WSPOMNIENIE / 10 lat od śmierci Lee Richardsona…


Żużel jest elektryzujący i emocjonujący, ale bywa także niezwykle niebezpieczny. Osoby uprawiające tę dyscyplinę sportu zdają sobie sprawę, że często jeżdżą z narażeniem utraty zdrowia bądź nawet życia. Przez wiele lat, odkąd narodziła się jazda w lewo, nie obyło się bez śmiertelnych wypadków na „czarnym torze”. Jeden z nich dotknął żużlowca Lee Richardsona, który był zawodnikiem Włókniarza Częstochowa. W tym roku minęła 10. rocznica śmierci utytułowanego Brytyjczyka.

 

13 maja 2012 r. na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu trwał pojedynek 5. kolejki Enea Ekstraligi pomiędzy miejscową Betard Spartą a Marmą Polskie Folie Rzeszów. Nadszedł moment startowy wyścigu nr 3. Lee Richardson szukał sposobu, aby przedostać się na drugie miejsce. Na przeciwległej prostej nie opanował jednak motocykla i z impetem uderzył w drewnianą bandę. Po wypadku pierwsze diagnozy wskazywały na kontuzję nogi, na jej ból zresztą uskarżał się Brytyjczyk. Ale już w drodze do szpitala jego stan się pogarszał. Wewnątrz jego organizmu zaczynał wytwarzać się krwotok. Po przyjeździe błyskawicznie rozpoczęto operację, niestety, jak się później okazało, działania mimo to zostały podjęte za późno. Lee Richardson w czasie zabiegu zmarł…

Cały żużlowy świat został pogrążony w żałobie. Również w Częstochowie uczczono pamięć wspaniałego Lee Richardsona. Po raz pierwszy uczyniono to trzy dni po wypadku, pod stadionem żużlowym od strony ul. Żużlowej. Wtedy działacze Włókniarza Częstochowa spotkali się z kibicami, którzy odpalili race. Tego dnia obecna była także rodzina zawodnika: żona, mama i brat. Podziękowali zgromadzonym za okazałe współczucie i duchowe wsparcie. Następnie 18 maja w kościele parafialnym pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych, przy ul. Hutników 68, nieopodal „Areny Częstochowa”, została odprawiona Msza Święta za duszę zmarłego Lee Richardsona. Ponadto w związku z tą tragedią, Stowarzyszenie Kibiców CKM Włókniarz podjęło decyzję o nieprowadzeniu dopingu podczas najbliższego spotkania na obiekcie przy ul. Olsztyńskiej z Unibaksem Toruń (20 maja). Część dochodu z tego meczu przekazano rodzinie tragicznie zmarłego speedway rajdera.

Lee Richardson pod Jasną Górą jest nieustająco mile wspominany, nie tylko dlatego, że w czasie swojego życia reprezentował także „biało-zielone” barwy (w latach 2006-2009). Był niezwykle sympatyczną, pogodną, uśmiechniętą osobą. Nigdy nie odmawiał rozmów z fanami czy zrobienia z nimi pamiątkowego zdjęcia. Przez częstochowskich kibiców został zapamiętany przede wszystkim jako zawodnik, który w pierwszej dekadzie XXI wieku przyczynił się do dwóch ważnych sukcesów „lwiego” klubu. Mowa o medalach Drużynowych Mistrzostw Polski – srebrnym i brązowym. Pierwszy wywalczony został w 2006, a drugi w 2009 roku.

Jednym z najlepszych spotkań, jakie Anglik odjechał w „biało-zielonym” kevlarze, było starcie 9. kolejki Speedway Ekstraligi 21 czerwca 2009. Wówczas częstochowski Cognor Włókniarz podejmował liderującą w tamtym czasie w najwyższej klasie rozgrywkowej ekipę Unibaxu Toruń. W tej potyczce o sile zespołu spod znaku lwa stanowił w szczególności „Rico”. Był najlepiej punktującym żużlowcem gospodarzy. Zgromadził 13 „oczek”, a jego dorobek znacząco przyczynił się do zwycięstwa częstochowian nad „Aniołami” 50:40. Dodatkową satysfakcją dla Lee Richardsona mógł być zapewne fakt, że taki rezultat „wykręcił” w meczu, w którym pierwszym pogromcą – niepokonanych we wcześniejszej fazie sezonu 2009 – torunian była właśnie jego drużyna.

Po zakończeniu przygody sportowej z Częstochową przeniósł się do Rzeszowa, gdzie ścigał się aż do swojej śmierci. Oprócz Włókniarza i Stali, w lidze polskiej punkty zdobywał dla: Polonii Piła (1999), GKM-u Grudziądz (2000), ZKŻ-u Zielona Góra (2001 oraz 2004-2005), WTS-u Wrocław (2002) oraz TŻ Lublin (2003). W czasie startów na torach w kraju nad Wisłą – poza wspomnianymi medalami z CKM-em – zdobył jeszcze dwa krążki DMP – złoty (1999) i brązowy (2002).

Na swoim koncie miał również sukcesy odniesione na arenie międzynarodowej. W 1999 r. został Indywidualnym Mistrzem Świata Juniorów. Pięć lat później wraz z reprezentacją Wielkiej Brytanii stanął na drugim stopniu podium Drużynowego Pucharu Świata. W sezonie 2006 w żużlowym mundialu uzyskał brąz.

Lee był również uczestnikiem Speedway Grand Prix. Na stałe w tym cyklu brał udział w 2003-2006. Wcześniej startował w pojedynczych turniejach rozgrywek Indywidualnych Mistrzostw Świata. Po raz pierwszy wystąpił z dziką kartą w 2000 roku w Grand Prix Wielkiej Brytanii w Coventry, gdzie uplasował się na dwudziestej lokacie. Ponownie szanse zaprezentowania się w elicie otrzymał dwa sezony później. Wpierw mogliśmy „Rico” obserwować w akcji w Cardiff. Tam drugi raz w historii odbyło się GP Wielkiej Brytanii, w którym, startując z dziką kartą, zajął wysoką szóstą pozycję. Następnie zaprezentował się w europejskiej rundzie cyklu na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Polski obiekt nie był jednak zbytnio sprzyjający dla Brytyjczyka, gdyż w końcowej klasyfikacji turnieju wylądował dopiero na osiemnastej pozycji. W czasie gdy był pełnoprawnym zawodnikiem elitarnej serii dwukrotnie znajdował się na „pudle”. Najpierw dokonał tego w Cardiiff  w 2004 r. W stolicy Walii był trzeci. Jeszcze lepiej spisał się w kolejnym roku w Bydgoszczy. Nad Brdą przypadła mu druga lokata.

Ciało Lee Richardsona pochowano w jego rodzinnym mieście Hastings (Anglia) w dniu 7 czerwca 2012 r. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci!

Norbert Giżyński

Foto. Grzegorz Przygodziński

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.