Z Auschwitz – do Częstochowy – batalionu „Las” – do armii gen. Andersa


Lechenich w styczniu 1942 za ułatwianie kontaktu osadzonych z cywilami spoza obozu trafia na kilka nocy do bunkru śmierci w bloku 11. Pod koniec lata tego roku znów ma pecha. SS-mani znajdują przy nim listy z zewnątrz.

 

 

Na zdjęciu bohater artykułu we Włoszech w II Korpusie gen. Andersa (reprodukcja A. Szkocki)

 

Jonny Lechenich urodzony 10.09.1910 w małej miejscowości Busüm nad morzem Północnym, w rodzinie rolniczej. Marzył o przygodach, stąd jeszcze przed wojną zaciągnął się do marynarki. Potem nadzorca domu schadzek (Puff) w Hamburgu. Za bójkę z policją został aresztowany i był więźniem niemieckiego Konzentrationslager Sachsenhausen, gdzie pojawił się SS-Obersturmbannfürer Rudolf Höss (komendant Auschwitz do 1943 r.) i osobiście wybrał 30 kryminalistów. 19/20 maja 1940 r. pod nadzorem SS-mana Gerharda Palitscha przetransportowano ich do KL Auschwitz jeszcze przed otwarciem obozu śmierci. Jednym z nich był Jonny Lecheniech. Dostał nr obozowy 19, został szefem komanda rolnego. Miał smykałkę do kombinowania, handlu wymiennego. Zadziorny, skory do bitki, lecz z równymi sobie. Nigdy nie krzywdził więźniów. Innym kapo, który nie bił i nie krzywdził więźniów był Otto Küssel nr 2. Pozostali to wyjątkowi zwyrodnialcy i sadyści. (Pierwszy prawdziwy więzień Auschwitz, Polak Stanisław Ryniak, dostał nr 31. Przywieziony tu został 14 czerwca 1940 r. wraz grupą 728 Polaków z więzienia w Tarnowie).

 

Wraz ze swoim zastępcą więźniem F. Klattą, byłym oficerem rezerwy, nauczycielem z Piekar Śląskich, trafiają do karnej kompanii w Birkenau, zwanej „przedsionkiem piekła”. Panowały tam okrutne zasady. Za zabicie krnąbrnego więźnia była nagroda w postaci kawałka dodatkowego chleba. Wśród nadzorców funkcyjnych był Żyd, zwany „Dusicielem”. Co jakiś czas bił więźnia, leżącemu kładł trzonek łopaty na gardle i skakał dusząc go. Opisywał to Pilecki w swym raporcie. Komando pracuje poza obozem i Lechenich obmyśla plan ucieczki. W szopie na narzędzia, pod podłogą z grubych desek kopią jamę wraz z więźniami Klyttą  i Nowakowskim. Chowają się tam we trzech. Po odkryciu braku osadzonych alarm w obozie, poszukiwania na zewnątrz. Przeczekują  3 dni, bez jedzenia i picia z niewielkim dostępem powietrza aż mobilizacja zostaje odwołana. Pod osłoną nocy wydostają się z kryjówki, docierają do polskich zabudowań, otrzymują pomoc i cywilne ciuchy. Lechenich i Klytta chcą się dostać do polskiej partyzantki. O szczegółach ucieczki opowiadał po latach kolega Stanisław Janowski „Topór II”.

Rotmistrz Pilecki w swoim wstrząsającym raporcie o Oświęcimiu tak go opisał:

„Jonny”, który jako kapo komanda Landwirtschaftu początkowo nie przeszkadzał, a potem nawet ułatwiał nam porozumiewanie się ze światem przez kontakt z organizacją na zewnątrz przy współudziale panny Zofii Szczerbowska (z miejscowości Stare Stawy), z konieczności musiał trochę więcej się domyślać (chodziło o tajną organizację w obozie ). Nie zdradził nas, a od chwili, gdy za dowiedzione mu przez władze lagru „przeoczenie” w podkarmianiu więźniów przez ludność cywilną (podrzucanie chleba) – coś więcej nie przyszło władzom do głowy – wziął porcję kijów na stołku, stał się całkowitym naszym przyjacielem. Korzystając z kontaktów z Polakami poza obozem ułatwiał przemycanie na teren obozu leków i korespondencji.”

Julia Ilisińska podczas okupacji niemieckiej, mając trójkę małych dzieci, działała w konspiracji i pomagała także więźniom KL Auschwitz. W swoim domu na Starych Stawach zorganizowała punkt dystrybucji lekarstw dla więźniów. W kontaktach tych bardzo pomocny był Jonny Lechenich, który wielokrotnie okazywał dowody ludzkiego stosunku do więźniów, a do Julii Ilisińskiej odnosił się bardzo serdecznie, nazywając ją ciotką. W 1941 roku  została  aresztowana wraz z mężem Władysławem. Cudem ocalała, niestety jego rozstrzelano w więzieniu w Wadowicach w 1942 r.

 

Uciekł 10 października 1942 r. wraz z polskimi więźniami Kazimierzem Nowakowskim (nr obozowy 23048) i Fryderykiem Klyttą (nr 637) oficerem rezerwy, nauczycielem z Piekar Śląskich.

 

Lechenich z polecenia Klytty dociera do Częstochowy, deklarując chęć wstąpienia do partyzantki. Jest tu długo i wnikliwie sprawdzany. Dostaje zadanie zdobycia broni na niemieckim żołnierzu. To jest próba lojalności, a tej ciągle brakowało. W parku koło Jasnej Góry zaczepia w czystym niemieckim języku żandarma. Po krótkiej rozmowie rzuca się nagle na niego i zdobywa uzbrojenie. Potem powtarza to jeszcze trzykrotnie. Trafia ostatecznie do  batalionu „Las” 74 pp. AK, którego dowódcą był major Mieczysław Tarchalski, dołączy pod rozkazy podporucznika Józefa Kaszy-Kowalskiego ps. „Alma”. Początkowo jest wykorzystywany jak kurier, przekraczając granicę GG dostarczał korespondencję do Łodzi. Przy okazji kilkukrotnie rozbraja strażników granicznych. Z „Almem” natychmiast nawiązują dobre relacje. Często rozmawiają po niemiecku, by nie być podsłuchiwanymi. „Alm” przekonuje go, by nie przyznawał się, że jest Niemcem i kapo. (O losach legendarnego „Alma” napiszę w następnym artykule.)

 

„To człowiek legenda – wspomina po latach mec. Waldemar Gałuszko ps. „Szatan”, wtedy 16-letni partyzant pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego.Wśród partyzantów uchodził za zestrzelonego pilota angielskiego lub australijskiego. Obawiał się i nie bez racji przyznać, że jest Niemcem. W czasie wojny w trudnych warunkach konspiracji narodowość mogła budzić brak zaufania, życie ludzkie w ponurych czasach wojny niewiele kosztowało. Nie było czasu na dywagowanie o winie. Wątpliwości często rozstrzygano strzałem w głowę”.

Na przełomie lat 1943/44 „Alm” kieruje wieloma akcjami dywersyjnymi, w których udział bierze Lechenich. O jego szalonej odwadze krążą legendy. Wyróżniał się w walce z żandarmami. W Pilczycy k. Włoszczowy partyzanci chcą odbić z rąk Niemców rannego kolegę Zycha. W tej akcji goni uciekającego SS-mana, wymieniając się strzałami. Gdy braknie mu amunicji nadal biegnie i rzuca się na niego nie zważając, że ten przestrzelił mu dłoń. Przewraca go na ziemię i dusi własnymi rękami.

Po zakończeniu wojny i rozwiązaniu oddziału „Alm” żeni się z córką właściciela majątku Beliny i wyjeżdża do Katowic, pragnąc uniknąć aresztowania przez UB. Lechenichowi grozi to jeszcze bardziej, jest Niemcem, byłym kapo z Auschwitz. Jest zakochany w Irce Majewskiej, łączniczce AK z Częstochowy, ale ukrywa się w Krakowie. Przyjaciel z partyzantki Longin Hoffman „Sawa” spotkał Jonnego w lutym 1945 r. w Częstochowie. Szedł w towarzystwie Nowozelandczyka zestrzelonego nad Niemcami. Obaj czekali na transport do Anglii. W marcu wyjechali z do Krakowa, skąd mieli dolecieć podstawionym samolotem do Wielkiej Brytanii. W maju 1945 ponownie natknął się na Jonnego, tym razem w Sosnowcu przy amerykańskich ciężarówkach.

Nie wiadomo, jak udało mu się wydostać z Polski. Być może z pomocą „Alma”, bo obaj zameldowali się w II Korpusie Polskiej Armii we Włoszech. Tam jest ponownie szczegółowo sprawdzany. Ma wyjątkowo pokręcony życiorys. Alm daje mu jak najlepsze rekomendacje, ale sam jest uciekinierem z Wermachtu poddawanym wnikliwej obserwacji. Wątpliwości rozwiewają dopiero konfrontacje z więźniami Auschwitz rotm. Witoldem Pileckim i por. Leonem Zawadzkim, którzy wystawili mu wzorowe opinie.  Podobnie napisał o nim Bolesław Świderski (nr 952), potwierdzając pobyt Lechenicha w KL Auschwitz. W okresie międzywojennym Świderski był działaczem Obozu Wielkiej Polski i prezesem Związku Akademickiego Młodzież Wszechpolska, a potem RNR-Falanga.

Lechenich podejmuje się ryzykownej misji wywożenia z okupowanej przez Sowietów Polski członków rodzin żołnierzy pozostających na Zachodzie. Robi to w przebraniu lekarza w ramach akcji Czerwonego Krzyża. Podobnie robi „Alm”. Jest potwierdzenie, że byli w Polsce w lutym 1946.

Co dziwne, mało jest informacji i publikacji o Lechenichu. Twarde fakty dotyczące kluczowych momentów w jego życiu ustalone przez historyków są poza dyskusją. Pozostałą przestrzeń wypełniają relacje świadków: Hermana Langbeina i Wincentego Gawrona nr 11237, który poznał Lechenicha w obozie, potem zetknęli się ponownie w II Korpusie gen. Andersa. Wystawił mu jak najlepszą opinię. Poświęca Lechenichowi cały rozdział w swojej książce. Mimo zacięcia literackiego wydaje się świadkiem bardzo wiarygodnym. Jako jeden z nielicznych ten przyjaciel Pileckiego i członek ZOW jeszcze w obozie, planując ucieczkę spisywał wszelkie informacje, które wydawały mu się najważniejsze. Po wojnie w Armii Andersa był świadkiem na ślubie Lechenicha, czyli w bliskich relacjach. Langbein, członek obozowego ruchu oporu, przez całe życie ścigał zbrodniarzy z Auschwitz i miał liczne kontakty z byłymi więźniami. Poza Pileckim trudno znaleźć bardziej wiarygodne źródło.

Ożenił się w Bazylice w Loretto z poznaną w Częstochowie Natalią Rachwał, łączniczką AK. Wywiózł ją z Polski w czasie jednej ze swych akcji po wojnie. Mieli córkę Joannę ur. 1947 w Bolonii. Z rodziną wyjechał do Anglii. Po jakimś czasie rozstali się, wrócił sam do Niemiec. Mieszkał w Kilonii, gdzie zmarł ponoć w 1972 r.

O Lechenichu pisałem już w moich książkach wydanych 10 lat temu. Szukając informacji o nim dotarłem do mec. Waldemara Gałuszki, zamieszkałego w Szczecinie i do dr. Adama Cyry w Oświęcimiu. Bezskutecznie próbowałem nawiązać kontakt z niemieckim historykiem dr. Jürgenem Paglem, który chciał przed paru laty napisać o nim książkę. Miał trudności z jej wydaniem w Niemczech. Dowiedziałem się, że mieszkał w Kiel, lecz gdy tam telefonowałem, by się umówić na rozmowę, okazało się, że przeprowadził się i nowego miejsca pobytu już nie udało się ustalić. Obecnie przygotowujemy z synem, absolwentem historii na Uniwersytecie w Düsseldorfie obszerną publikację, wykorzystując archiwa niemieckie.

 

Autor: CEZARY LIS

 

 

 

 

 

 

 

 

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *