HISZPAŃSKA ENERGIA W FILHARMONII CZĘSTOCHOWSKIEJ / Zarzuela, flamenco, farruca, seguidilla, bolero


Rytm jako wyznacznik hiszpańskiej muzykalności znajdującej ujście w przepełnionych temperamentem formach tanecznych oraz zarzuela stanowiąca przykład samodzielności kształtowania się tkanki kulturowej w kraju Calderona i Cervantesa, bynajmniej nie w oderwaniu od reszty kontynentu, ale jednak tak jakby obok. Program koncertu w Filharmonii Częstochowskiej zaproponowany przez pochodzącą z Murcji maestro Isabel Rubio rzucił jasne światło na to wciąż chyba nie do końca odkryte bogactwo.

Zwracała uwagę wspaniała współpraca Isabel Rubio z Orkiestrą. Maestro precyzyjnie komunikowała się z muzykami, dając wyraziste sygnały poszczególnym sekcjom i solistom, dzięki czemu wykonania zyskały na płynności i jakości ekspresji; Autor: Agnieszka Małasiewicz, Filharmonia Częstochowska

 

Kultura hiszpańska na europejskim tle wyróżnia się odrębnością, poszanowaniem dla tradycji poszczególnych regionów, przy jednoczesnym eksploatowaniu ich zachwycającej w swej obfitości różnorodności. Od wieków stanowi też niewyczerpalne źródło inspiracji dla twórców innych narodowości. Od pewnego czasu w Polsce przeżywa swoisty renesans, śmiało goszcząc na scenach filharmonicznych i operowych czy to w formie gali jej dedykowanych, programów koncertów ułożonych z utworów hiszpańskich kompozytorów czy też pełnowymiarowych realizacji dzieł scenicznych, jak na przykład zaplanowana w lutym premiera zarzueli w Teatrze Wielkim w Łodzi „La verbena de la Paloma” („Fiesta Palomy”) Tomása Bretóna do libretta Ricardo de la Vegi.

Kompozytorem, który w swej twórczości próbował dokonywać syntezy form i gatunków z zakątków różnych wspólnot autonomicznych – jednostki administracyjne w Hiszpanii na kształt polskich województw, posiadające jednak znacznie większą samodzielność – był niewątpliwie Manuel de Falla. Isabel Rubio od niego rozpoczęła iberyjski wieczór, a dokładnie od dwóch suit ze skomponowanego na zamówienie Siergieja Diagilewa baletu „Trójgraniasty kapelusz” (hiszp. „El sombrero de tres picos”), tu zagranych w formie ciągłej bez wyraźnego rozdziału pomiędzy jedną i drugą.

W warstwie muzycznej pojawiają się taneczne rytmy żywiołowego fandanga, kastylijskiej seguidilii, galicyjskiej farruci czy finałowa, aragońska jota. Swoje miejsce mają ulubione przez de Fallę i stanowiącego dla niego niewyczerpane źródło twórczych pomysłów gitarowe rytmy, tu imitowane w formie pizzicato na instrumentach smyczkowych. Warstwę melodyjną pięknie prowadziły dęte drewniane: flet (Anna Zmarzły), obój (Wojciech Pompka), fagoty (Jan Wiśniowski i Piotr Otręba) przy znaczącym udziale sekcji blach. Wspaniałą pracę wykonała odmłodzona i poszerzona gościnnie grupa perkusji na czele z doświadczonych Marcinem Serwacińskim. Odgrywała kluczową rolę, jako że rytm stanowił podstawę i serce kompozycji. Co zresztą stanowiło fundament całego programu.

Sama historia wykreowana przez Gregorio Martineza Sierrę na podstawie opowiadania Pedro Antonio de Alcaróna koncentrowała się miłosnych perypetiach młynarza i młynarki z udziałem zalotnego, choć niezdarnego burmistrza. Całość utrzymana jest w formie przypowiastki zabawnej, czasami burzliwej (awanturki zakochanych), jednak z wydźwiękiem pozytywnym i zakończeniem szczęśliwym, co w piątkowy wieczór pięknie wybrzmiało przy udziale częstochowskich symfoników pod batutą (!) maestro Rubio. Jak sama dyrygent podkreśliła było to niezwykle trudne dla instrumentalistów, wymagające dużej sprawności wykonawczej i niezwykłej równowagi pomiędzy liniami rytmiczną i melodyczną przy wysokim udziale elementów wirtuozowskich.

Manuel de Falla powrócił jeszcze w drugiej części wieczoru za sprawą fragmentu „Taniec ognia” z innego dzieła baletowego jego autorstwa „Czarodziejskiej miłości” (hiszp. „El amor brujo”). Napisany dla wybitnej romskiej tancerki flamenco Pastory Imperio był wyrazem fascynacji kompozytora kulturą cygańską. W przywołanym obrazie główna protagonistka wykonuje rytualny taniec, wykorzystując magiczną moc żywiołu do odpędzenia ducha zmarłego kochanka, co nie kończy się sukcesem.

Niezwykle ciekawym doświadczeniem było wysłuchanie Intermedia z „La boda de Luis Alonso” Geronimo Gimeneza z 1897 roku napisanego do libretta Javiera de Burgos y Larragoiti. Nie przypominam sobie, by symfonicy częstochowscy wybierali się w ostatnim czasie w kierunku zarzueli. Jest ona nazywany hiszpańską wersją operetki, co stanowi uproszczenie i jest krzywdzące. Jej początki sięgają pierwszej połowy XVII wieku, więc głębiej sięga korzeniami. Charakteryzują ją rzeczywiście naprzemiennie występujące partie mówione i śpiewane, jednak nie można jej odmówić swoistej integralności i odrębności ugruntowanej na bazie kultury rodzimej pochodzenia. Sama historia opowiedziana w jednoaktówce koncentruje się na perypetiach przed ślubem najsłynniejszego tancerza Kadyksu z dużo młodszą od niego kobietą. Dołączenie tego krótkiego fragmentu instrumentalnego do programu było przyjemną odmianą zarówno z punktu widzenia odbiorcy, jak i samych wykonawców mierzących się z nowym materiałem i wychodzących z tego bezsprzecznie z sukcesem.

Nie zabrakło muzyki inspirowanej hiszpańską kulturą i temperamentem. Wieczór otworzyły i zakończyły dwa utwory kompozytorów francuskich. Pierwszą była Farandola ze suity „Arlezjanka” Georgesa Bizeta napisanej do sztuki Alphonse’a Daudeta o tym samym tytule. Fragment skomponowany w tempie szybkim, pełen energii i radości miał ilustrować taneczny pojedynek.

Ukoronowaniem było natomiast wykonanie utworu należącego do tych, których wykonania zawsze spotykają się z entuzjastycznym przyjęciem. Przynajmniej od dłuższego czasu, gdyż pierwsze wykonania sceniczne baletu od prapremiery w 22 listopada 1928 roku w Operze Paryskiej z Idą Rubinstein w głównej roli spotkały się z odbiorem chłodnym, poczuciem porażki i zarzutami o monotonność. Obecnie ten regularnie powracający i narastający brzmieniowo temat dzieła stanowi o jego największej sile i dowodzi geniuszu orkiestracji artysty znad Sekwany (choć tak naprawdę baskijskiego pochodzenia).

I tym razem przejmowanie motywów przez kolejnych solistów od fletu począwszy, przez obój klarnet, rożek angielski, klarnet, instrumenty dęte blaszane, aż po zawsze porywający finał, przy udziale harfy i czelesty, czyli zgodnie z kompozytorskim założeniem, wzmagały emocjonalne napięcie, pobudzały i wprawiały w poczucie pewnego rodzaju oderwania o rzeczywistości, chwili zapomnienia, zespolenia się z warstwą muzyczną dzieła. Choć trudno jest porównywać tę interpretację chociażby z zeszłoroczną, również piękną w wykonaniu Miguela Angela Navarro – swoją drogą entuzjastycznie podchodzę do tej nowej tradycji grudniowych koncertów hiszpańskich – czas zaciera odczuwalność wzruszenia i intensywność bodźców, to jednak ta ostatnia zdawała się wyróżniać intensywnością ekspresji.

Występująca po raz pierwszy w Polsce Isabel Rubio dała się poznać jako niezwykle sprawna dyrygent, bezbłędnie komunikująca się z orkiestrą. Precyzyjne wskazania dłonią i batutą, wytyczały muzykom ścieżki w trakcie wykonań niełatwych przecież i wybitnych pod względem orkiestracji kompozycji, ze stylem których nie mają no co dzień do czynienia. Natomiast pochodząca z Murcji artystka ma je opanowane do perfekcji, a swoje praktyczne doświadczenia interpretatorskie zdobywała występując – tylko w samej Hiszpanii – między innymi z zespołami od Kastylii i Leónu, Galicję, Kraj Basków na północy, przez stołeczny Madryt, Walencję, rodzinną Murcję, Andaluzję na południu kraju, aż po najdalsze Wyspy Kanaryjskie. Na zakończenie wykonań honorowała artystów ze szczerym entuzjazmem i podziwem.

Miłym i uroczym akcentem były słowa skierowane przez maestro do publiczności w języku polskim pełnymi zdaniami. Również w trakcie bisu interakcje ze słuchaczami były nacechowane obustronnie szacunkiem z wyraźną sympatią. Hiszpanka poważnie potraktowała odbiorców, wręcz jak pełnoprawnych współwykonawców utworu, a zgromadzeni na sali bacznie reagowali na wskazania batuty.

Koncert stał się również okazją do uroczystego pożegnania wieloletniego fagocisty Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Częstochowskiej Jerzego Bobera.

 

ŁUKASZ GIŻYŃSKI

 

 

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *