Ekstraklasa znowu zaskoczyła


Za nami sezon naszej rodzimej Ekstraklasy i chyba można powiedzieć, że dawno nie mieliśmy tylu niespodziewanych rozstrzygnięć.

 

Polscy legalni bukmacherzy mogli zacierać ręce, bo niespodzianka goniła niespodziankę, a faworyci często zawodzili. Końcowe rozstrzygnięcia z pewnością były zaskakujące.

Zacznijmy od Mistrza Polski. Teoretycznie w sierpniu można było przewidzieć, że ekipa stworzona przez Macieja Skorżę będzie próbowała do końca walczyć o tytuł, zwłaszcza że Kolejorz obchodził setną rocznicę swojego istnienia. Jednak często tak jest, że jak się czegoś bardzo chce, to wcale nie wychodzi. Tymczasem ekipa z Poznania przez cały czas kręciła się w ligowej czołówce i mimo kilku niepowodzeń grała najrówniej. Jedynie mały kamyczek do koszyczka Lecha można wrzucić za przegrane spotkanie w finale Pucharu Polski z Rakowem. Ale z drugiej strony gracze Marka Papszuna to nie są już ligowi no name.

Co do wicemistrza z Częstochowy, także niewiele osób spodziewało się, że zagrają drugi bardzo dobry sezon, zwłaszcza że w początkowej fazie musieli dzielić siły między ligę, a rozgrywki pucharowe. Tymczasem Raków ponownie sięgnął po wspomniany Puchar i do końca liczył się w walce o ekstraklasową wiktorię.

Ciepłe słowa należą się także Pogoni Szczecin. Niby Portowcy przyzwyczaili już do tego, że prezentują pewną ligową jakość, ale nie takie zespoły się rozpadały. Co więcej, zespołem mogła zachwiać informacja o przejściu z końcem sezony ich trenera do ligowego rywala – Legii Warszawa. Tymczasem trzecie miejsce traktuje się w Szczecinie chyba z lekkim niedosytem i już zabrano się za budowę mocnego składu, który do sukcesu ma prowadzić doświadczony Kamil Grosicki.

Kolejne niespodzianki miały miejsce już nieco dalej od ligowego topu. Chyba już wszystko napisano o świetnych występach w Europejskich Pucharach Legii Warszawa oraz o jej tragicznej postawie na ligowych boiskach jesienią. Zamieszania z trenerem Michniewiczem, dziwny wybór jego następcy i na koniec powierzenie losów drużyny Aleksandarovi Vukovićowi. Ten dosyć szybko naprawił grę i zapewnił utrzymanie i dowiedział się, że z końcem sezonu jego misja dobiega końca.

No i na koniec – Wisła Kraków. Wszystkich zmyliło chyba wspomnienie wspaniałych pojedynków Białej Gwiazdy z Schalkę, Parmą czy Lazio. Każdy myślał, że zespól, który jeszcze przecież nie tak dawno toczące wyrównane boje z Barceloną czy Realem Madryt, nie może spaść do pierwszej ligi. Tymczasem ostatnio przy Reymonta rzeczywistość to walka o ligowy byt, zwalnianie trenerów i ściąganie przeciętnej jakości graczy. Po raz kolejny myślano jednak, że jakoś to będzie. Do tego misję ratunkowa powierzono Jerzemu Brzęczkowi z nadzieją, że teraz to już z pewnością nic złego się nie stanie.
Tymczasem były selekcjoner zastał zespół rozbity, niezgrany, złożony z przeciętnej jakości piłkarzy. Coś tam próbował z tego poskładać, jednak jego misja ostatecznie zakończyła się katastrofą. Trudno tylko jego obwiniać za taki obrót sprawy, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jego przyjście nie spowodowało wielkiej metamorfozy w Wiśle. Kto by się spodziewał takiego obrotu sprawy przed rokiem?

Sezon obnażył też brak wizji w Śląsku Wrocław oraz w Zagłębiu Lubin. Przyniósł spadek ambitnie walczącym Słonikom z Niecieczy oraz Górnikom z Łęcznej, jednak tu brano pod uwagę taki scenariusz. Warto wspomnieć o dobrej postawie Lechii Gdańsk i Pasta Gliwice – tych drugich zwłaszcza w drugiej części sezonu.

 

Materiał Partnera

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.