O sztuce „Medea”, której premiera nastąpi w sobotę (28 marca) o godzinie 19:00 w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, rozmawiamy z Hanną Novak. Aktorka w spektaklu gra tytułową rolę.

Gra Pani główną rolę w przedstawieniu pn. „Medea”, jako gość częstochowskiego Teatru. Proszę powiedzieć, jak Pani trafiła na deski tejże instytucji?
– W tym spektaklu potrzebny był angaż aktorki niepolskojęzycznej, a konkretnie Ukrainki. Okazało się, że jestem odpowiednia do tej roli. W samej Częstochowie ciężko było znaleźć aktorkę, która zagrałaby tytułową postać.
Tak czy inaczej musiała Pani wygrać casting do tej roli…
– Tak. Podczas castingu spotkałam się z wieloma innymi koleżankami, które tak samo jak ja przyjechały do Polski po wybuchu wojny na Ukrainie. Wyglądało na to, że spośród wszystkich, ja byłam najbardziej podobna do wściekłej, okropnej Medei (śmiech – przyp. red.).
Dlaczego wściekłej i okropnej?
– Jest ona wściekła na męża, który złamał jej serce. Próbuje ona go „obudzić”. Nie udaje się jej to jednak. Podejmuje więc decyzje, które wydawać się mogą nie do zrozumienia.
Jeśli chodzi o sztukę, o czym ona mówi?
– W naszej interpretacji sztuka ta opowiada o historii na temat siły miłości – co ona potrafi zrobić z nami, zarówno pięknego, jak i okropnego. Z drugiej strony jest mowa o samotności na wielu płaszczyznach, m.in., personalnej, psychicznej czy też socjalnej.
Co do postaci Medei, wspomniała Pani o wściekłości o okropności. Czym ona jeszcze się cechuje?
– Przede wszystkim mocą, prawdą i siłą. Jest to na pewno pod pewnym względem kontrowersyjna postać. W każdym razie najlepiej będzie, kiedy ocenią ją widzowie (uśmiech – przyp. red.).
Jak to się stało, że została Pani aktorką? Marzyła Pani o tym od najmłodszych lat?
– Jako dziecko marzyłam o tym, aby zostać chirurgiem. Zostałam natomiast aktorką. Muszę przyznać, że są to zbliżone do siebie zawody. W jednym i drugim przypadku nawet na mikro poziomie trzeba rozumieć psychikę, ciało, samego siebie, czy daną sytuację. Potrzebna jest do tego duża dawka skupienia. Do ostatecznego wyboru doszłam w wieku 24 lat.
Skąd taka nagła zmiana decyzji?
– To nie do końca było nagle. Chyba już w wieku pięciu lat myślałam o zawodzie lekarza. Jednak później zaczynałam rozumieć, że praca chirurga to jest zbyt duża odpowiedzialność. Z kolei będąc aktorką zawsze mogę powiedzieć, że ja tylko przedstawiam interpretację, a za całość odpowiada zwłaszcza reżyser (uśmiech – przyp red.).
Na zakończenie naszej rozmowy bardzo proszę o zaproszenie miłośników teatru, mieszkańców Częstochowy i regionu na spektakl „Medea”.
– Bardzo zapraszam na premierę naszego spektaklu. Zapewniam, że będzie to dla Państwa wybuchowe, mocne, emocjonalne doświadczenie. Naprawdę warto przyjść!
Dziękuję bardzo za rozmowę.
– Dziękuję.
Rozmawiał: Norbert Giżyński
Foto.: Norbert Giżyński

1 komentarz
Kiczowaty i niewarty poświęconego czasu spektakl. Żałosne marnotrawienie środków oraz zasobów teatru.