LINIA PODZIAŁU


Kontra w centrum

Pewien bardzo uczony mąż (pono był to Einstein, ale nie jestem pewien) powiedział kiedyś „…kiedy wychodzę z psem na spacer i spoglądamy w gwiazdy, to jesteśmy jednakowo mądrzy”. W tej refleksji jest coś więcej niż ironiczna konstatacja wysnuta z rozumu. Jest w nim pokora. Kiedy każdego roku idę cmentarną aleją, aby odwiedzić najbliższych sercu, kiedy widzę tłumy ludzi pochylonych nad płomykami, stare kobiety troskliwie porządkujące groby, tak, jak się porządkuje pościel przed snem, powstaje we mnie realne przeświadczenie, że nasi zmarli są. Filozofia, która stawia nam wciąż pytania typu „co jest po drugiej stronie życia?”, mówi nam jednocześnie, że nie ma na to pytanie konkretnej odpowiedzi. Trudno byłoby zorganizować taki ontologiczny teleturniej albo konkurs audio – tele zestawiony z pytań: „kim jesteśmy? skąd przybywamy? dokąd idziemy?” Nawet, gdyby wśród nagród znajdowało się coś więcej niż komplet srebrnych garnków albo roczny zapas przyprawy do zup, nawet, gdyby główną nagrodą była komfortowa wieczność z gwarancją plus nieskończoności, nikt na takie pytania nie odpowie. Nie ma nawet kompetentnego gremium ekspertów, które oceniłoby naukowo trafność odpowiedzi. Był już taki filozof Fryderyk Nietzche, który ogłosił światu, że „Bóg umarł!!!” Na razie, to Fred nie żyje, a Pan Bóg miewa się nieźle.
Tu linia podziału przebiega wyraźnie i dzieli nasz szlachetny gatunek na dwie części. Na bogatych i biednych, czyli na tych, którym dana jest łaska wiary i na tych, którym dana nie została. Nawet najbardziej brzuchaty bankier – ateusz, mijający luksusowym autem pielgrzymującą babinę nieuchronnie znajdzie się w sytuacji, kiedy poczuje się wobec niej ubogi, jak mysz kościelna. W sumie, nic nowego. Już Średniowiecze, epoka barwna i uduchowiona, stworzyło dance macabre, tańce śmierci. Nieuchronność śmierci i równość w jej obliczu. Od tamtej pory nic się w tej materii nie zmieniło, ani na jotę. Król i żebrak, makler giełdowy i szansonistka, poseł i złodziej. Każdy dostanie swoje ostatnie 5 sekund, czy tego chce czy nie. Nikt nie zostanie pominięty ani nikt wywyższony. Jednak ci zwyczajni ludzie, którym łaska wiary dana została w pełni mają do swoich bliskich zmarłych bliżej. Rozmawiają z nimi, zwierzają się, czasem tłumaczą ze swoich błędów i zwyczajnie za nimi tęsknią. To widać, kiedy patrzy się na fotografie ludzi żyjących umieszczone na nagrobkach, z imieniem, nazwiskiem i datą urodzenia. Brakuje tylko daty końcowej, drugiego nawiasu, zamykającego całość zwaną życiem. Dopóki my pamiętamy o naszych zmarłych, oni, gdziekolwiek by nie byli, nie zapominają o nas.
Pisał o tym Zbigniew Herbert…
…tak to troszczą się o nas nasi zmarli
rozmawiają z nami przez sen
odnoszą zgubione pieniądze
szukają dla nas posady
podpowiadają numery losów
a jeśli tego nie mogą
stukają palcem w szybę

a my im z wdzięczności wielkiej
wymyślamy nieśmiertelność
zaciszną jak norka myszy.
Dan 30.10.2001

ANDRZEJ BŁASZCZYK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code