„Trenerski dwugłos”: WKS Śląsk Wrocław – RKS Raków Częstochowa


Oto co po zakończeniu sobotniego spotkania 11.Kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy, mieli do przekazania szkoleniowcy obydwu drużyn: Rakowa Częstochowa i Śląska Wrocław.

Marek Papszun (trener Rakowa Częstochowa): Wiedzieliśmy doskonale, że we Wrocławiu rzadko kto wygrywa i to jest duża sztuka, dla tych drużyn która tu przyjeżdżają. Przyjechaliśmy tutaj z nastawieniem aby tę Twierdzę Wrocław zdobyć i to zrobiliśmy . Dla mnie satysfakcja jest tym duża, że po raz pierwszy wygrałem tutaj ze swoim zespołem. Z tego się bardzo cieszymy. Dla nas był to trudny mecz i mogło to wszystko pójść w dwie strony. Najpierw strzeliliśmy jedną bramkę, później drugą i mogliśmy jeszcze „zamknąć” ten mecz.

Kiedy spotkanie mieliśmy pod kontrolą to straciliśmy bramkę. Wiadomo, że wtedy nie zaczynają się o tyle trudności tylko to, że przeciwnik wierzy, że z takiego meczu jeszcze może coś „wycisnąć”. Natomiast bardzo mądrze się broniliśmy i wygraliśmy, z czego się bardzo cieszę.

Jacek Magiera (trener Śląska Wrocław): Ogólnie był to dobry mecz, jeśli chodzi o to, co się działo na boisku. Mecz bardzo piłkarski, spotkały się wyrównane zespoły. To, co zdecydowało o porażce, to „zapaść” na pięć minut w drugiej połowie. Po pierwszym kwadransie po zmianie stron mieliśmy przewagę. Mogliśmy strzelić gola, Raków miał dwie możliwości, by strzelić gola na 2:0 i prowadził grę, prowadził wynik.

Jeśli chodzi o Śląsk, to dobrze zareagował na stracone gole. Strzelona bramka dała nadzieję na korzystny rezultat. Przegraliśmy grając z dobrym przeciwnikiem, wynik mógł być odwrotny. To też nie tak, że wygrał ktoś zdecydowanie lepszy, zadecydowała skuteczność. Raków nieźle się organizował, nasze akcje były często takie, że w fazach przejściowych stwarzaliśmy więcej okazji do gola. Pracujemy dalej, nadal będziemy działać w taki sposób, jak dotychczas. Kontynuujemy to, co robimy.

Nie zaskoczyły mnie bramki Rakowa. Nic nas nie zaskoczyło, wiedzieliśmy, że Ivi potrafi zagrać na milimetr. Miał za dużo swobody przed polem karnym i to wykorzystał, mówiliśmy o cierpliwości w drugiej części, że nasi zawodnicy mają wychodzić do ich „dziesiątki” i w tym momencie spóźniliśmy się do Iviego, odwrócił się, zagrał pomiędzy Gollę i Janasika, a Gutkovskis strzelił. Za szybko padła też druga bramka. Ale chcemy tak grać, wysokim pressingiem jeden na jednego, taka gra rozwija zawodników i sprawia, że możemy gonić najlepszych.

Spotkały się wyrównane drużyny, jakbyśmy postawili jedną i drugą na szali, to wahania są minimalne. Być może tej jakości było więcej po stronie Rakowa, może o tę jedną bramkę. Spotkaliśmy się z dobrym zespołem, budowanym przez 5-6 lat, zawodnicy są wymieniani, pamiętam jeszcze czasy, kiedy Raków był w niższych ligach, ale Michał Świerczewski przejął klub i wdrożył plan długofalowy. Są automatyzmy w Rakowie, my na to zareagowaliśmy pozytywnie w wielu momentach, ale trzeba zaznaczyć, że my też jesteśmy w fazie budowania. To nie tak, że po trzech-czterech miesiącach jest coś zrobione. Na to potrzeba cierpliwości, czasu i rozwoju. Chcemy grać ofensywnie i grać tak, żeby się gra podobała. Do tego dążymy.

Jeśli mielibyśmy drugiego napastnika, to pewnie by wszedł na boisko, ale nie za Erika Exposito. Najpewniej wzmocnilibyśmy siłę ofensywną, myśleliśmy, żeby wszedł Rafał Makowski, żeby go wykorzystać na „dziesiątce”, zdecydowaliśmy się na Sobotę, który bardzo dobrze grał w Lipsku i dał sygnał, żeby dać mu szansę. Oczywiście chcemy, żeby była rywalizacja, Bergier i Quintana są kontuzjowani, szukamy, łatamy innymi piłkarzami, ale to nie są nominalnymi napastnikami. Czekamy na powrót, Bergier i Quintana mają wrócić w tym tygodniu do treningów. Myślę, że na Wisłę jeszcze nie będą do gry, ale na Termalikę może tak.

Nie robi się zmian dla samych zmian. Musielibyśmy rozłożyć mecz na czynniki pierwsze i zastanowić się, co by nam dała kolejna zmiana. Patrząc na to, jak funkcjonuje drużyna, zdecydowaliśmy się na dwie zmiany. Przyjdzie czas na analizę i wtedy ocenimy czy decyzje były dobre czy złe. Podczas meczu nie wyglądało to tak, żeby robić więcej zmian.

Widziałem, że to nie był Victor Garcia z meczu z Legią czy wcześniejszych spotkań, to się zgadza. Czy nie wrócił za wcześnie? On też na długo wypadł, nie trenował, ale wykonywał katorżniczą pracę z trenerami, a kontuzjowani pracują dwa razy ciężej, by dojść do pełni sprawności i potem być od razu gotowym do gry po zgodzie lekarzy. Dino jest innym piłkarzem, nie można powiedzieć, kto zagrałby lepiej. Każdy piłkarz ma inne zalety, po meczu możemy powiedzieć, że taka zmiana może powinna zostać wykonana, z boiska nie było widać, żeby Wiktor odstawał od reszty zespołu.

Zawsze spotkania z Rakowem Częstochowa będą dla mnie wyjątkowe. Wychowałem się na stadionie, bo całe dzieciństwo tam spędziłem. Będąc w szatni już mi zawodnicy powiedzieli, że kibice skandowali moje imię i nazwisko. To też ma dla mnie znaczenie, że w ten sposób podziękowali. Rakowowi kibicuję, sezon ubiegły, czyli wicemistrzostwo i puchar na stulecie klubu – ja to porównuję do medalu mistrzostw świata. Ale chcę, żeby Śląsk też zdobywał medale, na tym się skupiam.

Notował: Przemysław Pindor
Foto; Przemysław Pindor

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *