„Człowiek to nadal kruche naczynie, które łatwo się tłucze”


Janusz Szewczak – polski analityk gospodarczy, nauczyciel akademicki i publicysta od wielu lat analizuje sytuację społeczno-gospodarczą naszego kraju. W swoich książkach: „Banksterzy”, „Polskość jest przywilejem”, „Idiotokracja”, „Chluba i zguba. Antologia najnowszej publicystyki patriotycznej” czy wreszcie w ostatnim swoim dziele „Pandemia grzechu, czyli śmierć nauczycielką życia” porusza wiele aspektów współczesnego życia politycznego i kulturowego. W rozmowie z „Gazetą Częstochowską” profesor Janusz Szewczak mówi o swojej literackiej twórczości i o Polsce.

W swojej publicystyczno-literackiej działalności podejmuje Pan problemy współczesnego świata, w tym szczególnie zagrożenie chrześcijańskiej cywilizacji, i idąc dalej – groźbę utraty człowieczeństwa. Ostrzega Pan przed zgubną dla człowieka ideologią LGBT. „Pandemię grzechu, czyli śmierć nauczycielką życia”, odbieram jako przywołanie ludzi do opamiętania się, swoisty apel o ratunek naszej tożsamości. Jaki cel przyświecał Panu przy pisaniu tej publikacji?

– Jeśli chodzi o książkę „Pandemia grzechu, czyli śmierć nauczycielką życia”, to zdarzenia ostatnich trzech lat pandemii, ale i dzisiejszej wojny za wschodnią granicą Polski, pokazują, że śmierć jest jednak nadal obecna w ludzkim życiu. Wbrew różnym złotoustym oszustom i ideologom wszelakich izmów: transhumanizmu, marksizmu, antynatalizmu, genderyzmu, weganizmu, klimatyzmu, okazuje się, że człowiek jest nadal śmiertelny i te wszystkie bajki z mchu i paproci, które wmawiano ludzkości to kłamstwo. Przytoczę twórczość literacką izraelskiego pisarza futurysty Yuvala Noaha Harariego, który napisał między innymi książkę „Homo Deus”, gdzie człowiek jest już właściwie równy Panu Bogu i za chwilę będziemy żyli po 180–200 lat. Że będziemy wymieniali tylko jakieś części i będziemy półcyborgami, że prawa, wartości chrześcijańskie są to przebrzmiałe rzeczy i prawie jesteśmy nieśmiertelni, i to człowiek będzie decydował o ludzkim życiu i śmierci. To okazało się funta kłaków niewarte, bo przyszedł mały wirus, o którym niewiele wiemy, choć może są i tacy, co wiedzą o wiele więcej na ten temat, i uśmiercił prawie sześć milionów ludzi. Ale przypomnijmy, że to nie covid jest dzisiaj główną przyczyną śmierci na świecie, a nadal aborcja, którą szacuje się na 40–60 milionów rocznie istnień ludzkich.

 

A przy tym przeraża przyzwolenie na aborcję, w wielu krajach staje się ona zwykłym zabiegiem.

– I dochodzi do tego, że jedna kobieta ma decydować o życiu innej kobiet, o tym, czy ma ona prawo do życia. Decyduje o wartościowaniu i jakościowaniu życia, czy ten człowiek jest przydatny. To wiąże się też z kwestią eutanazji. W książce „Pandemia grzechu” chciałem pokazać, że wbrew pozorom człowiek to nadal kruche naczynie, które łatwo się tłucze.

