PUBLIKACJE / Ptaki ojczystych wzgórz. Halina Barań


Nakładem Wydawnictwa Agencja Wydawnicza Argi, ukazała się dziesiąta powieść pani Barań ,,Ptaki ojczystych wzgórz”, wydana w języku polskim. Nowa publikacja nawiązuje do motywu utraconej ojczyzny, czy to w kontekście Polaków wysiedlonych po II wojnie światowej z terenów tzw. Kresów Wschodnich, które, na skutek konferencji jałtańskiej (4-11 lutego 1945 r.), znalazły się poza granicami Polski, czy też Niemców zmuszonych do opuszczenia swoich dotychczasowych domostw w wyniku przesunięcia się granic, czy też Łużyczan, których wioski zniszczyła eksploatacja złóż węgla brunatnego.

 

 

„Ptaki ojczystych wzgórz” to kolejna powieść Haliny Barań poświęcona Łużyczanom, tak nam bliskim, a ciągle dla nas egzotycznym. Dlaczego bliskim? Ponieważ połowa naszego regionu, tak mnie więcej do wysokości Krosna Odrzańskiego, to historyczne Łużyce.

Zaczęłam więc bywać na Łużycach, towarzyszył mi wybitny krajoznawca prof. Krzysztof Mazurski. Odkrywaliśmy fragmenty ocalałej łużyckiej historii i wtedy moja wyobraźnia szybowała do odległych czasów, co zaowocowało dylogią łużycką, czyli „Objawieniem” i „Świtaniem”. Udało mi się dotrzeć do domów, gdzie żyli wielcy Łużyczanie: August Korla Kocor, Handrij Zejler, którzy za pomocą słowa i muzyki walczyli o prawa Łużyczan w Niemczech i oni są bohaterami tych książek.

Urodziłam się na Łużycach i ze wstydem się przyznaję, że nic nie wiedziałam o nich. Nie wiedziałam, że właśnie w tej ziemi tkwią korzenie naszych słowiańskich braci. Niestety, w szkołach o tym nie uczono, toteż skąd mogłam czerpać jakąkolwiek wiedzę na ich temat. Oczywiście słyszałam, że istnieje Bank Łużycki, jakaś brygada łużycka. Postanowiłam jednak wyjść poza popularnonaukowe definicje i wejść do tego mało znanego świata, zbliżyć się do jego mieszkańców. Będąc we Wrocławiu, poznałam Łużyczanina Alfreda Měškanka, przyszłego tłumacza moich książek, a także kilku ksiąg Pana Tadeusza i Dziadów. Zainteresowały mnie jego dramatyczne opowieści o losach swoich rodaków…

To było zderzenie dwóch światów, dwóch kultur, obyczajów, religii. Kresowiacy nie potrafili korzystać z cywilizacyjnych udogodnień, jakie zostawili byli mieszkańcy tych ziem. Często niszczyli je lub pozwalali, by niszczały. Wszystko było tu dla nich obce, często postrzegane jako wrogie, bo pochodzące od Niemców, którzy tak zbrodniczo zapisali się w historii naszych wzajemnych relacji. Nie mieli wiedzy o Łużycach, toteż mieszkańców tych ziem traktowali jak Niemców. Władza postępowała zresztą podobnie; z prawego brzegu Nysy wysiedlano i Niemców, i Łużyczan. Aby jakoś oswoić tę ziemię, Kresowiacy podtrzymywali swoje rodzime tradycje i sposoby gospodarowania. A w duchu liczyli, że nie będą tu długo, że wrócą w swoje strony. Nie doceniali tego, co zastali.

Myślę, że relacje między Polakami i Łużyczanami nie są złe. Mimo wyrządzonej im krzywdy, za którą przecież nie my, mieszkańcy ziemi łużyckiej, jesteśmy odpowiedzialni, a wielkie mocarstwa, które ustanawiały powojenny porządek w Europie. Jesteśmy przecież etnicznie najbliższym dla nich narodem. W mojej najnowszej powieści „Ptaki ojczystych wzgórz” potwierdzają to słowa wielkiego łużyckiego działacza narodowego Arnošta Smolera, które zabrzmiały ponad sto lat temu w Warszawie: „Podług świadectwa historii dawni Polacy dowiedli, że my Serbowie jeszcze Słowianami jesteśmy, mam nadzieję w Bogu, iż teraźniejsi Polacy dopomogą i nadal Słowianami będziemy”.

Książka nie dzieli jednak ludzi na lepszych i gorszych, zwycięskich czy przegranych, na ofiary i katów. Dzieło Haliny Barań wzywa do pokojowej koegzystencji i mówi o ciężkim pokoleniowym doświadczeniu utraty nie jednej ojczyzny, lecz wielu małych ojczyzn. Mała ojczyzna to nie tylko dom lub miasto rodzinne. To przestrzeń, w której czujemy się bezpieczni i w niezależny sposób związani. Jest to rodzaj mitycznej przestrzeni, idealizowanej przez wszystkich tych, którzy bezpowrotnie ją stracili. Trudna tematyka powojennej Europy ukazana jest przez pryzmat historii pewnej rodziny. Akcja powieści toczy się w kilku miejscach w Saksonii i w Brandenburgii, jak również w przylegających obszarach po polskiej stronie granicy m.in. we wsi Łąki lub mieście Gerliszków oraz w dolnołużyckim Chociebużu. Dzieje fikcyjnej rodziny Wolkowskich, zostały zręcznie wplecione w wydarzenia regionalne oraz globalne, zarówno z czasów powojennych, jak i ze współczesności.

Książka będzie dostępna do zapoznania się w Bibliotece Publicznej w Częstochowie przy Al. NMP.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *