Z WOKANDY / Przedsiębiorca z Myszkowa, który stracił cały dobytek, nie ustaje w walce…


Miał wszystko. Wspaniały dom, dobrze prosperującą firmę. Niestety, przez nadmierną ufność w ludzi stracił cały dobytek i popadł w długi.

 

 

Andrzej Królik z Myszkowa od prawie dwudziestu lat walczy w sądach o sprawiedliwość, czyli – jak stwierdza – o ukaranie krakowskich „Inwestorów” i prawników, którzy przez oszustwo i zmowę pozbawili go i jego rodzinę domu i fabryki.

Kłopoty myszkowskiego przedsiębiorcy pojawiły się z początkiem XXI wieku. Wcześniej, przez dwadzieścia lat z sukcesem prowadził swoją firmę „Andrebut”, dając pracę blisko 100 osobom. Problemy pojawiły się po 2000 roku. Andrzej Króli zaczął odnotowywać trudności ze zbytem towaru, a w ślad za tym zaczął popadać w długi.

Sytuacja zmusiła przedsiębiorcę do powzięcia kroków zaradczych Królik. Za namową znajomego udał się do krakowskiej firmy doradczej, mającej mu pomóc. Sposób na wyjście z tarapatów finansowych miał być prosty: najpierw oddłużenie firmy, potem pozyskanie kredytu w banku. Doradca skierował Królika do kancelarii prawnej, która miała znaleźć inwestorów skłonnych spłacić jego długi i pomóc w otrzymaniu 4 milionów złotych kredytu w banku Hypo Vereinsbank w Warszawie. Cały manewr został potwierdzony stosowną umową pośrednictwa kredytowego.

Kancelaria załatwiła inwestorów, z którymi Andrzej Królik i jego żona pod koniec stycznia 2004 roku podpisali umowę pożyczki na kwotę 1,4 miliona złotych, dla której zabezpieczeniem były ich nieruchomości. Andrzej Królik pożyczkę miał spłacić w ciągu dwóch miesięcy. Kilka dni później, od zawartej umowy, sporządzono dwa aneksy notarialne. Inwestorzy stwierdzili bowiem, że na pokrycie długu Królika, który wynosił nieco ponad 808 tysięcy złotych, 1,4 miliona złotych to za mało. Aby prawnicy mogli spłacać długi wraz z odsetkami Królikowie udzielili właścicielom kancelarii pełnomocnictwa do dysponowania pieniędzmi na ich kontach bankowych – do kwoty 2 milionów 350 tysięcy złotych. W drugiej umowie Królikowie zobowiązali się do sprzedaży swojej nieruchomości, uwolnionej już od obciążeń hipotecznych, za milion złotych. Transakcja miała dokonać się w ciągu pięciu miesięcy.

Bank jednak pożyczki nie udzielił, o czym poinformował miesiąc po podpisaniu umów z kancelarią. Andrzej Królik dopiero wówczas zorientował się, że wpadł w pułapkę. Wysłał pismo do kancelarii prawnej wstrzymujące jej pełnomocnictwo do dysponowania kwotą 2 milionów 350 tysięcy złotych. Mimo to doszło do sprzedaży domu i fabryki Państwa Królików. Z tej transakcji na ich konto wpłynęły… 34 tysiące złotych, reszta pieniędzy ze sprzedaży – jak prawnicy wyjaśniali Andrzejowi Królikowi – poszła na spłatę długu wobec inwestorów. Natomiast z dokumentów Urzędu Skarbowego wynika, że nieruchomość Królików została sprzedana za 3,4 miliona złotych, następny nabywca zapłacił już za nią 6 milionów złotych.

Po utracie majątku ratunku Andrzej Królik szukał w rozmaitych instytucjach. O swoich podejrzeniach dokonania oszustwa pisał do CBA i ABW. Składał zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa do Prokuratur Śląsku i w Częstochowie. W końcu sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa dla Krakowa Śródmieścia Zachód. Niestety, śledztwo po roku zostało umorzone – Prokurator uznał, że przejęcie majątku państwa Królików nie było ani przestępstwem, ani oszustwem, ponieważ nie zostali oni wprowadzeni w błąd. Z kolei Andrzej Królik stanowczo twierdzi, że akt notarialny, na mocy którego dokonano sprzedaży jego nieruchomości – wilii i fabryki – został podpisany bez jego zgody i wiedzy przez krakowskich prawników, którzy – jak podkreśla – oszukali go.

W kolejnych latach sprawą zajmowały się prokuratury w Wieliczce, Gliwicach, Myszkowie – ciągle dla poszkodowanego bezskutecznie. Andrzej Królik nie ukrywa swego rozgoryczenia w stosunku do adwokatów prowadzących jego sprawy. Mecenasi – jak twierdzi Królik – nie wykazywali odpowiedniego zaangażowania i profesjonalizmu. W związku napisał zażalenie do Prokuratora Krajowego w sprawie mecenasa, który jego zdaniem źle reprezentował go w Sądzie. Andrzej Królik wystąpił też z wnioskiem do Prezesa Rady Ministrów o powołanie sejmowej komisji śledczej, odnośnie działalności sędziów Sądu Okręgowego w Częstochowie, gdzie – jak twierdzi – odmówiono mu prawa do obrońcy z urzędu i nie przesłuchano wskazanych przez niego świadków. Sprawa jest w toku. Dotarła nawet do Sądu Najwyższego, gdzie Andrzej Królik kierował skargi na czynności sędziów.

Podziel się:

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.