„Krwawy Poniedziałek” w Kruszynie


Wieś Kruszyna, licząca obecnie niespełna tysiąc mieszkańców, położona w północnej części powiatu częstochowskiego pomiędzy Radomskiem a Częstochową, przed wybuchem II wojny światowej oddalona była od granicy polsko-niemieckiej o około 43 kilometry i znajdowała się w granicach administracyjnych ówczesnego województwa kieleckiego. Podobnie jak dziś, znana była przede wszystkim ze słynnego zespołu pałacowo-parkowego należącego do rodu Lubomirskich, którzy kilkukrotnie gościli w Kruszynie przyjeżdżającego na polowania w okoliczne lasy Prezydenta RP prof. Ignacego Mościckiego.

 

W czasie agresji niemieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r. Kruszyna leżała w pasie działań niemieckiego XVI Korpusu Armijnego gen. Ericha Hoepnera. Już 1 września 1939 r. na pobliskie Bogusławice spadły pierwsze niemieckie bomby. Według relacji mieszkańców, w wyniku bombardowania zginęła kilkuletnia dziewczynka oraz dwie inne osoby. W tym samym czasie, kilkadziesiąt kilometrów na zachód, pod wsią Mokra ułani Wołyńskiej Brygady Kawalerii pod dowództwem płk. Juliana Filipowicza, stawiali zacięty opór niemieckiej 4 Dywizji Pancernej gen. Georga Hansa Reinhardta. Pomimo kilkukrotnych prób podejmowanych przez cały dzień, Niemcy nie zdołali przełamać polskiej linii obronnej. Wieczorem ułani rozpoczęli zorganizowany odwrót na nowe pozycje. Dopiero po ich odejściu Niemcy mogli ruszyć dalej na wschód, w kierunku na Miedźno, Ostrowy nad Okszą, Cykarzew.

Pierwsi żołnierze niemieccy wkroczyli do Kruszyny w już sobotę, 2 września. Stanowili oni jeden z pododdziałów 1 Dywizji Pancernej gen. Rudolfa Schmidta, podążający w kierunku przepraw na Warcie w Gidlach i Pławnie. 3 września przez Kruszynę przejechała, kierując się w stronę Szczepocic, niemiecka 1 kompania 62 batalionu pionierów. Tego samego dnia do wsi wkroczyli żołnierze 4 Dywizji Pancernej. W dzienniku działań bojowych 35 Pułku Pancernego, którego fragment został przytoczony w monografii „Mokra Działoszyn 1939. Działania wielkich jednostek Grupy Operacyjnej „Piotrków” w pierwszych dniach kampanii 1939 roku” autorstwa A. Wesołowskiego i J. Tyma, zawarto następujący opis marszu niemieckiej jednostki pancernej w kierunku Kruszyny: „Zadaniem 4 DPanc. Jest kontynuować 3.09. marsz do rejonu linii kolejowej Rudniki – Radomsko – Szczepocice – Kruszyna i ugrupować się tutaj do przeprawy przez Wartę. […] Pułk wyruszył o godz. 7.15. Droga marszu prowadziła przez Miedzno – Ostrowy – Kocin – Grabówkę – Osiny – Kruszynę, do lasu maj. Lgota. […] Marsz idzie z zatrzymaniami. Krótkie jazdy przeplatają się z długimi zatrzymaniami w palącym słońcu. […] Krajobraz zmienia swój charakter. Soczyste, zielone łąki, wysokie pola kukurydzy zastępują piasek, spaloną trawę i posprzątane pola. Droga staje się jeszcze gorsza z powodu lekko bagnistej okolicy. Szerokie na metr i głębokie rowy są poryte przez czołgi, ciężarówki przejeżdżają, wozy cywilne trzeba często holować. Na krótko przed Kruszyną kolumna została jeszcze zaatakowana przez polski bombowiec, bomby spadły na pole, ale jedna wybuchła tuż obok szosy i zabiła jednego człowieka, a 7 raniła. […] Od Kruszyny „droga” jest głęboko piaszczystą drogą leśną”.

Po dotarciu do Kruszyny żołnierze niemieccy zaczęli zakwaterowywać się w poszczególnych gospodarstwach. Jednocześnie w miejscowym pałacu, który w połowie sierpnia opuściła rodzina Lubomirskich, zainstalował się sztab XVI Korpusu Armijnego.

W poniedziałek, 4 września do jednego z domów znajdujących się przy głównej ulicy (obecnie – ul. Kościelna), oddalonego o ok. 200 m od parafialnego kościoła wtargnęli żołnierze niemieccy. Zażądali oni od właścicieli – Państwa Klekotów – wody, potrzebnej im do porannej toalety. Podczas golenia jeden z nich, widząc przejeżdżający drogą – tuż koło domu, w którym przebywał – patrol, przez otwarte okno wykonał ręką gest pozdrowienia. Obecny na drodze żołnierz, sądząc że to Polak, strzelił do golącego się kolegi, śmiertelnie raniąc go w szyję. Ofiarą tej tragicznej pomyłki padł strzelec G. Bierlein z II batalionu 36. pułku pancernego ppłk Hermanna Breitha. O to morderstwo oskarżono Polaków – rzekomych partyzantów. Co warto zaznaczyć, kilka dni wcześniej – 1 września, Niemcy zastosowali podobną metodę we wsiach Zimnowoda i Parzymiechy (obecnie powiat kłobucki), gdzie pod pretekstem zbrojnego wystąpienia miejscowej ludności, spalili wspomniane wsie i wymordowali przeszło stu mieszkańców.

Tym razem podobny przebieg wydarzeń miał miejsce w Kruszynie. Wobec fałszywej informacji o tym, że niemiecki żołnierz został zabity przez Polaków, jego towarzysze broni, chcąc go pomścić, całą swą żądzę odwetu skierowali wobec miejscowej ludności. Jako pierwsi zostali zamordowani Państwo Klekotowie. Po chwili już w całej wsi zaczęły rozlegać się pojedyncze strzały. Niemieccy żołnierze zaczęli dokonywać egzekucji pojedynczych osób. Przypadkowi mieszkańcy Kruszyny byli rozstrzeliwani na ulicach, podwórkach i w domach. Niemieccy oprawcy nie oszczędzali nikogo. W jednym z domów, znajdującym się na miejscu obecnej Szkoły Podstawowej, od wybuchu granatu wrzuconego przez piwniczne okienko, zginęła chroniąca się tam rodzina Państwa Kępów – matka z trójką dzieci, w wieku od 10 do 14 lat.

Jedną z ofiar niemieckiej zbrodni w Kruszynie był 60-letni Feliks Bartnik, prapradziadek autora niniejszego artykułu. Został zastrzelony na swoim podwórku podczas wykonywania prac w gospodarstwie. Wobec zakazu niemieckich władz wojskowych, pogrzeb musiał odbyć się w późniejszym czasie. Do tego momentu rodzina zmuszona była tymczasowo pochować zamordowanego w podwórku gospodarstwa.

Dotychczasowe egzekucje miały stanowić jedynie preludium do zaplanowanego przez Niemców masowego mordu mieszkańców Kruszyny. Z domów zaczęto wyciągać wszystkich mężczyzn, kierując ich na obrzeża wsi, gdzie pod murem okalającym parafialny cmentarz mieli zostać rozstrzelani. Jak wynika z ustnych relacji przekazywanych przez uczestników tych wydarzeń, od niechybnej śmierci uratowała ich mieszkająca w Kruszynie Niemka – żona pana Franciszka Brożyny. Po zaaresztowaniu również jej męża, udała się do pałacu, w którym jak już wspomniano, znajdował się sztab XVI Korpusu. Tam zrelacjonowała prawdziwy przebieg zdarzeń dotyczących śmierci niemieckiego żołnierza. Według relacji, jedną z osób, która miała również przyczynić się do wyjaśnienia całego zdarzenia, miał być Konstanty Olszewski, który już w kolejnych miesiącach wojny podpisał niemiecką listę narodowościową tzw. Deutsche Volksliste. Ostatecznie po reakcji niemieckiego dowództwa, zwolniono zatrzymanych mężczyzn. Jak wspominał jeden z mieszkańców, przeznaczony do rozstrzelania i ustawiony pod cmentarnym murem – Wiktor Pruciak, zięć wspomnianego Feliksa Bartnika, wracali oni do swych domów nie ulicami, ale przez kolejne podwórka, nie chcąc przypadkowo zwrócić na siebie uwagi któregoś z niemieckich żołnierzy. Dziś pod wspomnianym murem, w miejscu, w którym Niemcy zgromadzili przeznaczonych na śmierć mieszkańców, znajduje się skromny, metalowy krzyż z małą tabliczką, upamiętniający tamte tragiczne wydarzenia.

4 września 1939 r. w Kruszynie Niemcy zamordowali co najmniej 36 mieszkańców, w tym kilku miejscowych Żydów, którzy mieli w Kruszynie własną bożnicę. Co ciekawe, w dzienniku działań Oddziału Kwatermistrzowskiego 10 Armii, który przybył do Kruszyny 6 września, pod tą właśnie datą zanotowano: „W ogrodach pałacu pochowano 17 Polaków (cywili), których musiano rozstrzelać jeszcze przedwczoraj, ponieważ mieli wystąpić z bronią przeciwko oddziałom niemieckim”.

Tego samego dnia – 4 września – ofiarami żołnierzy niemieckiej 4 Dywizji Pancernej padli również mieszkańcy pobliskich wsi: Bab, gdzie zginęło 8 osób, Jackowa, w którym śmierć poniosło 6 osób oraz Widzowa, gdzie Niemcy rozstrzelali 12 osób.

Pomimo upływu przeszło 80 lat, mieszkańcy Kruszyny pamiętają o tamtych tragicznych wydarzeniach, gromadząc się co roku w rocznicę Krwawego Poniedziałku pod pomnikiem upamiętniającym ofiary, aby oddać należny im hołd. Na tablicy wkomponowanej w pomnik, figurują nazwiska 36 pomordowanych mieszkańców. Na grobach ofiar, pochowanych w jednym rzędzie na tutejszym cmentarzu, regularnie płoną znicze, leżą kwiaty, świadcząc o niesłabnącej pamięci potomnych.

Artykuł dedykuję śp. Feliksowi Bartnikowi oraz śp. Wiktorowi Pruciakowi

Patryk Wałek

Na zdjęciu (GŁÓWNYM) widoczny jest Wiktor Pruciak (siedzi po lewej stronie) oraz Feliks Bartnik (siedzi po prawej stronie). Jest to fragment fotografii pamiątkowej wykonanej przed domem Państwa Bartników przy obecnej ul. Kościelnej w dniu ślubu Wiktora Pruciaka i Marii de domo Bartnik, luty 1939 roku. (fot. ze zbiorów autora)

 

Obecny wygląd domu Państwa Klekotów, w którym 4 września 1939 r. zastrzelony został niemiecki żołnierz – strz. G. Bierlein. (fot. ze zbiorów autora)

 

 

 

 

 

 

 

Generalleutnant (1939)Walter Karl Ernst August von Reichenau (ur. 8 października 1884 w Karlsruhe, zm. 17 stycznia 1942)

 

 

General der Kavallerie (1939) Erich Hoepner (ur. 14 września 1886 we Frankfurcie nad Odrą, zm. 8 sierpnia 1944 w Berlinie)

 

 

Generalmajor (1939) Georg-Hans Reinhardt (ur. 1 marca 1887 w Budziszynie, zm. 23 listopada 1963 w Tegernsee)

 

 

Oberst (1939) Hermann Breith (ur. 7 maja 1892 w Pirmasens, zm. 3 września 1964 w Wachtbergu)

 

 

Żołnierze 35. pułku pancernego, 1939/1940 r.; fot. koloryzowana; https://www.flickr.com/photos/rccolor/31155464410

1 komentarz

  • Gratuluje Autorowi swietnego tekstu. Sam pisalem o tym wydarzeniu przed laty
    Opieralem sie na relacjach mej sp.Mamy i mieszkancow Kruszyny.
    Doceniam prace Autora i chetnie skontaktowalbym sie z Nim.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *