W Jasnogórskiej Ogólnokształcącej Muzycznej Szkole Publicznej I i II stopnia w Częstochowie nauka gry na organach trwa od początku istnienia placówki. Początkowo była możliwa na cyfrowym instrumencie elektronicznym, a od bieżącego roku szkolnego młodzi adepci uczą się na nowych, najwyższej jakości technicznej organach. Instrument stanął na honorowym miejscu – w Sali Kolumnowej.
Naukę w klasie organów od 2020 roku prowadzi profesor Jakub Baszczyk, absolwent Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi, w klasie profesora Piotra Grajtera i doktora Karola Hilla. Aktualnie edukację pobiera sześcioro uczniów – dwoje w liceum i czworo w szkole podstawowej.

Rozmowa z Mateuszem Lauzerem, uczniem III klasy Szkoły II Stopnia

Jak zaczęła się Twoja przygoda z organami?
– Wybrałem organy, bo zawsze, od najmłodszych lat były w moim życiu, w moim domu. Mój tato jest organistą na Jasnej Górze i on jako pierwszy zaszczepił mi zainteresowanie do tego instrumentu. Tak na poważnie przygodę z nim zacząłem od klasy ósmej w studium organistowskim w Częstochowie, a od pierwszej klasy liceum rozpocząłem naukę w Jasnogórskiej Szkole Muzycznej. To wymagający instrument, ćwiczenia są czasochłonne. Gra wymaga koordynacji nóg i rąk. Nie jest łatwo, ale z czasem przestaje się o tym myśleć i gra zaczyna przynosić radość i satysfakcję.
Czy pamiętasz pierwsze utwory, których nauczyłeś się grać?
– To dzieła muzyki przedbachowskiej, niemieckiego twórcy Johanna Pachelbela oraz Preambulum F-dur twórcy polskiego renesansu Mikołaja z Krakowa.
A dzisiaj jakie utwory są Tobie najbliższe?
– Utwory Bacha, które są także podstawą mojej edukacji. Twórczość tego mistrza baroku stanowi dla mnie źródło pracy i inspiracji.
Zapewne tato także służy radami?
– Dom jest dla mnie odskocznią od nauki, z tatą rozmawiamy bardziej w kontekście pasji, wymieniamy się ciekawostkami.
Czy masz już na swoim koncie publiczne występy?
– Odbyły się dwa koncerty szkolne na Jasnej Górze, gdzie zagrałem. Miałem też trzy występy w kościele w mojej rodzinnej miejscowości, jeden ze skrzypaczką, drugi indywidualny oraz z tatą i bratem.
Organy to niezwykle skomplikowany instrument. Jak przebiegało zapoznanie z nim?
– Oczywiście interesowała mnie strona techniczna, jak to wszystko jest zmontowane, jak działa i współgra ze sobą. Organy to wiele tysięcy elementów, tworzących niemal żywy organizm muzyczny.
Czy swoją przyszłość zawodową łączysz z muzyką organową?
– Przygotowuję się do rozpoczęcia studiów w tym kierunku. A potem praca, mam nadzieję, że będą ku temu możliwości.
A jak postrzegasz swoją szkołę?
– Uczę się tu trzeci rok i jestem zadowolony z wyboru. Szkoła warta polecenia. Oczywiście, nie jest prosto, ale jeśli jest tu ktoś z pasji i zamiłowania do muzyki, a nie z przymusu, to zyskuje solidną wiedzę ogólnokształcącą i muzyczną, i rozwija się. Nauczyciele są wymagający, tak trzeba. Jednocześnie są bardzo wyrozumiali i serdeczni. Plusem jest to, że nauka ogólnokształcąca i muzyczną są w jednym miejscu i nie trzeba uczęszczać do dwóch placówek. To ułatwia i oszczędza czas.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmowa z profesorem Jakubem Baszczykiem

Szkoła jest bardzo aktywna, wiele się dzieje z myślą o rozwoju uczniów.
– Tak, zachęcamy dzieci do korzystania z różnorodnych muzycznych aspektów i możliwości rozwoju. Ale przede wszystkim samo obcowanie z muzyką wnosi wiele ważnych elementów. Począwszy od manualnych umiejętności, gdzie dziecko uczy się subtelności dotyku i sprawności aparatu gry, po koncentrację, dokładność, postrzeganie i wrażliwość, która towarzyszy przez całą edukację. A przede wszystkim poprawia i kształtuje wyobraźnię muzyczną i przestrzenną.
Kiedy rozpoczął Pan współpracę ze szkołą?
– Klasę organów prowadzę pięć lat i – co mnie cieszy najbardziej – obserwuję rozwój uczniów. Od tego roku szkolnego mamy możliwość prowadzenia zajęć korzystając z bardzo wysokiej klasy instrumentu. Jego budowniczym – jak wskazuje tabliczka – jest Georg Jann (model z 1978 roku). Cechuje go wyjątkowo dobre spasowanie wszystkich elementów oraz jakość drewna, bardzo równa traktura gry (klawiatura).
Co zdecydowało, że wybrał Pan organy?
– Zaczęło się dość tradycyjnie. W Sieradzu w szkole muzycznej podjąłem naukę gry na fortepianie. Pod koniec edukacji tato znalazł w Lutomiersku Salezjańską Szkołę Muzyczną łączącą edukację ogólnokształcącą z muzyczną, gdzie wybrałem już organy. Przez trzy lata gimnazjum dojeżdżałem z Sieradza, a potem w liceum zamieszkałem w internacie. Po studiach z żoną – oboje ukończyliśmy Akademię Muzyczną w Łodzi – postanowiliśmy zamieszkać w Częstochowie. Po krótkim czasie otrzymałem telefon od Pani Dyrektor Jolanty Sosińskiej z propozycją pracy. Nie ukrywam, że zaskoczyło mnie, że szkoła prowadzi klasę organów, nie każda placówka może sobie na to pozwolić.
I jak Pan czuje się w Częstochowie i Jasnogórskiej Szkole Muzycznej?
– W Częstochowie z roku na rok coraz lepiej, a w szkole bardzo dobrze. Jest miła atmosfera między nauczycielami, koleżeńska współpraca i wzajemne wsparcie. Szkoła ma ogromną wartość poprzez stwarzanie dużych możliwości edukacyjnych i budowanie przyjaznej, pełnej troski atmosfery. Uczniowie są pracowici, starają się stosować do trudnych uwag pedagogów, co dla nas jest źródłem satysfakcji .
Jaką misję ma Pan jako nauczyciel muzyki?
– Najwyższy cel, oczywiście trudny, który sam próbuję osiągać, to duchowe opanowanie muzyki. Kiedy warstwę techniczną mamy przyswojoną i wciskanie odpowiednich klawiszy nie stanowi problemu, ważna jest umiejętność wsłuchania w muzykę i odnajdywanie się w niej. Słuchania z bardzo dużym wewnętrznym spokojem. To mój osobisty cel, który chciałbym uczniom wpajać. Są uzdolnieni, ale oczywiście nauka wymaga od nich pracy. Jako nauczyciel staram się, jak zawsze powtarzał mój profesor: „po pierwsze, nie zaszkodzić”. To motto, którym się kieruję, aby nie zniechęcić dzieci poprzez stworzenie zbyt wysokich barier. One muszą być, ale uczeń powinien mieć możliwość pokonania ich swoją pracą.
Za co można kochać organy?
– Za subtelność. Za majestat i potęgę wysublimowanego brzmienia. Jest to efekt technicznego dopracowania szczegółów budowy instrumentu. Mamy bezpośrednią kontrolę nad tym, co wydobędzie się z piszczałki. Wprowadzamy w ruch klawisz na trakturze, powstaje ciśnieniowy słup powietrza, który drga wzbudzając brzmienie. Mając kontrolę nad całym mechanizmem, możemy sami decydować o wygaszaniu dźwięku. Do tego potrzebny jest bardzo dobry słuch. I ta subtelność na tym polega.
Organy to instrument z ogromną historią. Proszę podzielić się kilkoma ciekawostkami na ich temat.
– Pierwsze organy zbudowane zostały w III wieku p.n.e. przez pochodzącego z Aleksandrii Greka Ktesibiosa i miały mechanizm wodny. Ich pierwowzorem były starożytne małe instrumenty dęte, takie jak fletnia Pana i dudy. Ciekawostką są organy wodne z 228 roku odkryte w Aquincum. Posiadały 52 piszczałki ustawione w czterech rzędach oraz naciskane klawisze. Organy pneumatyczne powstawały od IV wieku n.e. Współczesne nie różnią się w zasadniczej kwestii wzbudzania dźwięku i sterowania piszczałkami od tych wynalezionych przez Ktesibiosa. Między V a XI wiekiem zaczęły pojawiać się na terenie Europy Zachodniej. Były napędzane siłą ludzkich mięśni, miechy nie posiadały stabilizatora ciśnienia, co powodowało niekontrolowane przez organistę nabrzmiewanie i zamieranie dźwięku. Klawisze nie były naciskane, a przesuwane.
Najstarsze grywalne organy na świecie, to te zbudowane około 1435 w Bazylice Valère w Sionie w Szwajcarii. Natomiast pierwsze informacje o organach w Polsce pochodzą z kroniki Wincentego Kadłubka. W XII wieku były na dworze Kazimierza Sprawiedliwego, w XIII – w klasztorze cysterek w Trzebnicy, w Czersku oraz w Sandomierzu, w XIV – w kościele św. Jakuba w Toruniu (miały 22 klawisze w manuale), w kościele Bożego Ciała w Krakowie oraz w św. Małgorzaty w Kętach, zbudowane w 1381 przez organmistrza Jana Wanca z Żywca. W bazylice pw. św. Andrzeja Apostoła w Olkuszu natomiast niedawno odrestaurowano organy z okresu renesansu (z 1611 roku). Uznawane były do niedawna za najstarsze w Polsce.
Pod koniec XIV wieku pojawiły się w organach głosy solowe. Zaczęto powiększać rozmiar i ilość piszczałek, w niektórych mógł czołgać się człowiek (organy z 1451 roku w kaplicy zamku Blois we Francji), a ilość piszczałek dochodziła do 2500 (organy z 1429 w katedrze w Amiens we Francji).
Organy za czasów Jana Sebastiana Bacha (barok) – mistrza muzyki organowej – to już inżynieryjny majstersztyk, jeśli chodzi o budowę i skomplikowanie. Do tych wzorów konstrukcyjnych nawiązuje jeden z trendów budownictwa zapoczątkowany w XX wieku, tak zwanych organów Michaela Praetoriusa. Do dzisiaj, co trzeba podkreślić, jest to największy i najbardziej złożony instrument o nieosiągalnych dla innych możliwościach brzmieniowych.
Rozwój i zmiana wyglądu organów uzależniały potrzeby kompozytorów i liturgiczne. Apogeum rozwoju nastąpiło w epoce baroku, ich wygląd niewiele się zmienił. Ostatecznie istnieją organy pneumatyczne, elektromagnetyczne, elektropneumatyczne i mechaniczne.
To instrument najczęściej wykorzystywany w kościołach…
– Tak organy służą do oprawy liturgicznej. Wiele utworów napisanych na ten instrument ma swoje źródło w warstwie religijnej. Sam Jan Sebastian Bach był teologiem i na bazie swojej głębokiej wiedzy komponował chorały organowe. Dodam, że w XIX wieku organy były także budowane w salach koncertowych. Tak też dzieje się dzisiaj, jak w Filharmonii w Łodzi, gdzie postawiono kopię historycznego barokowego instrumentu. To był projekt zrealizowany za moich czasów studenckich, pamiętam, że nie mogliśmy się doczekać zakończenia prac. Organy spełniają się w liturgii, ale także na salach koncertowych. W swoim repertuarze posiadają formę symfonii, ze względu na ogromne możliwości brzmienia możemy potraktować je jako orkiestrę symfoniczną. Tak był traktowany w XIX wieku przez kompozytorów francuskich, jak na przykład Charles-Marie Widora.
Jak zabrzmią organy, to kościół drży w posadach.
– Potęga brzemienia organów wynika ze specyfiki budowy głosów: bardzo niskich i bardzo wysokich, przestrzeń między nimi jest bogato wypełniona, mówimy na to szesnastostopowy, ośmiostopowy, czterostopowy, dwustopowy. Im mniejsza liczba, tym wyższy głos. Dzięki temu wciskany jeden dźwięk przy włączonych pięciu rejestrach i brzmi jak kilka głosów jednocześnie. Jak do tego wciśniemy akord, następuje to mocne uderzenie i zastanawiamy się, czy fundamenty kościoła wytrzymają. Dodam, że dopiero, kiedy udało mi się odkryć tę specyfikę organów, ich subtelność, to nastąpił u mnie przełom w grze.
Jaki mechanizm mają organy w Jasnogórskiej Szkole?
–W szkole mamy mechaniczne, to także ze względu na wymagania Ministerstwa. Ale na przykład mogą mieć tzw. elektryczny zecer, dający możliwość ustawienia i zapisu rejestrów.
Najsłynniejsi twórcy muzyki organowej to…
– Oczywiście Bach. Najsłynniejsze jego dzieła to Toccata i Fuga d-moll. Ciekawostką jest, że powstało bardzo wiele utworów na organy. Kiedyś ktoś powiedział, że aby zagrać je wszystkie, potrzeba by żyć tysiąc lat.
Dziękuję za rozmowę
URSZULA GIŻYŃSKA
