Piotr Lebioda: Cały czas chłopakom powtarzałem, że walczą oni o marzenia


Stam Hemarpol Politechnika Częstochowa, mimo zajęcia ostatniego miejsca w PlusLidze w sezonie 2025/2026, pozostała na najwyższym szczeblu na kolejne zmagania. Stało się tak za sprawą problemów finansowych, a tym samym utratą licencji, klubu Jastrzębskiego Węgla. Furory dokonali za to juniorzy częstochowskiego Norwida, wygrywając turniej finałowy 12. grupy 3. Ligi w Słubicach (24-26 kwietnia). Dzięki temu młodzi siatkarze z naszego miasta awansowali klasę wyżej na następny sezon. O drodze, jaką juniorscy gracze musieli pokonać, by osiągnąć ten sukces, rozmawialiśmy z trenerem drugiej drużyny „Błękitno-Granatowych”, Piotrem Lebiodą.

Młodzieżowy KS Norwid Częstochowa w przyszłym sezonie zagra w 2. Lidze. Czy to dla Pana Trenera brzmi jak sen, z którego nie chce się wybudzić?

Myślę, że już poranek, który nastąpił dzień po zakończeniu turnieju finałowego (27 kwietnia – przyp. red.), wybudził mnie z tego snu. To była niesamowita sprawa zwłaszcza dla tych bardzo młodych chłopców, którzy wywalczyli ten awans. Moim zadaniem natomiast jest już zastanawianie się nad przyszłością tej drużyny. Nie ukrywam, że nastąpiły pewne komplikacje, bo zespół tworzyli głównie chłopaki z rocznika 2008. Zdecydowana część z nich poszła już do szkoły i nawet jako studenci w randze juniorów będą grać jeszcze w przyszłym roku. Musimy w tej kwestii znaleźć złoty środek, który pomoże w pogodzeniu tego wszystkiego, żeby mogli studiować, kontynuować przygodę w 2. Lidze i rywalizować również na poziomie rozgrywek juniorskich.

Nie będę ukrywał także, iż już w poniedziałek (27 kwietnia) w godzinach porannych rozmawiałem z naszym prezesem Krzysztofem Wachowiakiem. Była to bardzo fajna i konstruktywna rozmowa. Podjęliśmy wstępne plany. Miałem tez konwersację z przedstawicielem Politechniki Częstochowskiej, Dariuszem Parkitnym. Będziemy starali się doprowadzić do spotkania włodarzy naszego klubu, szkoły LO im. Cypriana Kamila Norwida oraz wspomnianej uczelni i znaleźć wspólne rozwiązanie do przygotowania planu na następny sezon i budowania drużyny, które rozpoczyna się właściwie od początku.

Oczywiście chcemy zostawić jak najwięcej chłopców z ostatniej drużyny. Doskonale wiemy natomiast, że trzeba stworzyć odpowiednie warunki dla nich, aby dalej chcieli grać, rozwijać się i budować markę Norwida Częstochowa oraz Politechniki Częstochowskiej. Mam nadzieję, że to się uda.

Turniej finałowy o awans do 2. Ligi w Słubicach rozpoczął się dla Was pozytywnie, bo od wygranej w piątek (24 kwietnia) 3:1 z gospodarzem zawodów AS Słubice. Następnego dnia przegraliście jednak po tie-breaku z BTS Willowa Bolesławiec 2:3. Tak więc do ostatniego starcia w tym turnieju w niedzielę z zespołem MKS Czechowice-Dziedzice podeszliście skoncentrowani bardziej niż zwykle? Świadczyć o tym może bowiem wynik tej batalii – 3:0 na Waszą korzyść.

Tak. Jeśli chodzi o wyniki poszczególnych spotkań decydującego turnieju, to ten temat podsumowałbym jednym zdaniem: „W każdym meczu, każda drużyna mogła wygrać z każdym”. Końcowa klasyfikacja tych trzydniowych zawodów mogłaby wyglądać inaczej, bowiem gdybyśmy ją odwrócili, to AS Słubice byłby na czele. Wcale bym się nie zdziwił, jeżeli tak ostatecznie by to wyglądało. Każdy rozegrany mecz to jest w zasadzie inna historia tego turnieju.

W pierwszym meczu ze Słubicami wyszliśmy na parkiet przerażeni z racji sali ówczesnych gospodarzy, w której wtedy graliśmy. Początkowo trudno nam było się odnaleźć. Dysponowaliśmy słabą zagrywką, przez co pierwszego seta przegraliśmy 17:25. Nie taki początek sobie wyobrażaliśmy. Jednakże później z piłki na piłkę, z akcji na akcję zaczęliśmy grać swoją siatkówkę. Dokładniej przyjmować, uruchamiać środek i dzięki temu wygraliśmy drugą partię 26:24 – super wynik. Wróciliśmy tym samym do gry. Przypomnę, że wcześniejszy mecz ze Słubicami (rozegrany w czasie turnieju półfinałowego w Częstochowie 27-29 marca – przyp. red.) przegraliśmy 0:3. Tym razem mieliśmy już po swojej stronie seta. Następnie graliśmy już swój koncert; w trzeciej odsłonie zwyciężyliśmy 25:16. Czwarta partia, niemalże cała, przebiegała pod naszą kontrolą, poza końcówką, kiedy miejscowi doprowadzili do stanu 23:23. Dwie ostatnie piłki należały już do nas; Krzysztof Bąk  zrobił całą robotę na boisku i cieszyliśmy się ze zwycięstwa w całym spotkaniu.

Drugi mecz to była walka na całego i niesamowity horror z zespołem z Bolesławca. Zwłaszcza Jędrzej Jasnos – który dawniej grał w drużynach prowadzonych przeze mnie – narobił nam bardzo dużo krzywd. To była dopiero bitwa. Pierwszego seta wygraliśmy, a drugiego i trzeciego przegraliśmy. W trzeciej partii właśnie – przegraną przez Norwida 13:25 – zdecydowałem się dokonać sporo roszad. Doprowadziliśmy ostatecznie do remisu w batalii, triumfując w czwartej odsłonie 25:21. W tie-breaku przed zmianą stron prowadziliśmy 8:7, ale niestety seria skutecznych piłek ze strony BTS-u dała tej ekipie zwycięstwo w starciu.

Po meczu z teamem z Bolesławca zaczęły się przygotowania do naszego ostatniego meczu z MKS-em Czechowice-Dziedzice, decydującego o awansie do 2. Ligi. Wszelkie przeprowadzone dyskusje po potyczce z BTS-em Willowa, tzw. ładowanie naszych baterii, rozmowy indywidualne lub też grupowe, przygotowanie game planu. To wszystko pozwoliło nam przygotować się na „papierze”. Potem musieliśmy całą strategię przełożyć na boisko.

Chłopcy w trzecim spotkaniu finałowym zrobili coś niesamowitego. Włączyli trzeci bieg, kawał serducha zostawili na parkiecie. Wyniki poszczególnych setów były na naszą korzyść: 25:21, 25:13 i 25:19. Mieliśmy pełną kontrolę na boisku od początku do końca, czym uzyskaliśmy przepustkę do kolejnej edycji drugoligowych rozgrywek i na dodatek – jak się później okazało – z pierwszego miejsca w turnieju. Drużyna z Bolesławca bowiem przegrała w swoim ostatnim meczu z AS Słubice 1:3. Gracze tej drużyny w swoim trzecim pojedynku być może nie mieli już zbytnio sił. Trener Krzysztof Dobek zapewne specjalnie robił zmiany w zespole, by nie obciążać zbytnio swoich podstawowych zawodników, tym bardziej, że też mieli zapewniony awans. W związku z powyższym zajęliśmy pierwszą pozycję w finałowych zmaganiach.

Jak rozumiem po triumfie nad drużyną z Czechowic-Dziedzic było świętowanie na całego?

To było bardzo szybkie świętowanie na całego. Zjedliśmy obiad, po czym nastąpił 8-śmio godzinny powrót do Częstochowy. Musieliśmy szybko wracać, dlatego nie zostaliśmy na ostatnim meczu turnieju. Znaliśmy już zresztą swoje miejsce w szeregu, wiedząc zarazem, że mamy pewny awans. Poza tym w składzie naszej drużyny mieliśmy tegorocznych maturzystów. Chcieliśmy zatem jak najszybciej wracać, aby chłopcy mogli odpocząć i przygotować się do matury.

Przed turniejem w Słubicach zespół został wzmocniony przedstawicielem plusligowej Steam Hemarpol Politechniki Częstochowa, Arturem Sługockim. Jak widać, ruch ten okazał się strzałem w dziesiątkę.

Z usług Artura mogliśmy skorzystać tylko w pierwszym meczu ze Słubicami. Bardzo chciałem, żeby pojechał razem z nami, ponieważ trenowaliśmy wspólnie już w trakcie sezonu. Przychodził do nas na zajęcia. Dodam też, że Artur jest po ciężkim urazie stawu barkowego. Długo wracał do formy i myślę, że w dalszym ciągu to robi, bowiem nie jest jeszcze w pełnej dyspozycji. W każdym razie bardzo nam pomógł.

Wiedziałem, że jeżeli ostatecznie z nami pojedzie na ten turniej, to pomoże przede wszystkim na przyjęciu. I on tego dokonał w premierowym, finałowym spotkaniu. Dzięki niemu było bardzo dużo spokoju, szczególnie od drugiego seta, gdzie głowy tych młodych siatkarzy zostały oblane dosyć dużą ilością zimnej wody. Pierwszą partię bowiem przegraliśmy tak naprawdę nie podejmując walki. Ale Artur swoją osobą wprowadził dużo spokoju w naszych szeregach na przyjęciu, za sprawą czego reszta zaczęła robić swoje. Później przejmowaliśmy inicjatywę na boisku.

Przed kolejnymi spotkaniami Artur musiał wracać do rodzinnej miejscowości ze względu na chrzest swojego dziecka, który miał miejsce w niedzielę 26 kwietnia. Wyraziliśmy pełne zrozumienie w tej sytuacji. My później dokończyliśmy to, co rozpoczęliśmy razem z nim pierwszego dnia.

A jak narodził się pomysł, aby właśnie popularny „Sługi” zasilił szeregi młodzieżowego Norwida w turnieju finałowym o awans do 2. Ligi?

Szczerze mówiąc to był mój pomysł. Z prezesem Krzysztofem Wachowiakiem długo rozmawialiśmy na ten temat. Zastanawialiśmy się, czy w ogóle on da radę nam pomóc. W okresie przed wyjazdem poprosiłem Artura, aby był z nami i tym samym uczęszczał na nasze treningi. Decyzja zapadła dość szybko. Po jednym lub dwóch treningach, już wiedziałem, że nawet na ten jeden, pierwszy mecz – jeśli z nami koniec końców pojedzie – będzie to strzał w dziesiątkę. Ruch, który pomoże nam przede wszystkim pod kątem mentalnym, aby „ustawić” zawodników w kontekście dalszej części turnieju. To wszystko było przemyślane. Z dyrektorem podyskutowaliśmy, po czym spotkaliśmy się wspólnie z Arturem. Wytłumaczyłem mu cały zamysł, o co konkretnie chodzi. Artur postanowił podjąć rękawice, za co bardzo ogromnie mu dziękuję.

Wiadomo, że na wynik pracuje cały zespół. Tak też było z pewnością w przypadku młodej drużyny Norwida, która wywalczyła przepustkę do 2. Ligi. Czy jednakże, gdyby Pan chciał wyróżnić któregoś ze swoich podopiecznych, kogo by wskazał zarówno w kontekście turnieju finałowego w Słubicach, jak i całego sezonu 2025/2026?

