JAKA TO MELODIA?


W domu i na świecie

Moje okulary do czytania nie wytrzymują intensywnego używania, gdyż na okrągło mam je zawieszone na specjalnym łańcuszku. Już od rana, podczas spaceru z pieskiem i przy śniadaniu, wkładam je na nos, by z kilometrów prasowych łamów znaleźć dla Was, drodzy czytelnicy, jakiś smakowity kąsek. Łatwo nie jest. Z jednej strony jest natłok różnych kryminałów i afer, z drugiej – wszystko to układa się w taki ciąg chciwości i głupoty, graniczących ze zdradą i zbrodnią, że opisywanie sensacji stało się banałem i domeną ludzi „oszołomionych”. Chcąc być oryginalny, próbuję szacować skalę przestępczego procederu w finansach publicznych, porównując nasze praktyki choćby do rzeczywistości ukraińskiej, gdzie papieskie msze odbywają się w sąsiedztwie wciąż istniejących pomników Lenina i wszechobecnej symboliki sowieckiej. Jeszcze nie jest u nas tak, że w prywatnych kieszeniach znika ćwierć budżetu państwa, a całe sektory i branże są poza kontrolą aparatu podatkowego. Nie słychać też o budowaniu przez prezydenta własnej, wielopokojowej rezydencji czy o zakładaniu przez premiera kont w Szwajcarii. Łapówki, owszem, są, a kto ich brać nie umie – ląduje w więzieniu, jak prezydent Łodzi i jego zastępca. Trudno też porównywać bezpośredni wpływ nomenklaturowego biznesu na rząd i parlament, co w warunkach ukraińskich i rosyjskich nazywa się elegancko ustrojem oligarchicznym. Może się to zmienić wraz z nowym sejmem, w którym zasiądzie więcej niż dotąd lobbystów, skorumpowanych samorządowców oraz przebiegłych biznesmenów i ich marionetek.
Aby odpocząć od mdłych tematów, oglądam (już bez okularów) coraz więcej programów kulturalnych, w których powinna się specjalizować telewizja publiczna. Bodaj drugi raz, z wielomiesięcznym opóźnieniem, nadano relację z Royal Albert Hall w Londynie, gdzie od lat odbywają się koncerty muzyki promenadowej telewizji BBC. Finał „Prom’sów” jest tyleż świętem melomanów, co wielką manifestacją patriotyczną, podczas której wykonuje się znane wszystkim Anglikom kompozycje i pieśni. Mimo wielkiej pojemności hali albertyńskiej zabrakło miejsc, dlatego londyńczycy, moknąc na deszczu, zapełnili pobliski Hyde Park, gdzie śledzili radiową orkiestrę symfoniczną i dyrygenta Arew Daviesa na wielkich ekranach. Cały tłum przystrojony był w narodowe barwy, a nad głowami powiewały tysiące Union-Jacków – charakterystycznych flag brytyjskich z krzyżem św. Andrzeja. Większości kompozytorów – poza Paganinim czy Haendlem w Polsce nie znamy. Dźwięki są jednak natychmiast rozpoznawalne, bo cytowane w tysiącach filmów o minionej chwale imperium, w którym nigdy nie zachodziło słońce. Mimo nostalgicznej podniosłości „Pieśni marynarzy” Henry’ego Wooda czy żarliwej religijności nieoficjalnego hymnu – „Jerusalem” Huberta Perry’ego, publika pogwizduje, robi sobie żarty na piszczałkach i kołatkach, a w końcu sama włącza się do śpiewu. I tak aż do „Boże chroń Królową”, podczas którego wszyscy z szacunkiem powstają.
Jakże łatwe wydaje się urządzenie takiego święta muzyki. Wiedeńczycy mają swoje noworoczne koncerty Straussów, Niemcy – festiwale w Bayreuth, Włosi – plenerowe widowiska operowe… My też nie gęsi, lecz zasób narodowej pamięci muzycznej wciąż pozostaje domeną jakichś imprez biesiadnych, gdzie znudzeni piosenkarze odwalają fuchę niewartą nawet nauczenia się tekstu. A byłoby czego! Obok pomnikowej „Roty” Marii Konopnickiej i Feliksa Nowowiejskiego jest idylliczna „Laura i Filon”; za „Pierwszą Brygadą” skromnie się kryje moniuszkowska „Prząśniczka”; obok szopenowskiej „Etiudy Rewolucyjnej” przycupnęła cudowna ludowa „Kalina”; wyrafinowanym „Harnasiom” Karola Szymanowskiego nie przeszkadzają przesławne „Góralu, czy ci nie żal”, „Karolinka” i jedyna znana wszystkim w całości pieśń o dzieweczce, co to szła do laseczka… Jeżeli mam być w krytyce konstruktywny, to proponuję takie właśnie zakończenie częstochowskiego festiwalu „Gaude Mater” i to pod zapomnianym dziś tytułem radiowego cyklu „Najpiękniejsza jest muzyka polska”. Gdybyśmy jeszcze mieli halę albertyńską…
ryszardbaranowski@poczta.onet.pl

RYSZARD BARANOWSKI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code