Jak odrodzona Rzeczpospolita wyposażyła swoją milionową armię?


W czwartek 30 czerwca br. o godzinie 18.00 w częstochowskiej filii Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach w lokalu „Przystanku Historia” przy Alei N. M. P. 52 odbyło się spotkanie autorskie z dr. Piotrem Uwijałą pt. „Walczyć ale czym?”. Ze względu na rozpoczynający się sezon wakacyjny nieliczni zainteresowani zdołali przybyć, stąd spotkanie miało kameralny charakter. Wstęp do prelekcji i późniejszą dyskusję na temat Polskiej Wojskowej Misji Zakupów w Paryżu w latach 1919-21 poprowadził dr Adam Kurus. Prelegent – osoba bezpośrednia, łatwo nawiązująca dobry kontakt – na co dzień pełni służbę jako miejski komendant Policji w Jaworznie w stopniu młodszego inspektora. Historia jest jego pasją, a badania naukowe prowadził na własny koszt przy wydatnym wsparciu najbliższej rodziny.

 

Gość zaprezentował w ogólnym zarysie wyniki swoich 7-letnich badań prowadzonych w ramach pracy doktorskiej realizowanej na Uniwersytecie Śląskim, które szerzej i szeroko zwarł w monografii swojego autorstwa pt. „Polska Wojskowa Misja Zakupów w Paryżu w latach 1919-21” wydanej w roku bieżącym. Było to kolejne tego typu spotkanie autorskie, wcześniejsze odbyło się w Katowicach 14 czerwca br. Przy okazji można było zakupić w wyjątkowo okazyjnej cenie książkę: 50 PLN (i na życzenie mieć wpisaną odręczną dedykację Autora), podczas gdy w najtańszych księgarniach internetowych cena z dostawą nie schodzi poniżej 83 PLN. Książka ma twardą okładkę, liczy 487 stron i jest bogato ilustrowana.

Praca niniejsza dotyczy zagadnienia jak Polacy sformowali i uzbroili swą niemal milionową armię do walki z bolszewikami w latach 1919-21. Temat ten wcześniej był słabo zbadany. Przedstawiona w niej została charakterystyka zagranicznych zakupów i logistyki transportów wojskowych. Odrodzona Rzeczpospolita od zaraz musiała budować swoje siły zbrojne, taka była potrzeba chwili, gdyż sąsiedzi nie chcieli aby państwo polskie było rozległe terytorialnie, wywalczone linie granic wymagały utrwalenia, a często obrony, bolszewicka Rosja zagrażała od wschodu, od zachodu Niemcy nie chciały pogodzić się ze stratami terytorialnymi na rzecz Polski. Niezbędne było sprawne pozyskiwanie wyposażenia dla wojska od innych państw (które zakończyły działania I wojny światowej i chciały się go pozbyć), gdyż polski przemysł dopiero się rodził, a istniejąca infrastruktura przemysłowa na terenie Rzeczpospolitej po pierwszej wojnie światowej była w dużym stopniu zniszczona i rozszabrowana przez wycofujących się zaborców. Wycofujący się Rosjanie zabrali nawet dewizy z banków na terenie Królestwa Polskiego, co można śmiało nazwać kradzieżą oszczędności Polaków, stąd nowoodrodzone państwo nie miało nawet do kogo skierować oferty emisji obligacji, a konieczne zakupy sprzętu wojskowego realizowano albo na kredyt, bądź płacąc węglem wydobywanym w kopalniach Zagłębia Śląsko-Dąbrowskiego (Sosnowiec, Dąbrowa Górnicza…). Stąd niekiedy brakowało go dla gospodarstw domowych a zima 1918-19 oraz 1919-20 były bardzo ostre.

Polska Wojskowa Misja Zakupów w Paryżu miała sprostać tym zadaniom, wraz ze swoimi filiami (submisjami) w innych państwach. Początkowo misję wysłano do Paryża, jednakże Francuzi postawili dość wysokie ceny na zdemobilizowany sprzęt wojskowy (samochody, czołgi, samoloty, karabiny, amunicję, działa, umundurowanie, maski przeciwgazowe obuwie i inny sprzęt). Na terenie Francji również Amerykanie posiadali masę sprzętu, którego nie chcieli zabierać z powrotem za ocean, a zważywszy na polskie pochodzenie jednego z wpływowych oficjeli, zakupy u nich poszły nieco sprawniej.

Należy zauważyć, że nie tylko Polacy chcieli zakupić sprzęt wojskowy, zainteresowani też nim byli Ukraińcy, Serbowie, Rumuni, Czesi, stąd między tymi narodami rozwinęła się konkurencja na zasadzie „kto pierwszy ten lepszy”. Brakowało personelu dla dokładnego sprawdzenia kupowanego wyposażenia, stąd niekiedy po czasie wychodziło na jaw, że niektóre egzemplarze nie były sprawne.

Po zainstalowaniu Misji w Paryżu, Włosi nieco oburzyli się, że Polska nie  jest zainteresowana zakupami  u nich, stworzono zatem dość szybko submisję (oficjalnie osobną misję) w Rzymie. Kolejna powstała w Londynie (początkowo dość długo bez sukcesów), a następnie w greckich Salonikach, ponieważ tam Francuzi posiadali bardzo duży „magazyn”, sprzętu wojskowego, którego nie opłacało im się sprowadzać do Francji, dlatego zaproponowali tu korzystniejsze ceny niż w Paryżu.

Od marca do listopada 1919 misji w Paryżu szefował generał Jan Romer, świetny oficer, zwłaszcza w warunkach frontowych, brakowało mu jednak pewnych umiejętności dyplomatycznych. Dlatego też na własne życzenie wrócił do walki w Polsce, a jego miejsce zajął gen. Józef Pomiankowski, ten był zręcznym dyplomatą, ponieważ we wcześniejszych latach pełnił funkcję attaché wojskowego Cesarstwa Austro-Węgier w Serbii oraz Turcji, znał 4 języki obce (francuski, niemiecki, węgierski i serbsko-chorwacki; J. Piłsudski uważał za świetnych fachowców oficerów wywodzących się z armii austriackiej i miał od nich duże zaufanie).

Poświęcić uwagę należało też postaci płk. Romana Żaby, szefowi londyńskiej submisji (od kwietnia do 25 czerwca 1920). Za jego krótkiej „kadencji” udało się zakupić od Anglików istotny asortyment, ojciec pułkownika był Anglikiem, pułkownik mówił ich językiem jak rodowity Anglik, stąd traktowali go oni jak swojego. Ponadto znał języki francuski i niemiecki.

Autor skupił się również na organizacji samych zakupów materiałów wojennych jak i ich transportu do kraju drogami morską i kolejową. Podkreślił, że zbadał dostawy do chwili dotarcia na teren kraju, nie badał logistyki wewnętrznej, pozostawiając zagadnienie  chętnym do dalszej eksploracji.

Początkowo zatem transporty kolejowe „szły” szlakiem przez Niemcy, docierając do polskiej granicy w Kąkolewie w Wielkopolsce. Kiedy Niemcy przestali transporty przepuszczać, wykorzystano tzw. drogę południową, przez Włochy, Austrię i Czechosłowację, tamtędy też przesyłano transporty z Włoch, do węzła kolejowego w Trzebini. Kiedy natomiast Czesi zablokowali ten szlak, około 15 % pojechało nieco okrężną drogą, przez Rumunię, docierając do Stanisławowa i Lwowa. Kiedy już wyczerpały się możliwości transportów kolejowych (w ciągu 15 miesięcy, od kwietnia 1919 do lipca 1920 wysłano do Polski aż 340 pociągów z materiałem wojennym), podjęto próby wysyłania transportów drogą morską. W tej fazie ujawnili się licznie agenci bolszewiccy, którzy usiłowali przeszkodzić w dotarciu do Polski broni, jaka miała być użyta przeciw ich mocodawcom. Organizowali strajki dokerów, szantażowali wynajmujących Polakom statki, grożąc pozbawieniem życia, przez co początkowo chętni, rezygnowali oni ze współpracy z Polakami (jakkolwiek 3 statki udało się z Salonik wyekspediować). Nasz wywiad nie pozostawał bezczynny, stąd zatem niekiedy w Salonikach znajdowano w kanale zwłoki człowieka o nieznanej tożsamości… Znamiennym przykładem było zablokowanie transportu statkiem z Londynu. Polski wywiad przeprowadził wówczas imponującą operację: sfingował sprzedaż tego transportu z bronią poprzez fikcyjną spółkę do Francji, osoby, które zorientowały się w tym zamiarze zostały przekupione aby zostawiły te domysły dla siebie. Fracht więc popłynął do Francji, potem zaś do Polski. Niemcy niechętnie przepuszczali ładunki przez Gdańsk, pomimo iż miastem i portem zawiadowali wówczas Anglicy, stąd tutaj też musiały być wywierane znaczne naciski poprzez stronę Polską. Jako dobry przykład można podać wysyłkę 80 000 karabinów z Salonik statkiem „Triton Amsterdam”, który dopłynął na gdańską redę 21 lipca 1920, po czym ze względu na odmowę rozładowania przez Niemców, Anglicy zdecydowali wycofać go na morze, a następnie 3 dni później rozładowali na morzu w okolicach Pucka.

W rezultacie można powiedzieć o imponującej  skali przedsięwzięcia: odrodzona Polska, państwo biedne, zdołało zorganizować i wyposażyć armię szacowaną na 950 000 żołnierzy, do zwycięskiej walki z Rosją sowiecką. Trudno wyobrazić sobie w 1920 roku wyprawę kijowską, zwycięstwo nad Wisłą czy też w bitwie niemeńskiej bez tych dostaw, nierzadko w ostatniej  chwili docierających. Zainteresowanych natomiast dalszymi szczegółami odsyłam do bogatej w liczby monografii. Wymienię jedynie niektóre: podczas swej 2-letniej działalności Misja sprowadziła do Polski 1 785 000 par obuwia, 1 940 000 par skarpetek oraz 2 000 000 par kalesonów (zważywszy na ostrą zimę można sobie wyobrazić pozamaterialną wartość tych zakupów), 775 000 karabinów i karabinków, 650 000 000 naboi do nich oraz sto milionów sztuk naboi do karabinów maszynowych.

Dr Piotr Uwijała oprócz wybranych zagadnień z historii wojskowości zajmuje się także badaniami historii Policji – w tym działalności 7. Kompanii Rezerwy Policji Państwowej w Jaworznie, która stacjonowała w mieście w latach 1936-1939. W zakresie tym współpracuje z Muzeum Miasta Jaworzna oraz Instytutem Pamięci Narodowej. Możliwe że po wakacyjnej przerwie w miesiącu wrześniu br. lub później spotkanie zostanie powtórzone, o czym będziemy Państwa informować –  stosowne plakaty pojawią się także w oknie częstochowskiego IPN przy Alei Najświętszej Marii Panny 52.

Maciej Świerzy

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.