Motorem napędowym naszego młodego zespołu – od środka czy boiska – jednocześnie osobą, która, jako ostatnia złożyłaby broń, był i jest Krzysztof Bąk, zawodnik, grający na pozycji przyjmującego. Został on wyróżniony po ostatnim meczu w turnieju w Słubicach. Jest to człowiek, który nigdy się nie poddaje, jako ostatni złoży broń i zejdzie z układu. Siłą napędową, jeśli chodzi o akcje ofensywne, jest zwłaszcza Antoni Wydmuch, który swoją postawą w ataku naprawdę zasługuje na szczególne wyróżnienie. Myślę, że jeżeli mocno on przepracuje najbliższy rok, będzie to zawodnik na miarę 1. Ligi, o ile nawet nie PlusLigi. Trzeba z nim jeszcze nieco popracować, ale jest to bardzo wyróżniający się zawodnik na tej pozycji.

By nikogo nie pominąć, w naszej kadrze są także Patryk Juszczak, czy Oliwier Burda – dwaj rozgrywający. Drugi z nich wrócił niedawno po kontuzji, ale bardzo mocno wspomógł zespół w turnieju w Słubicach. Mocno przyczynił się do sukcesu w pierwszym meczu z AS Słubice. Postawiłem wtedy na niego, biorąc pod uwagę jego warunki – ok. 2 metrów wzrostu – czy też skuteczność w bloku i na rozegraniu. Zdało to egzamin. Patryk zaś super go „uzupełniał”.

Nie można zapominać o naszych środkowych – Bartoszu Rembiszu, co do którego nie zdziwię się jeśli niedługo znajdzie się w kadrze pierwszego zespołu Norwida (występującego w PlusLidze – przyp. red.), a także Wiktorze Klucznym. Z kolei zawodnikiem, który szczególnie się wyróżnił w meczu otwarcia z ekipą ze Słubic, był Oskar Hakert. Rzadko zdarza się, aby libero otrzymał wyróżnienie, prawda? Gracz na tej pozycji bowiem nie punktuje. Z naszych statystyk wynikało natomiast, że Oskar podczas tego meczu nie popełnił żadnego błędu – miał bardzo wysokoprocentowe przyjęcie. Ci zawodnicy zwłaszcza tworzą trzon zespołu.

Oczywiście cała drużyna wymaga pochwały z mojej strony, bo wszyscy ciężko pracowaliśmy. Każdy z zawodników miał swoje zadanie do spełnienia. Końcowy rezultat pokazuje, że zrobiliśmy to w 100 %.

Czy były jakieś momenty w sezonie 2025/2026 – oprócz oczywiście niedawnych trzydniowych zawodów w Słubicach – które szczególnie utkwiły Panu w pamięci? Mówię tutaj stricte o zmaganiach I Ligi Śląskiej, która była rozgrywana w ramach III Ligi.

Tak. Mieliśmy swoje problemy zdrowotne. Od kontuzji po choroby bardzo się osłabiliśmy w pewnym momencie. Na przełomie 2025/2026 wracaliśmy jednakże do swojej optymalnej formy. 9 stycznia przyjechał do nas lider z Czechowic-Dziedzic na mecz rozgrywany w Hali Politechnik. Chcieliśmy tę potyczkę wygrać. Zwyciężyliśmy wtedy nad MKS-em 3:0, nie pozostawiając najmniejszych wątpliwości, że byliśmy zespołem zdecydowanie lepszym.

Drugim meczem, który tak samo zapadł mi w pamięci – odrabialiśmy w nim straty, które przytrafiły nam się z powodu wspomnianych kontuzji i chorób – to był wyjazd do Miasteczka Śląskiego. Mecz z tamtejszym KS Volley – można powiedzieć, że za „sześć punktów” – wygraliśmy 3:0, deklasując rywali. Myślę, że to są szczególne batalie, które najbardziej utkwiły mi w głowie, jeśli chodzi o etap I Ligi Śląskiej.

Oczywistym jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenie. Z pewnością wraz z przebiegiem sezonu mierzyliście coraz wyżej. Ale jednak, czy – może jeszcze nie przed startem rozgrywek, ale już w ich trakcie – zakładaliście, że ten awans jest możliwy?

Cały czas chłopakom powtarzałem, że walczą oni o marzenia. Graliśmy w dwóch kategoriach. W juniorskiej trafiliśmy w ćwierćfinale – w wyniku losowania – niestety fatalnie, bo na późniejszych dwóch finalistów Mistrzostw Polski juniorów. Zawodnicy jednego z nich, Jokera Piła, już mieli za sobą występy w 2. Lidze. Drugim zespołem był natomiast AKS Rzeszów, który potem zdobył mistrza Polski. Proszę więc wyobrazić sobie, że mieliśmy bardzo trudną grupę.

Kiedy opadliśmy z rozgrywek juniorskich, pozostała nam jedynie walka o 2. ligę. W tej kwestii „rzuciliśmy” wszystkie siły i wszelkie inne środki. Motto było jedno: „Panowie spełniamy marzenia, walczymy i robimy swoje!”. Chłopcy w to uwierzyli. Wiemy jak ostatecznie zakończyliśmy, bo awansem. Gdyby nie ich wiara, determinacja, tego wyniku by nie było. Oni zostawili serca na treningu, za co jestem im bardzo wdzięczny.

W przeszłości Pan, jako trener pierwszej ekipy częstochowskiego Norwida poprowadził już do – swego czasu – historycznego wyniku tego klubu. Miało to miejsce w 2021 r., kiedy pod Pańską wodzą „Błękitno-Granatowi” na koniec sezonu zajęli piąte miejsce w 1. Lidze. Teraz na Pańskim koncie kolejny sukces, tym razem z juniorami. Jest Pan w stanie porównać sytuację sprzed pięciu lat z tą z ostatniego weekendu kwietnia?

Powiem szczerze: trudne pytanie. Radość na pewno była ta sama. Cieszyłem się wtedy bardzo, tak jak i teraz. Czy jestem jednak w stanie porównać obie sytuacje? Tak naprawdę… bardzo podobne sukcesy; oczywiście na innym pułapie. W przypadku ostatniego sukcesu ze Słubic wywoziłem taką radość, że z młodzieżą weszliśmy do 2. Ligi. Graliśmy przeciwko drużynom, opartymi głównie na seniorach. To jest największy atut i zarazem radość z całego sezonu. Bo to młodzież przejęła stery i ona wywalczyła ten awans.

Co do sezonu 2020/2021, wtedy również w kadrze pierwszej drużyny Norwida było sporo młodych siatkarzy, ale grali oni już w randze seniorów. Uzyskaliśmy, jak na tamte czasy – tak jak Pan zaznaczył – historyczny wynik (piąte miejsce na zapleczu PlusLigi), grając młodzieżą, która wchodziła wówczas w wiek seniorski. Porównując obie sytuacje, pierwsza cecha, jaka mi właśnie przychodzi na myśl, to radość z gry obu drużyn. Postawiłbym wręcz znak równości zarówno pod względem atmosfery w szatni, jak również wyjścia na boisko oraz końcowego sukcesu. Oba te osiągnięcia oznaczały determinację, pozostawione serce na boisku i w końcu radość. Wiadomo, że w obu przypadkach były też i porażki – sport potrafi przecież bywać brutalny – ale tak czy owak przyjmowaliśmy to na klatę.

Przypomnę, że kiedy graliśmy w sezonie 2020/2021 w 1. Lidze, byliśmy kandydatem do spadku z niej. Ostatecznie zajęliśmy piątą lokatę w ówczesnych rozgrywkach. W zakończonym ledwo co sezonie natomiast z meczu na meczu z turnieju na turniej rozkręcaliśmy się i też udało się sprawić miłą niespodziankę.

Czyli można powiedzieć, że w obu przypadkach trenerska ręka Piotra Lebiody jak najbardziej była pomocna…

Dziękuję (uśmiech – przyp. red.). Mam nadzieję, że rzeczywiście tak było. Starałem się wykorzystać całe nabyte doświadczenie, a w swojej karierze trenerskiej – nie chwaląc się – trochę siatkarzy już prowadziłem. Sądzę, że za jednym i drugim razem trafiłem na super grupy, a z takimi można przenosić góry.

Następne zmagania 2. Ligi szykują się z pewnością dla Was szczególnie. Tym bardziej, że najprawdopodobniej zagracie m.in. derbowe potyczki z Budmar AZS UJD Stoelzle Częstochowa.

Jeśli chodzi o obsady poszczególnych grup 2. Ligi na sezon 2026/2027, myślę, że może dojść do przetasowań. Tak jak bowiem obserwowałem 2. Ligę w poprzednich latach, te grupy raczej buduje się terytorialnie, choć – jak się później okazuje – niekiedy ma się do pokonania trochę km, by dojechać na teren rywala. Tak czy inaczej wszystko wskazuje na to, że z AZS-em na pewno będziemy w jednej grupie. Myślę, że takie derby dla kibiców z Częstochowy, interesujących się siatkówką, będą z pewnością czymś przyjemnym dla oka. A fanom nie pozostanie nic innego, jak przychodzić na mecze, obserwować i dopingować swoim drużynom. Będziemy na pewno walczyć jak równy z równym. Tak jak jednak powiedziałem, składy grup mogą ulec zmianom z tego, co obserwuję od kilku lat. Nie wiadomo, w którą stronę to pójdzie. Z województwa śląskiego – poza zespołami z Częstochowy, Rybnika oraz Tych – w 2. Lidze będzie grać też Akademia Talentów z Jastrzębia Zdroju. Uważam zatem, że włodarze PZPS będą bardzo mocno zastanawiać się, jak podzielić te grupy.

W drużynie juniorskiego Norwida – o czym już było wspomniane – rozwija się coraz więcej zdolnych siatkarzy. Coraz głośniej mówi się choćby o – przytoczonym wcześniej przez Pana Trenera – Oskarze Hakercie, grającym na pozycji libero, i to w taki sposób, że już być może w niedalekiej przyszłości wzmocni kadrę plusligowego Norwida. Rzeczywiście Oskar jest przymierzany do pierwszej drużyny „Błękitno-Granatowych”?

Nie będę ukrywał, że są na ten temat rozmowy. Dużo jest kierowanych do mnie pytań odnośnie Oskara. Ja mogę tylko w samych superlatywach wypowiadać się o tym graczu. Uważam, że zasługuje na to (grę w pierwszej drużynie Norwida Częstochowa – przyp. red.). Podejrzewam, że za rok lub dwa lata – przypominam, że w bezpośrednio kolejnym sezonie dalej on będzie grał jeszcze w roli juniora – i będzie miał spore szanse, aby być jednym z najlepszych libero w PlusLidze. Człowieka tak czytającego gry różnych zawodników od dawna nie widziałem. Tak spokojnego w swoich działaniach, a jednocześnie dokładnego. Tylko superlatywy można o nim powiedzieć. Super chłopak.

Czy poza tym w swoim zestawieniu widzi Pan jakieś perełki, które w przyszłości mogą zawojować na ligowych parkietach?

Na pewno mogę wspomnieć tutaj o środkowym Bartoszu Rembiszu, posiadającym 2 metry wzrostu. Jest to bardzo skoczny zawodnik z tzw. „czujką” na bloku. Myślę, że jest to przyszły „plusligowiec”. Kolejnym jest Arsenii Pushkaruk, który mógł zagrać tylko w jednej kategorii i w jego przypadku postawiliśmy na rozgrywki juniorskie. Trenował on już z zespołem seniorów, grającym w PlusLidze w sezonie 2025/2026. Moim zdaniem takim siatkarzem, który przyszłości będzie mógł grać na poziomie PlusLigi, jest również Antoni Wydmuch (przed nim jeszcze rok pracy w randze juniora). Do tego dochodzi lider ekipy, o którym już wspomniałem, Krzysztof Bąk. Ponadto wierzę, że co najmniej któryś z rozgrywających (Patryk Juszczak, Oliwier Burda oraz Jakub Wiśniewski) otrzyma też taką szansę.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również.

Rozmawiał: Norbert Giżyński

Foto.: Grzegorz Przygodziński

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *