LUTY W FILHARMONII CZĘSTOCHOWSKIEJ. Tango, Bond, Chopin…


Tajemnicza wyliczanka nie zmierza do żadnego konkretnego celu. Skrywa tematy lutowych propozycji Filharmonii Częstochowskiej.

 

Tango kameralnie

W gmachu przy ul. Wilsona klasyczne propozycje kameralne nie pojawiają się aż tak często. Jednakże dyrektor Adam Klocek przynajmniej raz w sezonie przygotowuje dla melomanów niespodziankę w takiej odsłonie, zazwyczaj w wykonaniu muzyków częstochowskiej Orkiestry, tym razem w międzynarodowej.

Kolektyw instrumentalno-taneczny Tango Virtuosi zabrał słuchaczy w pełną namiętności podróż śladami tanga. Prowadząca wieczór Paulina Kula, określiła gatunek jako „smutną myśl, którą się tańczy”. I rzeczywiście, jak to w miłości pełnej pasji pewna nuta goryczy również była wyczuwalna. Jednak to niejedyne oblicze tanga i muzycy przeprowadzili słuchaczy przez pełną paletę barw, którą ma do zaoferowania.

Rozpoczęli swoistym entrée w postaci solowych wejść poszczególnych instrumentalistów: Michala Červienki na akordeonie, gitarzystki Miriam Rodriguez-Brüllovej, na skrzypcach Sándora Jávorkaia oraz kontrabasisty Roman Patkoló. By zabrzmieć w pełni mocy tego nieoczywistego kwartetu w precyzyjnie skonstruowanym repertuarze w kompozycjach z całego świata stanowiących przekrój gatunkowy, od dzieł pochodzących z ojczyzny tanga Argentyny po rodzime dla siebie „Slovenske tango” Igora Bázlika i Jána Štrassera. Wśród wielu innych znalazły się takie klasyczne utwory, jak „La cumparsita” Gerardo Matosa Rodrígueza, „Por una cabeza” Carlosa Gardela i Alfredo Le Pera, „Adios muchachos” Julio Césara Sandersa i César Felipe Vedani czy „Mano a mano” José Razzano, Carlos Gardela i Celidonio Floresa.

W drugiej części przeważały bardziej energetyczne tanga milonga oraz dzieła Astora Piazzolli z genialnym Koncertem podwójnym na gitarę i akordeon w aranżacji Ala di Meloa.

Na słowa uznania zasługuje zespół. Właściwie cały skład zaprezentował się z bardzo dobrej wirtuozersko strony, z delikatnym osobistym wskazaniem na gitarzystkę i kontrabasistę jako tych, którzy wyróżnili się najbardziej. Miriam Rodriguez-Brüllovą z delikatnymi acz wyrazistymi pasażami i energetycznego Romana Patkoló potrafiącego swą grą przykuć uwagę na dłużej.

Całość uzupełniły popisy taneczne pary Karol Brüll i Viktoria Bolender. Było to kilka wejść na wysokim poziomie wykonawczym i w przemyślany – ale nieprzekombinowany – sposób wyreżyserowanych na scenie. Stanowiły wyśmienite uzupełnienie instrumentalnej uczty i pozwoliły zanurzyć się w tej niezwykle ekspresyjnej opowieści.

 

Wszystkie oblicza Jamesa Bonda

Agent 007 w służbie Jej Królewskiej Mości na przestrzeni dekad i kolejnych odtwórców roli rozkochał w sobie niejedną niewiastę. I choć cykl filmów o Jamesie Bondzie z pewnością nie jest przykładem kina romantycznego, z pewnością przewodnie utwory muzyczne poszczególnych odsłon stanowią zbiór intrygujący i mogący stanowić przyjemny sposób spędzenia przedwalentynkowego wieczoru.

Tym tropem idąc 13 lutego w Filharmonii Częstochowskie przygotowano propozycję składającą się z takich właśnie piosenek wykonanych przez utalentowaną wokalistkę jazzową Martę Król z Bytomia, a zaaranżowanych na orkiestrę smyczkową i kwartet jazzowy. Zabrzmiały melodie od motywu wiodącego serii skomponowanego przez Montyego Normana, a ukształtowanego ostatecznie brzmieniowo przez Johna Barryego na potrzeby „Doktora No” z 1962 roku, aż po „No time to die” oryginalnie wykonany przez Billie Eilish, za który przyznano wszelkie najważniejsze nagrody fonograficzne od Grammy po Oscara.

Świetnie słuchało się niezapomnianego „Golden Eye” wielkiej Tiny Turner czy utworów jedynej wokalistki, która zaśpiewała dla miłośnika martini wstrząśniętego niezmieszanego aż trzy razy, czyli legendarnej Shirley Basset, w „Goldfinger”, „Diamonds are forever” oraz „Moonraker”. Perełką aranżacji i wykonania był utwór „Die another day”, najbardziej elektroniczna piosenka w serii. W wersji zaprezentowanej w Częstochowie mógłby stanowić kluczowy dowód w sporze nad wyższością muzyki wykonywanej na żywo siłą rąk ludzkich i talentu nad komputerowymi modyfikacjami.

Niezawodna Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Częstochowskiej po raz kolejny brawurowo odnalazła się w bardziej rozrywkowym repertuarze, tym razem wspierana przez kwartet jazzowy składający się z muzyków o dużych umiejętnościach: Michała Jakubczaka (fortepian, instrumenty klawiszowe), Michała Kapczuka (kontrabas, gitara basowa), Przemysława Hanaja (gitara elektryczna i akustyczna) oraz Michała Dziewińskiego (perkusja).

Na osobne słowo uznania zasługuje wokalistka. Dzięki swojemu ciepłemu, głębokiemu głosowi potrafiła odnaleźć się w całej różnorodności tej brzmieniowej i stylowej mieszanki bez trudu. A unikając przesady w środkach wyrazu, raczej subtelnie dawkując ekspresję, stworzyła kreacje autentyczne, niekłócące się z oryginalnymi wykonaniami, ale naznaczone własnym śladem artystycznym.

 

David Khrikuli – zapowiedź koncertu

Z kolei 27 lutego szykuje się w częstochowskiej świątyni muzyki prawdziwa uczta dla miłośników bardziej klasycznej literatury muzycznej. Na scenie w II Koncercie fortepianowym f-moll op. 21 Fryderyka Chopina z towarzyszeniem Orkiestry Filharmonii zaprezentuje się David Khrikuli. Gruziński pianista jest finalistą XIX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. F. Chopina w Warszawie, który zaskarbił sobie przychylność słuchaczy grą subtelną i pełną wrażliwości.

Twórczości polskiego kompozytora nie trzeba przedstawiać, zwłaszcza tym, którzy śledzili zeszłoroczne zmagania w Filharmonii Narodowej, ani zachęcać do wysłuchania jej w interpretacji artysty uznawanego za jednego z najbardziej intrygujących w swoim pokoleniu.

Pragnę natomiast zwrócić uwagę na drugą część programu, a mianowicie II Symfonię Es-dur op. 38 czeskiego twórcy z drugiej połowy XIX wieku Zdenka Fibicha, zaliczanego do grona rodzimej szkoły narodowej. Jego utwory w Polsce nie są tak powszechnie znane, stanowią pewną niewiadomą również i dla niżej podpisanego.

Kompozycja składa się z czterech części: I Allegro moderato, II Adagio, III Scherzo. Presto, IV Finale. Allegro energico. Jest to jedna z trzech symfonii Czecha, w swoim kraju najbardziej rozpoznawanego z twórczości operowej. W dorobku posiadał również między innymi muzykę kameralną, poematy symfoniczne, muzykę sakralną i utwory literacko-muzyczne (melodramaty). Zajmował się także pisarstwem i malarstwem.

Symfonia Fibicha z jednej strony daje sposobność zaspokojenia głodu zaznajomienia się z czymś nowym, świeżym z repertuaru muzyki klasycznej, dodatkowo pod batutą maestro Marka Štileca zza naszej południowej umożliwi kontakt z tym repertuarem za pośrednictwem, jak można zakładać, prawdziwego specjalisty w jego wykonawstwie. 41-letni przedstawiciel jeszcze młodego pokolenia dyrygentury jest znany z interpretacji czeskiej twórczości XIX wieku oraz tamtejszej muzyki współczesnej. Lekcje pobierał u takich mistrzów jak na przykład Miachael Tilson Thomas. Od 2020 roku jest głównym dyrygentem Czeskiego Chóru Chłopięcego Boni Pueri.

Z drugiej takie zestawienie romantycznej spuścizny obu narodów samo w sobie jest intrygujące i wróży bogate doświadczenie poznawczo-porównawcze.

 

Do posłuchania w domu

Z wydarzeń na rynku fonograficznym warto odnotować z lokalnego punktu widzenia jedną premierę. Otóż nakładem wydawnictwa Naxos w ostatnich dniach ukazał się album, na którym Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Częstochowskiej pod batutą dyrektora Adama Klocka wykonuje utwory Astora Piazzolli: Koncert na bandoneon „Aconcagua”, „Trzy tanga” i „Oblivion”. Solistą jest Klaudiusz Baran.

 

ŁUKASZ GIŻYŃSKI

 

+ foto 1: Artyści skupieni wokół projektu Tango Virtuosi na scenie Filharmonii Częstochowskiej

 

+ foto 2: Wokalistka Marta Król znakomicie odnalazła się w różnorodnej stylistyce bondowskich przebojów

 

Autor: Agnieszka Małasiewicz, Filharmonia Częstochowska

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *