Od małpki do małpki, od działki do działki


W Polsce od kilkunastu lat wzrasta ilość spożywanego alkoholu. Sprzyja temu przede wszystkim dostępność: Coraz więcej punktów sprzedaży w każdym mieście i wsi otwartych całodobowo. Łatwiej kupić butelkę wódki niż bochenek chleba. Nietrudno uzyskać koncesję na sprzedaż piwa
i alkoholu wysokoprocentowego. W niektórych wiejskich sklepach można kupić wódkę na zeszyt, czy na ,,zapłacę ci jutro”!Jutro to często dopiero piątek, gdy pracujący na budowach, czy w innych lokalnych zakładach dostaną tygodniową wypłatę, z której – po uregulowaniu długu za wypity wcześniej alkohol- niewiele przyniosą do domu!

Jest społeczne przyzwolenie na pijaństwo mężczyzn. Szczególnie jesteśmy liberalni wobec picia przez pracowników na delegacjach.

Rozpijaniu społeczeństwa sprzyja także wprowadzona od kilku lat sprzedaż wódki
w buteleczkach, setkach, popularnie zwanych małpkami. Można zobaczyć w sklepach, w których robotnicy kupują produkty na śniadanie takie obrazki: do koszyka bułki, pasztetowa lub kiełbasa, woda i …małpka. Po setce skonsumowanej byle gdzie gul, gul wracają na budowy i jakby nigdy nic wchodzą na rusztowania. Po zakończeniu pracy kolejne wejście do sklepu; kolejne zakupy na spóźniony obiad i kolację i …zgrzewka piw oraz wódka na dobranoc! Czasem do tego wypalona trawka!!!Też łatwo dostępna.

W wiejskim sklepie, w którym robię zakupy, niemal każdy, mężczyzna młody czy stary, oprócz produktów podstawowych, takich jak chleb, mleko, masło czy wędlina kupuje setkę lub dwusetkę, której nawet nie doniesie do domu: pije z gwinta, a butelka ląduje w przydrożnym rowie.

Kieliszki do wódki stają się zbędne. Jeśli picie odbywa się w towarzystwie, to zwykle każdy
ma swoją butelkę i trącając się ,,lecą z gwinta”.

Należy zadać sobie pytanie, dlaczego tak jest? Czemu nikt nie widzi wzrastającego pijaństwa? To problem społeczny, z którym trzeba walczyć poprzez działania także ze strony rządu. Tylko czy znajdzie się ktoś o odwadze i determiancji księdza Franciszka Blachnickiego, który przekonał Polaków, że tylko wrogom zależy, byśmy byli narodem zdemoralizowanym, uzależnionym, bo łatwo manipulować takim, który żyje od ,,małpki do małpki, od działki do działki!!!

Nie można usprawiedliwiać, że koronawirus, że czasy takie czy inne, bo to problem narastajacy od lat. Głównym powodem to dostępność do alkoholu!!!

Miałam okazję obserwować jak wygląda to w innych krajach. W Hiszpanii, gdzie ludzie są towarzyscy a spożycie wina nie jest małe, nie widać, by pracownicy schodzili z budowy robić zakupy i zaopatrywali się w alkohol. W kontenerach na odpady poremontowe sporadycznie znajdzie się puszkę po piwie.

W Kanadzie w parkach można spokojnie pobyć z dziećmi, zjeść przywieziony posiłek, nie będąc narażonym na rechot lub zaczepki pijaków. By kupić alkohol nawet niskoprocentowy jak piwo, trzeba pojechać do specjalnego magazynu. W sklepach osiedlowych, marketach spożywczych nie sprzedaje się alkoholu! Nawet jak ktoś ma ochotę na piwo, to zrezygnuje, gdy musi wybrać się specjalnie do marketu na obrzeżach miasta!

Dostęp do alkoholu o wiele trudniejszy niż w Polsce. Podobno wynika to z konieczności ograniczenia go Innuitom. By kupić piwo, trzeba jechać do magazynu o nazwie Likwor. Ta trudność oraz wysoka cena okazuje się barierą, by sobie tego napoju odmówić.

Pewnego dnia postanowiliśmy zobaczyć sklep, gdzie można kupić alkohol. Okazał się ogromnym składem prowadzonym przez dwoje Innuitów. Puszka piwa to wydatek równy porcji kiełbasek dobrych na ognisko! Może dlatego tak rzadko pojawia się piwo na stołach i nie ma też libacji piwnych na ławkach w parkach. Można odnieść wrażenie, że kupowanie i spożywanie alkoholu to coś wstydliwego.

W pewną sobotę zostaliśmy zabrani na koncert do centrum Calgary. W zespole grającym marimbę zainspirowaną motywami muzyki afrykańskiej grali nasi, czyli córka, zięć, jego matka, ojczym, jego córka i jeszcze kilka osób. Prawie wszyscy z tej grupy byli wcześniej na wolontariacie w RPA lub innych krajach afrykańskich.

Ten występ miał być uświetnieniem imprezy, którą organizowały lokale gastronomiczne; mianowicie sprzedawano karnety do restauracji, w których można zjeść i wypić, ile się zechce. Na terenie były tylko stoiska reklamowe. Nie było absolutnie alkoholu, a mimo to nie mogły na ten teren wejść dzieci, co dla nas, z Polski, było niezrozumiałe.

Okazuje się, że w Kandzie do wychowania w trzeźwości przywiązuje się ogromną wagę. Niepełnoletni nie mogą wejść nawet tam, gdzie sprzedaje się tylko wejściówkę do lokalu
z alkoholem! Dla dzieci był obok ogródek z huśtawkami, zjeżdżalnie, jakieś miejsca do przeskakiwania i możliwość gry w piłkę. Żadne dziecko nie protestowało, nasze też chętnie zostały, spokojnie się bawiły w tym ogródku w swoim towarzystwie.

W Polsce i Czechach – odkąd pojawiło się piwo bezalkoholowe – rodziny siadają w knajpach
z dziećmi, przed którymi kelnerzy stawiają kufle i proponują piwo bezalkoholowe!!! Co to oznacza? Czy to nie jest wskazywanie dziecku wzorców do przełamywania oporu przed raczeniem się napojami alkoholowymi? Czy to nie fałszywy wzorzec, że bez alkoholu nie ma dobrej zabawy?

Następca organizatora Krucjaty Wstrzemięźliwości, księdza Franciszka Blachnickiego, potrzebny od zaraz!!! Inaczej coraz częstsze będą przypadki śmierci uzależnionych: będą umierać w rowach, bramach, na parkowych ławkach!

Człowiek nie wielbłąd. Napić się musi. Ale czy musi pić piwo? Niech pije jak inne ssaki: wodę!!!Woda dotlenia mózg. Mózg dotleniony lepiej pracuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *