Hubert Jura („Tom”). Grzęznąc wśród pytań i kontrowersji (cz. 3)


 

Kres zbrodniczemu procederowi Huberta Jury i jego współpracowników w Częstochowie położyły dopiero informacje o rychle zbliżającym się zajęciu miasta przez nacierających Rosjan. Jak pisaliśmy w poprzedniej części, filie tzw. „Organizacji Toma” znajdowały się również w Krakowie i Radomiu, ale to tutaj w willi przy ul. Jasnogórskiej 25 (obecnie 25 A) mieściła się jej siedziba z zaimprowizowanymi kazamatami w piwnicy, salą przesłuchań, flotą samochodową i bezpośrednim połączeniem telefonicznym ze znajdującą się przysłowiowy „rzut beretem” siedzibą Gestapo. Niemcy nie szczędzili ludziom „Toma” wyposażenia, również tego co w warunkach przechylającej się na ich niekorzyść wojny, było silnie reglamentowane jak materiały pędne. „Partyzanci” Jury byli również uzbrojeni po zęby. Kiedy w styczniu 1944 r. ruszyła ofensywa sowiecka, „Tom”, jego ludzie i Paul Fuchs wkrótce ewakuowali się na Zachód.

 

 

 

Brygada Świętokrzyska. Nieskazitelni lub żywi

 

Należy położyć tutaj ogromny nacisk na fakt, że podczas swojego funkcjonowania Brygady Świętokrzyskiej (BŚ) podobnie jak całe NSZ prowadziły walkę wymierzoną zarówno przeciwko oddziałom prosowieckim jak i jednostkom niemieckim, co wydatnie przeczy niestety mającej się do dziś dobrze, bezrefleksyjnie powielanej narracji o jej rzekomych profaszystowskich czy wręcz prohitlerowskich orientacjach. Aby szerzej zrozumieć dziejowy dramat NSZ i ich BŚ oraz problem taktycznych paktów o nieagresji z okupantem niemieckim, trzeba zarysować szerszy kontekst. „Sojusze” te prawie zawsze miały charakter doraźny i jedynie z powodu inicjatywy wąskiej grupy działaczy konspiracyjnych związanych z NSZ, niebezpiecznie balansowały na granicy kolaboracji, lub granicę tę przekraczały. Istotne jest również poznanie głównych założeń ideowych NSZ i wyzbycie się uprzedzeń, łatwych osądów i ahistorycznej perspektywy, która charakteryzuje domorosłych historyków nie znających życia w warunkach wojny i okupacji. Miażdżący werdykt wydają przeważnie (choć nie tylko) amatorzy historii, którzy udzielając się na internetowych forach, siedząc w wygodnych fotelach, nie mogą uzmysłowić sobie sytuacji ludzi żyjących kilka lat w permanentnym stresie, lęku o życie swoje i najbliższych, mierzących się często z trudnością w dostępie do podstawowych dóbr, a co najważniejsze w stałym poczuciu niepewności co przyniesie jutro. Oczywiście można by tutaj winić politykę programowego zniesławienia intensywnie i systematycznie uprawianą na użytek propagandowy przez PRL-owską historiografię, co z powodu nieprzejednanego antykomunizmu NSZ wydaje się całkowicie zrozumiałe, jednakże dziwi (bądź nie) fakt, że przeinaczenia, jeśli nie ordynarne kłamstwa i kalumnie, nadal są odtwarzane przez historyków znacznie młodszych generacji.

Postulaty programowe NSZ zakładały walkę przeciw dwóm wrogom. Do pewnego momentu „wrogiem nr 1” były nazistowskie Niemcy i ich okupacyjne władze. Jednak po tragicznych dla Niemców wypadkach na froncie wschodnim i wobec perspektywy przemarszu Armii Czerwonej oraz posuwających się za nią oddziałów NKWD, sytuacja uległa diametralnej zmianie. Ponadto silnie wzmagająca się aktywność ekspozytur sowieckiej „razwiedki” i prokomunistycznej partyzantki, które to mając na sztandarach hasła wolności, realizowały de facto wytyczne Kremla, nie pozostawiała wątpliwości, że głównym zagrożeniem staje się Rosja sowiecka. Nie trzeba wspominać, że antykomunizm był immanentnie zrośnięty z myślą narodową reprezentowaną przez czynniki kierownicze NSZ. Dodatkowo, mając w swoich postulatach politycznych mocno zakorzeniony priorytet ochrony biologicznej substancji narodu, NSZ stosowały modus operandi oparty na „ekonomii krwi”. Dlatego też rzadko przeprowadzano spektakularne akcje skierowane przeciwko Niemcom, które z kolei tak bardzo były na rękę czynnikom moskiewskim, gdyż ściągały dotkliwe represje na ludność cywilną, wywoływały chaos i destabilizację, prowadziły do niszczenia polskiej ludności i tak już nadwerężonej nocą okupacji. Ograniczano się raczej do ścisłej defensywy, ochrony miejscowej ludności i tzw. akcji apropriacyjnych, czyli zdobywania na Niemcach sprzętu, broni, wyposażenia, środków spożywczych itp. W tej perspektywie bardzo wcześnie kierownictwo polityczne NSZ zdecydowało, że w obliczu klęski Niemiec, która jest już tylko kwestią czasu, cały zbrojny wysiłek i wywiad powinien być skierowany przeciwko formacjom komunistycznym. Istniała jednak w łonie owego kierownictwa politycznego grupa ludzi, która oprócz „Organizacji Toma” swoimi działaniami, mocno przysłużyła się do zbudowania „czarnej legendy” NSZ. Najkrócej rzecz ujmując, znów odsyłając ciekawych czytelników do stosownej literatury, była to frakcja wywodząca się z najwyższych kręgów przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR). W jego łonie wykształciła się swoista elita przywódcza, złożona z najlepiej wykształconych, bardzo ideowych i zaufanych działaczy tego ugrupowania. Miała ona strukturę mocno hierarchiczną, podzieloną jakby na kolejne kręgi wtajemniczenia przywodzące na myśl, choć to może nie najszczęśliwsze porównanie, masonerię, mafię lub zakon. Owym nadzorczym ciałem była tak zwana Organizacja Polska (OP). Ludzie Ci stworzyli częściowo wspomnianą w poprzedniej części organizację o nazwie Związek Jaszczurczy (ZJ), która miała ogromne sukcesy na polu wywiadowczym skierowanym przeciwko III Rzeszy, ale i poniosła ogromne straty osobowe. Z tego odłamu wywodziła się również część oddziałów i działaczy NSZ-ZJ, w przeciwieństwie do NSZ-AK, czyli ugrupowania które mocniej związane było z wcześniejszą Narodową Organizacją Wojskową, przedwojennym Stronnictwem Narodowym oraz znacznie chętniej dążyło do scalenia z Armią Krajową. Nie ma tu miejsca aby wymieniać nazwiska i nakreślać wszelkie niuanse politycznej walki jaka szczególnie w ostatnim roku wojny nasiliła się między tymi dwoma frakcjami. Znów najogólniej rzecz biorąc działacze polityczni NSZ-ZJ, co niewątpliwie należy im przyznać, byli twardymi realistami politycznymi i bardzo sprawnymi konspiratorami, ale jednocześnie były tam jednostki, które wedle dzisiejszych kategorii myślenia mogą być postrzegane jako bezwzględni gracze dla których cel uświęca wszelkie środki. Rzeczywiście ich posunięcia miały często charakter awanturniczy, a w kilku przypadkach zbrodniczy. Czołową postacią, którą należy tu koniecznie wymienić w kontekście historii Huberta Jury „Toma” jest Othmar Wawrzkowicz („Oleś”, „Kaczkowski”), działacz również doskonale władający językiem niemieckim i utrzymujący bliskie kontakty z Niemcami. To on bezpośrednio stał za śmiercią płk. Stanisława Nakoniecznikoffa-Klukowskiego i jego adiutanta, kpt. Włodzimierza Żaby („Żniwiarz”). Zarówno Wawrzkowicz jak i Jura współpracowali z Niemcami w zakresie wywiadu i kontrwywiadu skierowanego przeciwko członkom organizacji komunistycznych, nie cofając się przed niczym. Byli zaciekłymi przeciwnikami scalenia NSZ i AK i dążyli do całkowitej autonomii w zakresie własnych działań, bez oglądania się na przełożonych. Nie mylili się w jednym. Brygadę Świętokrzyską należało wyprowadzić z terenu Polski za wszelką cenę. Oprócz tej niesławnej dwójki, dowództwo powiązane z NSZ-ZJ doskonale zdawało sobie sprawę, że pozostanie na ojczystej ziemi w perspektywie nadejścia sowieckiego „wyzwolenia” oznacza dla żołnierzy NSZ niechybny, straszliwy koniec. Należało więc zrobić wszystko, aby umożliwić exodus BŚ i zaoszczędzić życie tak wielu ludzi, jak tylko się da. A członkowie NSZ chcący scalenia z AK i sprzeciwiający się ewakuacji BŚ stawali się śmiertelnymi wrogami sprawy. Dlatego właśnie nieszczęsny dowódca NSZ, płk Nakoniecznikoff-Klukowski i jego adiutant musieli zginąć. Podobnie jak zastrzelony w Krakowie we wrześniu 1944 r. Wiktor Gostomski („Nałęcz”, „Hubert”) szef wywiadu NSZ stanowczo sprzeciwiający się wszelkim konszachtom z Niemcami, którego miejsce zajął „Oleś”. Wobec patowej sytuacji, dowództwo BŚ będąc pod ścisłym nadzorem i naciskami członków OP z zarządu politycznego NSZ-ZJ, takich jak Władysław Marcinkowski („Jaxa”), Jerzy Olgierd Iłłakowicz czy właśnie Othmar Wawrzkowicz, musiało przystać na opcję częściowego porozumienia z Niemcami, aby przeprowadzić ewakuację BŚ i tym samym ocalić sporą część żołnierzy NSZ od śmierci z ręki siepaczy NKWD. Bez względu na to jak potoczą się wypadki na teatrze działań wojennych, cel był jeden. Dotrzeć do gen. Andersa.

Niechciany sojusznik. Nieodzowny pośrednik

 

Kapitan „Tom” dzięki swoim kontaktom z Paulem Fuchsem i innymi wysokimi funkcjonariuszami RSHA był bardzo użyteczny dla NSZ. Dostarczał pierwszorzędnych informacji zarówno o działalności sowieckiej agentury, jak również o posunięciach Gestapo czy innych jednostek niemieckich. Organizował również środki transportu, zezwolenia, przepustki, fałszywe dokumenty. Z całą pewnością można powiedzieć, że NSZ bardzo wiele zawdzięczały osobie „Toma” i jego niemieckim protektorom. Kiedy kolumny Brygady Świętokrzyskiej posuwały się na Zachód, uciekając przed ofensywą sowiecką, kpt. „Tom” pełnił funkcję łącznika bez którego taka operacja nie mogłaby się udać. Był tłumaczem i pośrednikiem pomiędzy dowództwem Brygady a stroną niemiecką, aby ułatwić Polakom przemarsz. Pomimo odmowy walki pod rozkazami Niemców, Brygady nie rozbrojono, ani nie internowano, ale skierowano w kierunku Czech. Niezwykła epopeja Brygady Świętokrzyskiej została już dostatecznie opisana, jednak dla dopełnienia naszej opowieści przytoczmy najważniejsze fakty dotyczące genezy jej powstania i przemarszu. Formalny rozkaz sformowania Brygady Świętokrzyskiej (BŚ) dowództwo NSZ wydało jeszcze 11 sierpnia 1944 r. Jej główny zrąb stanowił 204 Pułk Piechoty Ziemi Kieleckiej NSZ i przybyły na miejsce koncentracji 202 Pułk Piechoty Ziemi Sandomierskiej NSZ do której dołączyli partyzanci z Lubelskiego Okręgu NSZ. Dowódcą nowego związku taktycznego został płk Antoni Szacki („Bohun”, „Dąbrowski”). Stan Brygady Świętokrzyskiej wahał się od 1,2 tys. do ok. 800 ludzi. Dzięki wstawiennictwu Othmara Wawrzkowicza, kapitana „Toma” i jego protektora Paula Fuchsa, BŚ mimo licznych, wcześniejszych potyczek z Niemcami, udało się przejść przez ich przyczółki na Pilicy (15 stycznia 1944 r.) i kierować się dalej na południowy wschód w kierunku Lublińca. Ponieważ Jura dołączył do Brygady później, niewykluczone, że pewne ustalenia zapadły wcześniej lub były uzgadniane telefonicznie. Przemarsz odbywał się w niezwykle dramatycznych warunkach, gdy niemalże za plecami partyzantów słychać było grzmienie sowieckich dział i warkot czołgów. Możliwe również, że zarówno w kierownictwie BŚ oraz niemieckim dowództwie były jeszcze jakieś czynniki decyzyjne umożliwiające taktyczne, czasowe zawieszenie broni i zezwolenie na wejście na terytorium dogorywającego, lecz bądź co bądź nadal śmiertelnego wroga. Brygada przemaszerowała przez Śląsk, przekroczyła Odrę i pomaszerowała w kierunku Czech pod kuratelą wycofującego się Wehrmachtu, aby dotrzeć do Pragi. Niemcy upierali się przy stworzeniu z BŚ „Polskiej Legii Antybolszewickiej” . Negocjacje ze stroną niemiecką osiągnęły apogeum napięcia w Ząbkowicach Śląskich (wówczas Frankenstein) w dniu 27 stycznia 1945 r. Niemcy wówczas chcieli pod groźbą rozbrojenia zmusić dowództwo Brygady do walki ramię w ramię z nacierającą Armią Czerwoną, jednakże Zub-Zdanowiczowi i Szackiemu udało się wyperswadować ten pomysł, argumentując, że BŚ jest zgrupowaniem partyzanckim, nieprzeszkolonym w regularnej walce frontowej. Niemcy odstąpili od tej koncepcji w zamian za obietnicę przeszkolenia żołnierzy BŚ w bliżej nieokreślonej przyszłości. Zyskano więc na czasie. 20 stycznia do Brygady dociera kapitan „Tom” wraz z partyzantami Telesfora Piechockiego („Gustaw”), a jego obecność oznaczała dodatkowe wsparciem dla BŚ w tych niezwykle krytycznych chwilach. Mimo lawirowania i gry na zwłokę, dowództwo BŚ musiało pójść na pewne ustępstwa. Na poligonie w Czechosłowacji pod auspicjami Niemców Hubert Jura organizował kursy spadochronowe i radiotelegraficzne. Ochotników szkolił ponadto z obsługi broni, strzelectwa i materiałów wybuchowych.

Szkolenie odbywało się w ramach ośrodka wywiadowczego Abwehry. Zrzuceni na tyłach Armii Czerwonej mieli przede wszystkim dostarczać informacji wywiadowczych oraz dokonywać działań dywersyjnych. Ośrodek szkoleniowy znajdował się w miejscowości Libice niedaleko Litomierzyc. W lutym 1945 r. pierwsza wyszkolona grupa dywersantów została zrzucona nad polskim terytorium. Udało się zformować trzy takie grupy. Kolejnym ośrodkiem szkolenia dywersantów było Drezno. Szkolenia i wysyłanie kolejnych przeszkolonych partyzantów drogą powietrzną i lądową na tyły sowieckiego frontu trwało prawie do końca kwietnia 1945 r. Ich los był bardzo różny. Część owych partyzantów po wykonaniu zadań powróciła do Brygady, część zginęła z rąk sowieckich funkcjonariuszy, a niektórym udało się przeżyć w Kraju. Za cenę ustępstw Brygada utrzymywała od Niemców środki niezbędne do przeżycia i kontynuowania przemarszu oraz zyskała względny spokój, ale konsekwentnie opierała się naciskom do wzięcia udziału w regularnej, frontowej walce. 14 kwietnia pozostawiona sama sobie Brygada skierowała się na Pilzno. Do jej sztabu zaczęły docierać pogłoski o niemieckiej zasadzce. Oznaczało to jedno, mimo potężnej ochrony „Toma” i Fuchsa, cierpliwość Niemców zaczynała się wyczerpywać. Podsumowując, jakkolwiek odrażająca wyda nam się osoba Huberta Jury „Toma”, dzięki jego zabiegom udało się ocalić życie żołnierzom Brygady, którzy bez jego kurateli albo dostaliby się do niemieckiej niewoli, albo zmuszeni do wycofania się, mieliby przed sobą straszliwe widmo dostania się w ręce „czerwonych” katów.

 

Podwójny, a może potrójny agent? Urwane tropy

 

W dniu 2 maja patrol NSZ dociera do 2nd Infantry Division „Indianhead” 3. Armii Amerykańskiej gen. Pattona. W tym samym mniej więcej czasie zostały nawiązane kontakty z emisariuszami Naczelnego Wodza. BŚ znów podejmuje walkę z Niemcami i dochodzi do wyzwolenia kobiecego obozu koncentracyjnego w Holiszowie. Obóz i pobliski skład amunicji zaatakowano 5 maja, a w ostatnich dniach wojny BŚ stoczyła jeszcze kilka potyczek z jednostkami niemieckimi, m. in. z XIII Armii. Po zakończeniu wojny wysłannicy gen. Andersa wizytowali Brygadę. Osobą Huberta Jury zaczęły natychmiast interesować się Brytyjczycy i Amerykanie, a konkretnie przedstawiciele wywiadu oraz oficerowie łącznikowi II Korpusu PSZ na Zachodzie. Wewano go na przesłuchania. Okazało się że jego brat – Edmund Jura, oficer zawodowy Wojska Polskiego, był pilotem w stopniu majora. Udało mu się później przedostać do Wielkiej Brytanii i tam służył jako pilot RAF-u, uczestnicząc w nalotach na Niemcy. Brał udział w bombardowaniu Berlina. Zginął podczas jednego z lotów. Jego samolot został zestrzelony niedaleko brytyjskiego wybrzeża. Zaczęto podejrzewać, że Jura jest agentem brytyjskim. Co ciekawe wyszło na jaw że Haupstürmfuhrer Fuchs pracował w ramach tzw. Siatki Reinharda Gehlena – organizacji mającej za zadanie dostarczać informacje wywiadowcze o ZSRR. Od 1949 r. komórka ta zaczęła podlegać CIA. Doświadczenie Fuchsa i Jury dla antykomunistycznego wywiadu aliantów miało być nieocenione. W dniu 13 lipca 1945 r. Hubert Jura został przekazany do kontrwywiadu Oddziału II Korpusu Polskiego we Włoszech. Przesłuchania z nim prowadził płk Wincenty Bąkiewicz, szef wydziału II. Nie wiemy jak wyglądał przebieg i treść rozmów, ale wiadomo że wkrótce przekazano Huberta Jurę Brytyjczykom, ci zaś mianowali go 1 sierpnia 1945 r. szefem placówki Czerwonego Krzyża w Pilźnie, co równało się pracy w wywiadzie. Zarządzał siecią skrzynek kontaktowych i dostarczał Brytyjczykom informacji o krajach za żelazną kurtyną. Udało mu się zorganizować kanał przerzutowy dla uciekinierów z Polski. Kiedy wywiad komunistyczny Czechosłowacji natrafił na jego trop, uciekł niemalże w ostatniej chwili. Następnie oddelegowano go na placówkę Czerwonego Krzyża w Norymberdze, a później do Monzy we Włoszech, gdzie Jura został szefem komórki wywiadowczej na tę część kontynentu. Zwolniono również innych członków z „Organizacji Toma”, a za swoją działalność za okupacji nikt nie poniósł żadnych konsekwencji. W 1947 roku, Hubert Jura poznał kobietę z Brazylii i razem z por. „Asem” wyjechali do Argentyny. Obawiając się zemsty NKWD, wyjechał pod fałszywym nazwiskiem „Kalinowski” i pod nim zaczął funkcjonować na emigracji. Niedługo później ściągnął do Argentyny wielu swoich ludzi z „Organizacji Toma” i dawnej kieleckiej Akcji Specjalnej. Jak potoczyły się jego dalsze losy? Wiemy niewiele. Po rozwodzie ze swoją wybranką, przeniósł się do Paragwaju, gdzie został leśnikiem. Miał żyć bardzo skromnie, a część zarobionych pieniędzy wysyłał do Polski schorowanej, leżącej w szpitalu siostrze. W sieci można znaleźć wzmianki że ostatecznie osiadł w Wenezueli, a nawet powrócił do Argentyny. Przez jakiś czas krążyła informacja, że na stare lata zaprzyjaźnił się z Janem Kobylańskim, prezesem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej i zamożnym biznesmenem. Nie ma na to jednak żadnych dowodów. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego śledztwo w sprawie Huberta Jury „Toma” zamknęło dopiero w 1972 r. (sic!). Ustalono jedynie, że współpracował z NSZ. Nic odkrywczego. Zmarł prawdopodobnie w latach 90., a według innych publikacji na początku lat 70. Czy po nocach śniły mu się przerażone, błagalne spojrzenia i krzyki torturowanych i zabijanych ludzi, w tym nieszczęsnych łączniczek AL, które może nawet nie były do końca świadome w czym brały udział i w jakie tryby wciągnęła je historia? Podobnie jak samego kapitana „Toma”, który wówczas był niespełna 30-letnim człowiekiem. Czy bezwzględne mordowanie ludzi miało sens w obliczu przesądzonego losu tej części Europy na następne pół wieku? Tego nie dowiemy się już nigdy. Napisano na podstawie:

– Marek Jan Chodakiewicz, Narodowe Siły Zbrojne. „Ząb” – przeciw dwu wrogom, Warszawa 1994.

– Działania zbrojne i konspiracja na Ziemi Częstochowskiej w latach 1939–1947, oprac. Wojciech Zaleski „Albert”, Częstochowa 1998.

– Tomasz Greniuch, Organizacja Toma” – mroczna zagadka podziemia. https://www.salon24.pl (19.06.2021).

– Jerzy Jaxa-Maderski, Na dwa fronty. Szkice z walk Brygady Świętokrzyskiej NSZ, Lublin 1995.

– Krzysztof Komorowski, Polityka i walka. Konspiracja zbrojna Ruchu Narodowego 1939–1945, Warszawa 2000.

– Karol Litwin, Organizacja „Toma” – nieznana karta historii, https://wmeritum.pl (19.06.2021).

– „Łysowody 1944 – Droga do prawdy” http://mwshistoria.blogspot.com, (19.06.2021).

– Mirosław Małecki, Kim Pan jest kapitanie „Tom”?, cz1-3, http://lewicowydolnyslask.pl (19.06.2021).

– Janusz Płowecki, Wyzwolenie Częstochowy 1945, Warszawa 1973.

– Mariusz Warachim, Kpt. Hubert Jura „Tom”, https://nsz.com.pl (19.06.2021).

– Dariusz Węgrzyn, „Tam i z powrotem”. Skoczkowie spadochronowi oraz grupy piesze Brygady Świętokrzyskiej i ich powrót do kraju w początkach 1945 r. [w:] Polskie Oddziały Wartownicze przy Armii Amerykańskiej w latach 1945-1989, praca zbiorowa, Szczecin 2016.

– Jan Załęcki, Wydarzenia upamiętniające przeżycia i walkę o niepodległość Polski w latach 1939-1989, Radomsko 1996.

Leszek Żebrowski, kpt. Hubert Jura „Tom” z NSZ. Znany, czy nadal całkiem nieznany?, https://www.youtube.com (19.06.2021).

 

MICHAŁ KULIG

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *