DAROCHA NA NIEBOSKŁONIE


Igrzyska znów dla Polaków!

Janusz Darocha jest obecnie najbardziej utytułowanym pilotem sportowym na świecie, niekwestionowaną gwiazdą podniebnego „cyrku”. Z dorobkiem 23 medali wywalczonych w konkurencjach indywidualnych – 12 złotych, 7 srebrnych i 3 brązowych, zawodnik Aeroklubu Częstochowskiego bije na głowę wszystkich największych mistrzów skrzydeł.
Darocha nie poprzestaje na tych dokonaniach. Marzą mu się kolejne laury, kolejne mistrzostwa, kolejne zaszczyty. Tym bardziej, że w hangarach macierzystego aeroklubu wreszcie stoi samolot, który zdominował współzawodnictwo we współczesnym lotnictwie sportowym. Mowa o Cesnie 152, którą zakupiło, a następnie użyczyło Darosze, Polskie Przedsiębiorstwo Wydawnictw Kartograficznych.
– Eksploatowana przez nas Wilga, chcąc nie chcąc, musi niebawem ustąpić pola tej maszynie. Przemawiają za tym niemal wszystkie czynniki. Przede wszystkim ekonomia. Lecąc na Wildze z Warszawy do Częstochowy zużyłem tyle paliwa, ile podróżując na Cesnie z Polski do Hiszpanii. Komentarz wydaje się zbyteczny – podpowiada czempion.

Gorąca Kordoba

W II Igrzyskach Sportów Lotniczych piloci samolotowi rozegrali dwie imprezy – X Mistrzostwa Europy w Lataniu Precyzyjnym i XII Mistrzostwa Świata w Lataniu Rajdowo-Nawigacyjnym. W pierwszej z nich triumfował Wacław Wieczorek. Darocha był dopiero siódmy. Drużynowo biało-czerwoni uplasowali się na drugiej pozycji, prześcignięci przez Czechów.
– Rywale dobrali się nam do skóry. Prawdziwą furorę zrobił jednak Słoweniec, który wywalczył srebrny medal. Jeśli chodzi o mnie, to nie ustrzegłem się błędów. Najwięcej kosztował ten, popełniony podczas lądowań bez gazu. Cesna odbiła się od lądowiska, zamiast łagodnie przyziemić. Sędziowie byli bezwzględni – opowiada Darocha.
Pilotom walczącym pod andaluzyjskim niebem doskwierał potworny upał. Przy temperaturze 47 stopni Celsjusza posłuszeństwa odmawiały nie tylko ludzkie organizmy, ale przede wszystkim same samoloty.
– Serwis miał pełne ręce roboty i podejrzewam, że zarobił na tych mistrzostwach niemało grosza – dodaje Darocha.

W dwójkę łatwiej?

Małe niepowodzenie w ME Darocha powetował sobie z nawiązką w MŚ. W konkurencji rajdowo-nawigacyjnej częstochowianinowi partnerował Zbigniew Chrząszcz i, jak się okazało, na tę dwójkę nie było silnych. Nasi reprezentanci dokonali rzeczy wręcz niewiarygodnej. Po przelocie wytyczonej trasy podeszli do lądowania i posadzili maszynę w punkcie oznaczonym przez arbitrów jako zerowy.
– To niewiarygodny wyczyn – uważa także pilot, obecnie prezes Aeroklubu Częstochowskiego Włodziemierz Skalik. – Gdy spędza się ileś godzin w kabinie i obserwuje wszystko z niemałej wysokości, nagle trzeba przestawić swój wzrok na zupełnie inne odległości. Lotnicy czasami wpatrują się więc we włos na ręku, aby przystosować do zmieniających się warunków i zlądować jak najprecyzyjniej.
Darosze i nawigatorowi Chrząszczowi udało się to w sposób celujący. Jako jedyni nie „złapali” punktów karnych i z ogromną przewagą nad konkurentami zostali mistrzami świata. Za ich plecami zmagania ukończyli krakowianie – Wacław i Krzysztof Wieczorkowie. Brąz przypadł duetowi francuskiemu.

GPS, czyli czarna skrzynka

W sporcie samolotowym, podobnie jak w innych dyscyplinach, dąży się do zmiany przepisów, spowodowania, aby były one czytelniejsze. Wszystko wskazuje na to, że już za dwa lata w bajecznym, znanym z wyborów miss świata Sun City w RPA, gdzie rozgrywane będą kolejne mistrzostwa w lataniu rajdowo-nawigacyjnym, trasa przelotu poszczególnych załóg będzie oceniana na podstawie zapisu satelitarnego, tzw. GPS.
– GPS, to nowa jakość w naszym sporcie – zaznacza Darocha. – W Kordobie takim sprzętem dysponowali już reprezentanci Południowej Afryki. To urządzonko nie tyle pomaga pilotowi w samej nawigacji, ale jest czymś w rodzaju czarnej skrzynki. Rejestruje trasę przelotu i nieubłaganie wychwytuje wszelkie błędy. Sędziowie będę mieli bardzo ułatwione zadanie. GPS nie mają jeszcze reprezentanci Polski. Niebawem muszą go jednak zakupić, jeśli nie mają zamiaru oddać pola rywalom. Jeden zestaw kosztuje około 800 dolarów i suma ta nie wydaje się zwalać z nóg, jeśli porównać ją z cenami samych samolotów. Rosjanie po naukę?
Pod koniec września (25-30.09) wszystkich najlepszych pilotów znad Wisły będzie można podziwiać podczas Samolotowo-Nawigacyjnych Mistrzostw Polski, które odbędą się na lotnisku Aeroklubu Częstochowskiego. Zawody będą miały charakter otwarty, dlatego spodziewany jest przyjazd kilku ekip zagranicznych. Największe zainteresowanie występem wyrazili piloci rosyjscy. Co prawda nie należą oni do czołówki światowej, ale podobno mają wielka ochotę, aby się w niej znaleźć. W igrzyskach Rosjanie wiele nie zwojowali, za to zaskoczyli, nie tylko naszych reprezentnatów, nowym sprzętem. Cała ekipa miała do dyspozycji uznane w światku Cesny.
– Piloci Rosyjscy, to podobno biznesmeni i to nietuzinkowi biznesmeni. Nabyte przez nich samoloty potwierdzają ten fakt. Teraz chcą się od nas czegos nauczyć, podejrzeć, jak my latamy – uważa Darocha.
W MP wydaje się jednak, że karty rozdawać będą gospodarze i główny pretendent do tytułu – Janusz Darocha, dla którego Cesna 152 z dnia na dzień staje się przyjaźniejszą maszyną.

ANDRZEJ ZAGUŁA

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *