ŻUŻEL / Lech Kędziora, trener zielona-energia.com Włókniarza Częstochowa: jechaliśmy na tyle, na ile przeciwnik nam pozwolił


Ekipa zielona-energia.com Włókniarza Częstochowa jest na fali wznoszącej. W piątek (15 lipca) „Biało-Zieloni” odnieśli trzecie zwycięstwo z rzędu. Pokonali u siebie Arged Malesa Ostrów Wielkopolski 68:22. Teraz czekają ich dwa ciężkie pojedynki z Motorem Lublin i Fogo Unią Leszno.

Jeszcze przed samym z starciem z ostrowianami trener gospodarzy, Lech Kędziora, spodziewał się większego oporu ze strony rywali. Tymczasem dla częstochowian pojedynek ten był meczem do jednej bramki. Szkoleniowiec „Lwów” mógł być zatem zaskoczony końcowym rezultatem. Czy rzeczywiście tak było? – Szczerze mówiąc, liczyłem, że zespół z Ostrowa dojdzie przynajmniej do granicy 35 punktów. Że w tym limicie się zmieści. My z kolei jechaliśmy na tyle, na ile przeciwnik nam pozwolił – mówił na gorąco po potyczce Lech Kędziora.

Po około trzytygodniowej przerwie  do ścigania wrócił Fredrik Lindgren. Szwed przeciwko Arged Malesie wywalczył 10 punktów z czterema bonusami. Czy to może zwiastować pozytywną jazdę „Freddiego” nie tylko w ostatnich dwóch spotkaniach fazy zasadniczej PGE Ekstraligi, ale przede wszystkim w rundzie play-off? Dodajmy, że awans do etapu finałowego rozgrywek częstochowianie mają już zapewniony. – Życzyłbym sobie, żeby Fredrik Lindgren powtórzył ten dzisiejszy wynik punktowy w kolejnych spotkaniach, także w play-offach. Jednak pamiętajmy, że w piątek przeciwnik był zupełnie na innym poziomie niż ten, z którym przyjdzie nam się zmierzyć w następnym tygodniu – uważał szkoleniowiec.

Losy potyczki definitywnie były rozstrzygnięte już po jedenastym wyścigu. Czy zatem rozważano w biegach nominowanych możliwość startu kogoś z trójki zawodników: Jonas Jeppessen, Mateusz Świdnicki i Kajetan Kupiec? Dla każdego z nich mogła to być bowiem szansa podszlifowania swoich umiejętności i dodatkowego objeżdżenia się. – Pojawiała się oczywiście taka opcja. Ale w drużynie mamy siedmiu, a nawet ośmiu, zawodników i każdy chciałby jechać chociażby w czternastym wyścigu. Ostatecznie taką, a nie inną, decyzję podjąłem i trzeba to uszanować – oznajmił były żużlowiec m.in. GKM-u Grudziądz.

Wielki krokami zbliżają się „play-offy”. Jednakże nim do tej rundy dojdzie, speedway rajderzy spod znaku lwa będą musieli najpierw zmierzyć się m.in. z Motorem Lublin. Pod Jasną Górę popularne „Koziołki” zawitają w najbliższą niedzielę (24 lipca). Z pierwszego meczu częstochowianie mają do odrobienia cztery „oczka”. To dużo czy mało? – Na tę chwilę dla nas jest to dużo. Tak czy inaczej będziemy walczyć o zwycięstwo. O bonusie pomyślimy natomiast w czternastym bądź piętnastym wyścigu spotkania – zakończył nasz rozmówca.

Norbert Giżyński

Foto. Grzegorz Przygodziński

 

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.