Egzamin dla myślących


O nowych zasadach egzaminów na prawo jazdy mówi dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Częstochowie Maciej Wawrzkiewicz.

Weszła w życie kolejna nowelizacja ustawy o kierujących. Co wnosi nowego?
– Dość radykalnie zmienia ona proces egzaminowania. Dla osób zdających – w największym stopniu w części teoretycznej. Dla obsługi – w całym wymiarze. Jesteśmy wyposażeni w system teleinformatyczny, który umożliwia łączność ze wszystkimi starostwami.

W jakim celu ze starostwami?
– W tej chwili jest inny obieg dokumentów. Osoba, która zapisuje się na prawo jazdy przychodzi najpierw do starosty, który wydaje jej tak zwany profil kandydata na kierowcę – czyli elektronicznie przyznany numer, z którym udaje się do wybranej przez siebie szkoły jazdy na szkolenie, a po jego zakończeniu do WORD-u. W ślad za kursantem, drogą elektroniczną, przychodzą do nas wszystkie jego dokumenty. Ten system ułatwia procedury i uszczelnia zasady. Wdrożyliśmy go, po roku testów, od 1 stycznia 2013 roku. 21 stycznia był pierwszym dniem pracy w tym systemie. Nie było żadnych zawirowań.

A jakie są zmiany w egzaminach?
– Zmienił się egzamin teoretyczny. Poprzednio pytania były wielokrotnego wyboru i nieważna była kolejność odpowiedzi, można było się cofnąć do wcześniej zakreślonej i ją zmienić. W tej chwili każdą odpowiedź jest 15 sekund, test idzie dynamicznie, nie ma powrotu do wcześniejszych pytań. Jest też ich dużo więcej i w przeważającej większości oparte są one na zdjęciach i filmach. Trzeba uspokoić kursantów, że pytania, moim zdaniem, są banalnie proste. Wymagają podstawowej znajomości przepisów prawa ruchu drogowego, ale też myślenia. Nie da się ich wykuć na pamięć, jak to było wcześniej.

Wymagają też błyskawicznego myślenia?
– Tak, jak to się dzieje na drodze – jak popełnia się błędy, to są tego konsekwencje. Stąd nowa filozofia edukacji kierowców: od początku uczyć ich myślenia i obserwacji drogi. Wielu kierowców jeździ na pamięć i gdy następuje nagła zmiana na drodze, jak na przykład, ma świateł na skrzyżowaniu, to zaczynają się kłopoty. Na teście filmiki obrazują rzeczywiste sytuacje w czasie jazdy i trzeba wykazać się dobrą obserwacją, by wiedzieć jak odpowiedzieć na pytanie.

Jaki efekt przyniesie nowy system…
– …będzie mniej zabitych na drogach.Będziemy jeździć bezpiecznej. Prawda jest taka, że najwięcej wypadków powodują młodzi kierowcy, zwykle niedouczeni. Po poprzednim egzaminie teoretycznym zdający często nie znali teorii, bo odpowiedzi uczyli się na pamięć. Obecny egzamin sprawdza realną wiedzę kursanta z zasad ruchu drogowego, a także jego predyspozycje: refleks, umiejętność obserwacji drogi.

Czy est Pan zwolennikiem dawania prawa jazdy przed ukończeniem 18. roku życia, tak jak jest w Polsce?
– Nnie, dlatego cieszą mnie zmiany, które zrygoryzowały egzaminy oraz podniosły wiek na prawo kierowania motocyklem do 24 lat. Na ogół nie mamy lęku prędkości, co wiem po sobie, też jeżdżę za szybko, ale na szczęście są fotoradary, które mnie hamują.

No właśnie czy fotoradary, to dobra metoda na niepokornych kierowców?
– Zauważyłem po sobie, że jeżdżę wolniej. Zdarzyło mi się, że dostałem zdjęcie, i moja radość, że do Warszawy można jechać 2,5 godziny wówczas prysła. Czy fotoradarów jest za dużo? Nie wiem. Jeśli ktoś jeździ zgodnie z obowiązującymi przepisami, to żadna ilość fotoradarów mu nie przeszkodzi. Jeśli ktoś łamie przepisy, to wówczas narzeka.

Jednak jest to duży koszt dla państwa, choć minister infrastruktury zakłada, że się wydatek zwróci, a mandaty przyniosą zysk do budżetu.
– Będę polemizował z ministrem Nowakiem, bo popełnił błąd w wypowiedzi. Te pieniądze nie zasilają budżetu. Zyski, w cudzysłowie, z działania fotoradarów mają pokryć wyłącznie fotoradary. Faktycznym zyskiem jest mniej zabitych. Na polskich drogach rocznie ginie 5 tysięcy osób. Choć ta liczba spada, bo mamy coraz lepsze drogi i jeździmy coraz lepszymi samochodami, to jest najgorszy wynik w Europie.

A na zachodzie Europy nie ma tak dużo fotoradarów jak w Polsce.
– Też się z tym nie zgodzę. We Francji są automatyczne fotoradary i na podstawie zdjęcia, z automatu obciąża się właściciela samochodu, nie trzeba wskazywać kto był za kierownicą, jak u nas. W efekcie średnia prędkość we Francji zmalała o 8 kilometrów na godzinę i zmniejszyła się liczba wypadków śmiertelnych. Dlaczego? Bo zabezpieczenia w samochodach – pasy bezpieczeństwa, poduszki – są projektowane dla prędkości do 58 kilometrów na godzinę i ona gwarantuje przeżycie podczas wypadku. Tolerancja jest do około 120 km na godz. Jeśli ktoś jedzie szybciej, takich gwarancji gwałtownie maleją.

W Niemczech na autostradach jeżdżą bardzo szybko, a wypadków tak dużo nie ma. Od czego to zależy?
– Od kultury jazdy, szkolenia. W Niemczech można rozwijać prędkość, ale jest tak zwana prędkość zalecana – 130 km na godz., której Niemcy nie przekraczają, bo wówczas nie otrzymają pieniędzy z ubezpieczenia. Austria, z kolei, jako pierwsza w Europie, wprowadziła dla młodych kierowców obowiązkowe szkolenia w trudnych warunkach na płytach poślizgowych. Spowodowało to 30 procentowy spadek zabitych na drogach. Polska jako drugi kraj wprowadziła ten obowiązek. Niestety, Sejm, przy nowelizacji ustawy o kierujących, wejście w życie tego zapisu odsunął o trzy lata. Jestem pewien, że gdy przepis zacznie funkcjonować, radykalnie spadnie liczba zabitych na polskich drogach.
Dziękuję za rozmowę

URSZULA GIŻYŃSKA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *