WAKACJE


Rozpoczęła się oto powszechna akcja pod kryptonimem „Wakacje” Jedni już precyzyjnie zaplanowali urlopy, inni kończą je planować, wielu już urlopuje. Rozglądam się w tłumie zabieganych rodaków i jakoś nie dostrzegam zewnętrznych objawów przedwakacyjnej gorączki. Pewnie bierze się to stąd, że te wszystkie przygotowania są, w gruncie rzeczy, podobne. Jeden wachluje się talią kart kredytowych i oblicza czy warto zainwestować w nowy akwalung, bo wybiera się na Seszele, czy inne Karaiby. Drugi wachluje się płaskim od wychudzenia portfelem i oblicza czy warto zainwestować w nowe stylisko do szpadla, bo zamierza pokopać na działce. Jeden dobiera skarpety od Armagnego w kolorze czerwonego wina do białego smokingu ,żeby w czasie wieczornych rautów w Acapulco nie wyjść na leszcza z prowincji, drugi otrzepuje z pajęczyny beret z antenką, żeby po owocowym winie nie zasnąć z gołą głową na słońcu, bo to niezdrowo. Jeden poleruje belgijski dryling do polowania na antylopy na safari, drugi rychtuje packę do polowania na muchy i komary w altanie. Jeden martwi się czy w czasie jego urlopowej nieobecności nie podskoczą stopy procentowe w bankach, drugi martwi się, czy dziurawe tenisówki nie przyczynią mu bąbli na stopach. Jak więc widzimy, obaj mają te same problemy z doborem strojów, sprzętu i wakacyjnych zakupów. No, może te problemy różnią się nieco szczegółami i skalą, ale statystycznie nie ma to większego znaczenia. Wakacje czynią ludzi równymi, szczególnie na plażach dla naturystów, gdzie każdy jest goły i nierzadko wesoły. Dla wszystkich jest ten sam księżyc, te same korki komunikacyjne, te same zagrożenia zatruciami pokarmowymi. A że jeden zatruje się nieświeżą oliwką w Martini na plaży w Saint Tropez, a inny lodami z salmonellą na basenie w Sosnowcu, dla żołądka to wszystko jedno, bo żołądki wszyscy mamy takie same. Gdyby całe nasze społeczeństwo dzieliło się na tych od Seszeli i safari, i na tych od działki i packi na komary, w proporcjach pół na pół, to statystycznie kraj można by usytuować pod względem zamożności, w strefie stanów średnich. Niestety na razie tak nie jest i musimy poczekać jeszcze kilkadziesiąt wakacyjnych sezonów. Ach, gdzie są niegdysiejsze wakacje, kiedy wszyscy mieli piękne zbiorowe urlopy z ramienia Funduszu Wczasów Pracowniczych z rozwodnionym kapuśniakiem, ciepłym piwem, gazowana oranżadą i przygazowanym inspektorem kulturalno-oświatowym. To już se ne vrati.
Miejmy nadzieję. Na razie można przypuszczać, że poważnym zagrożeniem dla rozpoczynających się wakacji może stać się polityka. Wybory już we wrześniu, a zatem partie polityczne wszystkich opcji, nie zechcą marnować czasu na tak banalne uciechy, jak kąpiele, opalanie się, albo turnieje na plaży. Niewykluczone, że lato zostanie zdominowane przez medialne kąpiele błotne, zaś podstawową rozrywką stanie się śledzenie wyników sondaży z wypiekami na twarzy. Słoneczna pogoda i temperatura wody w Bałtyku, będzie interpretowana na korzyść obecnego gabinetu, ale ewentualne deszcze, burze i przygruntowe przymrozki bezlitośnie wykorzysta opozycja. Ale to już nieuchronne uroki przedwyborczego lata.

ANDRZEJ BŁASZCZYK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code