ŁEB W KASK OKUTY


Kontra z lewej

Jedzie babinka rowerem „Ural” z Psar do Woźnik, wiezie piwo dla wnuka… A tu z krzaków poseł wypada: „Głupia babo, a gdzie masz kask! Wkładaj go zaraz na swój łeb, bo ci rower zabiorę i jeszcze mandat dołożę…” „Zlituj się, panie miłościwy” – płacze babuleńka – „Przeca ja tu czterdzieści lat już jeżdżę na tym rowerze co go od ruskich tata za bimber kupił. Ani mnie nie stać na ten kask, a i wstyd w czymś takim chodzić – ludzie pomyślą żem jest jakieś UFO”.
Poseł, niewątpliwie sam babulinek łapać nie będzie. Od tego ma policję. Poseł jedynie uchwali prawo dla dobra i bezpieczeństwa użytkowników dróg publicznych jeżdżących na jednośladach napędzanych siłą mięśni. A dlaczego – dowiadujemy się z „Gazety Wyborczej”. Cytuję:
Pytanie: Dlaczego chcecie rowerzystom założyć obowiązkowe kaski?
Odpowiada poseł Ziemi Częstochowskiej i Lublinieckiej Edward Maniura: „Z troski o bezpieczeństwo rowerzystów (…) W stosunku do ceny roweru kask jest niedrogi. A wstyd? Na Zachodzie wiele bizneswomen jeździ na rowerze w kaskach i nie przeszkadza im to. Polskie rowerzystki też nie będą się wstydzić (…)
„Całość tej niezmiernie ciekawej wypowiedzi posła Ziemi Częstochowskiej przeczytać możemy w „GW” z 3 VII b.r. Słuchaj więc, kobito wiejska… Masz jeździć w kasku, bo tak bezpieczniej. Kask nie jest drogi – jedynie 60-70 zł. I nie masz się czego wstydzić, bo bizneswomeny też jeźdżą w kaskach i się tego nie wstydzą.
Pan poseł reprezentuje Platformę Obywatelską, partię określającą się jako liberalną. Jest to więc pewien ewenement – liberał domagający się ograniczenia wolności, liberał ścigający cyklistów. Jest też inny ewenement – sposób oglądu rzeczywistości. W Woźnikach widocznie rowerzysta kojarzy się wyłącznie z obrazem młodego człowieka mknącego po szosie na swoim „góralu” w tempie nie mniejszym niż 50 km/h. Z mojego punktu widzenia – mieszkańca Częstochowy – taki obraz jest charakterystyczny dla mniejszości cyklistów. W zdecydowanej większości występuje tradycyjny typ cyklisty: na przestarzałej „kozie”, „uralu”, „składaku” w nobliwym tempie 5 km/h przemieszczającego się między domem a sklepem. I nie ma w tym nic dziwnego. W całej Europie przeważa właśnie ten typ kierowców jednośladów. Tak w Amsterdamie, jak i maleńkim Kirchendorfie zawsze, w przeważającej większości, spotkamy takich nobliwych spacerowiczów niespiesznie przemieszczających się nieefektownymi jednośladami. W całej Europie nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, by głowy owych spacerowiczów okuć obowiązkowym kaskiem.
Nie przeczę – kask jest w wielu wypadkach wskazany i niezbędny. Zwłaszcza dla dzieciaków i młodych ludzi. Ustawa ma jednakże ten urok, że nie sposób stosować jej wybiórczo. Tym może różnię się od pana posła, że nie jestem liberałem, lecz konserwatywnym liberałem. Niby drobnostka, a jednak… W myśl doktryny konserwatywnego liberalizmu uważam, że ludzie są istotami myślącymi i powinni sami odpowiadać za siebie i swoje zdrowie. „Dbaj o zdrowie należycie, bo jak umrzesz stracisz życie” – o tym powinien pamiętać każdy. I nie potrzebne są szczegółowe prawa, by państwo bardziej od obywatela troszczyło się o jego zdrowie i życie (bo jak umrze nie będzie płacił podatków).
„Żyj i daj żyć innym” – to kolejne ważne wskazanie konserwatywnego liberalizmu. Daj żyć ludziom, nie wtrącaj się w ich życie prywatne. Szanuj ich przyzwyczajenia.
A co do zagrożeń na drogach. Moim prywatnym zdaniem stałym i największym zagrożeniem jest chamstwo na drogach i w życiu codziennym. Na chamstwo nie da się wymyślić skutecznego przepisu prawnego. I nie ma takiego zabezpieczenia (kasku, pasów bezpieczeństwa, hamulców z ABS) przed chamstwem chroniącego.

JAROSŁAW KAPSA

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.