KONCERT W FILHARMONII. Gruziński mistrz i czeskie odkrycie


W piątkowy wieczór 27 lutego rzeszę melomanów do Filharmonii Częstochowskiej niewątpliwie ściągnęło nazwisko Davida Khrikulego i wspaniałe wrażenie, jakie pozostawił po sobie ubiegłoroczny finalista XIX Konkursu Chopinowskiego w Warszawie. Mnie osobiście, choć z gmachu przy ul. Wilsona wychodziłem pod niewątpliwym zachwytem umiejętnościami i interpretacją młodego gruzińskiego pianisty w II Koncercie fortepianowym f-moll op. 21 kompozytora z Żelazowej Woli, bardziej intrygowała II Symfonia Es-dur op. 38 Zdenka Fibicha.

I nie zawiodłem się, gdyż jest dzieło niezwykle intrygujące w formie i brzmieniu, a jego wykonanie pod batutą czeskiego maestro Marka Štilca, który za cel wziął sobie przywrócenie współczesnemu odbiorcy twórczości swojego rodaka, było świetnie poprowadzone i dało wyrazisty obraz myśli kompozytorskiej autora. Mniej znanego od słynnych Bedřicha Smetany i Antonína Dvořáka, głównie z tego względu, że w przeciwieństwie do nich w jego muzyce odbijały się bardziej echa mistrzów szkoły niemieckiej niż rodzime melodie. A to w dobie silnego odrodzenia narodowych emocji w czeskiej społeczności nie mogło spotkać się z należnym uznaniem.

Trzeba przyznać, że II Symfonia Fibicha jest utworem trudnym tak w wykonaniu, jak i momentami w odbiorze, wiele w niej wysokich partii skrzypieć i repetetywnych motywów. Właściwe wykonanie wymaga czujności dyrygenta i klarownej interpretacji oraz wysokich umiejętności wykonawców, aby wszystko wykonać równo i nie przerysować brzmieniowych niuansów. Tych zagrożeń częstochowskim instrumentalistom zdecydowanie udało się uniknąć. Energetyczny ładunek kompozycji został oddany we właściwych proporcjach.

W drugiej części wszystkie oczy i uszy skupiły się na gościu z Gruzji. Wysoki wynik w zeszłorocznych zmaganiach nie był przypadkowy. Przez cały czas trwania koncertu towarzyszyło mi wrażenie, że Khrikuli gra Chopina tak, jak już rzadko – niestety – wykonuje się go na światowych scenach. Bez nadmiernego, popisowego akcentowania pod publikę, za to z zachowaniem pełnej poetyki i klarowności przebiegu. Co nie oznacza, że można odmówić mu wirtuozerii, ale płynnej, bez szarpania i gwałtownych wtrętów. Właśnie w tej naznaczonej błyskiem geniuszu subtelności kryła się prawdziwa siła jego nieprzeciętnych umiejętności i wciągającej interpretacji. Chyba tylko Shiori Kuwahara w ostatnim czasie prezentowała się w sposób równie przekonujący.

Wieczór poprowadził powracający do Filharmonii po dłuższej nieobecności Jan Popis, z właściwą sobie elegancją i niekwestionowaną elokwencją zbudowaną na naprawdę solidnych podstawach wiedzy i doświadczenia.

ŁUKASZ GIŻYŃSKI

+ foto: Wzruszony aplauzem gruziński pianista David Khrikuli trzykrotnie bisował na zakończenie wieczoru

Autor: Agnieszka Małasiewicz, Filharmonia Częstochowska

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *