Wystawa Kazimierza Kalkowskiego w w częstochowskim „Plastyku”


25 listopada 2021 roku, o godz.17.30, rozpoczął się wernisaż prac wyjątkowego artysty rzeźbiarza Kazimierza Kalkowskiego – kiedyś ucznia częstochowskiego ,,Plastyka” ( od 1968 roku), absolwenta Gdańskiej ASP, który po latach wraca do naszego miasta zaprezentować swoje prace w szkolnej Galerii im. J. Dudy- Gracza. Piotr Głowacki napisał: ,,Wydaje się, że Kalkowski prowadzi wyrafinowaną i wykalkulowaną grę ze wspomnianymi relacjami wewnątrz dyskursu sztuki i również z powszechnymi (i naiwnymi?) ideami i ideałami dotyczącymi przekonań o istnieniu idealnych wszechpotężnych bytów absolutnych. Z ironii, a nawet szyderstwa, uczynił literacką moc własnych operacji estetycznych i ikonograficznych.”

 

Kazimierz Kalkowski – urodzony w 1954 roku w Gdańsku. Ceramik, rzeźbiarz, rysownik, malarz. Do szkoły podstawowej chodził w Gdańsku-Wrzeszczu. Ojciec chciał, aby syn otrzymał solidne wykształcenie rzemieślnicze tym bardziej, że zdradzał nieprzeciętne umiejętności w posługiwaniu się ołówkiem i kredkami. Edukację plastyczną rozpoczął w Liceum Sztuk Plastycznych w Częstochowie, po dwóch latach zmienił szkołę i przeniósł się do Liceum Plastycznego w Orłowie. Pierwszym prawdziwym nauczycielem malarstwa była prof. Danuta Pietkiewicz. Już w liceum Kazimierz Kalkowski miał swoją pierwszą wystawę. Przedstawiał małe formy ceramiczne w Gminnym Ośrodku Kultury w Bartoszycach. Studiował malarstwo w gdańskiej PWSSP pod okiem niezwykłego malarza Kazimierza „Kacha” Ostrowskiego. Jednocześnie uczył się ceramiki. Dyplom obronił w 1981 roku pracą malarską poświęconą zrywowi robotniczemu w stoczni gdańskiej. Wiele lat pracował w macierzystej uczelni jako asystent Kazimierza Ostrowskiego. Jest wyjątkowym artystą. Porusza się w wielu dziedzinach twórczości plastycznej. Tworzy oryginalne, oszałamiające kunsztem i wirtuozerią rzeźby ceramiczne. Jest wielką indywidualnością. Swoje wizje artystyczne zamyka w groteskowych scenach przypominających estetykę Boscha, Schulza, Witkacego czy Brueghela. Ma za sobą wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych, od Stanów Zjednoczonych po Japonię. Swoje prace wystawiał m.in. w sopockim BWA, Galerii Opera w Warszawie, Galerii Society for Arts w Chicago, Galerii Miejskiej w  Luksemburgu oraz w Galerii Umiejski w Dortmundzie.

 

Creatio ex Chaos

 

Kazimierz Kalkowski to artysta osobny. Ucieleśnia te cechy, które zwykło się przypisywać twórcom największym czyli indywidualność, oryginalność i odkrywczość. Przy czym to autor, który nosi w sobie pierwiastki czegoś co określić można etosem artysty. Przyznać trzeba, że są to w dzisiejszym położeniu świata sztuki wartości spotykane wyjątkowo, i tym samym tym bardziej cenne. W przypadku tego kreatora nie ma innych możliwości rozumienia sztuki, jak czegoś istotnego, jedynego i niezwykłego, co nas pociąga tak kunsztem jak bliską ideału formą.

Mowa o wielkim artyście i wielkiej sztuce. Który jest jak to się zdaje nie tylko wyzwaniem dla artystów nowych mediów i tych anachronicznych, i stanowi dla nich wyrzut i punkt orientacyjny. To bowiem zjawisko oświetlające drogę realizacji w panoramie sztuki rozdartej, a często świadomie poniewieranej, niszczonej w desperackich aktach aberracji post-sztuki. Szczególny genre Kalkowskiego bierze się z wiary w misję sztuki jako niezwykłego fizycznego i także poza-fizycznego medium (środka), magicznej wizualnej praktyki, ikonologicznego i uczuciowego fenomenu.

Najdalszy jestem od ignorowania najnowszych trendów, ich znajomość to absolutnie mus. Inaczej, wstyd ich nie znać. Pamiętać jednak trzeba, że często – zbyt często – zamieniają się one w czczą grę i kombinatorykę formą czy ideą, przejawiają tendencje reistyczne, redukcjonistyczne i minimalistyczne. Zarzutem wobec nich nie może byś hermetyzm języka spekulacji ale popadnięcie w jakość post-ludzką, w której szyderstwo wymieszane jest z trudną do zrozumienia prowokacją, tak wobec użytych środków (np. ready made, ludzkie ciało) jak i znanych wzorców etyczno-religijnych. Jeżeli owa sztuka wyraża przełom i przeskok w coś dotychczas nie znanego to konstatujemy, że niejednokrotnie czyni to ekspresją pełną rozdźwięku z ideałami człowieka dotychczasowej belle epoque, jakby zawieszając w próżni wszelkie wcześniejsze modele wartości i znaczeń. Jednocześnie tym bardziej nieustannie zadajemy sobie pytania dotyczące miejsca i wagi tradycyjnych klasycznych zjawisk i norm sztuk wizualnych. A jest to zagadnienie dotyczące z jednej strony dychotomicznego kontrastu między tautologią a narracją, a z drugiej między estetyczną dowolnością (aż po turpizm) a próbami, choćby nawet desperackimi, dowiedzenia niezbywalności zmysłowych kanonów (piękna).

Szkicowo zakreślony pejzaż kultury z jej sprzecznymi i nieprzystawalnymi segmentami, tu w obrębie sztuki, wydaje się konieczny by zrozumieć lepiej specyfikę ceramicznej rzeźby Kalkowskiego, zwróconej ku największym, najlepszym i najwznioślejszym dokonaniom jej geniuszu, którego wytwory wzbudzają powszechny podziw. Jednakże w tej wypowiedzi interesuje nas bardziej nie los samej sztuki, w której dalszy bieg Kalkowski pozwala nam wierzyć, ale właśnie zastanawiające właściwości jego dzieł, wpisujących się w ową odwieczną i nieśmiertelną – śmiem twierdzić – linię drogocennej ars.

Przede wszystkim na co zwraca uwagę tytuł wystawy, docenić należy biegłość w posługiwaniu się kamionkowym materiałem i mistrzostwem technologicznym, co stwarza tak kruche dzieła, których wartość cenimy tym bardziej ze względu na wbudowaną w nie ulotność. Kalkowski jest tytanem pracy, a materiał do pracowni sprowadza ze stron odległych od miejsca zamieszkania.

Rzeźby robią imponujące wrażenie niebywałym pietyzmem opracowania. Świat tej wizualizacji wciąga nas swą fantastyką i umiejętną grą stopniowania opowiadanych sugestywnie treści. Przed naszymi oczami roztacza się porywające życie fantazyjnych stworów, pochłoniętych intrygującymi interakcyjnymi zdarzeniami. To istoty z krwi i kości, poddane biologicznym procesom wzrostu i rozpadu. Dynamika i ruch, ciągły nieustający taniec śmierci – są rodem z baroku. Siły destrukcji zawładnęły także maszynerią i pojazdami. Ekspresja form zadziwia i pociąga, a detale odsyłają wzajemnie do siebie w nieskończonym ciągu narracji, równoważąc wszystkie motywy przedstawień i elementy kompozycji. Trudno oderwać wzrok od tego kosmosu bytów, w takim samym stopniu fantastycznych, co realnych, kłębiących się w jeden kompozycyjny organizm, niczym materia poddana stałemu ciśnieniu metamorfozy, nieustannie przechodząca z jednego stanu w drugi.

Walor tej baśniowej reprezentacji polega na tym, że jej figury są obdarzone duchem, a ich niezwykłość przepaja urok i wdzięk przy jednoczesnym epatowaniu efektami turpistycznymi. Nie brakuje także motywów zabawy kiedy fauny, skrzaty i krasnale oddają się z radosnym zapałem muzykowaniu. Instrumenty muzyczne służą same w sobie jako warianty i schematy kompozycji. Kalkowski jest niezrównany w nadawaniu estetycznego powabu wszelkim jakby się zdawało demonicznym stworom, które zazwyczaj w innych wypadkach odstręczają i budzą odrazę. Artysta potrafił je udomowić i przydać im cechy sympatyczne i ludyczne.

Fantazja ikonografii z motywami zainspirowanymi florą i fauną jest na równi hołdem dla form natury, co pełną wirtuozerii demonstracją niezwykłości jej bytów z nieskończonym zachwycającym bogactwem form i barw. Natura i artysta jak zawsze w sztuce spotykają się w zachwycającej wdziękiem kreacji. Tak było w sztuce od początku, to natura była impulsem i mistrzynią wszystkich artystów, bodajże z wyłączeniem jedynie tych z kręgu posługującego się formami geometrii. Chociaż i w tym przypadku spotykamy pierwowzory doskonałego kształtu koła (widnokrąg, słońce, księżyc, planety) zarówno w naturze jak i kosmosie, po dające się kreślić w nim figury geometryczne. Jest też przede wszystkim natura środkiem do wyrażania ludzkich stanów emocjonalnych i treści duchowych. I wspólnie ze światem ludzkim podlega tak heroizacji, jak i mitologizacji. Współtworząc razem wspólną przestrzeń pełną różnorodnych wartości.

Wydaje się, że Kalkowski prowadzi wyrafinowaną i wykalkulowaną grę ze wspomnianymi relacjami wewnątrz dyskursu sztuki i również z powszechnymi (i naiwnymi?) ideami i ideałami dotyczącymi przekonań o istnieniu idealnych wszechpotężnych bytów absolutnych. Z ironii, a nawet szyderstwa, uczynił literacką moc własnych operacji estetycznych i ikonograficznych. Pokazuje, iż wszystko może zostać zrelatywizowane i sprowadzone do wymiaru kłopotliwego lub zawstydzającego. Czyli zestawia wyobrażenie z realnością, marzenie z rzeczywistością i dzięki temu to groteska jako najbardziej zwyczajna kategoria doświadczania życia zwycięża i panuje. Dokonuje on jak się zdaje znamiennej zamiany znaczeniowej miejsc, niczym w popularnym powiedzeniu, że w piekle jest ciekawiej niż w raju, oczywiście czyni to na użytek konwencji obrazowej ale wykorzystuje do tego jak widać nieograniczone możliwości sztuki, która jest zbieżna z wypowiedzią stricte literacką. Co skądinąd jest tak gorszące dla dogmatyzmu  awangardy. A jak się okazuje przynosi arcyciekawe efekty estetyczne przez co zmniejsza nasze obawy przed zakładaną grozą spraw ostatecznych. Jak się zdaje w ten sposób Kalkowski tkwi w istocie instynktu artystycznego, który to tak naprawdę włada w rejonach operacji wizualnych wszelkimi aspektami doświadczanego przez nas świata. Sztuka – tu Kalkowskiego – umożliwia refleksyjny ogląd życia, kroczenie drogą spektakularnych doznań i przeżyć, jak też docieranie do fundamentalnej jedności zjawisk. Mocny wyraz rzeźb tego artysty uzyskiwany jest intrygującymi kontrastami, są tu wszechobecne zestawienia postaci anielskich niemowląt z kościotrupią diabolicznością metaforycznych wizerunków rozpadu i śmierci. Dialektyczne aspekty walczących ze sobą sił stapiają się ze sobą w trudny do rozwikłania splot, kłębowisko rejonów i wyobrażeń zdawałoby się ponurych i strasznych przechodzi płynnie w inną jakość i nabiera cech urokliwych. Ma to miejsce także na planie organicznego i płynnego wzajemnego przechodzenia form.

Artysta kreator i alter deus przybliża sugestywne obrazy świata w stanie kosmologicznego in statu nascendi, stawania się z Chaosu i z jego dynamiką walki i współ egzystencji, tak jakby odczytywał z całą wnikliwością i zadziwiającą zdolnością historię i położenie każdego pojedynczego losu z jego heroizmem i spoczynkiem trwania w indywidualnym i wspólnotowym bycie. Co znaczy również, że atrakcyjnie uplastycznia każdy status indywidualny i rozpoznany modus vivendi danej zbiorowości. Pozwala mu na to umiejętność wyzyskiwania efektów perspektywy, jej walorów plastycznych i gry wizualnej, w czym zasadnicze znaczenie ma kontinuum misteryjnie wydobywanych detali. Nasz wzrok podąża wciąż za nowym spośród nich i tak się dzieje nieskończenie, gdyż zostajemy wciągnięci w przyjemne błądzenie optyczne magicznym działaniem zjawiskowych postaci i bytów.

Zauważmy przeto, że wszystko to co nowe media podejmują w swoich skrajnych i ekscentrycznych strategiach obecne jest w sposób tradycyjny i klasyczny w rzeźbiarskich porywających projekcjach i animacjach Kalkowskiego. Który wpisuje się w nurt ekspresji romantycznej i groteskowej jak czynili to w innej materii i skali z równie wielką siłą Goya, a wcześniej chociażby Bosh. Pamiętajmy, że przedstawienia demonów zaludniały przestrzenie sakralnej architektury romańskiej, a co w cale nie jest w historii sztuki odnotowywane w odpowiedniej proporcji do powszechnego występowania tychże.

Mam nadzieję, że zbliżyliśmy się do tego na czym polega wielkość artystycznej inwencji Kalkowskiego. Zatem jego ouvre przepojone jest jemu właściwym odczuciem animistycznego charakteru świata, w którym przyszło nam zagościć a jego zasługą jest, że potrafi wznieść gatunek tych rzeczy i zjawisk nie zawsze jak widać wzniosłych do rangi metaforycznego nośnika opresyjnych sensów. Tak, iż znajdujemy w nich przestrzeń większą niż to realnie możliwe, w niej bowiem to co straszne nie może znaleźć potencji do realizacji swojego pełnego okrucieństwa, zostaje opanowane przez dystans, a nawet podlega specyficznemu humorowi. To nie jest rzeczywistość perwersji ale przewrotnych postaw wobec historii (także sztuki), religii …więc wielkich narracji ludzkości.

Mam ten zaszczyt, że znam artystę od dziesięcioleci. Bliski jest mu ideał piękna, jednak nie popada on w banał. Zawsze powiadał, że materia i sens życia na wszelkich jego poziomach i wszelakich wymiarach jest Chaosem. Jak mi się zdaje, dzisiaj rozumiem, że być może tego typu orientacja i odesłanie mieści w sobie największą, jeżeli nie jedyną, możliwość znalezienia odpowiedzi filozoficznej natury, jak i być może wprost tego za czym i do czego dążymy. A poza tym jak się okazuje da się, przynajmniej artystycznie, okiełznać.

 

Piotr Głowacki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *