzić, jak wynik tych spotkań będzie się klarował. Dziewczyny miały w sobie taką pewność, że wygrały z podniesioną głową.

Jak już Pani Prezes wspomniała, przed sezonem dokonano dość sporo roszad kadrowych. Oznaczało to, że drużyna z pewnością potrzebowała czasu na zaaklimatyzowanie się. Jak widać było w trakcie fazy zasadniczej, zespół zgrał się stosunkowo szybko. W bardzo dużej mierze, co także Pani wcześniej przyznała, zadbał o to sztab szkoleniowy na czele z trenerami – Panem Andrzejem Stelmachem i Panią Anitą Krzyczmonik.

– Sztab szkoleniowy w składzie Andrzej Stelmach, Anita Krzyczmonik oraz Anna Łuszczyk naprawdę mocno zmotywował drużynę. Przy odpowiednich ustawieniach dziewczyn można było tak rozpisać system treningowy, by później przeprowadzać treningi na jak najwyższym poziomie. Przy tym pomocny jest fakt, że dziewczyny na swoich pozycjach mają zmienniczki. Tym bardziej panuje też swoboda w czasie odbywania treningów. Naszym celem był też rozwój naszych siatkarek. W tych zawodniczkach, które pozyskaliśmy, widzieliśmy duży potencjał, który można z nich szybko wydobyć. Chcieliśmy tym samym pokazać, że dziewczyny w dalszym ciągu mogą się rozwijać. I myślę, że zostało to jak najbardziej uczynione. Dziewczęta poczyniły bardzo duże postępy w swoich sportowych karierach.

Czy było coś, co szczególnie Panią zaskoczyło w obecnym sezonie? Jeśli chodzi kwestie pozytywne, to na pewno były to dwa wygrane mecze z wiceliderem 1. Ligi ITA-TOOLS Stalą Mielec…

– Tak. Nawet ostatnio przeglądałam wyniki naszych wszystkich meczów, rozegranych do tej pory w obecnym sezonie. Początkowo drużyna z Mielca wydawała się być poza zasięgiem. W trakcie trwania rozgrywek okazało się inaczej. Dwukrotnie wygraliśmy z tym zespołem. Przypatrujemy się także drużynie LOS Nowy Dwór Mazowiecki, której w tym sezonie akurat nie udało się nam pokonać ani razu. A może zdarzyć się tak, że ponownie przeciwko temu zespołowi będziemy grać w fazie medalowej. Mecze z LOS Nowy Dwór Mazowiecki również były poniekąd dla nas dużym zaskoczeniem.

A czy coś zaskoczyło Panią od strony negatywnej? Np. jakiś mecz, który, Państwa zdaniem, jako władz klubu, nie powinien być przegrany? Czy może takich chwil raczej nie było?

– Analizując obecnie rozgrywki trudno wyznaczyć takie jedno spotkanie we wcześniejszych rundach. Jednakże przypomina się teraz pierwszy mecz z Solną Wieliczka, na wyjeździe. W tej drużynie widzieliśmy duży potencjał. Sądziliśmy, że fazę zasadniczą zakończy na wyższym miejscu. Okazało się ostatecznie inaczej. My z tą ekipą niemal na początku pierwszej rundy przegraliśmy. To taki moment, który, jakby teraz nieco dogłębniej się zastanowić, mógłby dla nas lepiej się rozstrzygnąć.

Wiadomo, że na osiągnięcie danego wyniku pracuje cały zespół. Czy, mimo wszystko, chciałaby Pani, jako prezes klubu, ale także jako była siatkarka, wyróżnić którąś z zawodniczek?

– Myślę, że raczej nie. Zawodniczki, na które liczyliśmy stanęły na wysokości zadania. Na pewno urzekła mnie gra naszej Pani Kapitan (Darii Dąbrowskiej – przyp. red.), która jak najlepiej spełnia powierzoną funkcję. Potrafi zmobilizować drużynę, jak również poprowadzić ją do zwycięstwa. Pełni jednocześnie rolę liderki zespołu. Przypomina się też chwila w czasie jednego z meczów obecnego sezonu, kiedy nasza zawodniczka, Angela Mroczek, musiała wejść na boisko po raz pierwszy, bodajże w czwartym secie. A nie grała we wcześniejszych partiach ówczesnego meczu. Trener nagle wykonał zmianę z Angelą, a ona zagrała wtedy, można rzec, genialnie, dała z siebie praktycznie 100 procent. Była w tamtym czasie najbardziej wartościową siatkarką naszego zespołu. Tamten moment również mnie bardzo urzekł. Zawodniczka nagle wkracza do gry w czwartym secie przygotowana, robi swoje i mecz kończy się dla nas sukcesem. To była naprawdę wspaniała chwila. Cieszę się z atmosfery, jaka panuje w drużynie. Z dziewcząt, które się wzajemnie mobilizują, jak i wspierają.  Walczą o miejsce w wyjściowej „szóstce”. Chcą pokazać, że są warte tego, aby trenerzy im zaufali. To jest bardzo budujące. Uważam, że nie mamy najmniejszych problemów mentalnych z zawodniczkami. A takowe w niejednej drużynie potrafią się pojawić.

Coraz lepsze rezultaty danego klubu przyciągają uwagę potencjalnych darczyńców. Kilka kolejek po starcie sezonu pozyskaliście Państwo sponsora tytularnego, firmę Sorella. Czy w międzyczasie pojawili się również kolejni sponsorzy?

– Pojawienie się, w naszym sponsoringu, firmy Sorella, którą mieliśmy przyjemność przedstawić na specjalnie zorganizowanej uroczystości (15 października 2021 r. – przyp. red.) spowodowało przypływ pozytywnej energii nie tylko wśród władz klubu, ale i naszych siatkarek. Najlepiej fakt o pozyskaniu sponsora tytularnego świadczy o tym, że niedługo potem nasza drużyną wygrała osiem meczów z rzędu. Jest to dla nas bardzo ważne, aby czuć wsparcie i stabilność, o które walczymy na co dzień w obecnie panujących trudnych czasach. Ta sprawa też pociągnęła za sobą to, że mniej więcej w tym samym czasie do grona naszych sponsorów dołączyła Huta Liberty Częstochowa. Prowadzimy także inne rozmowy z potencjalnymi darczyńcami. Zachęcamy do wspierania sportu częstochowskiego na najwyższym – i nie tylko – poziomie. Czasy w dalszym ciągu są trudne. Nadal trwa pandemia koronawirusa – choć wygląda na to, że już na finalnym etapie – i do tego wszystko doszła wojna na Ukrainie. Nie sprzyja to koniunkturze. Na pewno każdy z nas, z racji tych panujących czasów, odczuwa obawę. Niemniej funkcjonujemy. Chcemy dostarczać kibicom sportu w Częstochowie jak najwięcej pozytywnych emocji, a także oferować miejsce do trenowania dzieciom i młodzieży. To wszystko jednakże potrzebuje odpowiedniego wsparcia.

Jak mówi starodawne przysłowie, „apetyt rośnie w miarę jedzenie”. Inaczej mówiąc: im lepsze wyniki, tym wyższe cele. Teraz, gdy Państwo awansowaliście do półfinału, na pewno Waszym zamierzeniem jest z pewnością co najmniej walka o podium zaplecza Tauron Ligi.

– Jak najbardziej. Jesteśmy w pełni zmotywowani, zmobilizowani. Szczerze mówiąc, jestem ciekawa najbliższych półfinałowych spotkań z PWSZ Roleski Grupa Azoty Tarnów. W kuluarach też ostatnio mówi się, że ta drużyna jakby nieco się nas obawia, przynajmniej na naszym terenie. Wprawdzie mecz fazy zasadniczej z zespołem z Tarnowa, który rozegraliśmy u siebie, przegraliśmy 0:3, ale jego poziom był naprawdę bardzo wysoki. PWSZ czuł opór z naszej strony. Po spotkaniu team ten gratulował nam naszej postawy. Myślę, że dana dyspozycja dnia będzie tutaj decydująca o „łucie szczęścia”, na który oczywiście liczymy. Jak i również na to, że zmierzymy się z zespołem tarnowskim jak równy z równym i powalczymy o marzenia, które mamy. Zapewniam, że nie damy sprzedać tanio skóry.

Jak widać, panuje u Was postawa bojowa przed półfinałami z PWSZ Roleski Grupa Azoty Tarnów. Jednakże na pewno też Państwo zdajecie sobie sprawę ze statystyk, które niestety zdecydowanie przemawiają na korzyść Waszych najbliższych rywalek. Tym bardziej, że w tym sezonie odnotowały zaledwie jedną przegraną…

– Można przyznać, że odkąd klub z Tarnowa pozyskał tak dużego sponsora, jakim jest firma Roleski (jeszcze w zeszłym sezonie), miał cel awansu. Nie udało się tej drużynie zrealizować go w ubiegłorocznych rozgrywkach. Na obecny sezon 2021/2022 szeregi tego zespołu zasiliło sporo zawodniczek z Tauron Ligi. Wiedzieliśmy, że będzie to bardzo mocna drużyna. Było – i nadal – widać różnicę zarówno w sile ognia jak doświadczeniu między PWSZ Tarnów a innymi drużynami, które zajęły za nim dalsze pozycje w tabeli 1. Ligi. Jest to pretendent do awansu, którego będzie ciężko pokonać. Ale wciąż przemawia jeszcze przez nas optymizm i nadzieja. Z niecierpliwością czekam zatem na pierwszy pojedynek w Częstochowie.

Właśnie ten pierwszy mecz z tarnowiankami rozegracie już 23 kwietnia w Hali Sportowej Częstochowa. Głośny, aktywny doping, częstochowskich kibiców niejednokrotnie dawał siatkarkom „Czanki” przysłowiowego „wiatru w żagle”, co kończyło się ostatecznie zwycięstwem. I to także w pojedynkach, w których niekoniecznie stawiano Państwa w roli faworytów, jak np. przeciwko wspomnianej już wcześniej Stali Mielec. Na pewno tym większa jest więc nadzieja, że i tym razem, dzięki wsparciu kibiców, uda się osiągnąć szczęśliwe zakończenie, choćby w pierwszym meczu.

– Na to mocno liczę. Już z tego miejsca chciałabym bardzo serdecznie zaprosić wszystkich kibiców na to spotkanie. Doping naszych fanów mocno podniósł nasze dziewczyny właśnie w meczu ze Stalą Mielec, czy w ostatnich ćwierćfinałowymi z Energetykiem Poznań. Było to widać. W czasie tych starć wytworzyła się świetna atmosfera. Mam nadzieję, że to się powtórzy już 23 kwietnia i sprawimy wszystkim niespodziankę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Norbert Giżyński

Foto. Grzegorz Przygodziński

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.