“Trenerski dwugłos”: RKS Raków Częstochowa – MKS Korona Kielce


Oto co zakończeniu piątkowego (8 maja br.) spotkania 32 Kolejki o mistrzostwo PKO Bank Polski Ekstraklasy pomiędzy Rakowem Częstochowa a Koroną Kielce (2:0) mieli do przekazania trenerzy obydwu drużyn: Dawid Kroczek i Jacek Zieliński.

Dawid Kroczek (trener Rakowa Częstochowa): Zacznę od gratulacji dla drużyny i sztabu za wykonaną pracę i zwycięstwo. Chciałbym też docenić dzisiejszą sytuację, która miała miejsce, czyli powrót „Kocziego” (Władysław Kochergin – przyp. red.) na boisko. Czekał na to bardzo długo. Wiemy, jak istotnym jest zawodnikiem dla tego klubu i cieszymy się z jego powrotu, bo daje nam to bardzo dużo pod kątem planowania. Duże gratulacje dla niego i również dla sztabu medycznego za wykonaną pracę. Jeżeli chodzi o spotkanie, myślę, że pierwsza połowa była trochę „bez wyrazu” w naszych działaniach pod polem karnym. Mimo tego, że znaleźliśmy się tam więcej razy niż Korona (pod kątem między innymi kontaktów w „szesnastce”), to nie wykreowaliśmy żadnej „mocnej” sytuacji, żeby zdobyć bramkę – i to było trochę martwiące. Należy też docenić to, że jest to mecz na „zero z tyłu”, bo ostatni taki był 8 marca. Te działania w obronie dały nam dzisiaj dużo, bo wiemy, że Korona miała dwie bardzo groźne sytuacje: w pierwszej połowie po uderzeniu głową i w drugiej na 1:1. To pokazuje, jak istotne są działania w niskim bloku. Na to trzeba zwrócić uwagę.

Z plusów: druga połowa i wejście w nią – bardzo żywe, bardzo dynamiczne, strzelona bramka. Ważne jest to, że po golu nie cofnęliśmy się, nie oddaliśmy inicjatywy, tylko dalej staraliśmy się dążyć do pressingu, odbiorów, utrzymania przy futbolówce i wysokiej kultury gry. To przełamanie i taka trochę rehabilitacja za finał Pucharu Polski jest do docenienia. Zdajemy sobie jednak sprawę, że mecze, które są przed nami będą bardzo wymagające. Musimy być mocno zdyscyplinowani, jeśli chcemy myśleć o czymś więcej w tym sezonie.

Jacek Zieliński (trener Korony Kielce): Przegraliśmy dzisiaj bardzo ważny mecz. Spotkanie o wielkim ciężarze gatunkowym. Powiedziałem zawodnikom w szatni po meczu, że przegraliśmy ważną „bitwę”, ale „wojna” trwa dalej. Przed nami są teraz dwie kluczowe „bitwy”, dwa kluczowe spotkania i nad tym się musimy skupić. My tego wyniku nie zmienimy, tego wyniku nie cofniemy, natomiast musimy się jak najlepiej przygotować do najbliższego meczu piątkowego z Widzewem. Marzenia były inne, zamierzenia były inne. Po pierwszej połowie myślę, że były większe nadzieje na to, że to może się potoczy inaczej. Niestety pierwsza bramka nas trochę nakruszyła. Za chwilę „dostaliśmy” drugą i było już bardzo ciężko

Kulminacyjnym momentem był ustawiony rzut wolny dla Rakowa. W niegroźnej sytuacji, po wrzucie z autu, zrobiliśmy „głupi faul”. Z tego poszło dośrodkowanie i Fadiga kapitalną przewrotką strzelił bramkę. Rzeczywiście, sytuacja Antonina na 1:1 będzie się śnić po nocach. Ale my takie bramki „dostajemy”, natomiast ich nie strzelamy. Na gorąco nie będę snuł opowieści, co się stało w drugiej połowie, ale tej sytuacji bardzo szkoda, bo ona by wróciła nas do gry. Kto wie jakby wówczas to wyglądało

Dostaliśmy bardzo szybko bramkę w 49. minucie. Straciliśmy gola, który, co by nie mówić, zmienił obraz tej drugiej połowy. Za chwilę druga, bardzo szybko, i trudno się było podnieść po takich „ciosach”. Natomiast co się wydarzyło? Na pewno nikt nie „zakładał”, że coś takiego się stanie, że tak zaczniemy grać, że „staniemy” w pewnym momencie. Bo to było bardzo dziwne, ale się stało.

Presję, jeśli już, to założyliśmy sobie sami, także nie ma co na to narzekać. Po prostu trzeba z tym umieć żyć, umieć w tym wszystkim działać. Rzeczywiście ta presja będzie rosła z dnia na dzień. To trzeba wytrzymać, z tym człowiek musi sobie poradzić i musimy zrobić wszystko, żeby tak z zespołem popracować, aby tak było. Na pewno jest to wypadkowa wielu rzeczy: kwestia koncentracji, odpowiedzialności. Ale też trzeba przyznać, że uderzenie było przedniej marki. Można mówić o braku koncentracji, ale facet „wali przewrotką” i tracimy bramkę.

Nie, na pewno bezradność mi nie towarzyszy. Złość – tak. Wyrzuty do piłkarzy – absolutnie nie, bo niektórzy grali na miarę swoich możliwości. Niektórzy do tego nie „doskoczyli”, ale też nie można w ten sposób stanąć, że ja jestem „po drugiej stronie barykady” i punktuję piłkarzy, śląc pod ich adresem jakieś pretensje. W głównej mierze za to, co się wydarzyło, odpowiadam ja. Więc najpierw pretensje skieruję do siebie i ocenię siebie – co można było zrobić lepiej – a później będę dopiero oceniał piłkarzy.

 

Notował: Przemysław Pindor 

Foto: Przemysław Pindor 

 

 

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *