JASNOGÓRSKA SZKOŁA MUZYCZNA. Klarnet – aksamitne brzmienie


Zapraszamy do klasy klarnetu, którą od bieżącego roku szkolnego prowadzi mgr Izabela Żuber, absolwentka Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Piotrkowie Trybunalskim oraz Akademii Muzycznej w Łodzi, w klasie klarnetu profesora Roberta Stefańskiego.

 

Proszę powiedzieć, jak zaczęła się Pani współpraca z Jasnogórską Szkołą Muzyczną w Częstochowie?

– Po prostu nadarzyła się okazja. Ukazało się ogłoszenie o wolnym etacie, złożyłam dokumenty i zostałam przyjęta. Zaraz po studiach, od września 2025 roku rozpoczęłam pracę. Do szkoły dojeżdżam dwa razy w tygodniu. Prowadzę też zajęcia w Szkole Muzycznej w Kole w województwie Wielkopolskim. Pochodzę z Piotrkowa Trybunalskiego, miasta wielu kultur. Studia sprawiły, że zadomowiłam się w Łodzi, ale jednak pracuję w różnych miejscowościach.

 

Jak postrzega Pani Jasnogórską Szkołę?

– Mimo krótkiego stażu zauważam dobrodziejstwa tego, że placówka w jednym miejscu zapewnia zarówno kształcenie ogólne, jak i muzyczne. To wspaniałe, najkorzystniejsze dla dzieci rozwiązanie. Nie muszą chodzić do drugiej, tak zwanej popołudniowej szkoły, tak jak ja w Piotrkowie. Było to dużym obciążeniem, bo lekcje kończyły się nawet o godzinie 21. W Jasnogórskiej Szkole edukacja się kończy o godzinie 17 lub 18, w przypadku starszych dzieci.

 

Czyli warto tu się uczyć?

– Jako nauczyciel odbieram szkołę jako bardzo przyjazną. My, muzycy, jesteśmy społecznością nieco introwertyczną, czasem trudniej jest nam się wtopić w nowe środowiska. A tu nie miałam żadnego problemu. Świetnie porozumiewam się z innymi nauczycielami, a współpraca z pionem ogólnokształcącym jest wspaniała. Jest to szkoła artystyczna, ale przykłada się tu wagę do wszechstronnego rozwoju ucznia.

 

Te wartości dostrzegają także rodzice, o czym świadczy coraz większa liczba uczniów uczęszczających do tej szkoły.

– Budujący jest rodzinny klimat placówki, świetna kadra i bardzo mili uczniowie. Szkoła jest radosna, kolorowa. Stawia na wartości wychowawcze, także w odniesieniu do aspektu religijnego. Mamy stały kontakt z Jasną Górą, obecnie dzieci przygotowują się do jasełek, które zostaną zaprezentowane w klasztorze. Bardzo sobie też cenimy współpracę z paulinem, ojcem Nikodemem Kilnarem, naszym muzycznym opiekunem.

 

Czy widzi Pani zainteresowanie uczniów klarnetem?

– Aktualnie uczę siedmioro uczniów – w klasach: pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej i ósmej. Niestety, zauważam tendencję spadku popularności klarnetu, ale trudno mi określić z czego to wynika, bo to instrument popularny w świecie muzyki. Występuje w składach orkiestr symfonicznych filharmonii, w teatrach, świetnie odnajduje się w orkiestrach dętych i mniejszych składach, typu duety, tria czy kwintety.

 

I jest też instrumentem o uniwersalnym charakterze, sprawdza się w różnego typu muzyce, także jazzowej.

– Tak, w zasadzie od klasyki poprzez charakterystyczną dla klarnetu muzykę żydowską, klezmerską i kończąc na jazzie. To piękny, wszechstronny instrument.

 

Jakie są zatem jego zalety i jakie stwarza uwarunkowania w edukacji?

– Każdy muzyk zawsze powie, że jego instrument jest najpiękniejszy i najwspanialszy. To wynika pewnie z pasji. Różnie jednak wygląda zaprzyjaźnienie z nim. Jedni już po pierwszym kontakcie wiedzą, że tylko klarnet, drudzy – dochodzą do tego gdzieś po drodze. U mnie zaczęło się bardzo wcześnie. W zerówce moja pani wychowawczyni wychwyciła u mnie talent i zachęciła rodziców, aby mnie zapisać do szkoły muzycznej. Klarnet był moim pierwszym i jedynym wyborem.

 

I skąd takie przeświadczenie?

– W zasadzie nie wiem, może to był efekt kontaktu z parafialną orkiestrą dętą, może tam zawiesiłam oko na tym instrumencie i tak mi się spodobał. Najzabawniejszy moment był taki, że gdy weszłam na salę koncertową na przesłuchanie rekrutacyjne, to powiedziałam, że chcę grać na czarnej rurze ze srebrnymi przyciskami. Z dwojga „złego” dobrze, że nie było w naszej szkole oboju i został mi tylko klarnet, bo nie wiedziałabym, na co się zdecydować.

Jest on instrumentem uniwersalnym, a wyróżnia się spośród innych tym, że możemy wydobyć z niego bardzo aksamitne, ciepłe dźwięki niskie, jak również wysokie, które doskonale obrazują, na przykład odgłosy ptaków. Klarnet charakteryzuje wyjątkowa wszechstronność brzmienia, elastyczność i zdolność do zlewania się z innymi instrumentami. Dzięki zastosowaniu pojedynczego stroika i cylindrycznej budowy piszczałki, pozwala na płynne przechodzenie między ciepłymi, niskimi tonami, a przenikliwymi, wysokimi, oferując bogatą paletę barw, co czyni go niezwykle ekspresyjnym instrumentem dętym drewnianym.

 

A nauka jest lekka, łatwa i przyjemna…?

– I tu dochodzimy do pierwszych schodów, bo początki, w porównaniu do innych instrumentów, mogą okazać się skompilowane. Po pierwsze, klarnet trzeba najpierw złożyć, a małe dzieci nie mają na tyle siły i tu niezbędna jest pomoc rodzica. Pewną trudność może stwarzać założenie stroika, czyli duszy instrumentu, który pod wpływem powietrza drga, w ten sposób wydobywany jest dźwięk. Stroik przypomina delikatny kawałek drewienka, jednakże wykonywany jest z naturalnej trzciny i bardzo trzeba uważać, aby go nie uszkodzić. Trudnością jest także opanowanie specjalnego sposobu dmuchania. Klarnet to nie pianino, gdzie odkrywamy klapę i mamy klawisze przyporządkowane do danej wysokości dźwięków, w klarnecie musimy sami wszystko stworzyć od początku – poprzez wdmuchanie powietrza, ułożenie ust, mięśni twarzy i zamocowania stroika. Brzmi to może zawile, ale jak przyswoi się początki, to później idzie już z górki.

 

Proszę mi powiedzieć, jaka jest historia tego instrumentu?

– Klarnet to instrument dęty drewniany, z grupy aerofonów stroikowych z pojedynczym stroikiem. Pochodzi od instrumentu etnicznego, tak zwanego chalumeau. W XVII wieku udoskonalił go norymberski konstruktor, który do drewnianej tuby dołożył dwie klapy metalowe i tak w dużym uproszczeniu rozpoczęła się historia klarnetu. Jako pierwszy klarnetu w swojej partyturze użył Vivaldi. Rozkwit zaczął się w klasycyzmie. Utwory na klarnet pisał Wolfgang Amadeusz Mozart, to między innymi: Koncert klarnetowy A-dur KV 622 oraz kwintet klarnetowy KV 581. W romantyzmie nastąpił wysyp rodziny klarnetowej. Oprócz standardowego klarnetu w stroju B, powstają odmiany: A, C, ES, basowy czy rożek basetowy. Kompozytorzy używają klarnetu w swoich wielkich dziełach symfonicznych. Karol Maria Weber pisze dwa koncerty, Brahms używa go w muzyce kameralnej, w dwóch sonatach, a to tylko kilka propozycji z ogromnego repertuaru klarnetowego.

 

Czyli klarneciści mają szansę wybicia się podczas koncertów?

– Owszem, klarnet jest znacząco ujęty w muzyce symfonicznej, kameralnej i solowej. Często jest solistą przy akompaniamencie orkiestry, ale także ma możliwość zaistnieć w wielu pozycjach muzyki kameralnej.

 

Jak Pani pracuje z dziećmi, czy ma Pani wpływ na ich wybór instrumentu?

– Nie miałam okazji uczestniczenia w rekrutacji, ale szkoła daje możliwości zapoznania się z instrumentami podczas dni otwartych. Dzieci przychodzą z rodzicami i mogą zobaczyć instrumenty, dotknąć ich, spróbować zagrać. Nauczyciele grają i zachęcają do wyboru, ale ostateczna decyzja zapewne leży w gestii dziecka, choć musi mieć świadomość, że czasem trzeba wybrać coś alternatywnego, z braku miejsc w danej klasie. Szkoła zapewnia instrumenty do nauki, ma pełne instrumentarium, najczęściej nowe. To atut, bo nie wszędzie się spotyka takie możliwości.

 

Co w edukacji jest dla Pani najważniejsze?

– Pierwsze co mi przyświeca, to przede wszystkim, żeby dzieci nie zniechęcić do instrumentu i muzyki. Wychowujemy pokolenie kolejnych melomanów, którzy wrócą do filharmonii i teatru, by słuchać muzyki. Cóż, początki są rzeczywiście trudne, ale myślę, że odpowiednim, indywidualnym podejściem do ucznia, wszystko da się pokonać. Ważne są forma tłumaczenia i umiejętność przekładania języka naukowego na dziecięcy. Kolejna rzecz to kwestia doboru i rozkładu materiału. Każde dziecko jest inne, jedni lubią bardziej skoczne, żywsze utwory, inni– nastrojowe, wolniejsze, romantyczne. Ponadto edukacja powinna następować etapowo, aby nie zarzucić ucznia zbyt wieloma rzeczami. Trzeba go oswajać z publicznymi występami i dobrze, że nasi podopieczni koncertują na Jasnej Górze i w innych miejscach: Domach Pomocy Społecznej czy szkołach, przedszkolach. Muszą wychodzić do ludzi i po prostu grać. Nie sztuką jest robić to w czterech ścianach, w szkole z nauczycielem, ale właśnie na forum publicznym, kiedy faktycznie stykamy się ze stresem, gdy serce zaczyna przyspieszać, a ręce robią się zimne. Umiejętności pokonania naturalnego odruchu stresu, utrzymania go w ryzach, aby dobrze zagrać, uczymy się podczas publicznych występów.

 

Czy łączy Pani pracę nauczyciela z występami artystycznymi?

– Na szczęście ścieżka pedagogiczna nie przeszkadza mi w artystycznym spełnianiu. Współpracuję z Primuz Chamber Orchestra, przy Akademii Muzycznej w Łodzi, gram w Orkiestrze Muzyki Filmowej Maximus w Łodzi oraz w Orkiestrze Werner Music. Bardzo się cieszę, bo to lubię i w tym kierunku się kształciłam, ale nauczanie też jest bardzo absorbująca i rozwijająca. Sztuką jest przekazać dziecku wiedzę tak, aby zrozumiało, o co nauczycielowi chodzi.

Jakie predyspozycje są potrzebne do nauki gry na klarnecie?

– Oprócz dobrego słuchu i talentu, tak zwanej smykałki, trzeba być wytrwałym w systematycznej pracy. Nauka gry na instrumencie ćwiczy przede wszystkim cierpliwość, to są czasem żmudne powtarzania jednego taktu raz za razem. Potrzebna jest też cierpliwość do stroika, który jest bardzo kapryśny na pogodę. Mamy mróz i czuję, że zachowuje się inaczej niż w dzień słoneczny. Bez systematycznego ćwiczenia nauczanie jest bardzo utrudnione, bo jeśli dziecko ćwiczy w domu mało, to edukacja mija się z celem. W klarnecie występuje korelacja oddechu, palców i języka, od ułożenia którego zależy oddzielanie nut. Ale to wszystko jest do przebrnięcia.

 

O czym Pani marzy jako nauczyciel?

– Pragnę dobrze ukierunkować ucznia, aby mógł iść dalej i rozwijać swoje talenty, nawet pod okiem nowego nauczyciela, gdy zachodzi taka konieczność. Marzę, aby dzieci zachęcać do muzyki, do grania, bo to jest świat, który chroni od codzienności, od telefonów, ekranów, a przede wszystkim rozwija umysł i pomaga we wszechstronnym rozwoju. Ale ważny jest dla mnie także kontakt z estradą i dlatego przekonuję uczniów, że warto wytężać siły, aby realizować swoje marzenia.

 

Dziękuję za rozmowę.

URSZULA GIŻYŃSKA

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *