PKS CZĘSTOCHOWA. Jeździmy i będziemy jeździć


O przyszłości PKS Częstochowa rozmawiamy p.o. dyr. Tomaszem Sowińskim

Czytelnicy pytają dlaczego ceny biletów miesięcznych i jednostkowych w niektórych gminach tak bardzo wzrosły, a w innych pozostały bez zmian. Na przykład w gminie Janów bilet miesięczny jest obecnie aż o 60 zł droższy. Natomiast w gminie Olsztyn czy Kłomnicach cena pozostała bez zmian.
– Nie robiliśmy tego, aby zarobić i dokuczyć klientom. Ten ruch narzuciła nam Izba Administracji Skarbowej, uznała bowiem, że bezpodstawnie stosujemy ceny promocyjne.

Ale z czego wynikają te różnice?
– To jest zależne od podpisanych umów z gminami. Tam, gdzie byliśmy ograniczeni umową i ustaloną z gminą ceną biletów opłaty pozostały bez zmian. Natomiast w gminach, z którymi nie ma umów o współfinansowanie przewozów ceny wzrosły. Izba Administracji Skarbowej przystała na takie rozwiązanie.

To jednak jest bardzo niesprawiedliwe dla pasażerów.
– Dlatego, aby nie stracić klientów, aktualnie robimy analizę cen i sukcesywnie, od 1 grudnia br., będziemy się starali wracać do niższych cen. Musimy je usankcjonować i uporządkować. Stworzymy adekwatne cenniki na poszczególne linie. Muszę jednak podkreślić, że przez wiele lat pasażerowie korzystali z promocyjnych cen i dotyczyło to wszystkich gmin, niezależnie od dofinansowań samorządów do wozokilometra.

Na początku roku szkolnego zostały zlikwidowane niektóre kursy i dzieci nie mogły na czas dojechać do szkół. Czy obecnie ta sytuacja się poprawiła?
– Bałagan nie zależał tylko od nas. Niestety, zbyt późno otrzymaliśmy informacje na temat działalności szkół, trwało to do października. Wszyscy uznali, że to my powinniśmy wszystko wiedzieć, a z naszego punktu widzenia to szkoły nie do końca przygotowały się na reformę. Zabrakło konkretnej informacji potrzebnych dla naszego rozkładu jazdy, w tym godzin rozpoczęcia nauki.

Ale na ogół lekcje zaczynają się o ósmej.
– Otóż nie, wiele szkół zaczyna zajęcia wcześniej. Aktualnie dowozimy dzieci do szkół także na 7.40. Wydłużył się też czas trwania lekcji, nawet do godziny 17. Takich informacji nie mieliśmy pod koniec sierpnia. A później był wielki larum, że PKS nie jeździ.

Niektóre kursy były w ogóle wycofane z rozkładu.
– To efekt problemów z kierowcami. Na początku września mieliśmy zamieszanie i dużą absencję kierowców. To, przykro powiedzieć, odbiło się na pasażerach.

Teraz sytuacja się unormowała?
– Tak. Przejazdy zabezpieczmy na 99 procent. Tam, gdzie coś się nam wysypuje, to robimy kursy łączone. Nie zostawiamy ludzi na lodzie. Staramy się dowozić pasażerów we wszystkich kierunkach.

Zmniejszyliście jednak liczbę kursów w stosunku do poprzedniego roku.
– Tak, ale wynika to z tego, że gminy nie chcą rozmawiać o dopłatach do przewozów. Uznają, że my musimy jeździć, niezależnie od ich wsparcia.

Niektóre gminy, jak Blachownia, Konopiska, Rędziny mają własny system komunikacji. To dla PKS zapewne nie jest korzystne?
– Niestety, ten problem dotyczy wszystkich PKS-ów. Odchodzenie gmin, to dla nas równia pochyła, która zaczęła się od 2012 roku, kiedy zabrakło dotacji państwowych do kursów. My jednak nadal jeździliśmy i staraliśmy się utrzymywać komunikację. Wszyscy się przyzwyczaili, że PKS-y są, a gdy zaczęło brakować PKS-om pieniędzy na wymianę starego taboru, podwyżki dla pracowników, to już mało kogo interesowało.

PKS-y to nadal firmy państwowe?
– Tak, ale wiele już upadło. Nasz PKS, jako jeden z niewielu w Polsce, nadal działa. I ciągle jesteśmy firmą państwową.

I nie otrzymujecie żadnych dotacji ze strony państwa?
– Nie, absolutnie.

A jak wygląda realizacja rządowego programu dopłat do przewozów?
– Bardzo różnie. O dopłaty występują samorządy i pozyskane pieniądze wykorzystują według własnych potrzeb. Ustawodawca nie narzucił, że obligatoryjnie współpraca ma być nawiązana z PKS-em, może być z każdym innym przewoźnikiem. Pieniądze te są przeznaczone na uruchomienie całkowicie nowych kursów. Niestety, programem zainteresowało się dosłownie kilka urzędów. Aktualnie jest drugie rozdanie tych pieniędzy i w województwie śląskim wygląda to kiepsko. Na ponad 18 milionów przyznanych na województwo śląskie wykorzystano jedynie około dwóch milionów złotych. Samorządy nic nie robią, nie wykorzystują szansy i nadal zrzucają winę na PKS.

Które gminy podpisały umowy z PKS w ramach programu rządowego?
– Kłobuck, Wręczyca Wielka, Miedźno, Popów. Długo rozmawialiśmy z gminą Mykanów i mam wrażenie, że dzięki nam radni pozwolili wójtowi na skorzystanie z programu, ale do tej pory wójt milczy. Chyba nie jest zainteresowany podpisaniem z nami umowy.

A ile jest prawdy w pogłosce, że częstochowski PKS ma upaść?
– To nie jest prawda. PKS częstochowski nie upada. PKS jest postawiony w stan likwidacji, ale przez restrukturyzację. Taką decyzją podjął właściciel, czyli Skarb Państwa. To nie jest klasyczna likwidacja, bo byłby już u na likwidator i sprzedawał majątek. U nas zarząd się nie zmienił i będzie realizował klasyczną restrukturyzację firmy. Chodzi o to, żebyśmy mogli się pozbyć części aktywów trwałych, żebyśmy mogli odzyskać płynność finansową, a przy okazji zrestrukturyzować zakład. Po pierwsze, Warszawa nie jest zainteresowana likwidacją PKS Częstochowa, po drugie trudno postawić w stan likwidacji zakład, którego aktywa przewyższają zobowiązania. My jesteśmy zbyt bogatą firmą, żebyśmy mogli upaść.

Czyli nie ma niebezpieczeństwa?
– Nie ma niebezpieczeństwa zlikwidowania firmy, zaprzestania jej funkcjonowania. Jeździmy i będziemy jeździć. Podpisujemy umowy. Szykujemy plan nowych dalekobieżnych linii, wychodzących poza obszar województwa.

Dziękuję za rozmowę
URSZULA GIŻYŃSKA

Foto Archiwum PKS Częstochowa

3 komentarzy dla “PKS CZĘSTOCHOWA. Jeździmy i będziemy jeździć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code