ŻUŻEL / Złoci medaliści IMP w barwach Włókniarza: Stefan Kwoczała, Sławomir Drabik, Rune Holta i Grzegorz Walasek


9 lipca br. rusza seria turniejów Canal+ Online Indywidualnych Mistrzostw Polski. Rywalizację o krajowy czempionat żużlowcy rozpoczną na torze Grudziądzu. W sezonie 2022 ostateczna faza IMP przybrała formę trzech rund. Dotychczas (od 1957 r.) odbywała się ona na zasadzie turnieju jednodniowego. Tytułu wywalczonego przed rokiem bronić będzie Bartosz Zmarzlik. O medale na pewno powalczy trójka speedway rajderów zielona-energia.com Włókniarza Częstochowa: Kacper Woryna, Bartosz Smektała oraz Jakub Miśkowiak.

Z tej okazji pragniemy Państwu przypomnieć zawodników, którzy w przeszłości nosili miana najlepszych żużlowych jeźdźców w kraju nad Wisłą, reprezentując biało-zielone barwy.

1. Stefan Kwoczała

fot. Wlokniarz.com

Był on pierwszym w historii żużlowcem Włókniarza Częstochowa, który doznał zaszczytu bycia Indywidualnym Mistrzem Polski. Miało to miejsce 30 sierpnia 1959 r. w Rybniku. By jednak tego dokonać, musiał oczywiście pozytywnie przejść przez wcześniejsze fazy rozgrywek. Świetne występy Pana Stefana w 1. lidze przekładały się na dobre starty w imprezach indywidualnych. Potwierdził to w ćwierćfinale polskiego czempionatu w Tarnowie, gdzie zajął trzecie miejsce. W następnym etapie w Rawiczu uplasował się wprawdzie pozycję niżej, lecz w żadnym wypadku nie pozbawiło go to awansu do finału IMP 1959. Na stadionie, gdzie wówczas ligowe mecze domowe przeprowadzał klub o nazwie Górnik, Stefan Kwoczała niemalże nie miał sobie równych. Tylko w czwartym swoim starcie linię mety minął jako drugi. W pozostałych bezapelacyjnie wygrywał. Zdobyte 14 punktów pozwoliły mu stanąć na najwyższym stopniu podium. Za Kwoczałą na „pudle” znaleźli się kolejno Jan Malinowski, a także Florian Kapała (obaj Stal Rzeszów). W rybnickich zawodach startowało jeszcze trzech rajderów z Częstochowy; Stanisław Rurarz był piąty, Julian Kuciak – dziesiąty, Barnard Kacperak – piętnasty.

2. Sławomir Drabik

fot. Grzegorz Przygodziński

Na swojego następcę w byciu ogólnopolskim dominatorem Stefan Kwoczała musiał czekać aż 32 lata. Był nim Sławomir Drabik. „Slammer” w 1991 r. swoją przygodę z IMP rozpoczął od ¼ finału w Rzeszowie, w której zwyciężył. W późniejszej fazie, rozegranej w Gorzowie był piąty. W obydwu turniejach prezentował efektywną i skuteczną jazdę, ale prawdziwy popis dał w Wielkim Finale w Toruniu 15 sierpnia. Na nieistniejącym już Stadionie KS Apator im. Mariana Rosego jeździł tak udanie i widowiskowo, że wszyscy mogli przecierać oczy ze zdumienia. Rywali pokonywał z dużą łatwością. Nikt z pozostałych piętnastu uczestników nie potrafił znaleźć sposobu na niesamowicie szybkiego w tym dniu ówczesnego lidera „Lwów”. Tym samym, mający na swoim koncie komplet „trójek”, Drabik mógł cieszyć się z pierwszego w karierze złotego medalu Indywidualnych Mistrzostw Polski. Srebro zdobył Wojciech Załuski (Kolejarz Opole), zaś brąz Sławomir Dudek (Morawski Zielona Góra).

Sukces ten popularny „Drabson” powtórzył pięć lat później w Warszawie. Nim jednakże dotarł do finału musiał odbyć drogę kwalifikacyjną. Zarówno w ćwierćfinale w Krośnie, jak i w półfinale w Tarnowie meldował się na czwartej lokacie. Z kolei w finale w stolicy – tak jak w grodzie Kopernika w sezonie 1991 – nie zaznał goryczy porażki. W większości gonitw, w których brał udział, notował znakomite momenty startowe, po czym podążał do mety na czele stawki zostawiając swoich przeciwników daleko za sobą. Jedynie w szóstym starciu musiał się dość mocno napracować, aby osiągnąć biegowe zwycięstwo. Już na przeciwległej prostej starł się z Tomaszem Gollobem, przez co spadł na trzecie miejsce. Pan Sławomir szybko jednak uporał się z Jackiem Rempałą i ruszył w pogoń za jeźdźcem Polonii Bydgoszcz. W końcu Drabikowi udało się wyprzedzić młodszego z braci Gollobów na trzecim okrążeniu. Tym samym dzień 15 sierpnia 1996 należał do „Slammera”, obok którego na podium zobaczyliśmy Adama Łabędzkiego i Romana Jankowskiego (obydwaj Unia Leszno).  Na warszawskim obiekcie wystąpił również ówczesny junior „Biało-Zielonych”, Sebastian Ułamek. 21-latek sklasyfikowany został na ósmej pozycji.

3. Rune Holta

fot. Wikipedia

Norweg polskie obywatelstwo otrzymał w 2002 roku. W związku z tym dopiero w kolejnym mógł podjąć rękawice o słynną czapkę Kadyrowa, którą co rok otrzymuje najlepszy żużlowiec na naszym krajowym podwórku w jeździe indywidualnej. Jeszcze w trakcie sezonu 2003 mówiło się, że to właśnie „Rysiek Holtański” poskromi Tomasza Golloba na jego własnym owalu w Bydgoszczy 15 sierpnia. Wskazywała na to dyspozycja Holty, jaką prezentował zwłaszcza w spotkaniach Ekstraligi. W ćwierćfinale w Krośnie, a potem w półfinale w Zielonej Górze jednak nie zachwycał. Wprawdzie w obu etapach przypadały mu lokaty premiowane awansem, ale w końcowych klasyfikacjach znajdował się za niżej notowanymi rywalami. W mieście nad Brdą natomiast pokazał zupełnie inne oblicze. Przez cały turniej nie znalazł sobie pogromcy. Nie mógł się z nim równać nawet Tomasz Gollob, który jedyną porażkę poniósł właśnie z Rune. Doszło do tego w wyścigu dziesiątym. Przyszły indywidualny mistrz świata nawiązał walkę o trzy „oczka” z Norwegiem z polskim paszportem, ale koniec końców musiał jednak obejść się smakiem. Nieco krwi „Holtańskiemu” napsuł za to Tomasz Bajerski (Apator Toruń) dwie gonitwy wcześniej. Początkowo jako pierwszy jechał właśnie wychowanek toruńskiego Apatora. Jednakże długo się z tego faktu nie cieszył, gdyż „Rysiek” minął go już na pierwszej prostej drugiego okrążenia. Po odjechaniu łącznie 20 biegów nie mogło być innego rozstrzygnięcia. Po raz pierwszy w historii polskiego żużla najlepszym jeźdźcem na arenie krajowej ogłoszono Rune Holtę. Wicemistrzem został Tomasz Gollob, a brąz uzyskał niespodziewanie Tomasz Jędrzejak (WTS Atlas Wrocław). Żużlowiec rodem ze Stavenger ponownie złoto IMP świętował w sezonie 2007 we Wrocławiu, jednak już jako reprezentant Unii Tarnów.

4. Grzegorz Walasek

fot. Wikipedia

Wychowanek zielonogórskiego Morawskiego miał za sobą nieudany sezon 2003, jeśli chodzi o pojedyncze rezultaty. Z pewnością chciał zatem dobrze wejść w następny rok startów. I tak też było. Od samego początku ligowych rozgrywek, zdobywając niemal co mecz „dwucyfrówkę”, często odgrywał rolę jednego z liderów Włókniarza Częstochowa. To zwiastowało, że „Greg” może mieć przysłowiowy „sezon życia”. Bardzo udany rok 2004 zwieńczyły właśnie Indywidualne Mistrzostwa Polski. W ¼ finału na torze Krośnie zajął drugą pozycję. Następnie wszedł do końcowej fazy rozgrywek, wygrywając półfinał w Łodzi. 15 sierpnia miejscem rywalizacji szesnastu najlepszych w Polsce speedway rajderów była Częstochowa. Nikt spośród zgromadzonych tego dnia kibiców na obiekcie przy ul. Olsztyńskiej nie wyobrażał sobie innego wyniku turnieju, jak oczywiście złoto będącego w znakomitej formie Walaska. Zawodnik gospodarzy finał IMP 2004 rozpoczął od dwóch biegowych wygranych. W jedenastej gonitwie nie błysnął jednak tak atomowym startem jak w poprzednich i zainkasował tylko jedno „oczko”, mijając na dystansie Piotra Protasiewicza (Apator Toruń). Zrehabilitował się w wyścigach trzynastym oraz dwudziestym, zwyciężając w nich w sposób, w jaki zdołał już przyzwyczaić. Po zasadniczej części zawodów miał zapisanych przy swoim nazwisku 13 punktów. Tyle samo zgromadzonych miał Jarosław Hampel (WTS Atlas Wrocław). Oznaczało to, że kwestię przyznania tytułu mistrzowskiego będzie musiał rozwiązać bieg dodatkowy. W tym starciu lepiej spod taśmy wystrzelił Walasek. Hampel ścigając zawodnika Włókniarza upadł już na drugim łuku. Co prawda „Hampelek” chwilę później wstał i kontynuował jazdę, ale dystans jaki dzielił dwójkę jeźdźców był tak ogromny, że nie był w stanie już dogonić nowo kreowanego Indywidualnego Mistrza Polski, a więc Grzegorza Walaska. „Pudło” uzupełnił Rune Holta.

Norbert Giżyński

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.