BONA FIDE. 11 lipca – Dzień Ludobójstwa na Wołyniu


O tej tragedii nigdy nie wolno zapomnieć. Jej bilans to blisko sto tysięcy zamordowanych bestialsko przez Ukraińców Polaków. I tylko dlatego, że byli Polakami. Ta rzeź jest efektem uwolnionej przez II wojnę światową nienawiści, wynikającej z zazdrości i zawiści. Wyimaginowanej, bo przecież dokonano jej na równych sobie. Bo sąsiad mordował sąsiada, kolega – kolegę.

Tę najtragiczniejszą kartę polskiej historii poznajemy od niedawna. Przez dziesiątki lat o tej tragedii nie uczono w szkołach. Wołyń był tematem tabu. Odsłaniana dzisiaj, utajona i jakże bolesna historia, to zapis najwyższego okrucieństwa.
Obraz Rzezi Wołyńskiej w swym filmie „Wołyń” przedstawił reżyser Wojciech Smarzowski. To obraz przejmujący. Do bólu. Tym bardziej przejmujący, bo wiemy, że tak było, że to działo się naprawdę.
A fakty są straszne. 11 lipca 1943 r. na Wołyniu oddziały UPA (często przy aktywnym często wsparciu miejscowej ludności ukraińskiej), dokonały zmasowanego ataku na 99 polskich miejscowości. Do lutego 1944 r. (wg szacunków historyków) z rąk Ukraińców zginęło ok. 100 tys. Polaków.
Dochodziło do straszliwych mordów, Ukraińcy nie oszczędzali ani kobiet, ani dzieci. Ludzi przecinano piłami, rozrywano końmi, wyłupywano im oczy, palono żywcem. Dzieci powbijano na sztachety, kobietom w ciąży rozcinano brzuchy.
O tej tragedii – jej przyczynach i skutkach – nigdy nie wolno zapomnieć. Ku przestrodze.

URSZULA GIŻYŃSKA

avatar

Redaktor Naczelny Gazety Częstochowskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code