Polak z powrotem liderem cyklu! Czy będzie siódme złoto?


Za nami już 5. runda FIM Speedway Grand Prix, a więc Indywidualnych Mistrzostw Świata. Ta odbyła się w sobotę (20 czerwca) we Wrocławiu. Po tych zawodach na stanowisko lidera cyklu wrócił Bartosz Zmarzlik, który był bezsprzecznym bohaterem wieczoru.

Turniej na Stadionie Olimpijskim rozpoczął się z dużym opóźnieniem. Wszystko za sprawą deszczu, który nawiedził stolicę województwa dolnośląskiego około 15 minut po godzinie 18:00. Deszcze długo nie ustępowały i organizatorzy raz za razem przekładali decyzję o starcie do pierwszego wyścigu.

W końcu przestało padać, lecz zawodnicy obawiali się co do bezpieczeństwa na torze. Żużlowcy optowali za przełożeniem imprezy na następny dzień. Ostatecznie po namowach organizatorów, w tym dyrektora ds. wyścigów w FIM, Philla Morrisa, uczestnicy pozwolili się przekonać i o… 21:27 podjęto decyzję o rozpoczęciu widowiska.

Nadeszły jednak kolejne problemy. Tym razem na przeszkodzie w przeprowadzeniu zawodów stanął brak prądu w wieżyczce sędziowskiej, przez co taśma startowa nie mogła „iść” do góry. Po następnych 20 minutach kłopot został zażegnany i otwarcie wrocławskiej rundy SGP nastąpiło o 21:50.

W trakcie imprezy nie obyło się bez nieprzyjemnych sytuacji na nawierzchni Olimpijskiego. W wyścigu siódmym tragicznie upadki zanotowali Jason Doyle oraz Jack Holder. W tym karambolu uczestniczył również Kacper Woryna, który jednak wyszedł z tego bez szwanku. Nie można tego samego powiedzieć o Australijczykach.  Co prawda u Doyle’a wykazano „jedynie” mocne potłuczenia, ale w przypadku młodszego z braci Holderów późniejsze badania stwierdziły, że musi poddać się operacji kontuzjowanej ręki. W dalszej fazie zawodów obu „Kangurów” zastępowali rezerwowi Nikodem Mikołajczyk, a także Marcel Kowolik.

Przez cały sobotni wieczór kibice speedwaya w Polsce trzymali mocno kciuki za swoich rodaków, w tym sześciokrotnego mistrza, Bartosza Zmarzlika. Rajder urodzony 12 kwietnia 1995 roku w Szczecinie zdecydowanie miał chrapkę na swoje 30-ste indywidualne zwycięstwo w turnieju Grand Prix w karierze. Dodajmy, że poprzedni triumf jeźdźca lubelskiego Orlen Oil Motoru w pojedynczych zawodach w ramach IMŚ miał miejsce… 14 czerwca 2025 w Manchesterze.

Nasz mistrz chciał wreszcie dokonać przełamania we Wrocławiu. Udało mu się, ale – nawet przed rywalizacją na Dolnym Śląsku – wcale nie było to takie oczywiste. W formie bowiem był główny rywal Zmarzlika w kontekście walki o złoto, Brady Kurtz. Niektórzy eksperci niespełna 30-latka stawiali nawet w roli głównego faworyta do wygrania na stadionie przy al. Ignacego Jana Paderewskiego i to nie tylko ze względu na fakt, że po wcześniejszych czterech rundach zajmował pozycję lidera klasyfikacji. Australijczyk bowiem w zmaganiach PGE Ekstraligi startuje na co dzień w barwach wrocławskiej Betard Sparty i miejscowy tor zna jak własną kieszeń.

Kurtz, mimo zmienionych warunków torowych z powodu obfitego deszczu, w sobotnich zawodach radził sobie bardzo dobrze. Udowodnił to wygrywając fazę zasadniczą zawodów z 12 punktami i pewnie awansując do finałowego biegu. Zmarzlik również wywalczył przepustkę do ostatniego wyścigu – bez konieczności udziału w którejś z gonitw półfinałowym – mając na swoim koncie „oczko” mniej od oponenta z Australii. Powszechnie zastanawiano się jednak, czy 31-letni Polak stanie na wysokości zadania i pogna w decydującym starciu po pierwsze miejsce. Tym bardziej, że podczas etapu właściwego turnieju w bezpośredniej rywalizacji (bieg nr 16 – przyp. red.) lepszy był Kurtz. Stawkę finalistów uzupełnili Robert Lambert i Michael Jepsen Jensen.

W wyścigu nr 23 całej imprezy Bartosz dał prawdziwy popis! Wychowanek Stali Gorzów znakomicie wystrzelił z czwartego pola, po czym świetnie rozegrał pierwszy łuk i na drugiej prostej „premierowego” kółka zablokował umiejętnie przy krawężniku Brady’ego Kurtza. Ten w międzyczasie spadł jeszcze na czwartą lokatę; najpierw kosztem Lamberta, a potem – Jepsena Jensena. Całą sytuację obrońca globalnego czempionatu wykorzystał perfekcyjnie i po przejechaniu czterech okrążeni mógł świętować swoją pierwszą wygraną w turnieju SGP po ponad rocznej przerwie!

Nie możemy zapominać o pozostałych polskich „Orłach”. Dobry występ zaliczył też Patryk Dudek, który w końcowej klasyfikacji zawodów uplasował się na szóstej pozycji. Z kolei Maciej Janowski był dziesiąty, Kacper Woryna – dwunasty, Dominik Kubera – czternasty, Marcel Kowolik – szesnasty, a Nikodem Mikołajczyk – siedemnasty.

Za sprawą zwycięstwa we Wrocławiu Bartosz Zmarzlik, z łącznie zgromadzonymi 82 punktami, znów zameldował się na fotelu lidera elitarnych światowych rozgrywek. Nad drugim Kurtzem ma 3 „oczka” przewagi. Biorąc pod uwagę obecną formę reprezentanta „Biało-Czerwonych”, jest on aktualnie na dobrej drodze, aby kontynuować ofensywę i zdobyć siódmy w swojej dotychczasowej przygodzie z „czarnym sportem” złoty medal IMŚ. Byłby pierwszym żużlowym rajderem w historii, który dokonałby takiego wyczynu! Do zakończenia cyklu pozostało jeszcze pięć turniejów. Polskim sympatykom jazdy w lewo nie pozostaje nic innego, jak życzyć Bartoszowi kolejnego osiągnięcia i pobicia rekordu tytułów mistrzowskich.


Wyniki SGP Polski we Wrocławiu (20 czerwca 2026):

1. Bartosz Zmarzlik (Polska) 14 (2,3,1,2,3,3); 20 pkt GP
2. Robert Lambert (Wielka Brytania) 13+3 (2,2,1,3,3,2); 18
3. Michael Jepsen Jensen (Dania) 10+3 (1,1,1,3,3,1); 16
4. Brady Kurtz (Australia) 12 (1,3,2,3,3,0); 14
5. Anders Thomsen (Dania) 11+2 (1,3,3,2,2); 12
6. Patryk Dudek (Polska) 8+2 (3,0,2,1,2); 11
7. Leon Madsen (Dania) 11+1 (3,1,3,2,2); 10
8. Jan Kvech (Czechy) 9+1 (2,1,2,3,1); 9
9. Andrzej Lebiediew (Łotwa) 11+0 (3,2,3,1,2); 8
10. Maciej Janowski (Polska) 6+0 (3,d,2,0,1); 7
11. Max Fricke (Australia) 6 (w,2,3,1,0); 6
12. Kacper Woryna (Polska) 5 (0,2,0,2,1); 5
13. Nazar Parnicki (Ukraina) 3 (0,3,0,0,0); 4
14. Dominik Kubera (Polska) 3 (1,0,0,1,1) 3
15. Jason Doyle (Australia) 2 (2,u/-,-,-,-); 2
16. Marcel Kowolik (Polska) – 2 (1,1,0,0); 1
17. Nikodem Mikołajczyk (Polska) – 0 (0,0,0,0) – 0
18. Jack Holder (Australia) – 0 (0,u/-,-,-,-) – 0

Bieg po biegu:
1. Lebiediew, Kvech, Jepsen Jensen, Parnicki
2. Dudek, Lambert, Kurtz, Holder
3. Madsen, Zmarzlik, Kubera, Woryna
4. Janowski, Doyle, Thomsen, Fricke (w/u)
5. Zmarzlik, Lambert, Jepsen Jensen, Janowski (d/3)
6. Kurtz, Fricke, Kvech, Kubera
7. Parnicki, Woryna, Kowolik (Holder – u/-), Mikołajczyk (Doyle – u/-)
8. Thomsen, Lebiediew, Madsen, Dudek
9. Thomsen, Kurtz, Jepsen Jensen, Woryna
10. Madsen, Kvech, Lambert, Mikołajczyk
11. Fricke, Dudek, Zmarzlik, Parnicki
12. Lebiediew, Janowski, Kowolik, Kubera
13. Jepsen Jensen, Madsen, Fricke, Mikołajczyk
14. Kvech, Woryna, Dudek, Janowski
15. Lambert, Thomsen, Kubera, Parnicki
16. Kurtz, Zmarzlik, Lebiediew, Kowolik
17. Jepsen Jensen, Dudek, Kubera, Mikołajczyk
18. Zmarzlik, Thomsen, Kvech, Kowolik
19. Kurtz, Madsen, Janowski, Parnicki
20. Lambert, Lebiediew, Woryna, Fricke

Półfinały:
21. Lambert, Dudek, Kvech, Lebiediew
22. Jepsen Jensen, Thomsen, Madsen, Janowski

Finał:
23. Zmarzlik, Lambert, Jepsen Jensen, Kurtz

Norbert Giżyński

Foto.: Grzegorz Przygodziński

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *