Klasę nauki gry na instrumencie smyczkowym – altówce – prowadzi magister Kalina Gołębiowska. Aktualnie pod jej opieką kształci się sześcioro uczniów. Pani Kalina jest częstochowianką i pochodzi z rodziny o tradycjach muzycznych. Jej tato po pięćdziesięciu latach pracy w Filharmonii Częstochowskiej w ubiegłym roku przeszedł na emeryturę, a starszy brat jest klarnecistą i na stałe mieszka w Wiedniu, gdzie aktywnie koncertuje. Pani Kalina od 25 lat gra w Orkiestrze Symfonicznej Filharmonii Częstochowskiej. Jest absolwentką Państwowej Szkoły Muzycznej im. M. Żebrowskiego w Częstochowie oraz Wydziału Instrumentalnego Akademii Muzycznej w Bydgoszczy w klasie altówki.

Na tincie obok zdjęcia, od prawej
Asia Klimas, uczennica II klasy, szkoły I stopnia
– Bardzo lubię grać, staram się dużo ćwiczyć w domu, bo przyszłość myślę związać z muzyką. Marzę o graniu w orkiestrze. Pani Kalina bardzo mnie wspiera i wiele mnie nauczyła, lekcje z nią zawsze są wesołe, ale także jest wymagająca. Bardzo lubię tę szkołę, dobrze się tu czuję i dobrze mi się tu uczy.
Kornelia Korpol, uczennica III klasy II stopnia
– Moja rodzina jest związana z muzyką, co zachęciło mnie do nauki. Zaczęłam od skrzypiec, uczęszczałam do szkoły I stopnia w Myszkowie. Ale jeśli chodzi o skrzypce to jest bardzo duża konkurencja i żeby coś osiągnąć trzeba mieć ogromną pasję. Ja wolę grać dla siebie i myślę, że altówka bardziej do mnie pasuje. Ma ciepłe brzmienie, jest stonowana i łatwiejszy jest program i utwory.
W szkole najbardziej podobają mi się ludzie. Nauczyciele mają bardzo dobre podejście do nas, są wyrozumiali. Jesteśmy kameralną szkołą, są małe klasy, więc wszyscy są zgrani ze sobą. Panuje tu rodzinna atmosfera, możemy na sobie polegać, a problemy szybko rozwiązujemy.
Pani Kalina uczy mnie od pierwszej klasy liceum. Bardzo dobrze idzie nam wspólna praca. Zawsze mnie wspiera, co było ważne na początku, gdy miałam trudności z kluczem altowym. Zachęca do pracy. Muzyka sprawia mi przyjemność i rozwija, ale w przyszłości chyba wybiorę inną drogę.
UG
Kiedy zaczęła się Pani współpraca ze Szkołą?
– To już dziewiąty rok, a propozycja pracy przyszła znienacka. Mój kolega muzyk i nauczyciel oboju w tej szkole poinformował mnie, że będzie tworzona klasa altówki. Złożyłam CV, byłam na rozmowie rekrutacyjnej i zostałam zatrudniona. To było wyzwanie dla wszystkich, bo nie jest to takie oczywiste, żeby w pierwszym stopniu edukacji powstała klasa altówki.
Na początku miałam tylko dwóch uczniów w I stopniu. Aktualnie uczę sześcioro w I i II stopniu, w tym przyszłoroczną maturzystkę. Zajęcia prowadzę systemem zindywidualizowanym, bo każdy uczeń jest inny i na różnych poziomach umiejętności.
Jest Pani od 25 lat profesjonalnym muzykiem, co zatem zdecydowało o podjęciu pracy w szkole?
– Powiem szczerze, że nigdy nie przypuszczałam, że będę uczyć. To nie było w planach. Okazuje się jednak, że warto słuchać porad rodziców. Zachęcili mnie do podjęcia nauki na dwuletnim studium pedagogicznym, które prowadziła Akademia Muzyczna w Bydgoszczy. W programie były przedmioty typu: psychologia, pedagogika, metodyka nauczania. Po 15 latach grania w Filharmonii Częstochowskiej, zdobyte wykształcenie się przydało.
Wspomniała Pani, że nie jest oczywiste, aby nauka gry altówce była w pierwszym stopniu edukacji. Z czego to wynika?
– Dawniej gry na altówce uczyli nauczyciele skrzypiec. Odkąd zmieniły się przepisy może to robić tylko absolwent akademii muzycznej wydziału instrumentalnego na kierunku altówka. Edukacja jednak zaczyna się od poznania podstaw klucza wiolinowego, czyli skrzypcowego, potem przechodzi się na altowy. I tym systemem, który również zaliczyłam (najpierw przez sześć lat grałam na skrzypcach, później liceum na altówce) uczę swoich wychowanków: pierwsze klasy 1-3 to nauka gry na skrzypach w kluczu wiolinowym, potem jest altówka. Oswajanie się z czytaniem w kluczu altowym zachodzi łagodnie, trwa około dwóch tygodni. Zdarzają się oczywiście wyjątki. Jedna z moich uczennic, która przyszła do nas do czwartej klasy szkoły podstawowej, nie miała wcześniej styczności z nauką gry na skrzypcach, ale zaczęliśmy naukę od altówki i radzi sobie doskonale. W piątej klasie nasi uczniowie dodatkowo zaczynają naukę gry na fortepianie, poznając klucz basowy. To etap obowiązkowy dla wszystkich klas, poza klasą fortepianu. Chodzi o zdobycie umiejętności czytania nut i grania dwiema rękoma, co buduje ogólną harmonię, a to może się przydać, bo nigdy nie wiadomo jak się potoczą losy ucznia. Może iść na wydział wokalny, aktorski czy dyrygenturę.
Proszę przybliżyć, jakie znaczenie ma dla Pani praca pedagogiczna, co wniosła do Pani życia artystycznego?
– To bardzo satysfakcjonujące zajęcie. Kontakt z uczniem, z młodym człowiekiem, daje wiele ważnych spostrzeżeń, dużo można się nauczyć. Myślę, że dla nas, muzyków, jest o tyle przyjemniejsze, że prowadzimy indywidualny to nauki i możemy godzinę lekcyjną w 100-procentach poświęcić uczniowi, zbudować serdeczne relacje. Dzieci w klasach 1-3 mają 30-minutowe lekcje trzy razy w tygodniu, starsi 2 razy po 45 minut. Uczniowie się otwierają, zwierzają, a ja muszę dać im przestrzeń do rozwoju, bycia swobodnym. To przekłada się na wyniki i sprzyja szczerości, dużo wiemy o uczniach, o ich sytuacjach rodzinnych i szkolnych. Jest dla mnie budujące, że mają zaufanie i szukają wsparcia, że lekcja to nie tylko ćwiczenie utworu. Gotowe, dziękuję i do widzenia. To także chwila prywatności, dzielenia się wrażeniami, przeżyciami. To my, nauczyciele instrumentu głównego, obok wychowawcy, otaczamy uczniów specjalną opieką.
Praca pedagogiczna uczy mnie zrozumienia ucznia. Muszę swój przekaz dopasować do jego poziomu, przełożyć na jego język, tak zaprezentować temat czy rozwiązać problem techniczny, aby było to dla niego jasne. Często wykorzystuję tu moje doświadczenie filharmoniczne. Uświadamiam sobie, kiedyś było inaczej. Wstydziłam się, a nawet bałam się zapytać o dodatkowe wyjaśnienia, bo nie wypada. Dzisiaj uczniowie wprost mówią o swoich potrzebach. Choć są rzeczy, które mi się nie podobają, jak na przykład spoglądanie na zegarek, nawet kilka razy podczas lekcji. Odbieram to jako nieeleganckie, niegrzeczne. A niektórzy nawet pytają kiedy koniec lekcji, ale to młodsi, więc można im wybaczyć. (śmiech)
Proszę przybliżyć ciekawostki na temat altówki i jej roli w muzyce, orkiestrze.
– Altówka na pierwszy rzut oka wygląda jak skrzypce, ale jest nieco większa i pełni inną rolę w orkiestrze. Ma niższe struny i niższą skalę, stąd brzmienie jest cieplejsze, łagodniejsze dla ucha. W graniu daje więcej przyjemności, wyciszenia, spokoju. Technika gry jest podobna do skrzypiec. Rola altówki w orkiestrze jest dosyć istotna, ponieważ wypełnienia harmoniczne brzmienie orkiestry – pomiędzy niskimi tonami wiolonczeli i kontrabasu a wysokimi skrzypiec. Może być instrumentem solowym, choć repertuar altówkowy nie jest tak bogaty jak skrzypcowy. Dlatego w nauczaniu, szczególnie z najmłodszych, korzystam z materiałów skrzypcowych. Potem te utwory są transponowane do klucza altowego.
Długo byłam przekonana, że altówka pochodzi od viola d’amora, czyli violi miłosnej, lub viola leganta, ale tamte instrumenty trzymało się na kolanach i miały bardzo dużo strun. Żyłam w przekonaniu, że ten instrument na przestrzeni wieków przewędrował na ramię, tak jak skrzypce, ale okazuje się, że nie. Historia altówki sięga XVI wieku, powstała we Włoszech, jako rozwinięcie innych instrumentów smyczkowych. Przez lata jej kształt i rozmiar były dostosowane przez różnych lutników, w tym słynnego Andrea Amatiego. XVIII wieku altówka była często zapomniana, ale w XX zyskała na popularności. Kompozytorzy zaczęli pisać utwory solowe na altówkę, a instrument upowszechnili: William Primrose, Lionel Tertis i Kim Kashkashian.
Nauka na altówce wymaga zatem dużych umiejętności technicznych?
– Z pewnością edukacja przebiega sprawniej, gdy uczeń ma dobrze opanowane podstawy, potrafi czytać w kluczu wiolinowym, wykonywać różnorodną artykulację. Uczniowie czasem narzekają, że bolą ich ręce. Rzeczywiście instrument jest cięższy, struny są grubsze i twardsze niż skrzypcowe, więc ręce mogą boleć, ale bolą jak nie ma ćwiczeń.
Jak się gra w Filharmonii Częstochowskiej? To już lat 25 lat, jubileusz?
– Bardzo dobrze pracuje mi się w Filharmonii, zaczęłam grać podczas studiów. Zawsze chwalę nasze miasto, wiem że będę w mniejszości ludzi w moim wieku, bo różne głosy słyszę, ale mamy filharmonię, kina, teatr, muzea, galerie, festiwale, odbywa się mnóstwo wydarzeń artystycznych.
Czy Pani uczniowie myślą o karierze muzycznej?
– Przyszłoroczna maturzystka ma talent, ale jak rozmawiałyśmy o przyszłości, to stwierdziła, że chce zostać stewardesą. Jak osiem lat temu zaczynałam pracę w szkole miałam dwóch uczniów. Chłopiec ostatecznie wybrał TZN, a dziewczynka poszła do Liceum Plastycznego i teraz studiuje w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.
Ale ważne jest kształcenie muzyczne. Każdy wysiłek intelektualny, czytanie książek czy rozwiązywanie krzyżówek sprzyja rozwojowi, ale nauka gry na instrumencie ma bardzo duży wpływ na pobudzenie pamięci, a to za sprawą tworzenia nowych połączeń neuronowych w mózgu poprawia kojarzenie, skupienie, uczy wrażliwości. Umiejętność grania i czytania nut przydaje się w życiu. Miło jest zrobić niespodziankę rodzinie, zagrać kolędy, czy coś z klasyki na przyjęciu. Naukę najlepiej rozpocząć jak najwcześniej, w szóstym czy siódmym roku życia. Ale na to nigdy nie jest za późno, są osoby, które w bardzo późnym wieku podejmują edukację, traktując to jako hobby
Porozmawiajmy jeszcze o szkole, zapewne jest wyjątkowa…
– W tej szkole czuję się bardzo dobrze, zarówno ze względu na uzdolnioną, o wysokiej kulturze młodzież, ale także na świetne grono pedagogiczne. Placówka ma charakter kameralny, co daje komfort nauki uczniom i nauczycielom. Zyskuje popularność, co widać po rosnącej liczbie wychowanków, w tym roku maturę zdaje szesnaście osób, a na początku było to trzech czy czterech uczniów. Dyrekcja dba o dzieci. Mają one do dyspozycji instrumenty, w holu stoi pianino do swobodnego grania. Edukacja ma też różnorodny wymiar. To częste koncertowanie, konkursy, wyjazdy, występy na Jasnej Górze, w szkołach i przedszkolach. Dzieci uczą się też pokonywania tremy, sprawdzają własne umiejętności. Wydarzeniem – już za miesiąc – będzie koncert dyplomantów w Filharmonii Częstochowskiej. Wyselekcjonowani drogą konkursu i przesłuchań maturzyści wystąpią jako soliści z towarzyszeniem profesjonalnej Orkiestry Symfonicznej. To bardzo duże przeżycie artystyczne i wyróżnienie dla uczniów.
Czy Pani uczniowie próbują udziału w konkursach?
– W tym roku pierwszy raz moje dwie uczennice przystąpiły do międzyszkolnego konkursu skrzypcowego w Myszkowie. Jedna z drugiej klasy zdobyła drugie miejsce, a wyróżnienie otrzymała uczęszczająca od kilku miesięcy do czwartej klasy.
Nasza szkoła organizowała ogólnopolski konkurs skrzypcowy, covid to uciął, ale są plany, by do niego powrócić.
Jakby Pani zachęciła do podjęcia nauki we Jasnogórskiej Szkole Muzycznej?
– Nauka gry na instrumencie to nie jest czarna magia i droga przez mękę. To przyjemność i warto podjąć to wyzwanie. Szkoła jest otwarta, przyjazna i zawsze nastawiona na ucznia i rodzica. Praca na początku w klasach 1-3 jest w dużym stopniu formą zabawy. Jak są efekty, to jest satysfakcja ucznia i zadowolenie rodzica, ale trzeba być przygotowanym na wysiłek. Rolą nauczyciela jest, aby mobilizował wychowanka także do pracy w domu, ale ważne jest współuczestnictwo rodzica. Nie wystarczy powiedź: idź i ćwicz. Warto na przykład raz w tygodniu przyjść na zajęcia i posłuchać, jak dziecko gra, jaki następuje progres.
Nauka gry na instrumencie ma wiele wspólnego ze sportem. Potrzebna jest kondycja, bo instrument jest dość ciężki i jego utrzymanie wymaga wysiłku. Niezbędne są systematyczne ćwiczenia. Do uczniów trzeba podchodzić z oddaniem. Pochwalić, czasem być zdecydowanym, pokazywać przykłady. Mówię im: mamy wejść na 100. piętro i jak codziennie zrobisz pół piętra, to tam dojdziemy, ale jeżeli stwierdzisz w piątek, że w poniedziałek masz tam być na górze, to jest to nierealne. Wytrwałość, cierpliwość i systematyczność. I mamy postęp.
Dziękuję bardzo za rozmowę
URSZULA GIŻYŃSKA
Asia Klimas, uczennica II klasy, szkoły I stopnia
– Bardzo lubię grać, staram się dużo ćwiczyć w domu, bo przyszłość myślę związać z muzyką. Marzę o graniu w orkiestrze. Pani Kalina bardzo mnie wspiera i wiele mnie nauczyła, lekcje z nią zawsze są wesołe, ale także jest wymagająca. Bardzo lubię tę szkołę, dobrze się tu czuję i dobrze mi się tu uczy.
Kornelia Korpol, uczennica III klasy II stopnia
– Moja rodzina jest związana z muzyką, co zachęciło mnie do nauki. Zaczęłam od skrzypiec, uczęszczałam do szkoły I stopnia w Myszkowie. Ale jeśli chodzi o skrzypce to jest bardzo duża konkurencja i żeby coś osiągnąć trzeba mieć ogromną pasję. Ja wolę grać dla siebie i myślę, że altówka bardziej do mnie pasuje. Ma ciepłe brzmienie, jest stonowana i łatwiejszy jest program i utwory.
W szkole najbardziej podobają mi się ludzie. Nauczyciele mają bardzo dobre podejście do nas, są wyrozumiali. Jesteśmy kameralną szkołą, są małe klasy, więc wszyscy są zgrani ze sobą. Panuje tu rodzinna atmosfera, możemy na sobie polegać, a problemy szybko rozwiązujemy.
Pani Kalina uczy mnie od pierwszej klasy liceum. Bardzo dobrze idzie nam wspólna praca. Zawsze mnie wspiera, co było ważne na początku, gdy miałam trudności z kluczem altowym. Zachęca do pracy. Muzyka sprawia mi przyjemność i rozwija, ale w przyszłości chyba wybiorę inną drogę.
UG
