WIERSZE. ANNA PURSKA


 

                               ***

Wschodzi wczesne słońce.

Zapowiada się wielki rozpalony dzień.

 

                              ***

Uśpione narkozą upału wybrzeża dalekich mórz.

 

Seledyn, szmaragd, malachit,

szafir, lazur i błękit Morza Egejskiego.

 

Czasem na przestrzeni kilometrów – trzy, cztery parasole

ze stromym daszkiem z trzciny.

 

Nie wolno iść zbyt szybko,

ale nieugięcie równym krokiem.

 

                               ***

Świat pogrążony w drzemce lata.

Wiew bryzy omiata stojących aż tam na dalekim moście.

Wygrzewają się na kamieniach jaszczurki.

 

Lśni w słońcu jęzor wodospadu

i huczy jak otchłań.

Przewalają się tony wody.

W dole, w czystym jak kryształ jeziorze,

pływają ludzie.

 

Niektórzy podpływają tak blisko,

tu, gdzie kłębi się piana.

Igrają z nim.

 

Świat pogrążony w drzemce lata.

 

                              ***

Obiad na wolnym powietrzu

w środku gorącego włoskiego lata.

 

W drugim daniu mieniąca się metalicznym połyskiem

piękna zielona mucha.

 

                              Leżak

 

Lato w okowach snu. Syte, leniwe lato.

Obok nas na tarasie, o czym jeszcze nie wiemy,

trwa pod liśćmi dzikiego wina skorpion.

 

                               ***

Całe w kąpieli słońca

małe podwórka Starego Miasta.

I głębokie strefy cienia tuż obok.

 

                              ***

Przybyliśmy tak późno, a odjechać trzeba było zbyt wcześnie.

Nie mogłam spać.

Słuchałam jak dźwięczał, dudnił, dygotał,

grał wszystkimi płytkami metalu i szkła,

ożywiony międzynarodowym towarzystwem,

pękający w szwach.

 

Był jak człowiek szczękający z zimna.

W wielkiej próżni świata

miotany ciepłym wiatrem hotel w Montpellier.

 

                               ***

Noc.

Śpiewa cykada.

Gekony na ściankach loggii.

Plusk wody,

ktoś jeszcze pływa w basenie.

Leżymy na wznak na leżakach.

Niebo nabite gwiazdami.

Migoce światełko samolotu.

Pachnie gorące powietrze.

Mam poczucie

nieodwracalnego

przeznaczenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *