JUBILEUSZ I Wspomnień czar: Mistrzostwo Polski Włókniarza Częstochowa w 1996 roku


21 września obchodziliśmy 18. rocznicę zdobycia przez zespół Włókniarza Częstochowa ostatniego, jak na razie, czwartego, tytułu Drużynowego Mistrza Polski w 2003. Z pewnością to wydarzenie w dalszym ciągu pamiętane jest przez fanów czarnego sportu z miasta spod jasnogórskiego klasztoru. Warto jednak cofnąć się nieco w czasie. 7 lat wcześniej, 13 października, częstochowskie „Lwy” wywalczyły trzeci w historii klubu złoty krążek ligowych rozgrywek. W bieżącym roku mija 25 lat od owych wspaniałych chwil.

Ówczesny sukces był co najmniej równie, a może i jeszcze bardziej, cenny, jak ten uzyskany przed osiemnastoma laty. O ile bowiem w sezonie 2003 „Biało-zieloni” byli stawiani w gronie faworytów DMP, to w roku 1996 już niekoniecznie. Mało tego pojawiało się sporo głosów, że Włókniarza Malma Częstochowa (taką oficjalną nazwę nosił klub) stać co najwyżej na walkę o utrzymanie. Tymczasem, prowadzony przez trenera Marka Cieślaka, CKM, dysponujący niesamowicie skutecznym i widowiskowo jeżdżącym duetem liderów Joe Screen-Sławomir Drabik, ambitnym tercetem, stanowiącym drugą linię zestawienia, Janusz Stachyra-Robert Przygódzki-Eugeniusz Skupień, a także uchodzącą wówczas za jedną z najlepszych juniorskich par w polskiej 1 lidze Sebastian Ułamek-Rafał Osumek w brawurowym stylu, znalazł się w finale najwyższej klasy rozgrywkowej. W tej fazie rywalem częstochowian był przedsezonowy pretendent do złota toruński Apator DGG.

Nadszedł 10 października 1996 r. – dzień pierwszego meczu o tytuł mistrzowski, który miał miejsce na dobrze nam znanym stadionie przy ul. Olsztyńskiej. Nad częstochowskim obiektem czuć było klimat pogodnej jesiennej aury. Na trybunach z kolei panowała niesamowicie żywa, gorąca atmosfera, zaś w momencie przedmeczowej prezentacji obydwu zespołów kibiców wciąż przybywało. Ostatecznie stadion został wypełniony w ok. 60-70 % całej pojemności. Biorąc pod uwagę fakt rangi tych zawodów, z pewnością obiekt zostałby wypełniony do ostatniego miejsca, gdyby rozegrano je w okresie weekendowym. A tak odbyły się w dzień powszedni (czwartek). Jednakże w takiej formie został wówczas zatwierdzony terminarz ligowych rozgrywek. Trzeba było zatem przyjąć to do wiadomości.

Faworytem otwierającego finałową rywalizację pojedynku byli gospodarze. Tezę tę potwierdzał obecny w parku maszyn w tamtym czasie, trener Atlasu Polsat Wrocław, Romuald Łoś, który udzielał wywiadu transmitującej mecz telewizji Canal+. Jego zdaniem o zwycięstwie miejscowych miał zadecydować atut własnego toru i równiejszy skład. Jak się później okazało, wypowiedziane przez znanego żużlowego szkoleniowca słowa nie minęły się z prawdą. Od samego początku ton w rywalizacji nadawali zawodnicy Włókniarza. Wszak bezbłędną jazdą popisywali się Screen i Drabik, którzy nie przegrali z żadnym z zawodników, startujących po przeciwnej stronie barykady. Ponadto byli dzielnie wspierani przez resztę zespołu na czele z Januszem Stachyra, który wygrał indywidualnie trzy wyścigi.

Wbrew pozorom, cel, jakim było zwycięstwo w tym starciu, nie przyszedł jednak łatwo. Torunianie starali się mocno stawiać opór. Wypracowywane w czasie spotkania przez  podopiecznych Marka Cieślaka kilkupunktowe przewagi  były trzykrotnie niwelowane przez ekipę przyjezdną w biegach: czwartym – do 2 „oczek” (13:11), siódmym – do 6 (24:18) i 10 do 4 (32:28). Przed wyścigami nominowanymi prowadzenie Włókniarza było w miarę bezpieczne (42:36), lecz nie dające jeszcze pełnej gwarancji wygranej w pierwszej części dwumeczu. Teoretycznie bowiem zawodnicy pod wodzą Jerzego Kniazia mieli nadal szansę zakończyć tę potyczkę na własną korzyść. Aby tego dokonać musieli wygrać dwie ostatnie gonitwy po 5:1. Tak się nie stało. W czternastym biegu padł rezultat remisowy 3:3. W piętnastym z kolei częstochowianie pokonali swoich oponentów podwójnie 5:1. W końcowym rozrachunku złożyło się to na wynik 50:40 dla Włókniarza Malma Częstochowa.

Dziesięciopunktowa zaliczka „biało-zielonych” żużlowców z pierwszego meczu była z pewnością przyzwoita. Zdaniem niektórych nie była to jednak na tyle duża strata dla „Aniołów”, by nie dały rady odrobić jej w rewanżu. Jeden z krajowych liderów Apatora, Mirosław Kowalik, jeszcze w trakcie spotkania, na antenie C+, przy Olsztyńskiej, podkreślał, że nie może być ona większa niż 10-12 „oczek”. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. W drugim starciu finałowej batalii, do którego doszło trzy dni później na nieistniejącym już toruńskim stadionie „KS Apator im. Mariana Rosego” przy ul. Broniewskiego, górą był wprawdzie miejscowy Apator DGG, ale to „Lwy” cieszyły się z upragnionego złota.

Rewanż rozpoczął się podobnie jak pierwszy pojedynek pomiędzy obydwoma zespołami. W nim również już na samym początku Włókniarz objął prowadzenie. Goście oddali je dopiero po rozegraniu ostatniego wyścigu dnia, który definitywnie zdecydował o wygranej torunian 46:44 w potyczce. Losy dotyczące tytułu mistrzowskiego rozstrzygnięto jednak tuż przed przeprowadzeniem piętnastej gonitwy, gdy na tablicy wyników widniał rezultat 42:42. Było zatem pewne, że podczas oficjalnej ceremonii złote medale Drużynowych Mistrzostw Polski zawisną na szyjach zawodników Włókniarza. Gospodarze nie mieli już nawet tzw. „matematycznych” możliwości na odrobienie strat z pierwszego spotkania. Zarówno kibiców w biało-zielonych barwach, obecnych wówczas w grodzie Kopernika, jak i częstochowską stronę parku maszyn ogarnęła nieograniczona radość. Wszak skazywany na pożarcie przed startem sezonu Włókniarz Malma, po 22 latach, ponownie stanął na najwyższym stopniu podium polskich ligowych rozgrywek żużlowych. Na gorąco, tuż po zawodach, jeden z ojców tego historycznego osiągnięcia, Sławomir Drabik, na łamach „Regionalnej Trójki” mówił: „Fachowcy stawiali tutaj na naszą porażkę. My z kolei przyjechaliśmy na dużym luzie, tym bardziej, że już mieliśmy medal. Wiadomo, że oni (zawodnicy Apatora – dop. Autor) liczyli na złoto. Taki jest sport i wygrywa najlepszy”.

NG

fot. Autor: Waldemar Deska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *