Powstańczy szlak świętego Brata Alberta na Ziemi Częstochowskiej – (14b/347)


Z kartek suplementu do cyklu „od parafii do parafii…

Opisany w poprzednim odcinku los kapliczki powstańczej na Wilczej Górze w Złotym Potoku wyznacza początek 2. etapu udziału w Powstaniu Styczniowym 18-letniego wówczas Adama Chmielowskiego – jeszcze niedawno ucznia Instytutu Rolniczego i Leśnego w Puławach (ulokowanego tam przez rodzinę, by ocalić młodego „konspiratora” przed rosyjskimi represjami). Pierwszy etap powstańczy rozpoczął się dla Adama w oddziale Puławiaków dowodzonym przez 20-letniego Leona Frankowskiego. Po kilku sukcesach tego oddziału przyszło rozbicie go przez Kozaków w Słupczy (pod Sandomierzem) i powieszenie ich młodziutkiego dowódcy w Lublinie – w kwietniu 1863 roku. Resztka oddziału przedostała się pod Święty Krzyż (w Górach Świętokrzyskich), gdzie przyjął ich Marian Langiewicz – wtedy naczelnik sił zbrojnych województwa sandomierskiego. Teraz Adam Chmielowski walczy pod rozkazami słynnego generała, który niedługo obejmie dyktaturę w Powstaniu Styczniowym. Dyktatura ta trwała jednak tylko tydzień, bowiem w dniu 18 marca 1863 wojsko powstańcze Langiewicza zostało pokonane pod Grochowiskami (na wschód od Mielca) i generał musiał uchodzić do Galicji, gdzie został zatrzymany przez Austriaków. W bitwie tej Chmielowski walczył w oddziale kawalerii dowodzonym przez francuskiego oficera – Rochenbruna. Rozbici kawalerzyści próbowali przeprawić się przez Wisłę w Ujściu Jezuickim (u zbiegu Wisły z Dunajcem) – lecz także trafili w ręce Austriaków. Większość powstańców, którzy znaleźli się w Galicji lokowano w potężnej twierdzy w Ołomuńcu (dzisiejsze wschodnie Czechy), gdzie trzymano ich pod strażą węgierskich huzarów. Tutaj właśnie Adam Chmielowski spotyka się z 28-letnim kapitanem Zygmuntem Chmieleńskim – absolwentem Akademii Wojennej w Petersburgu, później wykładowcy w polskiej szkole wojskowej w Cuneo (Włochy). Na wieść o wybuchu Powstania Styczniowego oficer ten próbuje przedostać się do kraju, lecz zatrzymany przez władze austriackie trafia właśnie do Ołomuńca. Jednak już w kwietniu udaje mu się uciec z twierdzy i rozpocząć organizowanie oddziału powstańczego na terenie Małopolski. Natomiast w maju opuszcza szczęśliwym sposobem Ołomuniec także Adam Chmielowski. Przebrany za austriackiego żołnierza ucieka wraz ze swym kolegą (jeszcze ze szkoły w Puławach) i po wielu perypetiach dociera przez całą Galicje na Ziemię Sandomierską. Tutaj na wieść, że podziwiany przez niego Chmieleński utworzył już w okolicach Olkusza nie tylko dużą kompanię piechoty (kosynierów), ale także oddział konnicy – zjawia się u niego pod koniec czerwca 1863, by zostać podoficerem w II plutonie kawalerii, którą dowodził rotmistrz Rzepecki.
Wobec bardzo dużego podobieństwa nazwisk obydwu powstańców – będę w dalszej części tego opracowania posługiwał się tylko ich imionami. Jest więc Adam ponownie żołnierzem Wojska Narodowego i pod rozkazami Zygmunta podąża do Janowa pod Częstochową, który właśnie został zajęty przez dwie roty Kozaków z białozierskiego Pułku. Granicą między Janowem a Złotym Potokiem jest ulica Kosynierów, która biegnie wzdłuż północnego muru otaczającego dawną siedzibę Raczyńskich. Natomiast granicą między Janowem a Ponikiem jest ulica „Powstańców Stycz” – taka bowiem nazwa widoczna jest na przerdzewiałej i odrapanej tabliczce przybitej do sztachet zniszczonego płotu. Ulica ta styka się prostopadle z ulicą Kosynierów. W narożniku, który tworzą te dwie ulice widoczny jest na terenie posesji wyjątkowy świątek przydrożny. Jest nim ustawiona na okrągłej kolumnie figura św. Jana Nepomucena, ukryta w cieniu wiekowego dębu stanowiącego pomnik przyrody. Datowany na rok 1815 pomnik od lat nie był odnawiany, stąd widniejąca na nim inskrypcja jest już zupełnie nie czytelna. Gdy stawiano w tym miejscu figurę patrona żywiołu wodnego i przepraw rzecznych był tutaj duży staw na Wiercicy, którego zdziczały i zarośnięty trzciną teren był do niedawna widoczny przez załatany już wyłom w kamiennym murze. Rozlewisko to służyło wówczas do kąpieli i tak właśnie zachowali się Kozacy, którzy rano w dniu 7 lipca 1863 roku poustawiali karabiny w kozły i porozbierani weszli do wody. W tym momencie zostali zaatakowani przez oddział Zygmunta, który nocą podszedł do Janowa. Największe spustoszenie wśród zaborców sprawiła kawaleria, która wraz z Adamem goniła ich, aż w okolice dzisiejszego cmentarza. Zaskoczeni Rosjanie zostali niemal zupełnie wybici, tracąc także kilku oficerów. Powstańcy ze zdobyczną bronią i końmi poszli najpierw w kierunku Przyrowa, lecz mając na karku rosyjską odsiecz ponownie zaszyli się w Złotym Potoku. Dwa dni później po odparciu ataku carskiego pułkownika Ernrotha uszli przez lasy w kierunku Koniecpola. Rozwścieczeni Rosjanie podpalili Janów, kilku zabitych mieszkańców wrzucili do studni na rynku zasypując ją kamieniami. Studnia ta jest zachowana do dzisiaj, lecz jej ponura przeszłość uszła już ludzkiej pamięci. Wiadomym teraz było że Ernroth będzie tropił powstańców aż do skutku. Na razie jednak górą był Zygmunt, którego oddział nawet się początkowo powiększał – staczając na obszarze między: Koniecpolem a Szczekocinami kilka bitew. Cdn.

ANDRZEJ SIWIŃSKI

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *