REPORTAŻ. „Impast” – radość dzielenia się


Wspólną drogę artystyczną zapoczątkowali rok temu. Od stycznia 2016 roku realizują projekt koncertowy związany z Rokiem Miłosierdzia Bożego, pod honorowym patronatem abp. Wacława Depo. I wszędzie przyjmowani są z aplauzem, zdobywając coraz szersze grono wielbicieli swojej muzyki. Zespół „Impast”, bo o nim mowa, tworzą artyści o wielu talentach. To ludzie niezwykle umuzykalnieni i bogaci duchowo. Swą twórczością przybliżają do Boga, niosąc dobro i radość. W swym autorskim repertuarze „Impast” ma już ponad trzydzieści utworów.

Spotkanie

Po raz pierwszy, wspólnie zagrali w marcu 2015 r. podczas wernisażu malarstwa „Światło w dialogu z chwilą” autorstwa Aleksandry Anny Kowalskiej. Wystawa miała miejsce w janowskiej „Galerii po schodkach”. Od tej pory – jak mówią – swą siłą tchnął ich Duch Święty. Wspólne koncertowanie i śpiewanie zaczęło wypełniać ich życie. Stało się celem przewodnim. Jednak impuls utworzenia zespołu pojawił się dopiero w październiku. Osnową wokół której formacja uformowała była liderka – Aleksandra. Prawdziwa kobieta renesansu. Aleksandra bowiem śpiewa, gra na gitarze klasycznej, pisze wiersze (wydała tomik „W objęciach Boga – miniatury szpitalne”), maluje (należy do ZPAP, okręg częstochowski); pisze teksty i muzykę z gatunku poezji śpiewanej. Na co dzień pracuje jako asystent muzealny w Muzeum Regionalnym im. Zygmunta Krasińskiego w Złotym Potoku (należy do Stowarzyszenia Muzealników Polskich). W zespole towarzyszą jej: Artur Broncel – aranżer utworów, grający na instrumentach klawiszowych i kontrabasie, nauczyciel muzyki w częstochowskich szkołach (pasjonata – filmowiec); Joanna Ordon – flet poprzeczny, wokal (art. plastyk); Michalina Putek – skrzypce, wokal (muzyk, art. plastyk); Roman Kowalski – instrumenty perkusyjne (pracuje w rodzinnej firmie, pisze wiersze, napisał książkę „Wielkanoc za dziesięć czwarta”); Arkadiusz Możdżeń – gitara akustyczna (należy do Stowarzyszenia Artystów Plastyków im. Dudy – Gracza) i Rafał Soberka – gitara akustyczna, harmonijki ustne (marketingowiec, pisze wiersze oraz książki).
Od stycznia 2016 roku rozpoczęli trasę koncertową w kościołach pod przewodnim tytułem „Zanurzam dłonie w Miłosierdzie”. I wszędzie gdzie występują zdobywają – zasłużone – uznanie i aplauz. Teksty, głos wokalistki, świetna gra na instrumentach i wzajemna życzliwość, serce i oddanie twórczej sferze, serdeczność dla odbiorcy – to wszystko stwarza niepowtarzalny klimat, który otwiera słuchaczy na kierowane do ich serc przesłanie.

Czas na nazwę

Wreszcie też pomyśleli o nazwie dla zespołu. – Była burza mózgów i ciągle coś nie pasowało. Olśnienie przyszło, gdy nagle spojrzałem na obraz Oli. Powiedziałem, że może nazwa powinna być związana z malarstwem – mówi Artur Broncel. – Było to przed wyjazdem na koncert do Krakowa. Odruchowo powiedziałam: może impast? Michasia wówczas krzyknęła: no, pozostali jej zawtórowali. I mamy „Impast” – wspomina Aleksandra. Impast to technika stosowana w malarstwie, polegająca na nakładaniu farby grubą wypukłą warstwą przy użyciu pędzla lub szpachli, ulubiona technika Aleksandry. Właśnie takie malarstwo – fakturowe i jednocześnie wyraziste w kolorze – uprawia Aleksandra. W efekcie malarstwo stało się drugą, także ważną wypowiedzią członków zespołu. Wielu z nich maluje. Profesjonalnie – Aleksandra Kowalska, Michalina Putek i Aleksandra Ordon, a amatorsko, choć także z artystycznym pazurem maluje Arkadiusz Możdżeń, a rzeźbi Roman Kowalski. Dlatego też swoje koncerty ubarwiają plastycznymi pracami. – Jeśli tylko jest miejsce, aby nie być gołosłownym w rozwinięciu naszej nazwy, wystawiamy nasze prace artystyczne, by dzielić się swoimi talentami, że nie tylko muzyka, ale nasze zainteresowania przekładają się na formę plastyczną, słowo – mówi Aleksandra. Ale wśród siebie mają też talent kabaretowy. Dość nieoczekiwanie odkryła to w sobie Michalina. – A jeszcze do niedawna nienawidziłam kabaretu, ale nagle zainspirował mnie Kabaret Hrabi i przypadkiem natknęłam się na konkurs piosenki kabaretowej PAKA. Nagrałam, wysłałam – mówi Michalina. – Artur i Michalina do dwa nasze największe śmieszki. Zawsze coś wymyślą rozbawiającego – stwierdza Ola.

Impast, czyli coś więcej

Jak to bywa przy burze mózgów, na jednym pomyśle się nie skończyło. – Przyszło mi na myśl, by nazwę rozwinąć w formule: I – inwencja, M – miłość, P – prawda, A – artyzm, S – serce, T – twórczość. Wysłałem esemesa do Oli i stwierdziła, że pomysł świetny i oryginalny. I oddaje spektrum naszej artystycznej działalności – opowiada Roman Kowalski. Nazwa tak rozwinięta stała się dla zespołu swego rodzaju manifestem – programem, którym członkowie z zespołu chcą kierować się w życiu. Technika impastu, umożliwia wydobywanie światła, a członkowie zespołu pragną swoją muzyką i śpiewem wydobywać światło z drugiego człowieka, pragną wyakcentować dobro i piękno z pomocą miłości Bożej. Każdemu z członków przyświecają jeszcze indywidualne myśli. – Poprzez grę chciałabym przekazać szczerość, prostotę. Prostotę Ewangelii życia, dźwięku, obrazu – mówi Michalina, dziewczyna o wyjątkowym temperamencie muzycznym, a jednocześnie o radosnej, promieniującej ciepłem i otwartością osobowości – Jeśli chodzi o moją osobę, to chciałbym się dzielić z innymi wszystkim, czym zostałem obdarowany przez Stwórcę. Talentami, które dostałem w „dzierżawę”: poczuciem rytmu i twórczością pisarską – dodaje Roman. Artur z kolei widzi siebie w zespole jako technicznego „spinacza”. – Wyrastałem artystycznie w zupełnie innej stylistyce. To była mocna muzyka rockowa, ostre brzmienie. I nagle wpadłem w takie klimaty. Jak to możliwe? – ciągle się pytam samego siebie. Ale stało się i czuję się z tym dobrze. Widzę, że oni robią niesamowite rzeczy, a ja to ogarniam technicznie. I dzięki temu, że jestem z nimi, odkrywam, że moje palce inaczej się poruszają i wydobywają dźwięki dotąd mało mi znane. Bycie w „Impaście” to dla mnie bodziec do dalszego rozwoju – stwierdza Artur Broncel.
Dzielić się z innymi
Aleksandra Kowalska, spirytus movens zespołu, niezmiennie podkreśla, jak bardzo jest szczęśliwa ze spotkania. – Z tak wielką radością dźwigają ze mną ten ciężar nowego wyzwania. Jak patrzę na próbie na każdego z nich, jak są niesamowicie kreatywni, jaką są kopalnią pomysłów, to serce rośnie mi z dumy i radości. Zawsze czekam na ich aranżacje, jak oni muzycznie widzą, to co zapisałam w dźwiękach i słowach. Patrzę na ich zapalenie, na reakcje Artura, który jest głównym aranżerem utworów. Artur to nasz akustyk, ale i kierownik muzyczny zespołu. Po powrocie do domu, ze łzami w oczach dziękuję Bogu za ten dar. Cztery lata temu, gdy zaczęłam pisać wiersze prosiłam Go o jednego gitarzystę, który mi pomoże muzycznie, a Pan Bóg postawił na mojej drodze tak wielu wspaniałych przyjaciół. Dlatego moim mottem jest dzielenie się z innymi talentami. Ofiarowanie utworów duchowych Bogu, ale też ludziom. I gdy słyszymy od słuchaczy, którzy przychodzą na nasze koncerty, że dajemy im tak wiele radości, wyciszenia, kiedy dziękują nam za wsparcie i wzmocnienie duchowe, jakie dajemy im naszymi koncertami, to wiemy, że wypełnia się wola Boża. To jest przede wszystkim nasza formuła ewangelizacji, tak działa Duch Święty – mówi Ola. A jak zauważa Artur Broncel to właśnie Duch Święty jest ich „sponsorem”.
– Pomiędzy nami jest swoista chemia artystyczna, rozumiemy się bez słów. Są dźwięki, ekspresja. Miśka coś zagra, a ja wchodzę w to całym sercem i duszą, wszystkim. Zaczynamy improwizować i pozostali włączają się i nagle wychodzi nam kolejny utwór. Często po koncertach lubimy poszaleć już na luzie – dodaje Artur. – Ale i w czasie koncertów ponosi ich. Często grają na żywo, a ja widząc jaką to im sprawia przyjemność, cieszę się razem z nimi – mówi Ola.

Pasja uwielbiania Boga

Zespół w tym współczesnym rozpędzonym i skomercjalizowanym świecie jest ewenementem. Jest odpowiedzią na szaleństwo, często sieczkę muzyczną. „Impast” proponuje: poetyckość, wyciszenie, subtelność. – Udaje się nam zbudować coś niespotykanego – mówi Michalina. „Impast” swoją twórczością uwielbia Boga, a swych słuchaczy wprowadza w stan uwielbienia poprzez skupienie i słuchanie słowa. – Często czuję ciepło miejsca i ludzi, którzy nas słuchają i wiem wówczas, że nieważne jest to, czy się pomylę. Myślę sobie: tu działa Duch Święty, a ludzie chcą słuchać i poczuć przekaz. Ale są miejsca, gdzie odczuwam samokontrolę i nawet chwilami, gdy nie śpiewam, modlę się do Ducha Świętego, by pomógł, aby łatwiej nawiązać więź ze słuchaczami – mówi Ola. – Nasze koncerty wprowadzają zadumę, toteż jak jest okazja wprowadzam ożywienie, nasze „hity dla ucha”. Na przykład: walczyk na akordeonie. Ludzie wybijają się z zamyślenia, a ja mówię, że gram na syntezatorze marszczonym. Odjazdowo było w Poraju na dworcu, gdzie występowaliśmy. W takim miejscu oczywiście pojawiały się wstawki zapowiadające pociągi, ale jakimś trafem tylko wtedy, gdy kończyliśmy utwór albo zaraz przed kolejnym – opowiada Artur.
Ich motorem napędowym gry i śpiewania jest pasja, ale – jak mówią to początek. – Niechaj ta pasja drogą naturalnej przemiany przerodzi się w coś więcej – stwierdza Michalina. – Fajnie jest nam być razem. Ucieszylibyśmy się, gdyby nasze przedsięwzięcia nabierało rozpędu siłą śnieżnej kuli – dodaje Artur. – Zależy nam, by poziom podnosić. Każdy z nas ma swoje ambicje artystyczne, jednak one nie są dla nas priorytetem. Profesjonalizm zawodowy jest zawsze gdzieś na drugim miejscu. Zaczęliśmy grać z pasji, w trakcie prób okazało się, że każdy z nas w swojej przeszłości miał jakieś marzenia, ale życie codzienne gdzieś to odsunęło na bok. Nagle okazało się, że Pan Bóg odnalazł nas jak w korcu maku, osadził, i że coraz lepiej się spełniamy w każdej dziedzinie pracy zespołu: logistycznej, graficznej, muzycznej – mówi Ola.

Są samowystarczalni

Na koncertach grają utwory autorstwa Aleksandry Kowalskiej, w aranżacji Artura Broncela. Swoich sił – i to z powodzeniem – próbują pozostali członkowie zespołu. – Zawsze podczas występów gramy utwór autorstwa Joanny Ordon, naszej wspaniałej flecistki. Obdarzona jest ona pięknym, ciepłym głosem i to ona śpiewa swoją piosenkę. Czasami powstaje muzyka do tekstów innych poetów. W Krakowie zostałam poproszona przez panią Krystynę Alicję Jezierską, która wydała już kilka tomików, aby do jej wierszy ułożyć melodię i później je wykonać, podobnie jak do wierszy pani Halszki Podgórskiej – Dutka podczas jej wernisażu malarstwa również w Krakowie. Jednak bazujemy na własnych inspiracjach, i stąd zapewne płynie klimat naszego zespołu – mówi Aleksandra Kowalska. Koncertują przede wszystkim w Częstochowie i w regionie. Był jednak i Kraków. – Te koncerty okazały się szczególnie urokliwe, to zapewne za sprawą piękna Krakowa. Wystąpiliśmy w klubie dziennikarzy „Pod Gruszką”, w przepięknym, zabytkowym wnętrzu, naprzeciwko Kościoła Mariackiego, czy w „Klubie Kazimierz”. Wrażenia niezapomniane – wspomina Artur Broncel.
Wspólne przebywanie tworzą szczególne więzi. – Czujemy się już prawie jak muzykująca rodzina. Spotykamy się na próbach raz, a nawet dwa razy w tygodniu. Nasze bliskie kontakty wzmocniły się, kiedy wspieraliśmy Romana, gdy pisał piękną książkę o swojej siostrze – mówi Aleksandra. – Publikacja ukazała się w marcu 2016 roku. Jest to formuła pamiętnika, napisana w imieniu mojej siostry Aleksandry, głównie z okresu trwania jej choroby nowotworowej. Ola po trzech latach walki z rakiem zmarła. W publikacji skorzystałem z jej osobistych zapisków, ale także wplotłem wspomnienia z naszego życia, chciałem pokazać jej bogatą osobowość. Mam plany, by w przyszłości ponownie wydać książkę wzbogaconą może o fotografie – opowiada Roman.

Co w ich życiu zmieniło to spotkanie?

– Nauczyłem się inaczej patrzeć na siebie, podejmuję pracę nad swoimi wadami, które dzięki współpracy z kolegami i koleżankami zostały przeze mnie zauważone. Pan Bóg daje nam możliwość poprawy, jeśli dostrzeżemy tę łaskę to działamy. I powiem nieskromnie, że staram się poprawiać – mówi Artur. Michalina z kolei podkreśla, że spotkała przyjaciół, którzy wyzwolili w niej radość obcowania z muzyką i chęć dzielenia się tym z innymi. Dla Romana działalność w zespole to przyczyna osobistego rozwoju, ale też ważne spotkania z drugim człowiekiem. – To wielka, niespodziewana przygoda, a także praca nad sobą, poskramianie tego, co jest we mnie do poskromienia, aby odłożyć na bok swój egoizm.– śmieje się Roman.
Ola podkreśla, że kilka lat temu otrzymała nowe życie od Pana Boga, które wypełnia skończenie malarstwa na Akademii im. Jana Długosza, twórczość poetycka i muzyczna, i zespół. – Zawsze myślałam, że choć jestem osobą ambitną, to, to wszystko nie jest dla mnie. Byłam wycofana, choć zawsze miałam potrzebę kontaktu z ludźmi, obdarowywania się nawzajem. Zespół dał mi wiele. To jak mówią koledzy przede wszystkim ważna jest praca nad sobą. Musimy odsuwać siebie na bok i patrzeć na innych. Nagle okazało się, że mam tylu przyjaciół, którzy towarzyszą mi. Gdzie nie pojadę spotykam otwartość i serdeczność. To jest moja wielka radość – mówi Aleksandra Kowalska.

O czym marzą?

– Byśmy sobie tak fajnie grali i grali. I jeszcze żebyśmy częściej bywali w Krakowie. Może przyjdzie też taki czas, że koncerty będą przynosić też jakiś dochód. Jeśli Pan Bóg będzie nam błogosławił i chciał byśmy to robili dalej, to tak będzie – mówi Artur. – Mnie zależy na utrzymaniu tego co stworzyliśmy, tej radosnej atmosfery przyjaźni, dobrej relacji i może zając się muzykowaniem zawodowo – dodaje Roman.
– Tak żebyśmy nie utracili tego, co już mamy. To jest dla mnie podstawa. Do profesjonalizmu podchodzę z dużą dozą ostrożności, bo wówczas można stracić taką swobodę działania, ale oczywiście poszukuję wyzwań i czuję potrzebę wsparcia finansowego naszego projektu. Zaplecze finansowe ułatwia rozwój i działalność, i odciąża budżet rodzinny. Pragnę, by Pan Bóg mi nadal błogosławił w mojej twórczości, dawał natchnienie, bym mogła się dzielić i doskonalić. Proszę Boga, by obdarzał nas potrzebnymi łaskami, szczególnie zdrowiem i pokorą – by nigdy nas nic nie poróżniło, co może zranić i zapaść gdzieś głęboko w sercu. Trzeba nieustannie uczyć się dobrych wzajemnych relacji, bo to co budujemy w naszym zespole, przekłada się na nasze rodziny – mówi Aleksandra. – Tak, bo przecież nasi bliscy wspierają nas. Moja żona ma ważne zadanie dokumentowania – filmowania – naszych koncertów, i idzie jej to bardzo sprawnie – konkluduje Artur Broncel. A moja córka Magda dzielnie utrwala nas na fotografii – dodaje Ola.
Najbliższe koncerty to: 22 lipca, g.19.30 w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie oraz 29 lipca, g.18.00 klub „Kazimierz w Krakowie”. Koncerty w ramach Światowych Dni Młodzieży, stanowiące kontynuację projektu „Zanurzam dłonie w Miłosierdzie”.

Na zdjęciu: „Kwartet Krakowski” z wizytą w naszej Redakcji

URSZULA GIŻYŃSKA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *