OSTRY DYŻUR. Rotmistrzu Pilecki! Na ratunek!


Dramat polskiego rolnictwa jest tożsamy z dramatem polskich rolników. Dokładnie, na co dzień, widać jak bardzo brakuje – w polskim życiu publicznym – wiarygodnego i skutecznego stanowiska naszych rolników.

 

„Solidarność Rolników Indywidualnych RI” – mimo patriotycznych i merytorycznych racji – nie znajduje sposobu, by je opowiedzieć: nonkonformistycznym i zarazem skutecznym językiem.
Na placu boju tryumfują zatem biurokratyczno-konformistyczne postawy, które – stosowane w rozmaitych odmianach – topią polskie rolnictwo i polskich rolników. Dla przykładu: antypisowskie, a tak naprawdę – antyrolnicze rejterady, blokady – aranżowane przez „ludowego herosa” Michała Kołodziejczaka – gdzież go w konsekwencji zaprowadziły? Prostym truchtem na listę poselską PO, tym samym do Sejmu i dodatkowo: na stanowisko wiceministra rolnictwa – w rządzie Donalda Tuska.
Dlaczego tak się stało? Bo za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości wolno było strajkować i blokować drogi, a rolnicy z fantazją – z tego korzystali. Dzisiaj, za rządów PO i PSL strajkować i blokować dróg – polskim rolnikom – nie wolno. Zatem skala rolniczych protestów jest znikoma i antyskuteczna.
Jakie można rozpoznać i wskazać strukturalno-systemowe przyczyny takiej sytuacji? Jedną z nich jest zapewne ważna rola, jaką pełnią dzisiaj w szeregach PSL – członkowie dawnego Związku Młodzieży Wiejskiej (ZMW) – dowodzonego niegdyś przez Waldemara Świrgonia – członka Biura Politycznego i sekretarza KC PZPR. To jedno ze źródeł adaptacyjnego mistrzostwa, jakim wykazali się działacze Polskiego Stronnictwa Ludowego, którzy przecież posiedli większe spadkowe beneficjum po swoim ZSL, niż ich wielokrotni, rządowi partnerzy – spadkobiercy PZPR.
Nie wolno również zapominać o istotnych wpływach, jakie posiadają politycy PSL w strukturach władz: Izb Rolniczych i Ochotniczych Straży Pożarnych.
To wszystko współtworzy, w znaczącej mierze, klimat społeczny na polskiej wsi, ale przecież nie tylko. Ta zaraźliwa szkoła konformizmu, oportunizmu i naśladowczej mimikry – stanowi pokusę dla całego społeczeństwa. Dlatego w ten stan rzeczy należy uderzyć z najwyższego pułapu i największą mocą zbawczego przykładu – postacią narodowego bohatera. Takim bohaterem jest – i z roku na rok jego ranga i rola potężnieje – Rotmistrz Witold Pilecki: wzór polskiego ziemianina.

Posłuchajmy fragmentu książki Ewy Polak-Pałkiewicz „Powrót pańskiej Polski”, poświęcony Rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu, w zakresie interesującego nas tutaj tematu.

W 1926 roku (Rotmistrz Pilecki – przyp. mój Sz. G.) przejął zarządzanie Sukurczami (pod Lidą – przyp. Mój Sz. G.), majątkiem matki, Ludwiki z Osiecimskich. Majątek był w ruinie; Witold odbudował go i starał się wszelkimi sposobami  unowocześnić, nastawiając na produkcję nasion koniczyny i hodowlę bydła.
Miał 30 lat, gdy ożenił się z młodziutką nauczycielką, Marią Ostrowską.
W Sukurczach nie tylko gospodarował – był społecznikiem, jak prawie wszyscy ziemianie. Przyjął funkcje społeczne: naczelnika Ochotniczej Straży Pożarnej i prezesa wzorowo pracującej mleczarni, którą założył wraz z okolicznymi rolnikami – co było na owe czasy i na tamtych terenach zupełnym nowatorstwem. Z grupą gospodarzy założył kółko rolnicze. Brał udział w budowie kościoła parafialnego we wsi Krupa i ofiarował nowej świątyni dwa dzieła swojego pędzla (obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i św. Antoniego). Razem z żoną uczestniczył w katechizowaniu dzieci przy parafii. Przykładał się do budowy szkoły. Pisał wiersze. Prowadząc intensywne działania gospodarcze nie rozstawał się z wojskiem. Brał regularny udział w praktykach wojskowych, corocznie w ćwiczeniach rezerwy w 26. Pułku Ułanów, potem w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu.
Stary dwór w Sukurczach stał się prawdziwym domem wielopokoleniowej rodziny (oprócz najbliższych i matki zamieszkały tu także jego dwie siostry), otwartym i przyjaznym, tętniącym życiem towarzyskim (zjazdy rodzinne!). Ale jego gospodarz czuł przez skórę – jak wielu wrażliwych Polaków – że coś się zbliża. Że wielka tęsknota za spokojnym życiem rodzinnym w odzyskanej Ojczyźnie znów może stać się niespełnionym marzeniem. Że czasu jest coraz mniej”
.

My także, dzisiejsi Polacy, mamy coraz mniej czasu… Dlatego, żeby postawić na swoim – musimy postawić na swoje, na polskie tradycje ziemiańskie i z nich wyrosłe współczesne polskie ziemiaństwo.
Niechaj wzorem polskiego ziemianina na teraz i dla następnych pokoleń stanie się postać jednego z największych bohaterów narodowych – Rotmistrza Witolda Pileckiego. Właśnie: wzór polskiego ziemianina, a nie rolnika. Więc: nie rolnik, lecz ziemianin; nie właściciel przedsiębiorstwa rolnego, lecz właściciel majątku ziemskiego; prościej: właściciel ziemski.
Właściciel ziemski: polski patriota, rozsmakowany w ojczystej kulturze; bibliofil, kolekcjoner, myśliwy… Wiem, że nie stanie się to – za pomocą czarodziejskiej różdżki, ani tej, czy innej, okazjonalnej ustawy, chociaż: prawodawstwo – pojęte komplementarnie i kompleksowo – jako całość o randze ustrojowej zmiany – będzie tu nie tylko pomocne, ale wręcz koniecznie.

SZYMON GIŻYŃSKI

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *