AZS zdobył punkt w dziwnym meczu, ZAKSA z Pucharem Polski


Wkręt-met AZS dopiero w 17. kolejce zdobył pierwszy punkt w nowej hali na Zawodziu, a mecz z ZAKSĄ najkrócej można opisać jednym przymiotnikiem: dziwny. Tydzień wcześniej kędzierzynianie sięgnęli w naszym mieście po Puchar Polski.

Mecz rozpoczęty został… przerwaniem z powodu sporej ilości serpentyn rzuconych na boisko przez kibiców AZS-u, którzy zapewne mieli jeszcze w pamięci starcia obu drużyn sprzed lat, kiedy były to „święte wojny” rozstrzygające o podziale złotych i srebrnych medali. Obecnie zadowolić muszą się oni jednak wspomnieniami, ponieważ częstochowianie wskutek różnych problemów są outsiderem tegorocznych rozgrywek. Pierwszy set toczył się rzec można „zgodnie z planem”, czyli przy zdecydowanej przewadze kędzierzynian. Już na drugiej przerwie technicznej osiągnęli oni bezpieczną przewagę 16:8. W tym secie katem dla naszych siatkarzy był kędzierzyński blok. W końcówce partii Paweł Zagumny ustrzelił z zagrywki Miłosza Hebdę, po chwili Dawid Murek zaatakował po taśmie w aut i ZAKSA pewnie zwyciężyła w premierowym secie do 13.
Drugiego seta udanie rozpoczęli podopieczni Marka Kardosa od prowadzenia 4:1 po mocnych zagrywkach i skutecznych atakach Grzegorza Boćka. W tej części spotkania grę AZS-u pociągnął Dawid Murek i tym razem to gospodarze prowadzili na przerwach technicznych (odpowiednio 8:5 i 16:15) Końcówka odsłony numer dwa była bardzo zacięta, ale sporego pecha miała w niej ZAKSA. Przy stanie 23:22 Fonteles przyjął piłkę tak nieszczęśliwie, iż ta po odbiciu trafiła w Marcinka Możdżonka. Po chwili skutecznym blokiem popisał się Miłosz Hebda i niespodziewanie to AZS wygrał do 23 w secie drugim doprowadzając do remisu w meczu.
Ta przegrana musiała być plamą na honorze gości, bo od początku trzeciego seta zaczęli po prostu demolować młodą częstochowską drużynę. Kolejne przewagi 8:2, 12:2, 16:4, 20:4 mówią same za siebie i nie wymagają większego komentarza. Liczba błędów i niedokładności popełniona przez Wkręt-met w tym fragmencie była bardzo kompromitująca i nie przystoi drużynom występuącym w ekstraklasie. Ostatecznie zawodnicy trenowani przez daniela Castelaniego zdeklasowali gospodarzy w stosunku 25:10.
Czego mogliśmy się spodziewać od drużyny AZS-u po tak deprymującym laniu? Najmniej chyba… odpłacenia pięknym za nadobne. Pierwsza część seta czwartego wyglądała tak samo jak poprzedniego, z tą tylko różnicą, że drużyny zamieniły się rolami i była to prawdziwie nieoczekiwana zamiana miejsc. Na pierwszej przerwie technicznej częstochowianie prowadzili 8:3, a po kilku kolejnych zagrywkach Grzegorza Boćka i udanych zakończeniach akcji przewaga urosła do dziesięciu oczek (13:3). Trans atakującego AZS-u z pewnością trwałby dalej, gdyby nie to, że w końcu zaserwował w siatkę. Pod koniec seta ZAKSA odrobiła część strat, ale AZS i tak pewnie zwyciężył seta do 19 doprowadzając do tie-breaka. Pierwszy, historyczny punkt AZS-u w nowej hali stał się faktem.
Oba zespoły bardzo bojowo rozpoczęły piątego seta, widać było chęć zwycięstwa u jednych i drugich. Kędzierzynianie są zdecydowanie lepszą drużyną i w starciu z częstochowianami mieli wystarczająco atutów, by doprowadzić do zwycięstwa (15:10). Przyznać jednak trzeba, że Wkręt-met napsuł im sobotnim popołudniem sporo krwi i przede wszystkim pozbawił jednego punktu, którego w ostatecznym rachunku może zabraknąć ZAKSIE do zajęcia pierwszego miejsca w tabeli PlusLigi po rundzie zasadniczej. Wkręt-met w ostatniej serii spotkań rundy zasadniczej zagra na wyjeździe z Jastrzębskim Węglem (11.02, godz. 18:00), potem podopiecznych trenera Marka Kardosa czekać będą jeszcze play-outy o dziewiąte miejsce, najprawdopodobniej z Indykpolem AZS-em Olsztyn.
Rozegrany pod koniec stycznia w Częstochowie turniej finałowy o Puchar Polski można uznać za udany. Częstochowę odwiedziło sporo kibiców z różnych zakątków kraju, a finałowe starcie pomiędzy ZAKSĄ Kędzierzyn (wygrała 3-1) a Resovią Rzeszów obejrzało niemalże 5000 kibiców. Drużyny stworzyły interesujące widowisko sportowe, kibice natomiast świetnie bawili się na trybunach. Oby więcej takich imprez w naszym mieście, w kuluarach mówi się, że finałowy turniej Pucharu Polski piłkarzy ręcznych również trafi pod Jasną Górę.

Wkręt-met AZS Częstochowa – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 2:3 (13:25, 25:23, 10:25, 25:19, 10:15)

Wkręt-met AZS: Lisinac, Marcyniak, Murek, Hebda, Bociek, Janusz, Piechocki (libero) oraz Stelmach, Hunek, Kaczyński, Szlubowski

ZAKSA: Kapelus, Witczak, Zagumny, Wiśniewski, Fonteles, Możdżonek, Gacek (libero) oraz Nogueira, Ruciak, Pilarz

Trenerski dwugłos:

Daniel Castellani: (trener ZAKSY): Jestem szczęśliwy z tych dwóch punktów, mogliśmy wygrać za trzy, ale mogliśmy też przegrać. Mamy sporo kontuzji, które nieco burzą nam cykl przygotowań, a przed nami bardzo ważny mecz z Arkasem Izmir, który zadecyduje o awansie do Final Four Ligi Mistrzów. Myślimy teraz już tylko o tym meczu.

Marek Kardos (trener Wkręt-metu): Każdy by chciał wygrywać z ZAKSĄ, bo to zdobywca Pucharu Polski, jedna z najlepszych polskich drużyn. Siatkówka dziś składa się z mocy zagrywki i siły ataku, jeśli my popełniamy ponad 30 błędów to jest praktycznie półtora seta. Tak nie można grać, nawet w meczach przegranych 0:3 nie możemy popełniać tylu błędów, bo w taki sposób nie dałoby się wygrać nawet meczu w pierwszej lidze.

Foto:
ZAKSA Kędzierzyn sięgnęła po pierwsze w tym sezonie trofeum – Puchar Polski

Mariusz Rajek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *