CHŁODNYM OKIEM


W domu i na świecie

W niedzielę miałem okazję obejrzeć kilka rejestracji wideo, prezentowanych z okazji finału konkursu „Częstochowa w kadrze”.
Od poprzedniej edycji imprezy upłynęło tak wiele lat (chyba cztery), że zdążyłem już zapomnieć o istnieniu konkursu na amatorski film poświęcony naszej metropolii. Pisałem wyżej o rejestracji, gdyż dzisiejsza technika ma niewiele wspólnego z klasycznym zabiegiem naświetlania taśmy w postaci ciągu zmieniających się obrazków zwanych właśnie kadrami. W rękach amatorów od dawna nie ma radzieckich kamer z napędem sprężynowym, po których w wielu domach pozostały zapomniane rolki filmów – odtwarzane czasem na wysłużonych projektorach. Dziś „kręci się” zapis magnetyczny, wcale nie lepszy jakościowo od niemych migawek z wakacji nad morzem. Z dawnych czasów musiało w prywatnych rękach ocaleć sporo ciekawych ujęć, których siłą rzeczy nie da się odnaleźć w poszarzałych rocznikach „Gazety Częstochowskiej”.
Zapewne niektórzy czytelnicy wiedzą, że właśnie tutaj nakręcono najstarszy polski ruchomy dokument – film o pożarze zapałczarni, do dziś egzystującej pod tym samym adresem przy ulicy Ogrodowej. Wiele materiałów z Częstochowy i Jasnej Góry z pewnością zrobiły ekipy filmowej kroniki PAT-a, od lat trzydziestych już dźwiękowej i rozsyłanej dość regularnie do krajowych kin.
Niestety, do naszych czasów w Filmotece Polskiej oraz Archiwum Dokumentacji Mechanicznej dotrwały nieliczne kompletne wydania i jakieś pokruszone skrawki celuloidu.
Najsłynniejszy z nich, to kilkuminutowa relacja z sejmowego wystąpienia Józefa Becka – minister spraw zagranicznych mówił o polskim honorze nakazującym odrzucenie niemieckiego ultimatum o eksterytorialnej autostradzie do Gdańska. Niestety, nie mam pojęcia jak skutecznie dotrzeć do tych źródeł, by wykorzystać je choćby w postaci stop-klatek w przygotowywanej monografii Częstochowy. Każdy znawca ikonografii zna koronny argument na rzecz „obrazków”: przekaz wizualny – rysunek, fotografia, wreszcie film – niosą wielokrotnie więcej informacji od tekstu. Dlatego właśnie świadomi rzeczy historycy starają się ubarwić swój wywód dobranymi celnie ilustracjami. Na zakończenie historycznych wypominków o kręconych tutaj filmach, warto wrócić do dwóch rejestracji. Pierwsza z nich dotyczy „spontanicznej” manifestacji ludności po wyzwoleniu miasta przez Armię Czerwoną 16 stycznia 1945 roku. Jakaś demonstracja rzeczywiście się odbyła, ale nie przybyła na nią wojskowa ekipa filmowa. W dwa dni później wszystko – dla potrzeb propagandowych – powtórzono! Drugi sławny film ukazuje ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, który do Częstochowy przybył w kilka dni po uwolnieniu z internowania w bieszczadzkiej Komańczy i złożył słynne Jasnogórskie Śluby Narodu.
Czy amatorzy z kamerą wideo są w stanie równie ciekawie zapisać ważne dla swej małej ojczyzny zdarzenia? Chyba nie, na co wskazuje niepewny byt wspomnianego konkursu. Film – nawet w postaci magnetycznej kasety VHS – jest bardzo drogim hobby. Nierównie więcej kosztuje technika cyfrowa, gwarantująca odpowiednią jakość obrazu i jego montaż. Trzeba jeszcze mieć dobry pomysł, scenariusz, interesujących rozmówców albo wizję estetyczną. Mnie samemu wydaje się to śmiesznie łatwe, gdyż tematy leżą dosłownie na ulicy, a zjawiska społeczne porażają swą intensywnością. Tylko ludzie z ciekawymi życiorysami odchodzą ze zdwojoną szybkością. Nie ma już wśród nas całego legionu żołnierzy AK-owskiego podziemia, więźniów obozów hitlerowskich i GUŁ-agu, przedwojennych polityków, wielu legendarnych nauczycieli, aktorów, muzyków i niepokornych księży… Co zrobić, by w archiwach przetrwały warte uwagi obrazy dnia dzisiejszego, na który nie składają się wyłącznie kasety o ślubach, weselach i pogrzebach – banalne świadectwa epoki wizualnej. Michał Tkaczyński – laureat Grand Prix konkursu „Częstochowa w kadrze” ledwie dotknął tematu w swych kilkunastominutowych etiudach. Ma dużo chęci, lecz puste kieszenie.
ryszardbaranowski@poczta.onet.pl
PS. W zeszłotygodniowym felietonie o parku rozrywki Bałtyk-Adriatyk („Zawsze dawaj szansę”) literowy błąd sprawił, że datowałem zamiar włoskiej inwestycji na rok 1983, choć z kontekstu jasno wynika, że działo się to dziesięć lat później, w 1993, już za wolnego samorządu…

RYSZARD BARANOWSKI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code