Za Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa trzy przegrane w tegorocznej PGE Ekstralidze. Teraz ekipa pod wodzą Mariusza Staszewskiego zaplanowany ma wyjazd do Zielonej Góry (1 maja). W rozmowie z „Gazetą Częstochowską” junior „Lwów”, Szymon Ludwiczak mówi o nastawieniach drużyny przed starciem ze Stelmet Falubazem.

Przegraliście ostatni mecz z Pres Grupa Deweloperska Toruń 37:53, ale – póki co uzyskaliście – najlepszy wynik w rozgrywkach ligowych.
– Tak, ale uważam, że przegrać można po walce. Wtedy inaczej wszystko by wyglądało. Był to ciężki mecz, zresztą podobnie jak dwa wcześniejsze. Mogę mówić za siebie, bowiem w piątek (24 kwietnia) z mojej strony nie było to, co chciałem pokazać. Trudne spotkanie, w czasie którego popełniłem parę błędów, co kosztowało mnie utratą punktów. Nie byłem szybki, nie mogłem razem z teamem znaleźć odpowiedniej prędkości. Na dobrą sprawę, nie ma co za dużo mówić, trzeba po prostu pracować dalej.
Powiedziałeś, że przegrać można po walce, ale w meczu z ekipą z Torunia mimo wszystko ją pokazaliście.
– Było wtedy trochę walki. Na pewno – pod względem całokształtu naszego zespołu – nieco lepiej to wyglądało niż w przypadku batalii choćby z Motorem Lublin tydzień wcześniej. Tak czy inaczej ciężko cokolwiek powiedzieć po takim meczu.
Jeśli chodzi o Twój ówczesny występ, poniekąd o nim już wspomniałeś, a teraz chciałbym nieco szerzej przejść do tego tematu. Zacząłeś przyzwoicie, bo od drugiego miejsca w biegu młodzieżowym. Co się stało później, gdy przywiozłeś dwa zera?
– Zgadza się, zacząłem od „dwójki”. Moja postawa była dość dobra w biegu juniorskim, bowiem, jadąc na drugiej pozycji, goniłem Antka (Kawczyńskiego – przyp. red.). Nie udało mi się go jednak wyprzedzić. W moim następnym wyścigu, startując z czwartego pola, niestety dość wyraźnie zostałem na starcie, przez co ciężko było mi cokolwiek zrobić. Przed dwunastym biegiem całych zawodów dokonaliśmy pewnych zmian w ustawieniach. Trochę one pomogły, ale nie na tyle, aby zrobić coś więcej…
Właśnie we wspomnianej przez Ciebie dwunastej gonitwie miałeś szansę pokonać Mikołaja Duchińskiego. Ten jednak okazał się lepszy…
– Tak jak powiedziałem, zmiany te nie pomogły na tyle, aby urwać punkt. Jedyny mały pozytyw z tego wszystkiego to fakt, że trochę się pościgaliśmy…
Jest więc sporo przemyśleń, jeśli chodzi o kolejne ewentualne zmiany w sprzęcie, ustawieniach w kontekście późniejszych zawodów, w tym ligowych?
– Zdecydowanie tak. Musimy też odpocząć, przeanalizować na spokojnie ostatnie spotkanie i wyciągnąć odpowiednie wnioski.
Wyciągniecie owych wniosków na pewno będzie koniecznie w kwestii najbliższego meczu na wyjeździe ze Stelmet Falubazem Zielona Góra, do którego dojdzie już 1 maja.
– Tak jest. Przed nami mecz w Zielonej Góry. Zrobimy wszystko, aby pojechać dobre zawody. Musimy poprawić swoje błędy, byśmy mogli myśleć o jak najlepszym wyniku.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
– Dziękuję.
Rozmawiał: Norbert Giżyński
Foto.: Grzegorz Przygodziński