 

Od wieków filozofowie i teolodzy oswajają ludzi ze zjawiskiem śmierci, o czym szeroko pisze Pan w swojej książce…

– Wszystkie narracje kulturowo-religijne we wcześniejszych wiekach obcowały ze śmiercią, miały świadomość tego, że jest jakiś koniec, choć dla katolików czy chrześcijan jest jeszcze coś po śmieci. Kwestia duszy nieśmiertelnej to jest coś istotnego. Można powiedzieć, że te wszystkie cywilizacje nowoczesne, które były zadufane w wielkim postępie technologicznym technicznym, komputerowym, biotechnologicznym, genetycznych manipulacjach zawiodły, bo okazało się, że te rzeczy są zawodne i nie chronią nas w stu procentach ani przed chorobami, ani przed śmiercią. Że te systemy socjalne, społeczne czy  medyczne ochrony zdrowia są zawodne, że nagle brakuje łóżek dla chorych, że nie potrafimy tego wyleczyć. To jest dowód na to, że ludzie zapomnieli o kwestiach transcendencji, etnologicznych, ostatecznych, że obecne wspólnoty żyją w ciepełku, dobrobycie, w pełni konsumpcjonizmu, gdzie liczą się szczęście, wygoda, przyjemność, a gdzieś całkowicie zatracono kwestie odpowiedzialności za życie, za miłość, za prawdę. Przyzwyczajono się do powszechności kłamstwa, do wulgarnego, rozwrzeszczanego życia mediów społecznościowych. To jest dzisiejsza rzeczywistość, współczesność. A jakże aktualny jest cytat szekspirowskiego Makbeta, który powiedział, że „życie jest tylko przechodnim półcieniem, nędznym aktorem, który swoją rolę przez parę godzin wygrawszy na scenie, w nicość przepada powieścią idioty, głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą”. To przecież dokładnie opis naszej dzisiejszej, wulgarnej, rozwrzeszczanej sceny publicznej, sceny mediów społecznościowych. To jest rosnąca w siłę kultura śmierci, która jest coraz powszechniejsza. Dlatego  wydawało mi się, że książka „Pandemia grzechu” ze strony postaw konserwatywnych, chrześcijańskich powinna wskazywać, że naszym obowiązkiem jest bronić cywilizacji życia. To, że dzisiaj tak ostro jest atakowany święty Jan Paweł II – ksiądz, filozof, poeta, pisarz, myśliciel, intelektualista – wynika z tego, że on był zawsze nieprzejednanym obrońcą życia i to od poczęcia do naturalnej śmierci. Bez wartościowania życia, kto na nie zasługuje. A dzisiejsi transhumaniści i neomarksiści coraz bardziej oszalali w swych wypaczonych wizjach przyszłości człowieka i ludzkości, raczej myślą o cyborgach, ludzkich chimerach, świecie, gdzie tryumfuje cywilizacja śmierci, kłamstwa, podłości, wulgarności, brzydoty. To, co kiedyś było kanonem brzydoty, dzisiaj stało się popularne, modne, i odwrotnie – co kiedyś było fundamentalnie piękne, jak piękna literatura, dzisiaj nawet w polskich teatrach przedstawione jest jako coś wypaczonego, wulgarnego, obscenicznego, obrazoburczego, wygrażającego ludzkim wartościom. To teatr tworzący antywartości.

 

To dehumanizacja.

– Tak, to odczłowieczenie. W „Pandemii grzechu” starałem się pokazać, że tolerancja, nawet ludzi wierzących, katolików, chrześcijan, nie może polegać na akceptowaniu wszelkiego zła, to nie może być tak, że chrześcijanie muszą przyjmować narzucane im antywartości, przyjmować i akceptować cywilizację śmierci mówiącą o tym, że można zabić innego człowieka. Nie ma praw człowieka, które mówią o zabijaniu innego człowieka. Trzeba to jasno uzmysłowić wszystkim tym oszalałym ideologom lewacko-liberalnym, którzy twierdzą, że ktoś ma prawo do zabicia innego człowieka. Nie, takiego prawa nie ma. Tak jak nie ma prawa do kłamstwa.

 

Wartości i filozofię życia w prostych słowach wyznacza dekalog.

– Ale to nawet nie jest kwestia tylko i wyłącznie dekalogu, to jest kwestia kultury, pewnego kodu kulturowego łacińskiego, rzymskiego. Kiedyś te wielkie narracje duchowe, religijne, kulturowe nadawały określony sens ludzkiej pielgrzymce przez życie, która zawsze jednak kończyła się śmiercią. A dzisiaj kwestie wiary czy transcendencji odeszły w zapomnienie, a szerzone są na potęgę te różne groźne obłędy, dewiacja, ponure ideologie, dziwactwa, mody na różne dziwactwa: antynatalizm, wojujący feminizm, klimatyzm, prowadzący do absurdów, że nie będziemy mogli jeść mięsa, że nie będziemy mogli korzystać z samolotów, samochodów.

 

Normalność staje się w oczach tych ideologii czymś nienormalnym…

– Okazuje się, że można podważyć nawet to, że kobieta jest kobietą a mężczyzna jest mężczyzną. Wiemy, że kobieta i mężczyzna są sobie równi, to jednak są różni. I chwała Bogu, że są różni.

 

Czytając „Pandemię grzechu”, pierwsze, co mi się nasuwa, to to, że średniowieczna maksyma memento mori nigdy nie powinna tracić na aktualności, bo przecież świadomość śmierci i życia po niej decyduje o naszym bycie. Dzisiaj jednak mało kto mówi o śmierci i człowiek nie chce o tym rozmawiać. Czy dlatego, że współczesny człowiek nie boi się śmierci i nicości po niej? Czy raczej dlatego bardzo się jej boi i dąży do nieśmiertelności, ale tu na ziemi?

– Myślę, że jest tak, jak Pani mówi, ale może być jeszcze gorzej, bo ludzie, zwłaszcza młodzi, są tak ogłupieni, ten wirus głupoty wypływający z tak zwanych mediów społecznościowych jest już tak powszechny, że ludzie są kompletnie pogubieni. Tworzenie wizji obłędnej szczęśliwości, polegającej wyłącznie na egoizmie, na wygodnictwie, na konsumpcjonizmie powoduje, że ci ludzie nie tylko nie boją się śmierci, ale im się wydaje, że ona nie istnienie. Śmierć rozumieją na bazie obrazków medialnych, memów komputerowych i internetowych, a ona przecież realnie istnieje i to nie tylko w kontekście covidu, kiedy wielu z nas dotknęło tej granicy życia i śmierci, straciło bliskich, ale również tego, co widzimy za naszą wschodnią granicą, kiedy pod bombami umierają nasi sąsiedzi na Ukrainie. Tutaj śmierć jest realna, odczuwalna. To się bierze z tego, że jeśli uznaje się, że nie ma Boga, że nie trzeba w nic wierzyć, że te wartości chrześcijańskie są nieważne, to można wierzyć w byle co. Możemy uwierzyć nawet w najgorsze zło, możemy uwierzyć w świętą górę, w świętą mysz, święte drzewa. Ojciec Sali, wybitny duchowny, teolog, Dominikan, człowiek pióra mówił o tym, że jeżeli człowiek w mniejszym lub w większym stopniu jest opętany przez drugiego człowieka, przez jakąś ideologię, jakieś namiętności, dewiacje, nałogi, a to widzimy dzisiaj powszechnie, to z góry można przyjąć, że da się opętać szatanowi. To dość logiczny wywód.

 

I prawdziwy, bo wielu ludzi daje się opętać szatanowi.

– Tak, czyli, jeśli nie wierzymy w Boga, możemy uwierzyć w każde zło i nazywać to wiarą i wartością, choć przecież jest to antywartość. W książce „Pandemia grzechu, czyli śmierć nauczycielką życia” przytaczam słowa wielkiego polskiego teologa, Jana Pawła II, wielkiego obrońcy życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ale również wspominam słowa zapomnianego trochę historyka, pisarza, publicysty, naukowca, intelektualisty Feliksa Konecznego, który jeszcze w latach 30. ubiegłego wielu pisał o Europie, że bez Boga, bez wartości chrześcijańskich przypominała mu ladacznicę, która każdą część garderoby ma od innego klienta, a do tego jeszcze brudną koszulę. To przecież było prawie sto lat temu, a dzisiaj jest to tak aktualne w każdym wymiarze, zwłaszcza w Europie Zachodniej, która się stoczyła już w taki nihilizm, niechęć do wartości, tak bardzo lansuje cywilizację śmierci, że w krajach Beneluksu czy w Kanadzie nawet niemowlęta mogą być poddawane eutanazji. Nie mówiąc o billboardach, gdzie pokazywano, że drugie dziecko zagraża klimatowi, sugerując, że lepiej nie mieć drugiego dziecka, bo ono wytwarza dużo CO2. Haniebne działania promujące cywilizację śmierci, sięgające do wzorców chińskich, a wcześniej do czasów bolszewickich czy hitlerowskich Niemiec, zwłaszcza w stosunku do podbitych narodów, przez nich mordowanych i eksterminowanych.

Tytuł Pana książki „Pandemia grzechu, czyli śmierć nauczycielką życia” nasuwa smutne skojarzenia.

– Książka nie jest taka smutna, bo kiedyś ten koniec przychodzi, czy się tego bardzo chce, czy nie. Starożytni mówili, że życie jest jak opowieść: nie ważne jak długo ta opowieść trwa, ważne jak pięknie jest ta opowieść opowiedziana. Czyli ważne jest to, aby życie przeżyć w sposób godny, szlachetny, aby odchodząc z tego świata, niezbyt wielu cieszyło się z tego odejścia, a to przecież też dotyczy dyktatorów, satrapów, morderców, zbrodniarzy. Narody oddychały, kiedy przychodziła na nich śmierć. Na pewno jest tak, że jako konserwatyści, chrześcijanie nie powinniśmy się poddawać cywilizacji śmierci, że warto walczyć o swoje wartości i godne, wartościowe życie. Przy śmierci często jest już za późno na poprawę, to jest taka nieprzekupna pani, że nie ma remisów czy powtórek.

 

Można już jedynie prosić o wybaczenie ludzi, którzy są obok i Pana Boga.

– Demokryt, antyczny filozof, nie wahał się mówić, oceniając ludzkie życie, że żyjąc w sposób zły, nierozumny, bezwstydny, nieczysty, to nie znaczy bynajmniej żyć źle, lecz stale umierać. Czyli można powiedzieć, że życie podłe, bez celu, bez wartości, miłości, odpowiedzialności za miłość, to jest umieranie jeszcze za życia. Jak się popatrzy na tę współczesność, zajrzy do Internetu, to widzimy ludzkie szkielety bez serc, bez sumienia, czyli właściwie żywe trupy.

Kobiety walczące o prawo do aborcji posługują się plakatami, gdzie nie rozum i serce mają kierować postępowaniem kobiety, ale popęd seksualny. Taką narrację narzucają kobietom

– Jan Paweł mówił, żeby się nie dawać zastraszyć przeciwnikom, że należy podjąć walkę o każde życie, że każde życie jest istotne, że dar istnienia, który otrzymujemy od Boga i rodziców jest bezcenny i nikt nie ma prawa wartościować tego, czy dana istota na to zasłużyła, czy będzie to jednostka wybitna czy ułomna. To jest walka z własnymi słabościami, z grzechem. Widzimy jakie rozmiary w świecie osiąga dzisiaj cywilizacja śmierci, kiedy ludzie godzą się na śmierć na życzenie, na tworzenie ludzkich chimer, powszechną eutanazję. Walczmy z tym, trzeba mieć własną tarczę wiary, nadziei na to, że jest jeszcze coś wartościowego po biologicznej śmierci dla ludzi, którzy wierzą w Boga.

 

W „Pandemii grzechu” cytuje Pan wielu filozofów i świętych, którzy mówili o znaczeniu śmierci. Przykuła moją uwagę cytowana przez Pana sentencja św. Ambrożego, wybitnego doktora Kościoła, który powiedział, że Bóg nie ustanowił śmierci, ale dał ją jako lekarstwo na wybawienie z trudów życia doczesnego. To bardzo interesująca konstatacja. Czy taka myśl może poruszyć współczesnego człowieka?

– Ta myśl wymaga zastanowienia. Przecież życie ludzie często przebiega w mękach, utrapieniach, niewoli, głodzie, chorobach, wojnach i dla niektórych śmierć często była formą wybawienia od tych nieszczęść. Ale dzisiaj, kiedy nie ma takiej skali tych zagrożeń, to i tak z chwilą śmierci przemija nie tylko to, co dobre, co w człowieku było wartościowe, ale również przemija to, co złe, co było dramatyczne, zbrodnicze. To też się kończy. Memento mori kiedyś coś ludziom mówiło, dzisiaj mało komu cokolwiek to mówi. Ale jest takie małopolskie przysłowie, które mówi: komu Bóg nie obiecał śmierci, ten się i z trumny wywierci. Czyli to, co pisane, zadzieje się. Nieraz byliśmy o krok od zdarzeń, kiedy śmierć koło nas przeszła i mimo dramatycznych sytuacji ocaleliśmy. Wielu osobom pokazał to covid, być może Pan Bóg miał inne plany. Mimo że książka podejmuje tematy stateczne, zasadnicze dla człowieka, to podkreślam, że warto się bić o wartości, o konserwatywne postawy, warto wierzyć, bo wtedy perspektywa na kwestię śmierci jest inna. Zwłaszcza, jeśli wierzymy w zbawienie, zmartwychwstanie, to ma to sens.

 

W swych książkach szeroko opisuje Pan zjawiska niszczące godność człowieka. To odrzucenie Boga, akceptacja dla anormalnych i antynaturalnych demiurgów, przyzwolenie na zboczenia typu: kilkadziesiąt płci, seksualizacja dzieci, małżeństwa jednopłciowe, aborcja, eutanazja. Co zdaniem Pana leży u źródła tych zjawisk?

– Ludzie w ostatnich dekadach żyli w pewnym dobrobycie, komforcie, nie było zjawisk pogromu, głodu, wojny światowej i trochę co niektórym właścicielom świata poprzewracało się w głowach i chcieliby jakichś radykalnych zmian. Ideologie antynatalistyczne, bo jest za dużo ludzi na świecie i matka ziemia z tego powodu bardzo cierpi, nasuwają wniosek, że ludzi powinno być mniej. Pytanie tylko, jak to zamierzają uczynić? To wszystko wytwarza gangrenę serc, sumień, która opanowała te pseudoelity, które przestały tworzyć pozytywne wzorce zachowań, wzorce kulturowe, a przez ideologie marksistowskie i liberalne wmawiają człowiekowi i próbują mu udowodnić, że nie potrzebuje on ani prawdy, ani wiary, piękna. Że wolno wszystko, róbta co chceta. I musiało to się skończyć jakąś degradacją społeczeństw, wspólnot, kultury, która jest obrzydliwa w wielu aspektach, choćby teatru, z którym mamy do czynienia w Polsce. Ludzie bardziej wrażliwi przestają chodzić do teatru, opery, bo tam widzimy plugawe, antypolskie, antyhumanistyczne postawy. Przerabianie „Dziadów” na ideologizmy nie pozostaje bez konsekwencji, to miesza ludziom w głowach, deprawuje serca i sumienia.

 

Człowiek uważa się za Boga, bo decyduje o ludzkim życiu, z drugiej strony chce być za wszelką cenę nieśmiertelny…

– …i chce mieć życie wyłącznie szczęśliwe, bez wyrzeczeń, bez odpowiedzialności, bez trudności. Nie interesuje go, czy ktoś inny będzie miał prawo do życia. Ważne, aby on miał prawo do wszystkiego.

 

Sprawa dobra Polski i Polaków leży Panu na sercu, o czym pisze Pan w swej publicystyce. Jest Pan także współautorem antologii „Polskość jest przywilejem”. Porozmawiajmy zatem o nas, Polakach. Polacy zawsze byli narodem dość podzielonym, czego skutkiem były 123 lata niewoli, które ukształtowały naszą mentalność – niewolniczo-wojowniczą. Na jakim etapie mentalnym jesteśmy dzisiaj? Czy zatracamy swoją tożsamość narodową, czy jednak udaje się nam w grupie przeciwstawić trendowi zguby?

– Tak, jesteśmy ogromnie podzieleni, ale w zasadzie cały świat jest podzielony, bo ogromne podziały mamy i we Francji, i w Stanach Zjednoczonych. Natomiast problem polega na tym, że nie ma drugiego kraju w świecie, gdzie opozycyjna część społeczeństwa tak zajadle działała przeciwko swojemu państwu, przeciwko własnemu narodowi, tak próbowała zaszkodzić z powodów głównie politycznych, zaszkodzić własnej ojczyźnie.

Kieruje nimi  nadmierna żądza władzy.

– Tak, ale to, że ktoś chce rządzić, jest naturalne. W każdym kraju opozycja chce przejąć władzę i to kiedyś następuje. Ale pytanie, dlaczego polska opozycja chce zniszczyć własną ojczyznę? Zastanawiająca jest ich ojkofobia, czyli nienawiść do własnego kraju, wartości, tradycji, kultury. Widzimy – moim zdaniem – bankructwo polskiej inteligencji. Świetnie o tym pisze profesor Aleksander Nalaskowski w swojej najnowszej książce „Bankructwo polskiej inteligencji”. To się skądś bierze; jeśli za wzór media stawiają nam patocelebrytów czy też młode kobiety niezwykle wulgarne i agresywne na warszawskich ulicach, to nie jest to godne naśladowania i prowadzi do spustoszeń sumień, serc nie tylko ludzi młodych. Ta perspektywa jest bardzo niebezpieczna, bo podziały zawsze bardzo skutecznie wykorzystują wrogowie i obcy.

 

„Idiotokracja, czyli zmowa głupców”, to książka o głupocie, która jest coraz bardziej powszechna, bo nasze umysły są coraz bardziej zniewolone przez głupotę współczesnego świata. Idiotokracja to jest nowe określenie, które Pan stworzył?

– Tak, „idiotokracja” jest to nowy termin stworzony przeze mnie i Wydawcę. Oznacza rządy głupców, czy też system rządzenia w oparciu o głupotę i rozwój wirusa głupoty. Rozwijanie tego wirusa jako pewna epidemia dotykająca ludzkich mózgów.

 Co jest lekiem na idiotokrację? Na szerzącą się bezmyślność, zachłanność, głupotę?

– Na pewno łatwiej diagnozować, niż leczyć. To leczenie jest uporczywe, długotrwałe, poczynając od najmłodszego pokolenia. Nie powinno polegać na tym, że 4–5-letnie dzieci byłyby uczone zaspokajania seksualnego, różnych form masturbacji, co przecież dla wielu środowisk jest warunkiem edukacji. Od małego trzeba w postawach wychowawczych wracać do wartości, do korzeni chrześcijańskich, szacunku dla starszych, krytycznego myślenia, skromności, pewnej dyscypliny, do szacunku dla hierarchii wartości, a również, o czym mówię w „Pandemii grzechu”, do szacunku dla życia i ludzkiej śmierci, od poczęcia do naturalnej śmierci, a nie uśmiercania na życzenia.

Który okres w dziejach ludzkości uważa Pan za najbardziej twórczy i dobry dla człowieka?

– Politolodzy mają różne opinie na temat, który okres był najlepszy. Na przykład w okresie starożytności swoim życiem i swoją śmiercią wyraz wartości dawał Sokrates. Natomiast systemy społeczno-polityczne, formacje ideologiczne, te, które zakładają brak szacunku do ludzkiego życia, te, które wartościują ludzkie życie, że jeden na nie zasługuje, a inny nie, to są na pewno systemy, które promują cywilizację śmierci. A my byśmy chcieli żyć w cywilizacji życia. Oczywiście, każdy chciałby mieć życie piękniejsze, ale powtarzam, oprócz życia doczesnego jest jeszcze nieśmiertelna dusza i warto o nią zadbać. Ale oczywiście w różnych epokach i systemach ludzie różnie funkcjonowali i zła nie brakowało. Natomiast trzeba patrzeć na procesy społeczno-historyczne jak na procesy, w których elementy transcendencji, duchowości, wrażliwości, wartości muszą być obecne.

Ale dostrzega Pan jakieś pozytywy współczesnego świata?

– Oczywiście możemy powiedzieć, że współczesny świat jest mniej okrutny, mniej brutalny, że jest łatwiejszy dla ludzi do przetrwania. Są całe sfery, połacie świata, gdzie mamy wojny i nędzę, i głód, i biedę, niewolnictwo i handel ludźmi. Te zjawiska nie zniknęły. Dzisiaj, tuż obok, za naszą granicą wschodnią dzieją się rzeczy dramatyczne, z ludzką śmiercią włącznie, z powodu wojny. Choć wydawało się nam, że w Europie już żadnej wojny być nie może. Francis Fukuyama w swoich bajkach z mchu i paproci mówił o końcu historii, że już się wszystko tak ukształtowało w tym liberalnym świecie, że nic się złego nie może wydarzyć. Zło jest obecne na świecie, zło czyha w każdym momencie i najłatwiej pozyskuje głupców do współpracy. Śmierć była, jest i będzie obecna. Śmierć razem ze strachem to piorunująca mieszanka i jeśli życia nie odbiera śmierć, to często strach, paraliż, panika temu się mogą przysłużyć. Na pewno współczesny świat, bardziej nowoczesny, łatwiejszy w dostępie do podstawowych dóbr poprawił jakość życia, ale też przyniósł szereg innych zagrożeń w postaci manipulacji, medialnej i internetowej dyktatury, deprawacji sumień ludzkich, kłamstw, fake newsów, promowania cywilizacji śmierci. To są zagrożenia, które nadal istnieją i rosną w siłę.

Jak Pan sądzi, czy ludzie mają świadomość tego, dokąd naprawdę zmierza obecny świat? Czy zmierza on ku zagładzie, czy jest ratunek dla człowieka?

– Są opinie, że żyjemy w czasach ostatecznych, że to wszystko, cała cywilizacja chrześcijańsko-łacińska jest zagrożona i może runąć, że świat muzułmański rośnie w siłę i coraz silniej spogląda choćby na Europę. Europę słabą, bez kręgosłupa, bez sumienia, często bezwolną, gnuśną, zadufaną. Mówi się o teoriach powstawania rządu światowego, nowym porządku świata dla wybrańców, dla wąskiej elity, o likwidacji państw odrębnych, o utracie kontaktu z wiarą chrześcijańską. Te zagrożenia istnieją, widzimy to, wiele wspólnot stacza się ku kompletnemu nihilizmowi, gnuśności sumień i utracie nawet zdrowego rozsądku. Ale powtarzam, dla nas, chrześcijan konserwatystów powinno być ważnym, że jest coś jeszcze istotnego oprócz życia biologicznego, że warto nad tym się zastanowić. I temu ma służyć moja ostatnia książka „Pandemia grzechu”.

Dziękuję za rozmowę

URSZULA GIŻYŃSKA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 fot. Biały Kruk

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.