Wokół Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych


Stanisław Lisiecki „Jaguar” awansowany pośmiertnie do stopnia kapitana

 

28 lutego 2020 roku, w ramach obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, w Gminie Wręczyca Wielka odbędą się uroczystości związane z awansowaniem ppor. Stanisława Lisieckiego ps. „Jaguar” do stopnia kapitana. W ramach uroczystości, w Borze Zapilskim zostanie także odsłonięta  tablica dydaktyczna poświęcona „Jaguarowi” oraz jego żołnierzom z Oddziału Partyzanckiego SOS Konspiracyjnego Wojska Polskiego, który w latach 1945-1946 prowadził działania partyzanckie i dywersyjne m.in. na terenie obecnej Gminy Wręczyca Wielka. Tablica stanowić będzie dziesiąty przystanek ścieżki dydaktycznej „Miejsca pamięci narodowej na terenie Gminy Wręczyca Wielka” powstałej w 2019 roku przy współpracy Stowarzyszenia WeWręczycy, Gminy Wręczyca Wielka, katowickiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej oraz Stowarzyszenia Historycznego Reduta Częstochowa.

Choć o Konspiracyjnym Wojsku Polskim i jego twórcy kpt. Stanisławie Sojczyńskim „Warszycu” (postanowieniem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z 2009 roku awansowanym pośmiertnie do stopnia generała brygady), w ostatnich blisko dziesięciu latach mówi się całkiem sporo, to o działaniach podlegających mu dowódców, żołnierzy czy też całych oddziałów, wciąż wiemy bardzo niewiele. Znamiennym jest fakt, że w czasie corocznych częstochowskich obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, podczas przemówień czy apelu poległych, poza „Warszycem” i bohaterami ogólnopolskimi próżno szukać postaci takich jak „Jaguar”, kpt. Henryk Glapiński ps. „Klinga”, sierż. Adam Łebek ps. „Mały” czy członków Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (WiN), jak ppłk Zygmunt Żywocki ps. „Adam”, „Anioł”, „Dzięcioł”, „Kłos”, „Kostur”, „Wujek”, „Wojtek”. Wszyscy oni byli mocno związani z Częstochową i regionem, a niektórzy z nich, jak ppłk Żywocki pełnili wysokie funkcje w strukturach podziemia antykomunistycznego.

W przypadku Konspiracyjnego Wojska Polskiego, naturalnie poza „Warszycem” oraz w niewielkim stopniu „Klingą”, lokalnie najbardziej żywa jest legenda „Jaguara”, z którą sam autor spotkał się już kilkanaście lat temu. I choć w miejscowości Bór Zapilski stoi pomnik poświęcony „Jaguarowi” i jego żołnierzom, a w międzyczasie powstało kilka opracowań i publikacji naukowych związanych pośrednio z tym tematem, to postać ta z niezrozumiałych względów nie wpisała się w tradycję częstochowskich obchodów 1 marca (o czym wspomniano wyżej). Czy działo się tak z czystej niewiedzy, czy też ignorancji, dziś trudno rozstrzygnąć. Kim zatem był „Jaguar”?

Stanisław Lisiecki, s. Franciszka i Józefy z d. Wilk, urodził się 19 kwietnia 1908 roku w m. Długi Kąt (Gmina Węglowice, ówczesny powiat częstochowski). Ukończył 7 klas szkoły podstawowej, z zawodu był majstrem spawaczem, żonaty ze Stanisławą z d. Kulej z którą miał dwóch synów, Jerzego i Zygmunta. W latach 1929 – 1931 odbył służbę w 7 Pułku Artylerii Lekkiej w Częstochowie, a następnie w 10 Pułku Artylerii Lekkiej w Łodzi. Służbę zakończył w stopniu plutonowego rezerwy. Do 1939 roku, pracował m.in. fabryce „Teodor Fuster” w Łodzi. Brak jest jakichkolwiek informacji na temat udziału Stanisława Lisieckiego w wojnie w 1939 roku, choć ze względu na wiek, stopień i specjalność wojskową (artyleria), jest niemal pewnym, że w sierpniu 1939 roku musiał zostać zmobilizowany (być może do 7 DP lub łódzkiej 10 DP).

W czasie okupacji niemieckiej, w kwietniu 1940 roku został wywieziony na roboty przymusowe do Westfalii, gdzie pracował w ciężkich obozach pracy. Po sześciu miesiącach udało mu się uciec z jednego z konwojów i powrócić w rodzinne strony, gdzie szybko włączył się w konspirację antyniemiecką. Od 1941 roku był członkiem Związku Walki Zbrojnej, przekształconego w lutym 1942 roku w Armię Krajowej. W jej szeregach od lipca 1942 roku pełnił funkcję dowódcy piątki, a następnie zastępcy dowódcy oddziału partyzanckiego AK dowodzonego przez ppor. Józefa Janika ps. „Anioł” (nazywanego „Grupą Anioła”). „Grupa Anioła”, składająca się z sześciu tzw. „piątek” wyróżniła się wieloma brawurowymi akcjami dywersyjnymi i bojowymi, m.in. opanowaniem kopalni w Dźbowie i zdobyciem jej kasy (fundusze przeznaczono na cele konspiracyjne), opanowaniem niemieckiego posterunku granicznego w Wielkim Borze (ob. Częstochowa), czy też zatrzymaniem niemieckiego transportu kolejowego jadącego na front wschodni i zdobyciem sporej ilości broni oraz amunicji. Warto zaznaczyć, że oddział AK ppor. Janika „Anioła” działał na terenie włączonym do Rzeszy Niemieckiej (poza Generalnym Gubernatorstwem). Sam Stanisław Lisiecki specjalizował się przede wszystkim w dywersji kolejowej, dokonując licznych aktów sabotażu w rejonie węzła w Herbach. W strukturach AK, „Jaguar” został awansowany do stopnia sierżanta, a następnie starszego sierżanta.

W ramach akcji „Burza”, oddział „Anioła” wszedł jako jedna z kompanii w skład 11 pp AK z 23 DP AK. W tym czasie liczył on 80 żołnierzy i prowadził działania w lasach herbskich, zakrzewskich i wręczyckich. Jesienią 1944 roku, „Grupa Anioła” stoczyła jeden z największych, a zarazem nadal zupełnie nieznanych (!) bojów partyzanckich w rejonie Częstochowy. 24 października 1944 roku, 80-cio osobowy oddział AK dowodzony przez „Anioła”, wraz z 45-osobowym oddziałem spadochroniarzy sowieckich, na skutek zdrady został otoczony w lasach herbskich przez pododdziały okrytej złą sławą niemieckiej dywizji SS „Galizien” (złożonej z ochotników ukraińskich). Nierówna walka w okrążeniu trwała od godz. 8.00 do godz. 13.00, kiedy to po naradzie dowódcy oddziałów partyzanckich postanowili przebić się zwartym szykiem najpierw w kierunku zachodnim w stronę Lisowa, a następnie po ewentualnie sukcesie w kierunku północno-zachodnim, w rejom m. Łebki. Akcja zakończyła się całkowitym powodzeniem. Straty oddziału AK „Anioła” wyniosły 2 ciężko rannych oraz 4 zaginionych, natomiast sowieckie – 1 poległego. Straty niemieckie miały wynieść 22 zabitych i nieznaną liczbę rannych. Po tym spektakularnym boju, ze względów bezpieczeństwa dowództwo 11 pp AK zdecydowało o podzieleniu „Grupy Anioła” na mniejsze oddziały.

Po rozwiązaniu Armii Krajowej w styczniu 1945 roku, wykorzystując powojenną zawieruchę część żołnierzy „Grupy Anioła” na rozkaz swego dowódcy ppor. Janika wstąpiła w szeregi Milicji Obywatelskiej, organizując Komendę Powiatową w Częstochowie. Był wśród nich także Stanisław Lisiecki, który służbę w MO rozpoczął w stopniu sierżanta. Jesienią 1945 roku, „Jaguar” (podobnie jak „Anioł”) został zaprzysiężony na członka KWP, stając się jako funkcjonariusz MO członkiem siatki wywiadowczej Komendy Powiatowej KWP krypt. „Napęd”. W czerwcu 1946 roku został mianowany dowódcą pododdziału, a następnie zastępcą dowódcy oddziału partyzanckiego SOS kpt. Glapińskiego „Klingi”. Oficjalnie w MO Stanisław Lisiecki służył od 11 kwietnia 1945 roku do 6 lipca 1946 roku. Zdekonspirowany przez UB „poszedł do lasu”, gdzie po częściowym rozbiciu oddziału „Klingi” (a następnie jego aresztowaniu), został dowódcą oddziału szturmowego KWP. Jego oddział przeprowadził szereg akcji dywersyjnych i bojowych na terenie ówczesnego powiatu częstochowskiego i lublinieckiego (m.in. w czerwcu 1946 roku staczając zwycięski bój z siłami MO i UBP pod Kamińskiem). Należy podkreślić, że jak potwierdzają w swych raportach sami funkcjonariusze UB, w oddziale „Jaguara” panowała wysoka dyscyplina, a jego walka miała charakter |

„ideowy”, choć oczywiście „wrogi ustrojowi” (a więc „bandycki”). Działalność oddziałów „Klingi”, „Jaguara”, a następnie sierż. Adama Łebka „Małego” była na tyle uciążliwa, że do jego likwidacji skierowano siły MUBP z Częstochowy i PUBP z Lublińca, funkcjonariuszy MO oraz żołnierzy KBW.

26 sierpnia 1946 roku, na skutek donosu mieszkańca Klepaczki o nazwisku Krałza (Krauze?), „Jaguar” wraz z siedmioma żołnierzami (w całość oddział zbierał się tylko na większe akcje) zostali otoczeni przez siły UBP, MO i KBW w zabudowaniach gospodarczych rodziny Płazów w Borze Zapilskim, gdzie zatrzymali się na odpoczynek. Podobna sytuacja miała miejsce kilka dni wcześniej w Bieżeniu, jednak wtedy żołnierzom „Jaguara” udało się przebić z okrążenia. Tym razem zabudowania zostały szczelnie otoczone, a w kluczowych punktach stanowiska zajęły ciężkie karabiny maszynowe, mające prowadzić ogień krzyżowy, odcinając jedyną drogę ucieczki w stronę lasu. O pojawieniu się sił bezpieczeństwa, „Jaguara” usiłowała ostrzec córka gospodarzy Maria Płaza, jednak zginęła już od pierwszej serii broni maszynowej. Mimo beznadziejnej sytuacji, część żołnierzy na czele z „Jaguarem” wydostała się z zabudowań i prowadząc ogień z pistoletów maszynowych, skierowała w stronę lasu. Kiedy wydawało się, że akcja może zakończyć się powodzeniem, odezwały się ciężkie karabiny maszynowe KBW. W krzyżowym ogniu padli wszyscy, którzy wybiegli przed zabudowania i na łąkę. Do rannego „Jaguara” z zamiarem dobicia podszedł funkcjonariusz UB Zygmunt Trzepizur, jednak Stanisław Lisiecki błyskawicznie wyciągnął pistolet i strzelił mu prosto w głowę. Słysząc, że funkcjonariusze UB i MO dobijają jego rannych żołnierzy, „Jaguar” strzałem z pistoletu odebrał sobie życie. Ogółem poległo siedmiu żołnierzy KWP, a jeden, ciężko ranny, został aresztowany. Ciała poległych rozebrano z mundurów i wywieziono na samochodach do Częstochowy. Tam (według różnych relacji od 12 godzin do 3 dni), przez dłuższy czas miały one leżeć na śmietniku na dziedzińcu siedziby UB przy ul. Śląskiej. Po odmowie wydania ciał bliskim, wywieziono je w nieznanym kierunku. Do dziś miejsce pochówku „Jaguara” i jego towarzyszy pozostaje nieznane.

Po śmierci Stanisława Lisieckiego, nad pozostałą częścią oddziału dowództwo objął jego zastępca, wspomniany sierż. Łebek ps. „Mały”. Ostatecznie, w wyniku działań operacyjnych oznaczonych kryptonimami „Rozbitki”, „Astra” oraz „Nagonka”, do końca 1946 roku UBP zlikwidował ostatnie pododdziały dawnego oddziału „Jaguara” działające w powiecie częstochowskim i lublinieckim.

Po blisko 74 latach od śmierci Stanisława Lisieckiego „Jaguara” można zaryzykować stwierdzenie, że wraz z pośmiertnym awansowaniem Go do stopnia kapitana, sprawiedliwości dziejowej staje się zadość. Jego historia wręcz w jaskrawy sposób ukazuje także jak niewiele wciąż wiemy nie tylko na temat lokalnej działalności KWP, ale także o wiele bardziej niepokojący fakt, że tak naprawdę nie znamy historii działalności Armii Krajowej w regionie częstochowskim. A przecież większość żołnierzy „Jaguara” to ludzie nieprzypadkowi – to byli członkowie AK z piękną kartą konspiracyjną (często z wysokimi odznaczeniami bojowymi), którzy po latach walki z okupantem niemieckim o wolną Polskę, nie pogodzili się z kolejnym zniewoleniem…

Adam Kurus

 

Fot. ze zbiorów Wojciecha Lisieckiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code