Augustyn Kordecki – obrońca Polski i Jasnej Góry


Wiele wybitnych postaci historycznych było mocno związanych z Częstochową. Na łamach naszego Magazynu Historycznego „Nad Wartą” niejednokrotnie przedstawialiśmy osoby zasłużone dla odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r., działaczy niepodległościowych oraz wojskowych, mających również swój życiowy epizod związany z Częstochową, m.in., Józefa Piłsudskiego, Mariana Żegotę-Januszajtisa i Gustawa Orlicz-Dreszera. W niniejszym artykule skupimy się na przedstawicielu polskiego Kościoła Katolickiego – Ojcu Augustynie Kordeckim, który zasłynął dzielną postawą i obroną Jasnej Góry przed szwedzkim najazdem w 1655 r. Osobę bohaterskiego Ojca przeora i Jego dokonania należy przypominać. Nieprzypadkowo jedna z ulic, nieopodal klasztoru jasnogórskiego, została nazwana jego imieniem. 27 grudnia br. mija 365. rocznica zakończenia oblężenia Jasnej Góry przez wojska szwedzkie, rozpoczętego 18 listopada 1655 r.

 

 

Lata młodzieńcze i w służbie u Pana Boga

Augustyn Kordecki przyszedł na świat 16 listopada 1603 r. w miejscowości Iwanowice (okolice Kalisza), jako syn Marcina (burmistrza miasta w latach 1615-1616) i Doroty. Co ciekawe, w tym samym dniu miał miejsce chrzest święty w miejscowym kościele parafialnym św. Katarzyny, gdzie nadano mu imię Klemens. Naukę rozpoczął w 1615 r., w swoim rodzinnym mieście, kończąc wpierw szkołę parafialną, a potem Gimnazjum św. Marii Magdaleny. Pochłonięty wychowaniem religijnym, swoją edukację postanowił kontynuować w wyższych szkołach katolickich; w latach 1624-1628, w kolegium jezuickim w Kaliszu, studiował filozofię, zaś w latach 1628-1633 – teologię w kolegium jezuickim w Poznaniu. 19 marca 1633 r. wstąpił do zakonu paulińskiego, odbierając habit z rąk prowincjonała o. Bartłomieja Bolesławskiego. Jednocześnie wówczas przyjął imię Augustyn, którym posługiwał się do końca życia.
Dzięki umiejętnościom zdobytym podczas edukacji w szkołach, znakomicie wykonywał swoją misję ojca paulina. Jego działalność i służba była doceniana przez polski Kościół Katolicki. Szybko przyjął święcenie subdiakonatu (1 kwietnia 1634 r.) oraz, dwa tygodnie później, diakonatu. 10 czerwca tego samego roku, prymas polski, arcybiskup Jan Wężyk, poświęcił go na kapłana.
Po święceniu kapłańskim, na polecenie władz kościelnych, zajął się pracą wychowawczą. Od grudnia 1635 r. był wykładowcą na Jasnej Górze. Dwukrotnie obejmował stanowisko zastępcy mistrza nowicjatu szkolącego przyszłych paulinów; w 1636 r., a także w październiku 1642 r. Na Jasnej Górze, w 1642 r., prowadził zajęcia z teologii moralnej. Teologię wykładał również we wsi Beszowa (województwo świętokrzyskie) po 2 marca 1645 r.
W czerwcu 1641 r. został przeorem klasztoru w Wielgomłynach (obecnie powiat radomszczański), tę funkcję pełnił do 27 grudnia 1641 r., następnie ponownie sprawował służbę na Jasnej Górze. W 1642 r. w czasie kapituły prowincjonalnej wziął udział jako dyskret konwentu jasnogórskiego. 11 lipca 1643 r., w związku z rezygnacją o. Tomasza Bieniaszewicza ze stanowiska przeora wieluńskiego, na jego następcę wyznaczono Augustyna Kordeckiego. Niemal rok później (w czerwcu 1644 r.) na kapitule prowincjonalnej Augustyna Kordeckiego wybrano drugim definitorem prowincji oraz nowym przeorem Jasnej Góry. Jednakże 2 marca 1645 r. zrezygnował z powierzonych mu funkcji. Powodem takiej decyzji był wyjazd do Beszowej, gdzie przejął obowiązki podprzeora miejscowego klasztoru. 1 października 1646 r. o. Mikołaj Staszewski z Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika (OSSPE), wobec otwarcia domu nowicjuszy przy kościele Św. Barbary (mieszczącym się w pobliżu Jasnej Góry), nadał Augustynowi Kordeckiemu funkcję przeora klasztoru w Oporowie.
Podczas zgromadzenia kapituły prowincjonalnej 25 sierpnia 1647 r. dokonano wyboru o. Augustyna na czwartego definitora prowincjonalnego, a także przeora klasztoru w Pińczowie. W czasie jego kadencji w tamtejszym kościele, pod wezwaniem Św. Jana, nastąpił pierwszy etap budowy organów. W tej świątyni udzielał również ślubów i chrztów. 10 maja 1650 r. znów mianowany został przeorem Jasnej Góry, a ponadto – pierwszym definitorem prowincji. 16 dni później udał się na prowincję węgierską.

W lipcu 1653 r. miały miejsce kolejne wybory kapituł prowincjonalnych, w wyniku których otrzymał stanowisko trzeciego definitora prowincjonalnego oraz, ponownie, przeora Jasnej Góry. Właśnie, podczas trzeciej kadencji, sprawowania funkcji jasnogórskiego przeora, o. Augustyn zmierzył się z najtrudniejszym zadaniem w swoim życiu. Na jego barkach bowiem, w czasie Potopu Szwedzkiego, spoczywała Obrona Jasnej Góry.

Obrona twierdzy Jasnogórskiej

Gdy 19 października 1655 r., po 24-dniowych działaniach obronnych po dowództwem Stefana Czarnieckiego, najeźdźcy z północy zdobyli Kraków, szwedzki król Karol X Gustaw był niemalże pewny tryumfu nad Polską. Wojska szwedzkie zamierzały iść za ciosem, by w całości zdobyć Rzeczpospolitą. W związku z tym, Karol Gustaw 1 listopada wydał rozkaz generałowi Burchardowi Müllerowi von der Lühnen ataku na klasztor jasnogórski.
Nim jednak nastąpił atak szwedzkich wojsk, Augustynowi Kordeckiemu udało się ocalić sporo cennych klasztornych przedmiotów. Najważniejszym z nich był Obraz Czarnej Madonny. Najpierw został on przewieziony do Lublińca, po czym znalazł się w klasztorze paulinów pod Głogówkiem. Na Jasnej Górze zachowano wyłącznie jego kopię.
Wieczorem 8 listopada pod mury klasztoru jasnogórskiego, w asyście oddziału kawalerii i 8 armat, przybył czeski hrabia Jan Wrzeszczowicz, który w czasie potopu opowiedział się po stronie króla Karola Gustawa. Ubiegł on w ten sposób manewr gen. Müllera, twierdząc prawdopodobnie, że, jako dawnemu dobrodziejowi klasztoru, jemu prędzej zostaną otworzone bramy niż innemu dowódcy wrogiej armii. Zapewne nie chciał dewastować Jasnej Góry, a jedynie zająć ją bez ostrzałów, czym mógł zyskać sporo w oczach swojego nowego władcy. Przeor Kordecki nie otworzył bram, nie godząc się tym samym na poddanie. Niezadowolony z takiego obrotu sprawy Wrzeszczowicz zdecydował się na spalenie zabudowań wokół kościoła Św. Barbary, ciągnąc je ku Krzepicom, w międzyczasie była grabiona własność klasztorna.

Dokończenie na stronie 12 / IV

 

Dokończenie ze strony 9 / I

Augustyn Kordecki – obrońca Polski i Jasnej Góry

 

W przededniu oblężenia Jasnej Góry, do Częstochowy przybył o. Jacek Rudnicki z zakonu Paulinów w Wieluniu, by ostrzec, że gen. Müller ruszył w kierunku miasta na czele dziewięciotysięcznej armii i dziewięciu dział. Jak pisał w swoich wspomnieniach Kordecki, o. Rudnicki radził, aby myśleć o dążeniach do pojednania pokojowego aniżeli narażać święte miejsce na straty i zniszczenia. Tym bardziej, że jego zdaniem było za mało czasu na odpowiednie przygotowanie obronne. Ówczesny przeor jasnogórskiego klasztoru nie myślał jednak o kapitulacji, więc dokonywał wszelkich starań, aby podnieść morale swoich współbraci, by byli gotowi walczyć z siłami nieprzyjaciela i oddać życie na cześć Bogarodzicy.

 

Nadszedł dzień 18 listopada. Tego dnia Ojciec przeor Augustyn Kordecki odprawił na wałach jasnogórskich Mszę św., w czasie której poświęcił działa, kule i proch dodając otuchy i odwagi obrońcom. W godzinach popołudniowych pod Jasną Górę dotarł gen. Burchard Müller von der Lühnen wraz ze swoim wojskiem. W skład jego oddziałów wchodziło m.in. 900 konnych polskiej jazdy. Polscy kawalerzyści, będący u boku szwedzkiego dowódcy, zapewniali, że szli razem z nim pod przymusem i w żadnym wypadku nie zamierzali atakować świętego klasztoru. Müller wysłał do zakonu list, w którym oświadczył, iż przybył ze swoimi oddziałami zająć twierdzę na mocy rozkazu królewskiego. Jednocześnie zaznaczał, że wyraża poszanowanie świętości i odprawianych nabożeństw. Jednakże w razie stawiania oporu zagroził spaleniem. Odpowiedź obrońców była natychmiastowa. Ogień polskich dział zdekoncentrował wrogiego dowódcę, który poprosił o zawieszenie broni.
Kolejne dni upłynęły pod znakiem wpierw zręcznych pertraktacji przeora Kordeckiego, zyskując nieco na czasie, a potem ostrzałów dział. Szwedzki szturm nie sprawił większych szkód. Polacy natomiast, w czasie jednej z noc, zagwoździli skutecznie dwie armaty, czym doprowadzili do poważnych strat po stronie agresora. W związku z tym Müller postanowił ściągnąć pod Jasną Górę 6 większych dział z 200 piechurami z Krakowa oraz około 900 żołnierzy dawnej królewskiej gwardii Jana Kazimierza, którzy zostali wchłonięci do szwedzkiej armii.
Sprowadzanie dodatkowych oddziałów nie miało być jedynym wzmocnieniem sił nieprzyjaciela. Generał Müller postanowił dodatkowo użyć podstępu. Przysłał do paulinów przedstawiciela polskiej szlachty, którego nazwiska przeor Kordecki nie ujawnił w swoich pamiętnikach. Owemu szlachcicowi udało się zyskać zaufanie wśród obrońców. Starał się przekonywać, że dalsze działania zaczepne mogą nie przynieść oczekiwanego rezultatu, przez co Polacy zaczęli tracić wolę walki. Obrońcy zatem błagali szlachcica, by pomógł im w negocjacjach ze Szwedami ustalić korzystne warunki poddania. W porę jednak zareagował Augustyn Kordecki, który zorientowawszy się o szpiegowskiej roli posła, szybko go przepędził ze świątyni. Przeor nie mógł dopuścić, aby obrońcy podupadli na duchu. Zdecydował się zatem podwoić żołd, wypędzić wszelkich reprezentantów opozycji, a żołnierzy maksymalnie zmotywować do tego stopnia, że poprzysięgną walkę do ostatniego tchu. Ponadto powołał dwóch dowódców, w postaci Stefana Zamoyskiego i o. Ludwika Czarneckiego. Do ich zadań należało nie tylko prowadzenie działań bojowych, lecz także i niedopuszczenie przez zakonników i żołnierzy utraty wiary w zwycięstwo. Sam Kordecki podjął rokowania z Müllerem. Trwały one do 4 grudnia.

Po przeprowadzonych pertraktacjach wznowiono walki. W dniach 4-6 grudnia było słychać ciągły odstrzał szwedzkich armat. Potem szarża najeźdźcy ustała, by 13 grudnia ponownie zaatakować ze zwiększoną siłą, w czym  pomogły ściągnięte działa z Krakowa. Tymczasem przeor Kordecki zarządził procesję i śpiewy religijne, które miały uskrzydlić broniących twierdzy. Szwedzi nie dawali za wygraną. Zbudowali ogromną wieżę drewnianą na kołach, którą w nocy podprowadzili po mury świątyni. Została ona na szczęście dla obrońców klasztoru całkowicie rozbita, w wyniku jednego strzału z armaty.

W drugiej połowie grudnia Szwedzi zdawali się rosnąć siłę. Pod osłoną gęstej mgły, spowodowanej niezwykle mroźną zimą, nieprzyjaciele podejmowali zwiększone działania oblężnicze. Budowano wszelkiego rodzaju wieże i machiny wojenne. Ponadto sypano szańce, a także wykonywano podkopy. Obrońcy spodziewali się, że lada moment może dojść do głównego natarcia. Tym bardziej, że posiadali informacje o nowym, przybyłym wsparciu z działami, będącymi w stanie zburzyć mury obronne (murołomy). Niepokój wśród Polaków był tak duży, że coraz mocniej domagano się kapitulacji. Przeorowi Kordeckiemu zarzucano lekkomyślność w związku z tym, że nie chciał się zgodzić na korzystne warunki kapitulacji. Stwierdzono również, że to właśnie o. Augustyn będzie nosić krew swojej załogi na rękach i odpowie za to przed ludźmi, a przede wszystkim przed samym Bogiem. Ponadto zakonnicy przyznali, że przeor Jasnej Góry będzie odpowiadał za jej upadek. Wówczas Kordecki ponownie podniósł zakonników na duchu, oznajmiając, że broni i żywności jest wystarczająco dużo. Apelował także, aby zanieść do Boga swoje prośby, a On wspomoże Polaków.

Najeźdźca przystąpił do ofensywy. Natarcie na północną część obrony zakończyło się fiaskiem. Oddziały wroga uderzyły zatem od strony południowej. Tym razem atak miał zgoła odmienny skutek. Kule szwedzkie przebiły się przez bramę, jednocześnie niszcząc 4 armaty. Jedna z kul znalazła się w bazylice, co spowodowało niemałe przerażenie wśród zakonników i przebywającej w tamtym czasie w klasztorze szlachty. Znów żądano od przeora Jasnej Góry kapitulacji. Kordecki odmówił, argumentując, że poddanie zapoczątkuje kolejne nieszczęścia, a dzięki pomocy Boskiej obrońcy zdołają zatrzymać szwedzką nawałę. Nieprzyjaciele nie mogli rozbić murów kulami armatnimi, w związku z czym wezwali natychmiastowo górników z Olkusza, by ci wykuli podkop tuż pod samym klasztorem. Wówczas zaczęto rozgłaszać doniesienia o odkryciu podziemnego przejścia, co umożliwiłoby zamontowanie min i, co za tym idzie, wysadzenie twierdzy w powietrze. Jednakże żołnierze pod dowództwem Stefana Zamoyskiego, 20 grudnia, wykonali manewr prewencyjny, wybijając niemalże wszystkich pracujących przy tym podkopie górników; przeżyło jedynie dwóch. Następnie skierowali się na baterię znajdującej blisko podkopu, gdzie zagwoździli dwa działa.
Nastąpił dwudniowy odpoczynek w szwedzkich szeregach. 23 grudnia z Krakowa nadjeżdżała kolumna wozów z prochem i sprzętem wojskowym. Zakonników ponownie zaczął ogarniać strach. Reprezentanci szlachty zaś ponownie namawiali do rezygnacji z działań obronnych. Strach wśród obrońców pogłębił się po przerzuceniu do nich pisma przez częstochowskiego mieszczanina Jacka Brzuchańskiego, który był wówczas przebrany w strój żołnierski. W tym piśmie pojawiła się wiadomość o następnej ofensywie wrogich wojsk. Mówiła ona o poważnych uzbrojeniu szwedzkich oddziałów. Miało ono zawierać potężne machiny przylegające do murów, belki zębate, drabiny, granaty, dodatkowe kule armatnie czy pociski wyposażone żelaznymi hakami oraz rurami nafaszerowanymi prochem i ołowiem. W owym liście jednak przeor Kordecki zauważył wzmiankę, dotyczącą powrotu Jana Kazimierza do kraju. Jednocześnie był w niej zapis, że król Polski dotarł już do Żywca.

W wigilię Müller ponownie próbował namówić oblężonych do poddania się. Obrońcy zaczęli grać na zwłokę i poprosili o podjęcie rozejmu w Święta Bożego Narodzenia. Mimo iż dało się słyszeć głosy ze szwedzkich pozycji odnośnie rozpoczęcia szturmu, noc wigilijna przebiegła spokojnie. Otworzono ogień dopiero następnego dnia. Natarcie znów było niezwykle uciążliwe, w wyniku zapalających pocisków oraz rozrywających się z hukiem granatów, które dodatkowo raziły odłamkami. W godzinach wieczornych wróg zaprzestał działań ofensywnych z powodu samozniszczenia najcięższego działa oblężniczego, dokonującego największych szkód. W związku z zaistniałą sytuacją gen. Müller stracił wszelkie nadzieje na zdobycie twierdzy. Otrzymywał nawet od swoich przełożonych rozkazy, nakazujące opuszczenie Częstochowy najpóźniej 27 grudnia. Mimo wszystko chciał wrócić z pola bitwy, zachowując pozory zwycięstwa. Wystosował do klasztoru pismo, w którym zażądał przysięgi wierności i okupu w wysokości 60 tysięcy talarów. Następnie przeor Kordecki w odpowiedzi na te żądania odesłał szwedzkiemu generałowi dwie książeczki, w których opisana była historia Cudownego Obrazu Matki Bożej, a także list, wyjaśniający, że nie może przekazać okupu z powodu zniszczenia majątków klasztornych przez działania bitewne. Ponadto wezwał szwedzkiego dowódcę, aby z większym szacunkiem odnosił się do świętego miejsca. 26 grudnia, a więc w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, Polacy wiwatowali z okazji wielkiego zwycięstwa. Szwedzi z kolei odeszli spod Jasnej Góry następnego dnia tuż przed świtem.

Czasy powojenne

Stanowisko jasnogórskiego przeora Augustyn Kordecki piastował do 18 lutego 1657 r. Nieco ponad trzy lata później (1 maja 1660) mianowano go prowincjałem polskim. W węgierskim Máriavölgy, na kapitule generalnej, uczestniczył w wyborach na urząd generała zakonu, którym, po decydującym, czwartym głosowaniu, został O. Paweł Iwanowicz z OSPPE. Ojca Kordeckiego obrano natomiast wikariuszem generalnym, lecz odmówił przyjęcia tego stanowiska. Na kolejnych kapitułach prowincjonalnych jeszcze trzykrotnie był wybierany na przeora Jasnej Góry (4 lipca 1663, 3 sierpnia 1666 oraz 12 sierpnia 1669). W 1666 r. obrano go ponadto wikariuszem prowincji. Z kolei 7 kwietnia 1671 ponownie został prowincjałem polskim. Augustyn Kordecki zmarł 20 marca 1673, w wyniku zasłabnięcia, podczas wizytacji klasztoru w Wieruszowie. Jego ciało zostało przewiezione na Jasną Górę pod ołtarz Św. Antoniego Opata w kaplicy Św. Pawła Pierwszego Pustelnika. Obecnie urna z prochami O. Augustyna znajduje się w Kaplicy Matki Bożej.

Bohater czy zdrajca?

Ojciec Augustyn Kordecki zapamiętany był jako, wzorowy, honorowy, pracowity zakonnik oddany w służbie Bogu i Matce Bożej. Jednakże z pewnością największą sławę przyniosła mu Obrona Jasnej Góry, której zresztą był organizatorem. Do końca wierzył w polskie zwycięstwo w tej jakże ważnej bitwie. Jednakże do dziś zarzuca mu się dokonanie aktu zdrady, w związku z wysłaniem listu do króla Karola X Gustawa jeszcze przed oblężeniem klasztoru. W owym piśmie Kordecki wyrażał zgodę poddania twierdzy, jeżeli otrzyma gwarancję nienaruszalności sanktuarium. Szwedzki król nie dał mu takowej gwarancji. Pojawiają się jednak opinie, że był to przemyślany zabieg jasnogórskiego przeora, mający na celu przesunięcie ataku agresora. Jedno jest pewne; bohaterskie zarządzanie Obroną Jasnej Góry i skuteczne odparcie Szwedów w 1655 r., dokonane w imię Boga i Maki Bożej, stawia Ojca Przeora w szeregu ze wszystkimi postaciami historycznymi zasłużonymi w największym stopniu dla narodu polskiego.

NORBERT GIŻYŃSKI

 

Pamiątki po ojcu Augustynie Kordeckim

Do najcenniejszych pamiątek pozostawionych przez ojca Augustyna Kordeckiego zalicza się:

  • Złotą Monstrancję tzw. Kordeckiego z 1672 artysty Wacława Grottke, będącą jego wotum dla Matki Bożej za zwycięstwo nad Szwedami (zbiory jasnogórskie);
  • Rękopis – pamiętnik, pisany w języku łacińskim z 1655 (zbiory biblioteki jasnogórskiej);
  • Dzieło „Nowa Gigantomachia” (łac. Nova Gigantomachia) z 1658 (zbiory biblioteki jasnogórskiej);
  • Bursztynowy różaniec z medalionem, z 14 tajemnicami (zbiory jasnogórskie);
  • List do generała Burcharda Müllera von der Lühnena z 21 listopada 1655 (Archiwum Królestwa Szwedzkiego w Sztokholmie (szwedz. Riksarkivet)).

Fot. Wikipedia

  1. Obrona Jasnej Góry na obrazie Januarego Suchodolskiego
  2. Augustyn_Kordecki
  3. W tincie Pomnik o. Augustyna Kordeckiego na Jasnej Górze

 

Podziel się:

1 komentarz

  • Jerzy Nowakowski pisze:

    Wnikliwy materiał historyczny, przekazany współczesnym w ciekawej formie, pokazujący nieustępliwość przeora, jego dyplomację i patriotyzm. Prosimy o dalszą edukację historyczną, opisującą niezłomne postaci ziemi czestochowskiej. Dziękujemy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *