SHELL NIE DA NIC!


Kończy się budowa stacji paliw Shell na Rakowie. Mieszkańcy przylegających do stacji bloków protestują przeciwko zagrażającemu zdrowiu, ich zdaniem, sąsiedztwu, inwestor ani myśli jednak zwalniać tempa. Na czwartkowe spotkanie, 13.17.2001, zgodnie z oczekiwaniami, przyszło ponad stu mieszkańców oraz przedstawiciele Urzędu Miasta, Spółdzielni i Shella.
Pretensje mieszkańców były skierowane przede wszystkim do Spółdzielni Hutnik, która zbyt późno rozpoczęła działania, mające na celu zapobieżenie budowie. Prezes Hutnika Kazimierz Jarosz twierdził, iż o całej sprawie dowiedział się dopiero z gazet. Mieszkańcy nie za bardzo jednak uwierzyli w deklarację prezesa, sugerując, iż Zarząd Spółdzielni musiał wiedzieć wcześniej o zamiarze budowy stacji. Dowodem ma być zgoda władz spółdzielni na doprowadzenie węzła sanitarnego do działki zagospodarowanej przez Shella.

Kończy się budowa stacji paliw Shell na Rakowie. Mieszkańcy przylegających do stacji bloków protestują przeciwko zagrażającemu zdrowiu, ich zdaniem, sąsiedztwu, inwestor ani myśli jednak zwalniać tempa. Na czwartkowe spotkanie, 13.17.2001, zgodnie z oczekiwaniami, przyszło ponad stu mieszkańców oraz przedstawiciele Urzędu Miasta, Spółdzielni i Shella.
Pretensje mieszkańców były skierowane przede wszystkim do Spółdzielni Hutnik, która zbyt późno rozpoczęła działania, mające na celu zapobieżenie budowie. Prezes Hutnika Kazimierz Jarosz twierdził, iż o całej sprawie dowiedział się dopiero z gazet. Mieszkańcy nie za bardzo jednak uwierzyli w deklarację prezesa, sugerując, iż Zarząd Spółdzielni musiał wiedzieć wcześniej o zamiarze budowy stacji. Dowodem ma być zgoda władz spółdzielni na doprowadzenie węzła sanitarnego do działki zagospodarowanej przez Shella.
Obietnice, uczestniczącego w spotkania wiceprezydenta Jerzego Kocygi, postawienia ekranów dźwiękochłonnych, nie wywarły żadnego wrażenia na mieszkańcach.
„Wkroczyliście z butami w nasze życie, szybko, bez pytania. Teraz musicie nam to jakoś zrekompensować. Kto wydał imienną decyzję i zgodę na budowę stacji Shell?” – mieszkańcy domagali się ujawnienia wszystkich dokumentów związanych z tymi decyzjami.
Kiedy w 1997 r. protestowali przeciwko budowie stacji ich protest został wzięty pod uwagę. Teraz okazało się, że cała sprawa została tylko przesunięta w czasie. Pamiętający tamte protesty inwestor postanowi działać więc szybko i po cichu.
Całe spotkanie przebiegało w bardzo nerwowej atmosferze, okrzyki ludzi zgromadzonych w sali mieszały się ze śmiechem gości.
„Nie obrażajmy się wzajemnie, w taki sposób nic nie osiągniemy” – dowodził prezes Kazimierz Jarosz.
„Ile wzięliście?” – dopytywali się mieszkańcy. Przedstawiciel Shella Waldemar Gajewski, zapytany o to, co jego firma zamierza zrobić, aby zrekompensować mieszkańcom straty moralne, zdrowotne i pieniężne odpowiadał zdecydowanie: „Nic. To jest nasz teren, uzyskany legalnie i zgodnie z prawem, i możemy tam robić, co będziemy chcieli. Chodnik, którym państwo chodzą, również należy do nas. Gestem z naszej strony jest to, że i jego nie ogrodziliśmy”.
Wnioski z kłótni wypływają następujące: stacja na pewno ruszy zgodnie z planem, mieszkańcy być może doczekają się kiedyś ekranów dźwiękochłonnych, a kiedy skończy im się cierpliwość – rozbiorą stację własnymi rękami. Mówili to z pełną świadomością.

JAKUB MORKOWSKI

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.