PREMIERA / Voltaire na deskach częstochowskiego teatru


Teatr Dramatyczny im. Adama Mickiewicza w Częstochowie Nowy Rok rozpoczął sztuką „Kandyd, czyli optymizm”, oświeceniowego wolnomyśliciela Voltaire’a, w przekładzie Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Satyrą na XVIII-wieczną rzeczywistość, odzwierciedlająca ówczesny światopogląd. O ponadczasowym i wymiarze, bo „przecież ludzie się nie zmieniają”.

 

Czy teatr musi być taki dosłowny? Czy musi być taki wrzaskliwy? Czy, aby dotknąć uniwersalnej tematyki, aktorzy muszą skakać sobie do gardeł? Reżyser spektaklu właśnie taką formułę przekazu scenicznego przyjął.

Tytułowa postać Kandyd to chłopak prostolinijny, wręcz niepoprawny optymista, który po wypędzeniu z kraju rodzinnego i rozłączeniu z ukochaną Kunegundą wyrusza w podróż niemal dookoła świata, podczas której odkrywa wieloznaczną naturę człowieka, różne normy społeczne i obyczaje, odmienne systemy władzy. Przemierza lądy, morza, oceany i wszędzie, poza jednym krajem, zwanym Eldorado, styka się z wojnami i tragediami, ludzką nienawiścią, złością, bezwzględnością, okrucieństwem. Samym złem. Ociera się o śmierć, więzienie, gwałty, zabójstwa, pobicia, ludożerstwo. Doświadczenia te kłócą się z jego młodzieńczymi ideałami, wizją świata dobrego i życzliwego; ostatecznie wpływają na zmianę postrzeganie rzeczywistości, wyzwolenie z naiwności i utratę szczerego optymizmu.

„Kandyd…” to powiastka filozoficzna, ale niezwykle dynamiczna i energetyczna. Gęstwina zdarzeń i zwrotów akcji przeplatana jest filozoficznymi motywami o „najlepszym z możliwych światów”, gdzie „wszystko jest najlepsze”, wygłaszanymi przez Panglossa, nauczyciela wykładającego tajniki zawiłej dziedziny z pogranicza metafizyki. Wiele dzieje się w powiastce, toteż i wiele dzieje się na deskach teatru. I tu mamy galopadę sytuacji, zachowań. Emocjonalne burze i nawałnice, sardoniczny humor, sentymentalizm, agresję. I to wszystko, ten tragikomiczno-burzliwy entourage, ubrano w manierę nadmiernie ekspresyjnego ruchu scenicznego. Efekcie, ta ogromna wielość środków wyrazu osacza widza. Na szczęście są humorystyczne momenty rozładowujące napięcie, czas na złapanie oddechu… Na szczęście mamy dobrych aktorów. I w dodatku z bardzo dobrą kondycją, bo wszyscy niemal na okrągło są obecni na scenie. Przez prawie dwie godziny. Bez przerwy.

URSZULA GIŻYŃSKA

TINTA

„Kandyd, czyli optymizm”,

Reżyseria: Rafał Szumski

Adaptacja sceniczna: Maciej WojtyszkoKrzysztof Orzechowski

Teksty piosenek: Maciej Wojtyszko

Piosenki: Jerzy Derfel,

Asystent reżysera: Andrzej Rospondek, Muzyka, aranżacje: Karol Nepelski, Asystentka kompozytora: Oktawia Pączkowska,

Scenografia: Aleksandra Grabowska,

Kostiumy: Adrian Lewandowski, Choreografia: Aleksander Kopański

Obsada: Kandyd – Adam Machalica, Kunegunda – Hanna Zbyryt, Pangloss, Sekretarz Gubernatora – Antoni Rot, Marcin – Waldemar Cudzik, Baron, Żołnierz I, Majtek, Inkwizytor, Gubernator Buenos Aires, Król Eldorado – Adam Hutyra, Baronowa, Starucha – Małgorzata Marciniak, Brat Kunegundy, Żolnierz II, Eunuch, Żyd Issachar – Maciej Półtorak, Pakita – Sylwia Oksiuta-Warmus, Kakambo, Anabaptysta Jakub, Zausznik Inkwizytora – Bartosz Kopeć.

Na scenie gościnnie pojawiają się: Ilia Piątek/Natan Wywiał/ Mateusz Mazurkiewicz ze Studia Aktorskiego MAŁA Rolka w Częstochowie oraz kwartet smyczkowy, bo spektakl oprawiony jest muzyką na żywo: I skrzypce – Tomasz Kulisiewicz, II skrzypce – Nela Zaforemska, altówka – Malwina Kęsicka, wiolonczela – Zofia Kulisiewicz

 

„Kandyd, czyli optymizm”, to także opowieść przypominająca odwieczne dylematy człowieka, dodająca otuchy, to sztuka o naturze, sile i granicy optymizmu.

Plakat – Jacek Sztuka, grafika – Karolina Bednarczyk

 

 

fot. Archiwum Teatru

Scena zbiorowa

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.