ANNA PURSKA


– WIERSZE

***

Nie rozumieli nas jak nie rozumieli Ciebie.
Jak Ty bywaliśmy w ręku wrogów.
Wywijaliśmy się im z milczącą łagodnością.
Oddawaliśmy płaszcz, gdy chcieli szatę.
Ogień w piecu ognistym nie wyrządzał nam szkody.
Twoja łaska była naszą jedyną ochroną.

***

Jakiś nieznany człowiek powiedział mi w moim półśnie:
– Jest mi tak źle, bo wszystkim jest źle,
bo poluzowały się koła świata.
– Koła świata! Poluzowały się?
– Tak. Puściły śruby…

***

Sposób stary jak świat.
Najpierw była nienawiść, a potem szukanie
o jaki by tu właściwie występek oskarżyć.
Wiedziałeś to Chryste pierwszy skoro powiedziałeś:
Będą was nienawidzić bez powodu.
I byśmy byli roztropni jak węże.
Łagodni jak gołębie.

***

Czasem odchodzisz daleko, daleko.
Ukrywasz się przede mną,
zostawiasz samą,
porzucasz w środku gorących wydarzeń.
Pozwalasz ludziom marnego gatunku
rozgrywać mną mecze.
Panie. Pomocy moja, pospiesz mi na ratunek.

***

Na sali, gdzie ważą się losy,
stanął w szerokim rozkroku. Niezwyciężony.
Udawał oburzenie. Gniewny podnosił głos.
Oddziaływał.
Wszystko już było z góry przesądzone – budził przychylność.
Na sali, gdzie ważą się losy,
nie ma litości dla ofiar, nie ma komu wzruszać się ich losem.
Nikomu nie są tu potrzebne zbyt wielkie cnoty i zasługi,
ni wiedza o brzemieniu jakie musiała nieść.
Tu nie wystarczy mieć rację,
uznają wyłącznie silnych, tego kto dobrze zapłaci.
I nie przebiera się w środkach.
Na sali, gdzie ważą się losy,
głęboko skrywając ból,
patrzyła na widowisko.

***

Czytam uczone traktaty, w nich ani słowa o Bogu
choć autor, znawca ludzkiej psychiki, był podobno
chrześcijaninem.
Widocznie umiał to rozdzielić.
Nie ma tu winy. Ni kary. Ni długów do spłacenia.
I granic, których przekraczać nie wolno.
Uczony wszystko rozumie.
Obiekty zaś jego badań, uczestnicy wypraw w nieznane
i poczynań wobec których blednie fantastyka,
kimkolwiek by nie byli, wydają się sobie niewinni.
Tylko uwikłani.
Nawet, im bardziej uwikłani,
tym bardziej czyści.
Mogą spokojnie spać.

***

Powinnam być odporna.
Powinnam być silna.
Powinnam mieć powodzenie życiowe.
Powinnam umieć cieszyć się życiem.
Powinnam umieć uporać się z trudnościami.
Powinnam umieć uśmiechać się
nawet wtedy, gdy zbiera mi się na płacz.
Powinnam dawać radę.
Żyję we współczesnym świecie.

***

Tylko On wie, co to są zbędne gałązki,
które to są zbędne gałązki.
I usuwa je.
A robi to systematycznie.
Pali i trawi aż nie będzie już nic do trawienia.
Pali i trawi aż nie będzie już nic do zranienia.
Wniwecz obraca.
Ni żyć, ni umierać.

***

Tyle spraw, które zdają się konieczne,
w oczach Twoich są tylko złudzeniem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code