Rak jajnika – jest o co walczyć


Rozmowa z dr hab. n. med. prof. PUM Anitą Chudecką-Głaz, ginekologiem onkologiem, Lekarzem Kierującym Kliniką Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej Dorosłych i Dziewcząt Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 2 Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie

 

 

 

Co słychać w sprawie leczenia raka jajnika?

Na świecie dużo się dzieje, pojawiają się nowe wyniki badań związanych z inhibitorami PARP – nową, rewolucyjną grupą leków ukierunkowanych molekularnie. Wyniki tych badań są coraz bardziej obiecujące.

Czy przekładają się na postęp w leczeniu raka jajnika w Polsce?

Niestety, nie do końca. Od czasu wprowadzenia w 2016 roku jednego programu lekowego dla pacjentek z mutacją genów BRCA1/2 i nawrotem choroby – nic się nie zmieniło. Brakuje nam m.in. możliwości stosowania inhibitorów PARP w leczeniu nawrotów u wszystkich pacjentek z rakiem jajnika, niezależnie od ich statusu molekularnego. Szkoda, że do ważnych leków zarejestrowanych w Europie nasze pacjentki nie mają dostępu, bo nie ma refundacji.

Czym różni się sytuacja zdrowotna kobiet z mutacją genów BRCA od tych, które jej nie mają?

Pacjentki z mutacją genów BRCA1/2 są w lepszym położeniu, bo przy nawrotach choroby mają dostęp (refundację) do jedynego programu lekowego z inhibitorem PARP.

Z drugiej strony, nie mają dostępu do tej terapii w pierwszej linii leczenia, a więc zaraz po zakończeniu pierwszego rzutu chemioterapii – pomimo europejskiej rejestracji i doskonałych wyników badań pokazanych ostatnio na kongresie ESMO (Europejskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej). Pacjentki bez mutacji genów BRCA1/2 są w gorszej sytuacji, ponieważ w ogóle nie mają dostępu do refundacji inhibitorów PARP – ani w pierwszej linii leczenia, ani przy nawrotach choroby.

Jaka jest zależność między mutacją w genie BRCA a ryzykiem zachorowania na raka jajnika?

Pacjentki z mutacją w genie BRCA mają zdecydowanie większe ryzyko zachorowania na ten rodzaj nowotworu niż kobiety z populacji ogólnej, w której wynosi ono 1–1,5 procent. U kobiet z mutacją genu BRCA1 ryzyko to jest na poziomie 25–60 procent, a w przypadku kobiet
z mutacją BRCA2 11–27 procent.

Dlaczego kobiety bez mutacji BRCA1/2 nie mają dostępu do leczenia inhibitorami PARP?

Teoretycznie mają, bo niraparib jest lekiem zarejestrowanym w Europie i można indywidualnie wnioskować o RDTL (Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych) lub zapłacić z własnych środków. Miesięczny koszt leczenia wynosi jednak 20–30 tys. złotych. Nie spotkałam pacjentki, która mogłaby sobie pozwolić na tak drogą terapię. Dopóki nie będzie refundacji NFZ w ramach programu lekowego, dostępność ta będzie więc w praktyce zerowa.

Jakie są korzyści ze stosowania inhibitorów PARP?

Gdy w 2014 roku leki te wchodziły na światowy rynek, były przeznaczone głównie do leczenia nawrotów choroby nowotworowej. Kolejne wyniki badań wykazały jednak ogromne korzyści z ich wcześniejszego zastosowania – zaraz po pierwszej linii chemioterapii. Ostatnie międzynarodowe wyniki badania SOLO 1 udowadniają, że u pacjentek z mutacją BRCA, u których zastosowano  leczenie olaparibem czas wolny od choroby wynosił średnio 56 miesięcy i był o 42 miesiące dłuższy niż w grupie, która nie otrzymała takiego leczenia. Kobiety te mogły prowadzić normalny tryb życia, chodzić do pracy, wychowywać dzieci czy wnuki. Walczymy więc o wielkie rzeczy: o przedłużenie życia pacjentek, a w perspektywie może nawet o ich wyleczenie.

Czy ważny jest tu także aspekt ekonomiczny?

Jak najbardziej. Jeśli pacjentki stosują inhibitor PARP po pierwszej linii chemioterapii, leczenie trwa 2–3 lata. A jeżeli biorą go dopiero przy nawrocie choroby, może to trwać nawet 5 lat. Gdyby dostały inhibitor PARP tuż po pierwszej linii chemioterapii, ich leczenie byłoby znacznie tańsze.

Jaka jest dostępność inhibitorów PARP w innych krajach Europy?

W 26 krajach olaparib zarejestrowany jest dla pacjentek z mutacją genów BRCA w nawrocie, i Polska się do nich zalicza. Jeżeli chodzi o rejestrację  po pierwszej linii leczenia, taką rejestrację ma 19 krajów, my jej nie mamy.

Kolejny lek – niraparib – jest zarejestrowany dla pacjentek z mutacją BRCA i bez takiej mutacji w leczeniu nawrotów. Krajów z refundacją przy takim wskazaniu jest w Europie 13, Polski wśród nich nie ma – niraparib nie jest u nas refundowany. Walczymy więc o pierwszą linię dla olaparibu oraz o drugą linię dla niraparibu. Już niedługo spodziewamy się w Europie  rejestracji niraparibu w leczeniu po pierwszej linii, na podstawie wyników badania PRIMA. Kolejny punkt, o który będzie trzeba zadbać.  Kolejna szansa dla pacjentek.

Jak przedstawia się epidemiologia tego nowotworu?

Rocznie na świecie choruje ok. 295 tys. kobiet, a zgonów jest ok. 180 tys. (Globocan, 2018). W Polsce mieliśmy wtedy 3770 zachorowań i 2670 zgonów. Rak jajnika zajmuje 5. miejsce pod względem zachorowalności na nowotwory złośliwe u kobiet i stanowi ok. 4 procent wszystkich zachorowań na te nowotwory u kobiet. W Europie zajmujemy pod tym względem wysokie, 4–5 miejsce. Ponad 50 procent stanowią pacjentki w wieku pomenopauzalnym (średnio ok. 60–63 roku życia). Kobiety z mutacją genów BRCA1/2 chorują w młodszym wieku niż populacja ogólna.

Jakie są specyficzne i niespecyficzne objawy raka jajnika?

We wczesnym okresie rozwoju choroby objawy są niespecyficzne: dolegliwości ze strony układu pokarmowego i moczowego, wzdęcia, uczucie pełności po jedzeniu. Jeżeli, zwłaszcza w wieku pomenopauzalnym, utrzymują się przez pół roku i zdarzają się częściej niż kilkanaście razy w miesiącu, istnieje duże prawdopodobieństwo (50–60 procent), że mogą być spowodowane chorobą nowotworową jajnika.

Objawy specyficzne widoczne są dopiero w okresie zaawansowanego procesu nowotworowego. Najbardziej charakterystyczne jest wodobrzusze.

Jak rozpoznaje się raka jajnika?

Wstępnie na podstawie badań obrazowych: ultrasonografii oraz tomografii komputerowej. Badaniem uzupełniającym może być rezonans magnetyczny czy markery nowotworowe. Ostateczne rozpoznanie daje jednak dopiero badanie histopatologiczne.

Na ile rokowania zależą od zaawansowania choroby w momencie diagnozy?

70–75 procent pacjentek trafia do nas w zaawansowanym stadium choroby (III–IV stopień). Rokowania są wtedy bardzo poważne, a szanse na całkowite wyleczenie niewielkie. Natomiast wykrycie choroby w I czy II stopniu zaawansowania (zwykle ma ono charakter przypadkowy), daje większe szanse przeżycia.

W leczeniu optymalne efekty daje operacyjne usunięcie wszystkich widocznych okiem chirurga zmian nowotworowych, a następnie chemioterapia. Liczymy, że dzięki zastosowaniu inhibitorów PARP w leczeniu podtrzymującym po jej pierwszej linii znacząco poprawi się nie tylko czas przeżycia pacjentek, ale zwiększy się  także ich szansa  na całkowite wyleczenie.

 

Wywiad prasowy przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia w związku z XIX Ogólnopolską Konferencją „Polka w Europie”, październik 2020.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code