Dzisiaj zapraszamy naszych Czytelników do klasy puzonu – instrumentu niezwykłego, który porywa swą wielowymiarowością. W Jasnogórskiej Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej prowadzi ją Sebastian Małolepszy, absolwent Akademii Muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie. Tajniki gry, pod opieką pedagoga zgłębia czworo uczniów.

Puzon – co to za instrument?
Puzon to blaszany instrument dęty, sięgający w swej rozpiętości trzech metrów i wielowymiarowy muzycznie.
– Kiedyś używano go jako wzmocnienia głosu chóru, bo, tak samo jak klarnet, to instrument naśladujący głos ludzki. Ewoluował, zmieniała się wielkość jego menzury, co wzmacniało brzmienie i artykulację – mówi Sebastian Małolepszy.
Co ciekawe, różnorako odbierali puzon wielcy muzycy. Richard Wagner miał go określać jako „instrument diabła”, zaś Beethoven – uznawał go za „głos Boga”. Skąd ta amplituda odczuć? – Faktycznie puzon trudno jednoznacznie sklasyfikować. Z jednej strony gra piękne, melodyjne i spokojne partie, i brzmi jak głos anioła, z drugiej – budzi swoisty niepokój, grozę, odczucie cierpienia, a nawet strachu. Ja jednak nazwałbym go heroicznym. Te wszystkie kryteria zapewne urzekły kompozytorów i dlatego puzon jest w stałym składzie orkiestry symfonicznej i posiada znaczące, własne partie solowe. Jest swoistym fundamentem dla zespołu – wyjaśnia nauczyciel.
Pokochać puzon
Sebastian Małolepszy z puzonem związany jest od piątej klasy szkoły podstawowej. – Do nauki zainspirowała mnie moja siostra, która jest klarnecistką. Kapelmistrz orkiestry przy Gminnym Ośrodku Kultury w Dąbrowie Zielonej Marek Limanowski, oboista Filharmonii Częstochowskiej, stwierdził, że jeżeli moja siostra umie grać, to ja też się nauczę. Więc poszedłem na przesłuchanie i choć do wyboru miałem trzy instrumenty, pan Marek zadecydował o puzonie. Do dzisiaj związany jestem z Młodzieżową Orkiestrą Dętą w Dąbrowie Zielonej, gdzie jestem instruktorem odpowiedzialnym za sekcję dętą, blaszaną (puzony, waltornie, eufonie i tuby). Potem dyrektor Szkoły Muzycznej im. Żebrowskiego w Częstochowie, żona pana Limanowskiego, zapewniła mi lekcje online z panem Łukaszem Gwoździem. Puzon bardzo mi się spodobał, pokochałem go. Rozpocząłem naukę w Szkole Muzycznej. Ukończyłem Akademię Muzyczną, pod kierunkiem trzech profesorów: Zdzisława Stolarczyka, Tomasza Stolarczyka i Andrzeja Tkaczyka. Zdobyłem też dyplom studium pedagogicznego. Dzisiaj uczę i stale koncertuję z różnymi orkiestrami, między innymi, w Teatrze Wielkim w Łodzi czy Filharmonii Częstochowskiej i Filharmonii Krakowskiej – opowiada.
Co w puzonie najbardziej urzeka?
– To, że jest to instrument wokalny. I najważniejsze jest tu śpiewanie, bo nie służy do dmuchania, jak niektórzy myślą. W nauczaniu wykorzystujemy etiudy dla uczniów wokalistyki, aby umiejętnie łączyć frazę muzyczną ze śpiewem. Dlatego też często z moimi uczniami śpiewamy na zajęciach, bo żeby zagrać ładnie partie trzeba umieć je wyśpiewać. Aby wydobyć piękną muzykę, stworzyć dźwięk przyjemny w słuchaniu, trzeba poruszyć cały instrument, grać całym sobą. Tego mnie uczono, zarówno w Częstochowie, jaki i w Krakowie, i to przekazuję moim podopiecznym – podkreśla.
Trochę z historii puzonu
– Jest ona bardzo ciekawa, a nawet skomplikowana. Jej początki plasują się na XV wiek – opowiada Sebastian Małolepszy.
Najpierw puzony współistniały z trąbkami, czyli prostą rurką, którą mogła zagrać trzy-cztery dźwięki. Różniły się rozmiarami, te największe miały po kilka metrów i z czystego pragmatyzmu – aby instrument zabezpieczyć przed złamaniem i móc swobodnie transportować – zaczęto zawijać je w literę „S” i nazwano „sackbutami”. Były różnej wielkości, co pozwalało na grę w różnych rejestrach: tenorowym, basowym i altowym (taka sama klasyfikacja pozostała dla puzonu).
– Dodanie suwaka umożliwiło zwiększenie skali poprzez płynne przechodzenie między dźwiękami. To – już puzon – wyróżniło wśród innych instrumentów. Stał się wszechstronnym, z wyjątkowym brzmieniem. W ciągu wieków przeszedł znaczącą ewolucję, stając się jednym z najważniejszych instrumentów w klasyce, jazzie i innych gatunkach. W Europie używany był głównie w muzyce kościelnej i dworskiej. W XVI i XVII wieku puzony stały się popularne w całej Europie, używane zarówno w orkiestrach, jak i w zespołach kameralnych. W okresie baroku zaczęły odgrywać coraz ważniejszą rolę w muzyce sakralnej i świeckiej. Kompozytorzy, tacy jak: Johann Sebastian Bach i Georg Friedrich Händel wyróżniali w swych kompozycjach rolę puzonu – opowiada muzyk.
W Polsce słynnym i wybitym puzonistą jest prof. Zdzisław Stolarczyk, który przez ponad 40 lat grał w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Polskiego Radia i wiele zrobił dla promocji i rozwoju tego instrumentu. A światowi, to przede wszystkim: Austriak Christian Lindberg oraz Joseph Alessi – Amerykanin włoskiego pochodzenia, jeden z najlepszych pedagogów i wykonawców. Dedykowane dla puzonistów utwory pisał, między innymi, Leopold Mozart, ojciec Wolfganga Amadeusa. – W baroku specjalizowano się w pisaniu sonat na puzon altowy, ale także w okresie romantyzmu i klasycyzmu, powstawały wybitne utwory, jak „Koncert Dawida”. W muzyce kierujemy się zasadą zamienności i puzoniści wykonują solowo także koncerty pisane na obój czy waltornię. Jedną z ciekawostek jest też, że zaczęli też grać opracowania skrzypcowe. Amerykanin Peter Steiner wziął sobie za cel, żeby rozsławić puzon i robi show, wykonując „Kaprysy” Paganiniego – relacjonuje Sebastian Małolepszy.
Nauczycielskie przesłanie
– Uczę czworo uczniów: jednego w czwartej klasie, dwóch w piątej i jednego w szóstej. Staram się pracować nad ich wszechstronnym, muzycznym rozwojem oraz popularyzowaniem puzonu. Praca z dziećmi wnosi także dla mnie, osobiście, wiele doświadczenia. Sprawia, że jeszcze lepiej poznaję instrument, jego możliwości, co oczywiście wdrażam w program edukacyjny. Niestety, jest sporo stereotypów. Zderzyłem się z przekonaniem, że kobiety nie grają na puzonie, co jest nieprawdą. Niedaleko sięgając, pierwszą puzonistką Filharmonii Częstochowskiej jest właśnie kobieta. Tu nie ma reguł, instrument nie jest określony płciowo i każdy może grać, a panie nierzadko robią to lepiej niż mężczyźni. Po prostu trzeba czuć instrument, w tym tkwi tajemnica sukcesu. Nieodzowna jest systematyczna praca. Osobiście nie wierzę tylko w talent. Wszystkiego da się nauczyć, a satysfakcjonujące efekty przychodzą wraz z poświęceniem i codziennym wysiłkiem. Moich wychowanków chcę nauczyć nie tylko gry, ale także wpoić im, że trzeba być za siebie odpowiedzialnym i pracowitym. Sukces zależy od godzin ćwiczeń. I, co ważne, muszą wiedzieć, że muzyk powinien zagrać każdy rodzaj muzyki, nie ważne gdzie siądą, czy w orkiestrze dętej, czy w filharmonii – mówi pedagog.

Każdy ma szansę nauczyć się grać na instrumencie
– Oczywiście, potrzebne są chęci, determinacja i praca. A z własnego doświadczenia wiem, że ćwiczenia uzależniają i wówczas, choć może początkowo mogą być odbierane jako kara, stają się przyjemnością. Jeżeli polubi się ten proces, to nagle okazuje się, że jest łatwiej – mówi S. Małolepszy.
Trzeba jednakowoż pamiętać, że gra na instrumencie to też publiczne występy, co wiąże się także ze stresem. – Swoich uczniów oczywiście przygotowuję psychicznie do publicznych prezentacji. Staram się wzmacniać ich poczucie wartości. Jeżeli będą sumiennie ćwiczyć, strach nie będzie taki dominujący. Zrealizują założenia, to wyjdą i zagrają. Paraliżujący lęk bierze się z oceny, krytyki, to trzeba pokonać. Oczywiście występ przed profesjonalistami, na przykład egzamin, może budzić nerwy. Osobiście – nawet do tej pory – także odczuwam stres, gdy gram przed swoim profesorem. To jest wpisany w zawód artysty i z tym trzeba umieć postępować – tłumaczy.
Walory szkoły
– Na uwagę zasługuje młoda, bardzo zaangażowana kadra, profesjonalna i doświadczona, albowiem są to praktykujący muzycy. Szkoła zapewnia uczniom wysoki komfort kształcenia i opieki, a nauczycielom daje poczucie realizowania misji i godności. Przychodząc tu do pracy, mimo mojego młodego wieku, a mam 23 lata, zostałem bardzo serdecznie przyjęty. Dyrekcja jest otwarta na ucznia, nie ma problemu ze zmianą instrumentu czy rozszerzeniem edukacji o kolejny. Ta dowolność, życzliwość nauczycieli oraz budowanie niemal rodzinnych relacji to wielkie atuty placówki. I co ważne, szkoła zapewnia bogate instrumentarium, z którego uczniowie korzystają. Organizuje także publiczne prezentacje i angażuje wychowanków w działania szkoły, co niewątpliwie uczy współodpowiedzialności – podkreśla Sebastian Małolepszy.
Artem, uczeń klasy czwartej
– Naukę w Jasnogórskiej Szkole rozpocząłem od tego roku szkolnego. Wybrałem puzon, bo spodobały mi się jego muzyczne możliwości, bardziej niż klarnetu. Chciałem grać na perkusji, może uda się to w przyszłości, bo szkoła daje takie możliwości. Bardzo dobrze się tu czuję, mam dobrych kolegów i wspaniałych nauczycieli.
Axel – uczeń klasy szóstej
– To dla mnie wymarzona szkoła. Mogę rozwijać swoje zainteresowania i umiejętności. Nauczyciele bardzo pomocni oraz opiekuńczy i wyrozumiali, a koleżanki i koledzy – mili. Taka atmosfera sprzyja dobremu samopoczuciu i nauce. Naprawdę to super szkoła.
URSZULA GIŻYŃSKA
