Szpitalne telewizory bez serwisu


TELEFON DO REDAKCJI

Dostępność do telewizji podczas pobytu w szpitalu jest dla wielu pacjentów wybawieniem od długich, często w bólu spędzanych dni. Toteż tak bardzo ważne jest, by system obsługujący dostęp do odbioru działał sprawnie.
A tak, niestety, w częstochowskich szpitalach się nie dzieje. – Przez jedenaście dni byłam pacjentką oddziału neurologicznego na Parkitce. Miałam to szczęście, że leżałam na sali, gdzie był telewizor. Chętnie z sąsiadkami włączałyśmy go, by oderwać myśli od choroby. Rano, w niedzielę, 27 stycznia, załadowałyśmy osiem złotych, opłatę na 22,5 godzin emisji, by móc uczestniczyć we Mszy świętej. Ale już po półtorej godzinie telewizor się wyłączył. Co gorsze, nie otrzymałyśmy pomocy ze strony serwisu – mówi nam Anna Sitarz z Częstochowy.
W tej sytuacji oczywistym jest kontakt z serwisem. – Niestety naklejka, gdzie powinien być numer do konserwatora okazała się pusta. Poczyniłam więc kwerendę po salach, ale na żadnym telewizorze nie znalazłam numeru. Dostałam go dopiero od pani pielęgniarki. Jednak nie na wiele się przydał – kontynuuje pani Anna. – Dzwoniłam pod wskazany numer od godziny 8 do 10. Wreszcie udało się, ale pan dość opryskliwie stwierdził, że jest niedziela i nie przyjedzie. Poradził nam, by wrzucić kolejne pieniądze. Jednak nie miałyśmy już dwójek, a tylko takie nominały przyjmował automat. Również ta informacja go nie wzruszyła. Zostałyśmy więc bez telewizji – stwierdza Anna Sitarz.
Serwisant przyjechał na następny dzień, pieniędzy nie oddał, tylko włączył telewizor, który, jak mówi pani Anna, już nie był pacjentkom nie potrzebny, bo wychodziłyśmy ze szpitala. – Takie traktowanie klientów i to w publicznym szpitalu jest oburzające – komentuje częstochowianka.
System telewizji w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym na Parkitce i Tysiącleciu obsługuje firma POLTV z Opola. Serwisant z Częstochowy, do którego dodzwoniliśmy się, stwierdził, że przyjechał najszybciej jak mógł, a brak numeru to efekt starcia, przez pieczołowicie sprzątające panie salowe. Więcej nie chciał nam udzielić informacji i odesłał nas do kierownika w Opolu – Tomasza Niżnika. Ten wyjaśnił nam, że konserwator ma 24 godziny na usunięcie usterki. – Zawsze naprawy są szybko realizowane, musiało coś wypaść. Oczywiście numery powinny być na każdym telewizorze, dopilnuję, by zostało to poprawione. Uczulę też kolegę, by szybciej reagował na zgłaszane uszkodzenia – mówi Tomasz Niżnik.
Liczymy, że pracownicy POLTV z Opola będą wykazywać się większą empatią w stosunku do pacjentów częstochowskich lecznic i swoich klientów będą traktować poważnie.

UG

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *